Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak zmienia się filozofia zarządzania odpadami w polskich miastach i dlaczego PSZOK-i to już za mało.
  • Na jakich rozwiązaniach opiera się transformacja w stronę gospodarki o obiegu zamkniętym w polskich miastach.
  • Z jakimi wyzwaniami, poza budową infrastruktury, mierzą się samorządy, by zachęcić mieszkańców do napraw.
  • Dlaczego bez zmian systemowych lokalne inicjatywy ponownego użycia przedmiotów mogą nie przynieść efektu.

Zamiast skupiać się wyłącznie na jak najlepszym zagospodarowaniu odpadów, lokalne władze szukają sposobów, aby część przedmiotów w ogóle odpadami się nie stała. Najnowszy przykład płynie z Krakowa, który pod koniec czerwca uruchomił trzeci Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK). Sama inwestycja nie byłaby niczym wyjątkowym, gdyby nie nowe rozwiązanie. W nowym PSZOK-u rzeczy oddawane przez mieszkańców mogą otrzymać drugie życie. Zanim trafią do recyklingu, zostaną ocenione, naprawione i – jeśli będzie to możliwe – ponownie przekazane mieszkańcom.

To kierunek, który coraz wyraźniej widać też w innych polskich miastach. Jedne samorządy już od lat rozwijają punkty ponownego użycia, inne dopiero przygotowują pierwsze takie inwestycje. Wszystkie mierzą się jednak z tym samym problemem – rosnącą ilością odpadów i coraz wyższymi poziomami recyklingu wymaganymi przez przepisy krajowe oraz unijne.

Kraków: od recyklingu do gospodarki o obiegu zamkniętym

Nowy PSZOK powstał na terenie Centrum Recyklingu Odpadów Komunalnych przy ul. Igołomskiej w Nowej Hucie. Choć z punktu mogą korzystać wszyscy mieszkańcy Krakowa, inwestycja została zaplanowana przede wszystkim z myślą o około 163 tys. mieszkańców wschodnich dzielnic miasta, którzy dotychczas korzystali z dwóch znacznie bardziej oddalonych punktów – przy Nowohuckiej i Krzemienieckiej.

Nowy obiekt różni się jednak od wcześniejszych funkcją. Oprócz przyjmowania ponad 70 rodzajów odpadów – od gruzu i mebli po odpady niebezpieczne oraz elektroodpady – uruchomiono tam punkt napraw oraz punkt wymiany rzeczy używanych, w tym odzieży. Przedmioty pozostawione przez mieszkańców nie muszą automatycznie trafiać do recyklingu. Jeśli nadają się do odnowienia, pracownicy przywrócą im sprawność, a następnie zostaną przekazane kolejnym użytkownikom.

– To kolejny element systemu, który od lat budujemy w Krakowie. Naprawa i ponowne użycie to dziś nie moda, tylko konieczność – informuje Piotr Odorczuk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Krakowie (MPO).

Czytaj więcej

Rewolucja w cieniu śmietnika. Czy samorządy udźwigną tekstylny i biologiczny przełom?

Inwestycja kosztowała blisko 27,7 mln zł, z czego 85 proc. pochodziło z dofinansowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach programu FEnIKS. W nowym obiekcie znalazły się też automatyczna stacja zbiórki opakowań oraz urządzenia do oddawania drobnych odpadów problemowych, takich jak przeterminowane leki czy zużyte strzykawki.

Dla Krakowa nie jest to jednak pierwszy projekt związany z ponownym wykorzystaniem rzeczy. Już od 2021 roku przy Lamusowni działa Krakowska Meblarnia. Trafiają tam używane stoły, krzesła, szafy czy łóżka. Wykwalifikowani stolarze oceniają możliwość ich naprawy, odnawiają meble i przygotowują je do ponownego wykorzystania przez nowych właścicieli. To rozwiązanie wpisuje się w unijną hierarchię postępowania z odpadami, zgodnie z którą zapobieganie ich powstawaniu jest korzystniejsze niż nawet najbardziej efektywny recykling.

Coraz więcej samorządów stawia na drugi obieg

Kraków nie jest wyjątkiem. W wielu miastach powstają rozwiązania, które mają zatrzymać przynajmniej część przedmiotów poza systemem odpadowym. W Zamościu od kilku lat przy miejskim PSZOK-u funkcjonuje punkt ponownego użycia. Mieszkańcy mogą tam zostawiać sprawne meble, sprzęt czy inne przedmioty codziennego użytku. Co istotne, na miejscu znajdują się podstawowe narzędzia umożliwiające wykonanie drobnych napraw, a pozostawione rzeczy mogą zostać bezpłatnie zabrane przez zainteresowanych.

– Obecnie realizowana jest budowa nowoczesnego PSZOK-u, w którym „kącik rzeczy używanych” zostanie stworzony od podstaw. Będzie większy i nowocześniejszy. Powstanie również ścieżka edukacyjna dotycząca segregacji, recyklingu oraz ponownego wykorzystania odpadów – mówi Jacek Bełz, rzecznik prezydenta Zamościa. Miasto od lat prowadzi również działania edukacyjne dla mieszkańców i szkół. Współpracuje z Fundacją Odzyskaj Środowisko, organizuje akcje ekologiczne i wspiera oddolne inicjatywy mieszkańców np. takie jak odbywający się co miesiąc pchli targ.

Czytaj więcej

Zielone odpady też da się zagospodarować. Ale wcześniej potrzebne są inwestycje

Jeszcze dalej poszła Warszawa. Stolica nie ogranicza ponownego wykorzystania rzeczy do PSZOK-ów, lecz rozwija sieć tzw. dzielni, podzielni i współdzielników. W stolicy działa już 16 takich miejsc, prowadzonych we współpracy z organizacjami pozarządowymi. Można w nich zostawić odzież, tekstylia, książki, zabawki, sprzęt gospodarstwa domowego, rośliny czy drobne urządzenia. W części punktów prowadzone są też warsztaty naprawcze oraz jadłodzielnie. – Najważniejszym efektem jest to, że część rzeczy, które mogłyby trafić do odpadów, pozostaje w obiegu i znajduje nowych użytkowników. Takie działania wspierają gospodarkę obiegu zamkniętego i ograniczają marnowanie zasobów – podkreśla Marzena Gawkowska, rzeczniczka prasowa warszawskiego ratusza.

Edukacja ważna jak infrastruktura

Samorządy podkreślają, że nawet najlepiej wyposażone punkty ponownego użycia nie przyniosą oczekiwanych efektów bez zmiany nawyków mieszkańców.

Dobrym przykładem jest Gdańsk, który obok infrastruktury rozwija działania edukacyjne. W tzw. Sorterowni Gdańskiej działa Książkownia, funkcjonują miejskie giveboxy oraz lodówki społeczne, a mieszkańcy uczestniczą w warsztatach upcyklingowych, festiwalach ekologicznych i wydarzeniach promujących ideę less waste. Miasto realizuje także projekt LIFE Pom GOZilla.PL. Jednym z jego elementów będzie aplikacja „wObiegu”, która połączy mieszkańców z lokalnymi punktami napraw oraz umożliwi wymianę używanych przedmiotów. Planowana jest też usługa odbioru rzeczy przeznaczonych do naprawy.

Jak podkreśla Jędrzej Sieliwończyk z biura prasowego gdańskiego magistratu, same działania samorządów nie wystarczą jednak do osiągnięcia wymaganych poziomów recyklingu. – Dalsza poprawa wyników będzie wymagała nie tylko działań lokalnych, ale również zmian systemowych. Kluczowe znaczenie ma wdrożenie rozszerzonej odpowiedzialności producenta oraz stworzenie stabilnego systemu wsparcia dla branży recyklingowej – wskazuje Sieliwończyk.

Nie wszędzie są już punkty ponownego użycia

Część miast dopiero przygotowuje podobne rozwiązania. Łódź zapowiada uruchomienie punktu „Drugie Życie Śmiecia”, do którego mieszkańcy będą mogli przekazywać sprawne meble, książki, zabawki czy sprzęt sportowy. Miasto uczestniczyło wcześniej w projekcie „Polska Stolica Recyklingu”, w ramach którego funkcjonowała usługa Ekozwroty.

W Bydgoszczy również trwają prace nad uruchomieniem punktu ponownego użycia. Równolegle miasto tworzy internetową Bazę Rzemieślników, która ma ułatwiać mieszkańcom znalezienie zakładów naprawczych. – Świadomość mieszkańców rośnie, ale zmiana codziennych przyzwyczajeń wymaga czasu. Często łatwiej jest kupić nowy przedmiot niż naprawić stary, zwłaszcza że wiele produktów projektowanych jest dziś z myślą o krótkim okresie użytkowania – zauważa Marta Stachowiak, rzeczniczka prezydenta Bydgoszczy.

Czytaj więcej

Odzież i obuwie poza koszem. Co dzieje się z odpadami tekstylnymi?

W Lublinie nie działa jeszcze stały punkt ponownego użycia, jednak mieszkańcy mogą korzystać z internetowej mapy punktów napraw utworzonej w ramach projektu „Napraw, nie wyrzucaj”. Miasto uczestniczy też w międzynarodowym projekcie Circular WEEEP dotyczącym ograniczania ilości elektroodpadów poprzez naprawy i ponowne wykorzystanie sprzętu. – Największym wyzwaniem pozostaje brak kompleksowego wdrożenia systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Zachęcałby on producentów do projektowania wyrobów bardziej trwałych i łatwiejszych do naprawy – mówi Monika Głazik z Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin.

Z kolei Zakopane dopiero rozpoczęło budowę własnego systemu. W maju tego roku burmistrz miasta powołał punkt ponownego użycia produktów. Dotychczas mieszkańcy mogli korzystać jedynie z klasycznego PSZOK-u, gdzie rzeczy trafiały bezpośrednio do recyklingu.

Budowę PSZOK-u z punktem napraw w ramach przygotowania do ponownego użycia dla odpadów planuje też Białystok. Miasto edukuje również mieszkańców. – Największym wyzwaniem jest zmiana codziennych nawyków związanych z konsumpcją. Należy zachęcać mieszkańców do ograniczania zakupu produktów jednorazowych oraz korzystania z napraw i ponownego wykorzystania przedmiotów. Trzeba jednak zaznaczyć, że produkty trwałe i bardziej przyjazne środowisku często są droższe, a naprawa niektórych urządzeń bywa kosztowniejsza niż zakup nowych – podkreśla Anna Szerszunowicz z Departamentu Komunikacji Społecznej białostockiego magistratu.

Recykling nie wystarczy

Eksperci od gospodarki odpadami od lat podkreślają, że recykling jest dopiero trzecim elementem unijnej hierarchii postępowania z odpadami. Wyżej znajdują się zapobieganie ich powstawaniu oraz ponowne użycie. W praktyce oznacza to, że większą korzyść środowisku przynosi naprawienie stołu niż jego rozdrobnienie i odzyskanie części materiału. Podobnie jest z książkami, rowerami, lampami czy szafami. Każdy przedmiot, który pozostaje w użyciu przez kolejne lata, oznacza mniejsze zużycie surowców, energii oraz niższą emisję gazów cieplarnianych związanych z produkcją nowych wyrobów.

Coraz więcej samorządów dostrzega, że nie wystarczy już jedynie budować kolejne instalacje do przetwarzania odpadów. Potrzebne są miejsca, w których mieszkańcy przed wyrzuceniem rzeczy zadają sobie pytanie, czy rzeczywiście stała się ona odpadem. Na razie takich punktów jest w Polsce stosunkowo niewiele, ale kierunek zmian wydaje się jednoznaczny. Obok tradycyjnych PSZOK-ów coraz częściej pojawiają się punkty napraw, wymiany i ponownego użycia. Ich rozwój będzie zależał jednak nie tylko od aktywności samorządów, lecz też od zmian legislacyjnych, w tym wdrożenia systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta oraz finansowego wsparcia gospodarki o obiegu zamkniętym.

Od połączenia tych wszystkich elementów zależeć będzie, czy w kolejnych latach coraz więcej przedmiotów zamiast do kontenera trafi ponownie do mieszkańców.