MATERIAŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z URZĘDEM MARSZAŁKOWSKIM WOJEWÓDZTWA MAZOWIECKIEGO

Jak wygląda budżet Mazowsza na 2022 rok? Udało się go spiąć w kontekście zmian podatkowych Polskiego Ładu?

Polski Ład to przede wszystkim reforma w podatku PIT i niższe dochody publiczne z tego tytułu. Samorządy wojewódzkie mają jednak niewielki w nim udział, więc dla nas to nie jest aż tak duży ubytek. Dlatego nasz budżet w tym kontekście jest dosyć perspektywiczny: łącznie to ponad 4,6 mld zł po stronie wydatków, z czego 1,4 mld zł na inwestycje.

Za to samorządy wojewódzkie mają duże udziały w CIT. A tu resort finansów przewiduje bardzo duży wzrost...

Według informacji, którą otrzymaliśmy z Ministerstwa Finansów, dochody z tytułu podatku CIT mają się zwiększyć aż o 20 proc., co w naszym odczuciu jest zbyt optymistycznym założeniem, nawet jeśli w przyszłym roku utrzyma się szybkie tempo wzrostu gospodarczego. Naszym zdaniem Ministerstwo Finansów przeszacowało swoje prognozy, ale mamy obowiązek się do nich stosować. Dla nas to ryzyko, że wpływy do naszego budżetu będą mniejsze o kilkaset milionów złotych, choć ze względu na zmianę przepisów przekonamy się o tym dopiero w 2023 r.

Czy województwa dostaną coś z 8 mld zł zapowiedzianej dla samorządów rekompensaty za Polski Ład?

Wszystko w rękach Ministerstwa Finansów, które stosuje dosyć skomplikowane algorytmy i przeliczenia. To już tak zaawansowana inżynieria finansowa, że właściwie przekształca się w centralnie sterowany system finansowania samorządów. Niestety, zaczyna to przypominać system słusznie miniony, w którym dochody własne samorządów są zamieniane na niemalże ręczne ustalanie przez ministra finansów wpływów dla poszczególnych jednostek.

Skąd ta surowa ocena polityki rządu, skoro Polski Ład w niewielkim stopniu dotyka samorząd regionalny?

Traktujemy finanse samorządów jako nasz wspólny system. Jako samorządowcy walczymy o wspólny interes. W całym systemie luka jest szacowana na 14 mld zł, więc już na pierwszy rzut oka widać, że te 8 mld zł zapowiedzianej subwencji na pewno nie wystarczy. Tym bardziej że to dotacja jednorazowa w 2021 r., a krytyczne będą lata 2022, 2023 i 2024, które w pełni pokażą skutki przejścia na nowy system podatkowy. By skompensować ubytki dla miast i gmin, należałoby zwiększyć ich dochody własne poprzez wzrost ich udziału w PIT, z obecnych 39 do 49 proc., a nie rozdzielać subwencje czy dotacje.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Tym bardziej że problemy finansowe miast i gmin mogą obniżyć ich potencjał inwestycyjny, a nawet ograniczyć sięganie po zewnętrzne źródła finansowania, w tym fundusze UE – ze względu na kłopoty z zapewnieniem wkładu własnego.

Ale rząd już uruchomił Program Inwestycji Strategicznych – PIS. Tylko w tym roku rozdzielono ponad 23 mld zł. To są naprawdę duże pieniądze, które podnoszą potencjał inwestycyjny samorządów.

Owszem, to duże kwoty, ale tak naprawdę to na razie tylko promesy, obietnice, a nie realne pieniądze. Poza tym, to i tak jest poważne wyzwanie dla samorządów. W dosyć szybkim tempie trzeba będzie ogłosić przetargi, a już w tej chwili rynek budowlany jest bardzo trudny. Zaczyna brakować wykonawców, trzeba się mierzyć z galopującymi cenami, niektóre towary i usługi wzrosły nawet o 50–70 proc. Nawet więc jeśli jakaś gmina dostała z programu 5 mln zł na daną inwestycję, to za chwilę okaże się, że ona jest warta 8 czy 9 milionów.

Pytanie, co z tym fantem ma zrobić gmina? Dołożyć ze swojego budżetu, ograniczyć zakres zadania, zrezygnować? Ten program może okazać się wielkim propagandowym balonem, rząd będzie się chwalił „rozdaniem" dziesiątek miliardów, ale konia z rzędem temu, kto wie, ile faktycznie z tych pieniędzy będzie można wykorzystać.

A Mazowsze składało wnioski do PIS?

Zgodnie z zasadami programu złożyliśmy jeden wniosek na inwestycję o wartości do 5 mln zł, drugi – do 30 mln zł, trzeci – który nie miał limitów, jeśli chodzi o wartość, na kilkaset milionów złotych. Wszystkie dotyczyły przedsięwzięć drogowych. Pozytywną odpowiedź otrzymaliśmy na te dwa mniejsze projekty, łącznie 35 mln zł, co oznacza, że w przeliczeniu na liczbę mieszkańców dostaniemy najmniejsze kwoty w kraju. Znowu więc widzimy, że podział został dokonany wedle kryteriów politycznych. Samorządy związane z PiS dostały więcej per capita niż te, które nie mają dobrych relacji z władzą centralną.

No, ale coś dostaliście.

Przy naszych wydatkach inwestycyjnych rzędu półtora miliarda te 35 mln zł jest kwotą symboliczną.

Rozumiałbym, gdyby z góry wprowadzono jakieś kryteria, np. dochodowe, że dotacje są przeznaczone tylko dla jakieś grupy samorządów. Ale nie, wszyscy mogli składać wnioski na takich samych zasadach i miały być one oceniane wedle tych samych kryteriów. Na koniec wyszło jednak jak zawsze w przypadku władz PiS, czyli według podziału politycznego.

A jak to jest, że sporo lokalnych włodarzy „psioczy" na rząd PiS, a jak ten rząd uruchamia kolejny program dotacji, to od razu ustawia się długa kolejka chętnych?

Każde pieniądze zewnętrzne są przez samorządy oczekiwane i mile widziane, zwłaszcza jeżeli mają one pokryć do 95 proc. wartości inwestycji. Wszyscy samorządowcy dbają przede wszystkim o swoich mieszkańców. Żaden konflikt nie ma na to wpływu.

Czy mazowiecki urząd marszałkowski zakończył już podział unijnych funduszy w ramach kończącej się perspektywy 2014–2020?

Jest się tu czym pochwalić. Z całej puli 2 mld 89 mln euro, czyli ok. 9 mld zł, w ramach mazowieckiego RPO, mamy już zakontraktowane 96 proc. wszystkich funduszy. W tej chwili kończymy oceny w konkursach dla małych i średnich przedsiębiorstw, w których do podziału jest kilkaset milionów złotych. Można więc powiedzieć, że w zasadzie mamy już rozdysponowane 100 proc. środków.

Na lata 2021–2027 pula dla Mazowsza ma wynieść prawie tyle samo, czyli ok. 2 mld euro. Jesteście zadowoleni z tej kwoty?

Całkiem, bo mogło być znacznie gorzej. Przezornie jednak dokonaliśmy statystycznego podziału Mazowsza i od 1 stycznia 2018 roku w jednym województwie administracyjnym mamy dwa regiony statystyczne. Dzięki temu podziałowi uratowaliśmy dla Polski i Mazowsza około 1,5 mld euro. Dodatkowo część poza obszarem metropolitalnym będzie objęta też krajowym programem operacyjnym Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej 2021–2027. To kolejnych 400 mln euro.

Ile z tych 2 mld euro to fundusze dla regionu stołecznego?

Tu jest zarezerwowane 500 mln euro. Trzeba dodać, że początkowo rząd dla regionu stołecznego – czyli stolicy, 9 otaczających ją powiatów i 70 gmin – nie chciał dać na regionalnym poziomie żadnych pieniędzy.

Chciał, żeby te samorządy korzystały tylko z programów krajowych. Po proteście i akcji wszystkich zainteresowanych włodarzy i samorządu województwa udało się nam wynegocjować z rządem początkowo 100 mln euro – a w końcu oczekiwane przez nas 500 mln euro.

Kiedy ruszą nowe unijne fundusze na Mazowszu?

My jesteśmy w blokach startowych. Jednak to, kiedy Polska wynegocjuje i ostatecznie podpisze Umowę Partnerstwa dotyczącą funduszy UE na lata 2021–2027, zależy od dialogu między polskim rządem a Komisją Europejską.

Czy pana zdaniem te fundusze mogą być uruchomione z opóźnieniem albo w ogóle zablokowane – tak jak obecnie na włosku wiszą losy Krajowego Planu Odbudowy?

Mam nadzieję, że nie. Ale to kwestia polityczna. Jeśli, nie daj Boże, zostanie uruchomiony mechanizm pieniądze za praworządność, to Polska może mieć duże kłopoty. Zresztą już ma, jak wynika jednoznacznie choćby z ostatniej wypowiedzi unijnego komisarza ds. sprawiedliwości podczas wizyty w Polsce. Jeżeli nie zostanie przywrócona niezawisłość wymiaru sprawiedliwości, to będziemy mieć poważne problemy z otrzymaniem pieniędzy z Funduszu Odbudowy.

Słowa komisarza Didiera Reyndersa, szczerze mówiąc, zabrzmiały jak szantaż.

To nie jest szantaż ze strony struktur europejskich, tylko obrona niezawisłości wymiaru sprawiedliwości i jego spójności z wymiarem europejskim. Gdyby w Polsce miały być wydawane pieniądze ze wspólnego unijnego budżetu bez gwarancji niezawisłości sędziów, to zagrożony jest też obrót gospodarczy. Trójpodział władzy jest ściśle określony w standardach światowych i europejskich. Trudno sobie wyobrazić, by Europa pogodziła się z tym, by w Polsce wymiar sprawiedliwości był zależny od władzy wykonawczej, od rządu i od większości w parlamencie. Wystarczy przywrócić niezawisłość wymiaru sprawiedliwości, a rząd może to naprawdę zrobić w ciągu kilku tygodni.

Za to nasz rząd przekonuje, że Polska poradzi sobie i bez Funduszu Odbudowy, a może i nawet bez funduszy UE.

Co za bzdury. Samorządowcy czekają na te fundusze, czekają projekty w zakresie choćby ochrony zdrowia czy ochrony klimatu, czekają też przedsiębiorcy, bo te pieniądze mają służyć wsparciu rozwoju gospodarczego. Nie można dać się omamić rządowej propagandzie.

Patrząc z punktu widzenia samorządów, te wszystkie działania związane z Polskim Ładem, te rekompensaty, programy pseudowsparcia mają służyć centralizacji władzy. Rząd dąży do ograniczenia dochodów własnych samorządów, a coraz większą rolę odgrywają transfery rządowe.

Po prostu zamienia się to w taki mechanizm korupcyjny, w którym samorządy mają wisieć u klamki rządowej, taki polityczny klientelizm.

To bardzo przemyślana metoda budowania państwa centralnie sterowanego, autokratycznego i monopartyjnego. Uważam oczywiście, że kierunek, w którym Polska w tej chwili zmierza, jest fatalny.

Jakiś pomysł na zmianę tego kierunku?

Nie ma innej drogi niż zmiana składu rządzącego przy urnach wyborczych. Mam nadzieję, że dojdzie do tego już w najbliższym czasie, tj. w 2023 roku. PiS samo z siebie nie zmieni doktryny, bo ta partia wierzy w jedno- władztwo, w centralizm już nawet nie demokratyczny, tylko autokratyczny.