Samorządowa delegacja na czas pandemii. Zgoda pracownika nie jest potrzebna

fot. Robert Gardziński

Władze samorządowe będą mogły delegować swoich pracowników do innych zadań. Nie muszą mieć ich zgody.

Samorządowa tarcza antykryzysowa dotyczy nie tylko finansów. Zawiera również uregulowania o delegowaniu pracowników, wydłużenie ważności zezwoleń na sprzedaż alkoholu, a także odwiesza niektóre terminy administracyjne.

Pracownik zajmie się czymś innym

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta będą mogli jednostronnie zmienić zadania wybranym pracownikom urzędu gminy. Gdy chodzi o samorządowe jednostki organizacyjne, tego typu prawo otrzyma kierownik. Decyzję będzie jednak podejmował na wyraźne polecenie wójta, burmistrza czy prezydenta miasta.

Powierzenie pracownikowi zadania nieprzewidzianego w umowie o pracę ma mieć wyłącznie charakter czasowy. W szczególności przeniesienie mogą uzasadniać braki kadrowe jednostki, przy jednoczesnym znacznym natężeniu jej zadań.

CZYTAJ TAKŻE: Tarcza dla samorządów? „Zabrakło realnej pomocy”

I co jest niezwykle istotne – pracownik nie musi wyrazić na to zgody, z wyjątkiem kobiet w ciąży i osoby będącej jedynym opiekunem dziecka w wieku do lat 15.

Rząd liczy, że dzięki tej regulacji uniknie się m.in. dramatycznych sytuacji, do jakich dochodziło w niektórych domach pomocy społecznej. Trudno jest znaleźć dodatkowe osoby do pracy w tych placówkach w sytuacji, gdy doszło do zakażenia koronawirusem pensjonariuszy lub dotychczasowych pracowników.

Propozycję chwali Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza. – To bardzo dobre rozwiązanie. Urząd pracy jest teraz np. bardzo obciążony, a w wielu wydziałach urzędu miasta są „luzy” i spokojnie ich pracownicy mogliby pomóc kolegom z urzędu pracy – uważa Lewandowski.

Odmiennego zdania jest Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia. – Dziwią mnie przepisy umożliwiające nakazowe delegowanie pracowników samorządowych do nowych zadań. To przepisy typowe dla stanu wyjątkowego, którego wszak formalnie rząd nie wprowadził – podkreśla prezydent Wrocławia.

Opłata i terminy

Projekt przewiduje zwiększenie opłaty skarbowej za wydawanie decyzji dla osób innych niż właściciel lub użytkownik wieczysty. Zawarto w nim również możliwość wydłużenia o rok terminu na osiągnięcie minimalnej liczby punktów ładowania e-pojazdów i tankowania CNG.

Proponuje się równie wydłużenie o sześć miesięcy zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych, których ważność upływa w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii pod warunkiem wniesienia proporcjonalnej opłaty za wydanie zezwolenia.

CZYTAJ TAKŻE: Sejm radzi nad kolejną tarczą, tymczasem samorządy wspierają lokalne firmy

– To dobre rozwiązanie. Pozwoli odciążyć pracowników urzędu miasta. Będą mieli więcej czasu na inne swoje obowiązki – uważa Krzysztof Lewandowski.

Projekt samorządowej tarczy antykryzysowej umożliwia również kontynuowanie przygotowania inwestycji infrastrukturalnych, w tym budowlanych, poprzez cyfryzację procedur planistycznych oraz „odwieszenie” niektórych terminów w postępowaniach środowiskowych, wodnoprawnych, a także związanych z przygotowaniem i realizacją inwestycji w zakresie linii kolejowych, dróg publicznych, gospodarki wodnej, budowli przeciwpowodziowych i lotnisk.

Więcej ze Skarbu Państwa

Jedno z proponowanych rozwiązań z tarczy przewiduje, że samorządy powiatowe będą miały nie 25 proc. tylko 50 proc. udziału w dochodach z gospodarowania nieruchomościami Skarbu Państwa, czyli m.in. z tytułu opłat za dzierżawę, najem czy użytkowanie wieczyste nieruchomości SP.

To rozwiązanie nie podoba się Markowi Wójcikowi ze Związku Miast Polskich. – Od tej kwoty musimy zapłacić VAT, którego nam się nie zwraca. Z kolei przepisy wcześniejszej tarczy mówią, by zwalniać przedsiębiorców z opłat. Zmiana udziału z 25 na 50 proc. to dla nas żadna ulga – tłumaczy Wójcik.

CZYTAJ TAKŻE: Jest projekt tarczy antykryzysowej dla samorządów. Ale bez rekompensowania strat

Jego zdaniem w projekcie tarczy zabrakło również rozwiązań dotyczących budżetów obywatelskich.

– Nie rozumiem też, dlaczego rząd upiera się przy niektórych uregulowaniach. Od dłuższego czasu postulujemy, by w 2020 oraz w 2021 roku zrezygnować z budżetów obywatelskich. I wrócić do nich, jak sytuacja w kraju się unormuje. Niestety rząd jest głuchy na nasze prośby w tej sprawie, podobnie jak w wielu innych – twierdzi Marek Wójcik.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Pamiętajmy o ogrodach

Miasta rosną. Prognozy ONZ mówią, że już w połowie następnej dekady 60 proc. mieszkańców ...

Niebawem decyzja w sprawie stuletniego mostu. Zostanie zabytkiem czy wyleci w powietrze?

Czy 111-letni most nad Jeziorem Pilchowickim trafi do rejestru zabytków czy - jak obawiają ...

Miasta same biorą się za wykonywanie testów na koronawirusa

Kolejki pacjentów, którzy czekają na badania w kierunku koronawirusa ciągle rosną, dlatego samorządy biorą ...

Przedszkola: trzeba korzystać nie tylko z wytycznych, ale i zdrowego rozsądku

W wakacje wszystkie nasze miejskie przedszkola będą czynne, ale i tak może zabraknąć miejsca ...

Wspólny bilet komunikacyjny dla Trójmiasta na razie… tylko w Gdańsku

Wspólny bilet na komunikację miejską i kolejową w ramach aglomeracji będzie od kwietnia testowany ...

Uwłaszczenie: samorządy uszczęśliwione na siłę

Zmienią się zasady przekształcenia gruntów pod blokami. Samorządy są oburzone. Przypominają, że nie zmienia ...