Dobry sezon dla polskiej turystyki to tylko pozory. Nie jest wesoło

Fot. Pixabay

Branża turystyczna przeżywa trudne chwile. Problem mają duzi i mali. Hotelarze liczą straty i czekają na lepsze czasy.

Właściciele hoteli mają problemy z płynnością finansową. Mimo trwających wakacji zainteresowanie wypoczynkiem jest dużo mniejsze niż np. rok temu. Powód? Koronawirus. Pomóc ma bon turystyczny. Czy wystarczy? Zdania są podzielone, ale wszyscy mówią jedno – nie zaszkodzi.

Sezon na półmetku

Według czerwcowych badań Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego aż 87 proc. hoteli ma problemy z utrzymaniem płynności finansowej. W dwóch trzecich obniżono ceny, by przyciągnąć gości. W wielu ograniczono obsługę. Dużo więcej jednak zrobić się już nie da.

– Stoimy pod ścianą – mówi Janusz Wasilewski, właściciel dwóch pensjonatów na Mazurach. I wyjaśnia, że konkurencja jest ogromna, zainteresowanie mniejsze niż zwykle w wakacje, a koszty spowodowane przez zarazę spore.

– Dla wielu z nas problemem stają się powoli koszty wzmożonej dezynfekcji pokoi i części wspólnych w pensjonatach. Nie mówiąc już o częstszej wymianie pościeli, ręczników itd. Taki stan trwa już kolejny miesiąc, a środki, z których korzystamy, stale drożeją – dodaje Wasilewski.

Robert Kostrzewa wraz z bratem prowadzi mały hotelik w Szczawnicy. – Musieliśmy zwolnić połowę personelu. Większość prac wykonujemy dziś sami. Czasem pomagają przyjaciele – mówi „Życiu Regionów”. I to, jego zdaniem, zdecydowało o tym, że jeszcze nie zamknęli interesu., choć oszczędności już nie mają, a długi rosną.

CZYTAJ TAKŻE: Turystyka: nowa opłata nie trafi do gmin

Jak długo jeszcze przetrwa na rynku? – Trudno powiedzieć. Czekamy do jesieni, a potem z nadzieją na piękną zimę i miłośników białego szaleństwa – przyznaje. Ma nadzieję, że marzec 2020 roku już się nie powtórzy, będzie można powoli spłacać długi, a może nawet myśleć o niewielkich inwestycjach.

Mniej optymizmu wykazuje Rafał Karpiel, do niedawna właściciel sporego pensjonatu na Podhalu.

Działalność zamknął w marcu, kiedy pojawiły się pierwsze rządowe obostrzenia. Do dziś nie uruchomił pensjonatu.

– Dałem sobie szansę, ale w czerwcu zainteresowanie było znikome. Zdarzały się takie dni, kiedy telefon cały czas milczał. Dla wynajmu dwóch, trzech pokoi nie opłacało się uruchamiać tej całej koronawirusowej machiny, przeróbek itd. W dodatku dużo mówiło się o gigantycznych karach za niedopełnienie wymogów sanepidu – mówi „Życiu Regionów”. A przecież, jak podkreśla, nie wszystko zależy od właściciela.

O sprzedaży na razie nie myśli, bo i zainteresowanie tego typu inwestycjami jest dziś znikome. – Czekam na lepsze czasy – dodaje.

Cudowny bon

Do przedsiębiorców takich jak nasi rozmówcy rękę wyciągnął właśnie rząd. W minioną środę Sejm uchwalił ustawę o polskim bonie turystycznym. Ma to być wsparcie dla polskich rodzin oraz branży turystycznej, która szczególnie ucierpiała – i nadal cierpi – z powodu koronawirusa. Świadczenie w formie bonu – w wysokości 500 zł – będzie przysługiwało każdemu dziecku. Bon nie będzie miał formy gotówkowej, środki nie będą wpłacane na konta rodziców. Będzie to cyfrowe świadczenie udzielane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, z którego rozliczać będą się mogli przedsiębiorcy turystyczni lub organizacje pożytku publicznego, które zarejestrują się w Polskiej Organizacji Turystycznej.

Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich nie ma większych złudzeń. – Każda forma wsparcia jest dziś dobrze widziana, bo sytuacja jest naprawdę trudna. Ale musimy sobie zdawać sprawę, że sam bon branży turystycznej na nogi nie postawi – uważa Wójcik. Jego zdaniem kluczowe dla być albo nie być na rynku są dziś dwie sprawy.

CZYTAJ TAKŻE: Był przemysł, będzie atrakcja. Jak naśladujemy Zagłębie Ruhry

Po pierwsze, ciekawa oferta, czyli coś więcej niż czyste pokoje, zadbana łazienka i dobra kuchnia. Po drugie, atrakcyjne położenie. – Nadszedł czas dla ludzi kreatywnych – uważa Wójcik i podaje przykład.

Na Podlasiu całkiem dobrze prosperuje dziś pewne gospodarstwo agroturystyczne. Malutki hotelik i ogromna posiadłość. Jej właściciele postawili na zioła i z nich żyją. Zajmują się ich uprawą, prowadzą warsztaty, uczą, jak je zbierać i co z nich można zrobić. Zainteresowanie pobytem w tym gospodarstwie jest spore i nawet koronawirus tego nie zmienił.

A sam bon? Pewnie nie przesądzi o tym, że pięcioosobowa rodzina, która nie miała planów urlopowych, nagle zdecyduje się na dwutygodniowe wczasy nad morzem. Być może jednak stać ich będzie na przedłużony weekend na Mazurach.

Cios dla małych i dużych

Problem, jak się okazuje, dotyczy nie tylko małych hoteli i pensjonatów. Ludzie unikają także hoteli molochów.

Marek Kamieński, biegły sądowy, ekspert do spraw turystyki, potwierdza nam, że duże hotele cieszą się dziś mniejszym zainteresowaniem niż pensjonaty czy agroturystyka.

– Niektóre duże hotele w ogóle się nie otworzyły. Powodem są obostrzenia, jakie nałożono na ich właścicieli w związku z pandemią. Duże problemy mają hotele miejskie nastawione na klienta biznesowego, a takich jest dziś dużo mniej – mówi. I dodaje, że u klientów panuje dziś przekonanie, że w mniejszych ośrodkach jest bezpieczniej, co niekoniecznie musi być prawdą. Nie bez znaczenia są również ceny. Klienci częściej wybierają dziś tańsze noclegi i pobyty.

Czynnik ekonomiczny w przypadku wyboru miejsca i formy wypoczynku w tym roku odgrywa zasadnicza rolę. Dowód? Najnowsze badania rynku. Wynika z nich, że jedna trzecia Polaków chce wydać na tegoroczne wakacje nie więcej niż 3 tysiące złotych na rodzinę. Takie wyniki przyniosło badanie przeprowadzone przez Santander Consumer Bank. „Zdecydowanie w Polsce i nie za drogo” – to obraz tegorocznych wakacji, który wyłania się z najnowszego raportu „Polaków portfel własny – wyjątkowe lato”.

CZYTAJ TAKŻE: Wakacje w mieście? To nie problem, ale w reżimie sanitarnym

Według autorów raportu tegoroczne wakacje będą bardzo trudne dla branży turystycznej. „Mimo stopniowego znoszenia obostrzeń epidemicznych w hotelach czy pensjonatach wciąż obowiązują dodatkowe restrykcje i limity. Loty z Polski zostały wznowione w połowie czerwca, pierwsze czartery ruszyły jednak dopiero na początku lipca, i to tylko na europejskich trasach” – czytamy w raporcie.

Wakacyjna oferta biur podróży jest o wiele skromniejsza w tym roku, co wiąże się nie tylko z ograniczeniami związanymi z pandemią koronawirusa, ale też z mniejszym popytem na takie wyjazdy. Polacy co prawda tęsknią za śródziemnomorskimi plażami, egzotycznym azjatyckim jedzeniem czy zagranicznymi zabytkami, wakacyjny wyjazd za granicę rozważa jednak zaledwie 7,3 proc. ankietowanych przez SCB.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Będzie tłok na szkolnych korytarzach

Według Najwyższej Izby Kontroli zabraknie miejsc w szkołach średnich dla części absolwentów podstawówek i ...

Polskie miasta przed tramwajowym boomem

Warszawa rozstrzygnęła wart 1,9 mld zł przetarg na dostawę 213 niskopodłogowych tramwajów. Będą potrzebne ...

Strategię wizerunkową trzeba planować z głową

Promocja gmin odbywa się bez jasnych strategii i planów działań, głównie na podstawie doraźnych ...

Rosną opłaty za żłobki. Ale niektórym miasta dopłacą

W Katowicach zmienią się opłaty za pobyt dziecka w żłobku. Ich wysokość ma zależeć ...

W Lublinie biznes wspiera jakość kształcenia technicznego

Lublin to miasto o długiej tradycji przemysłowej. Aktualnie rozwija się tu prężnie branża automotive, ...

Prezydent Olsztyna: stawiamy na zrównoważony rozwój

W naszej strategii bierzemy pod uwagę przede wszystkim najważniejsze atuty Olsztyna, tj. położenie i ...