Czy budowa tunelu to najważniejsze wydarzenie w powojennej historii miasta?

Tak, to jest inwestycja, na którą mieszkańcy czekali najdłużej. Promy były coraz większe, ale zmieniało się też zapotrzebowanie, bo przybywało samochodów, przyjeżdżało coraz więcej turystów. Mogę poświadczyć tutaj swoją pamięcią, że gdy przyjechałem w 1973 roku do Świnoujścia, to wtedy już stałem w kolejce na prom. Kiedy wyjeżdżam z miasta prywatnie, to dzisiaj również stoję w kolejce.

Ile czeka się na prom?

Jesienią jest znacznie mniejszy ruch turystyczny. Dzisiaj mieszkańcy czekają od 20 do 40 minut na wjazd, a goście i cały transport ciężarowy, który obsługiwany jest na przeprawie Karsibór, od godziny do dwóch godzin.

Z brakiem stałego połączenia z lądem wiąże się nie tylko jakość i komfort życia, ale też ekonomia. Co się zmieni po otwarciu tunelu?

Wcześniej pojawiały się pytania, czy nie podejmując budowy tunelu, jesteśmy w stanie zapewnić normalne funkcjonowanie miasta. Pojawiały się koncepcje zwiększenia liczby promów, budowy nowych przystani. To był zły kierunek, bo żadna przeprawa promowa, nawet największa, nie rozwiązałaby problemu. Dochodzą też koszty, bo przecież 40 mln zł rocznie wydajemy na utrzymanie przepraw. Zatem, mimo ogromnego wysiłku finansowego i organizacyjnego, wszyscy byliby i tak wciąż niezadowoleni. Jedyną alternatywą było stałe połączenie. Pyta pan o ekonomię? Ceny są u nas wyższe, bo dostawcy biorą pod uwagę czas stracony na przeprawie. Te dodatkowe koszty są uwzględnione w cenach produktów. To także strata czasu dla tych, którzy dojeżdżają do pracy na wyspie Wolin albo do szkół. Takich przykładów można podać dużo więcej. Za mniej więcej rok, gdy otworzymy tunel, to się na szczęście skończy.

Czytaj więcej

Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa
Konrad Fijołek: Bardzo poważnie rozważamy zakup autobusów wodorowych

A co będzie z promami?

Zostaną dwa promy Bielik w centrum miasta i co najmniej jeden prom na Karsiborze. Głównie z myślą o turystach i rowerzystach. Dla tych drugich będą też kursować tunelem autobusy przystosowane do przewozu rowerów.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Na terenie Świnoujścia w 2015 roku stanął terminal LNG. W jaki sposób wpłynął na funkcjonowanie miasta?

Gdyby nie pieniądze, które trafiają do nas w formie podatków z terminalu, nie mielibyśmy środków na finansowanie budowy tunelu. Miasto finansuje ją w 15 proc., co oznacza, że to jest ponad 130 mln zł. To ogromny wydatek. Otrzymujemy podatek, więc stać nas na budowę tunelu.

Jaka kwota do was wpływa?

Niecałe 40 mln zł rocznie.

UM Świnoujście

Trwa budowa trzeciego zbiornika, który zwiększy zdolność przeładunkową terminalu.

Budowa nowego zbiornika to jedno. Są też budowane inne urządzenia. Myślę, że za dwa lata wpływy podatkowe z gazoportu będą jeszcze większe. To daje nam perspektywę na przyszłość, jeżeli chodzi o budżet i możliwość zaciągania zobowiązań. Kilka dni temu wróciłem z Katowic, gdzie Świnoujście odebrało nagrodę za pierwsze miejsce wśród miast na prawach powiatu, jeżeli chodzi o wydatki inwestycyjne na mieszkańca. Wyszło nam ponad 6327 zł na mieszkańca. Drugie w rankingu Krosno ma 3181 zł. Okazaliśmy się lepsi także od wszystkich miast wojewódzkich. Zawsze uważałem jako prezydent, że musimy się rozwijać, bo przyjdzie taki czas, że te pieniądze będziemy przeznaczać na inne cele.

Macie już złotodajny terminal LNG, a teraz planujecie budowę głębokowodnego terminalu kontenerowego. Plany są ambitne – terminal ma mieć zdolność przeładunkową 1,5 mln TEU rocznie. To niewiele mniej niż gdański DCT, największy polski terminal, który przeładowuje 2 mln TEU rocznie, i znacznie więcej niż cała Gdynia, która osiąga wynik ponad 800 tys. TEU.

Tak jak gazoport nie był inwestycją miejską, tak nie jest nią port kontenerowy. To projekt Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA. Jestem zwolennikiem budowy tego portu, ale są również przeciwnicy, którzy uważają, że te tereny powinny zostać takimi, jakimi są. Jeżeli jest jednak potrzeba budowy portu, to gdzie go budować? W Szczecinie? W Kołobrzegu? Tam nie ma warunków. Świnoujście jest do tego predysponowane, by oprócz turystyki rozwijać też gospodarkę morską. Tak więc ZMPSŚ ogłasza kolejne konkursy na realizatora i widzę, że tym razem ta próba rokuje nieźle, bo zgłosiły się trzy podmioty. Życzę zarządowi portu, by znalazł kontrahenta. A dla nas to wpływy i miejsca pracy dla dobrze opłacanych, wykształconych młodych ludzi. Dlatego bardzo to wspieram.

Czytaj więcej

Andrzej Nowakowski (rocznik 1971 r.) ukończył filologię polską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w
Prezydent Płocka: Jest gotowość do współpracy z Orlenem

Ten projekt ma więc spore szanse realizacji, ale w po drodze zniknęła wam stocznia. Mówię o dawnej Morskiej Stoczni Remontowej w Świnoujściu, która w 2012 roku została połączona w jeden organizm ze Szczecińską Stocznią Remontową Gryfia. No i w 2020 roku świnoujska część została zlikwidowana. Jak to pan przyjął?

To jest błąd sprzed lat, kiedy podjęto złą decyzję o połączeniu tych dwóch stoczni remontowych – naszej i szczecińskiej. Po tym już całe zarządzanie odbywało się w Szczecinie, a w Świnoujściu został oddział. I chylił się upadkowi, aż w końcu upadł. Niemniej wcześniej, kiedy łączono stocznie, ta nasza była spółką, która przynosiła zyski, a szczecińska Gryfia była w kiepskiej kondycji. Celem połączenia było więc to, by nasza stocznia wspomogła Gryfię. I dzisiaj Gryfia pozostała, a naszej stoczni nie ma, nad czym bardzo ubolewam, bo znałem wielu jej pracowników. Zapotrzebowanie na remonty jest ogromne. Mamy w Świnoujściu małe stocznie, które nie mają doków, nie mają nabrzeży. Wydzierżawiamy je im. I one dobrze funkcjonują. Dlaczego więc taka MSR – z ogromnym zapleczem, i  ludzkim, i przemysłowym – nie mogła funkcjonować?

Próbowaliście wpłynąć na decyzję o likwidacji? Mieliście jakiś plan ratunkowy?

Wraz z marszałkiem województwa zachodniopomorskiego złożyliśmy w ministerstwie propozycję, by postąpić podobnie jak niegdyś wobec uzdrowisk. Swego czasu nasze uzdrowisko, podobnie jak w Kołobrzegu, chyliło się ku upadkowi. Groziło nam, że albo je zlikwidują, albo sprzedadzą. Rząd zdecydował więc przekazać majątek uzdrowisk samorządom wojewódzkim. Dzisiaj te uzdrowiska normalnie funkcjonują jako spółki samorządowe, a właścicielem jest marszałek. Proponowaliśmy podobne rozwiązanie, by przekazać majątek samorządowi wojewódzkiemu przy naszym wsparciu. Nie udało się. Dzisiaj jest już zniszczone wszystko, co się da. Nawet znak firmowy MSR. Okazało się, ze wywieziony został do Szczecina i jest w Gryfii. Chciałem go odzyskać, by przypominał młodym o dawnej stoczni, ale powiedziano mi, że jest wykonany z kolorowego metalu i zostanie sprzedany na złom. I możemy go kupić za 40–50 tys. zł. Nawet na tyle nie było stać właściciela, by nam zostawić znak MSR. Tak się kończy ta przykra historia.

Wspomniał pan o uzdrowisku. Jesteście dużym kurortem. Jak pandemia odbiła się na ruchu turystycznym?

Był taki czas, że wpływy wynosiły zero. Zamknięto hotele i uzdrowisko. Ale branża przetrwała, a tegoroczny sezon był rekordowy. Przyjechało bardzo dużo osób korzystających z bonu turystycznego. Dzięki temu kwatery prywatne i obiekty hotelowe niższego standardu miały 100-proc. obłożenie. Teraz ważne jest, by nie zapadały decyzje, które wstrzymają przyjazdy gości. Jest wiele rezerwacji na listopad. I jeżeli nic się nie zmieni, to rok zakończymy z bardzo dobrym wynikiem.

Odrobiliście straty?

Budżet miasta na 2021 r. nie był zły. Musieliśmy emitować obligacje, bo dzisiaj nie ma możliwości bazowania tylko na własnych środkach. Jesteśmy jednak miastem, któremu banki bardzo chętnie pożyczają pieniądze, bo wskaźnik zadłużenia nie jest na granicy, a dzięki rozwojowi dajemy gwarancję, że je oddamy.

Jak pan ocenia współpracę na linii samorządy–rząd, np. krytykowany podział środków z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych?

Jako samorządowiec nie angażuję się w polityczne działania, staram się być pośrodku. Dla mnie interes jest jeden – to miasto Świnoujście. Jak ktoś daje mi pieniądze, nie będę na niego pluć, a potem wyciągać ręki. Co do Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych – w pierwszym rozdaniu dostaliśmy bardzo dużą kwotę, bo ponad 20 mln zł. Tamten podział opierał się na tym, ile dany samorząd wydaje na inwestycje. Wydajemy dużo, więc dużo dostaliśmy. Przed kolejnymi dwoma rozdaniami miałem nadzieję, że zabezpieczę finansowanie ujęcia wody pitnej dla Świnoujścia. Dzisiaj z wodą jakoś sobie radzimy, ale patrzę na córkę i wnuczkę. Musimy pozyskać na przyszłość nowe źródło wody z Mulnika. Potrzebujemy 70 mln zł na stację uzdatniania tej wody. Mając nadzieję, że do Polski wpłyną miliardy złotych, a my dostaniemy pieniądze na pilne potrzeby, wystąpiłem więc o 70 mln zł na ujęcie wody oraz o 30 mln zł na rezerwę finansowania tunelu. Prace trwają zgodnie z planem, ale ceny materiałów rosną, a w umowie mamy zapis, że może to spowodować wzrost kosztów. I z przykrością informuję, że dwukrotne składanie wniosków – najpierw o 105 mln zł, a potem o znacznie mniejszą kwotę – skończyło się na niczym. Nie dostaliśmy ani złotówki. I nie wiem, w czym lepsze były inne miasta.

Czy subwencja oświatowa pokrywa wasze potrzeby?

Subwencja oświatowa to spory problem. Dopłacamy, bo przecież nauczyciele chcą godnie zarabiać, a ktoś za nas ustala wysokość wypłat, potem zaś nie daje na to pieniędzy z budżetu. W naszym budżecie na zdrowie i oświatę nigdy nie zabraknie pieniędzy. Który prezydent powie, że zamyka szkołę, bo nie ma pieniędzy? Albo szpital? Zostałby rozszarpany. My jako samorządowcy nie dopuścimy do tego, dlatego finansowanie zdrowia i oświaty na szczeblu centralnym jest na samym końcu. Do tego rosną oczekiwania mieszkańców. Podam ostatni przykład – walczymy o trzecią karetkę w Świnoujściu. Dali nam na sezon, ale po sezonie już zabrali. Do Szczecina daleko, zatem często do pomocy w wypadkach jeżdżą strażacy. Mieszkańcy zgłaszają więc wniosek – wykupmy sami trzecią karetkę. Owszem, możemy, ale to nie jest obowiązek gminy. Idziemy dalej – zlikwidowali zabiegi rehabilitacyjne. Pada więc wniosek radnego: no to sfinansujmy je z budżetu. Można, owszem, ale nie o to chodzi. Społeczeństwo stawia żądania temu, kto jest najbliżej. Dzisiaj radzimy sobie, ale z roku na rok jest coraz trudniej. Oby ten trend się zmienił, bo samorządy na to zasługują.