Jan Mencwel: Trzaskowski musi zbudować nową Warszawę

Fot. Wikipedia / Rafał Nowak, ruchymiejskie.waw.pl

Trzaskowski zapowiadał, że będzie stawiać na zrównoważony transport, powietrze będzie czystsze, a miasto przyjazne pieszym. Niestety, wyciął inwestycje, które szły w tę właśnie stronę – mówi „Życiu Regionów” Jan Mencwel, współzałożyciel i przewodniczący stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

W ubiegłym tygodniu Rafał Trzaskowski zaprezentował wizję budżetu i sytuacji Warszawy na przyszły rok. Poradził sobie z tym zadaniem?

Do takiej sytuacji można podejść na dwa sposoby. Można ją wykorzystać do zmiany priorytetów miasta. I jeśli trzeba ciąć, to z tych rzeczy, które nie pasują do wizji przyszłości. Tak mogło być. Trzaskowski zapowiadał, że będzie stawiać na zrównoważony transport, że będzie czystsze powietrze i miasto przyjazne pieszym. Niestety, wyciął inwestycje, który szły w tę właśnie stronę. A zostawił typowe lanie betonu z poprzedniej epoki: drogie i w większości zbędne projekty drogowe. To porażka, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę jego deklaracje z kampanii, czy nawet te sprzed roku.

No, ale walka ze smogiem ma być nadal finansowana.

Jeżeli bierzemy pod uwagę wymianę „kopciuchów”, to tak. Ale to tylko jeden z aspektów walki o czystsze powietrze. Jest jeszcze np. polityka transportowa, bo w dzielnicach centralnych smog to przede wszystkim wynik nadmiernego ruchu drogowego. Jeżeli mamy coraz więcej samochodów w mieście, to nie będziemy mieli znacznie czystszego powietrza. Żeby zmniejszyć liczbę samochodów, trzeba zachęcić ludzi do przesiadki do komunikacji miejskiej, na rowery. W Warszawie wycięte zostały inwestycje, które do tego prowadziły: nowe linie tramwajowe, drogi dla rowerów czy kładka pieszo-rowerowa przez Wisłę. Można się teraz spodziewać, że aut będzie jeszcze więcej, a to oznacza większe korki i smog. Są przykłady z innych miast – jak z Krakowa czy z Wrocławia – które pokazują, że zmiany są możliwe. Patrzymy na to w Warszawie z zazdrością. Zwłaszcza, że gdy Trzaskowski obejmował urząd, to zaczynał z największym mandatem samorządowym w Polsce. I z progresywnym wizerunkiem. Ja miałem nadzieję, że Warszawa będzie wzorem dla innych miast. Sądziłem, że Trzaskowski będzie tworzyć nową Warszawę: miasto w ludzkiej skali. Tak się nie dzieje. Poza powiększeniem strefy pieszej na pl. Zbawiciela, co było naszym postulatem, Warszawa nie ma się czym pochwalić. Jeśli Trzaskowski chce budować “nową solidarność”, to musi najpierw zbudować nową Warszawę.

CZYTAJ TAKŻE: Warszawa: droższe parkowanie i wywóz śmieci. Duże inwestycje odłożone na później

Czyli uważa Pan, że kryzys budżetowy tego, co zapowiedział Trzaskowski, nie usprawiedliwia?

Gdybym spotkał się z Rafałem Trzaskowskim, to powiedziałbym mu, że – cytując go – powinien puścić “trochę funku” dla Warszawy. Bo to co teraz słychać, to smutny ambient. W stolicach europejskich – jak w Paryżu czy Londynie – w trakcie pandemii burmistrzowie, prezydenci, dokonali bardzo odważnych zmian, by zachęcić ludzi do jazdy na rowerze. I to ma sens. Rowery są nie tylko najbezpieczniejsze pod względem pandemicznym, ale przede wszystkim prowadzą do mniejszych korków i mniejszego smogu. W Warszawie to się nie wydarzyło. I to mimo, że mieszkańcy by się na pewno ucieszyli. Dane z wyszukiwarek pokazują, że w Warszawie wzrost wyszukiwań w interncie informacji o trasach rowerowych wyniósł ponad 300 proc.

Jak Pan sądzi, z czego to się wszystko bierze?

Myślę, że po pierwsze, to opór struktur PO w Warszawie, które chyba żyją w poprzedniej epoce, schematami z poprzednich dekad – z lat 90. Czyli tego na przykład, że ludzie oczekują miejskich autostrad. Dlatego radni “uratowali” projekt zmian ulicy Bartyckiej, który polega na tym, że ta ulica będzie poszerzona. Mimo że dopiero co niedawno oddano do użytku równoległą al. Polski Walczącej. Mieszkańcy sami protestują przeciwko temu poszerzeniu. I chcą, by była to spokojna ulica bez wypadków, bo takie w Warszawie zdarzają się właśnie na wielopasmowych arteriach. To jeden z przykładów. Inny – wiceprezydent Soszyński po raz kolejny blokuje budowę przejść dla pieszych na rondzie Dmowskiego. Trzaskowskiemu brakuje odwagi, tupnięcia nogą i stwierdzenia, że konkretne rzeczy były w jego programie i trzeba zacząć je realizować.

Opozycja w Warszawie krytykowała wtedy te obietnice za wtórność.

Niesłusznie. Trzaskowski zwrócił uwagę na to, czego Warszawie najbardziej brak w porównaniu z innymi stolicami europejskimi: ludzkiej skali. Pamiętam to bardzo dobrze: jako kandydat na prezydenta mówił o jakości życia, o zieleni i przyjazności miasta dla pieszych. Jak jednak przyszło do sprawowania władzy, na jaw wyszedł bardzo kunktatorski rys jego osobowości politycznej. Inaczej niż burmistrzowie i prezydenci stolic europejskich, Trzaskowski nie podejmuje odważnych decyzji. Tak jak bał się jako kandydat na prezydenta Polski stanąć w obronie społeczności LGBT, tak jako prezydent Warszawy boi się stanąć w obronie pieszych.

CZYTAJ TAKŻE: Warszawa wytyczyła szlak. Samorządy stawiają na in vitro

A powiększenie strefy płatnego parkowania? System egzekwowania opłat działa lepiej.

W tej sprawie mogę pochwalić prezydenta. Ale i tak jesteśmy w tyle, nawet na tle innych polskich miast. W Krakowie opłaty zostały już dawno podwyższone do 6 zł za godzinę w ścisłym centrum. Korzystają na tym wszyscy, bo łatwiej znaleźć miejsce do parkowania – jest rotacja.

Jak Pan ocenia działanie prezydenta w sprawie Kamionka i budowy tam?

Wydawało mi się, że historia jak z czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz nie wydarzy się w ratuszu Trzaskowskiego. Mamy tu do czynienia z ewidentnym kryciem nieprawidłowości. Choć Trzaskowski zapowiedział wniosek do prokuratury, to stało się to dopiero po interwencjach np. posłanki Biejat z Lewicy. Tymczasem my o sprawie alarmujemy od dwóch lat. Jaka była reakcja miasta? Ukrywano dokumenty, ciągano nas po sądach i nie chciano nic zrobić, by przyznać, że działka w zabytkowym parku sprzedana bez zgody konserwatora powinna wrócić miasta. To przez półtora roku była linia Trzaskowskiego, a nie to, co teraz prezentuje. Na szczęście, dzięki naszej interwencji być może uda się przywrócić park mieszkańcom. Jednak oczekiwałbym od Rafała Trzaskowskiego jako polityka, który chce budować nową jakość i państwo prawa, działań zmierzających do odkręcenia efektów bezprawia. A w tym przypadku ewidentnie w czasie rządów jego poprzedniczki doszło do złamania prawa.

MJN w ostatnich dniach dokonało akcji „rozbetonowania” fragmentu miasta. O co w tym chodzi?

Od dłuższego czasu mieszkańcy ulicy Stalowej – gdzie ja też mieszkam – apelują, by rozbetonować ulicę i by usychające drzewa miały więcej wody. To jest trend z Europy. Wiedeń walczy z betonozą, Rotterdam zachęca mieszkańców, by kuli beton sami, a w jego miejsce sadzili rośliny. W Warszawie odbijaliśmy się od ścian, przez kilka lat nic nie dało się zrobić. Gdy sami wzięliśmy sprawy we własne ręce, to usłyszeliśmy groźby, że to dewastacja miasta. W Ratuszu Trzaskowskiego brakuje progresywnego podejścia. W efekcie beton wielu osobom może kojarzyć się ze stołecznymi urzędami. Tymczasem my dostajemy propozycje z miast w całej Polsce, by przyjechać i zrobić to samo.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Fundusze UE: Dobre projekty na wagę złota

Regiony stają w szranki o podział 100 mld zł z UE. Konkurencja może być ...

Nowy rząd, nowe otwarcie? „Samorządowcy nie chcą łaski”

Obniżenie temperatury sporu między rządem i samorządem bardzo by się przydało. Nie jest jednak ...

Naznaczeni przez historię

Jubileusz wyborów z 4 czerwca 1989 roku ma być pokazaniem obywatelskiej, samorządowej Polski, bo ...

Samorządy: ubytki w PIT wymagają drastycznych kroków

Prezydent Białegostoku wstrzymuje wszystkie wydatki miasta, poza tymi bieżącymi. W specjalnym liście do jednostek ...

A zapłacą znów samorządy

Łatwo rozdawać pieniądze, gdy sięga się po nie do cudzego budżetu. Odczuwają to samorządy, ...

Przy śmieciach trzeba kalkulować

Zryczałtowana stawka za odpady z ogródków działkowych czy domków letniskowych musi być oparta na ...