Dolny Śląsk odbija PKP lokalne koleje

W roku 2017 Koleje Dolnośląskie przewiozły 9,3 mln pasażerów

Koleje Dolnośląskie przewożą coraz więcej pasażerów, zapowiada się też przywrócenie części zlikwidowanych linii.

W ciągu trzydziestu lat PKP (najpierw jako przedsiębiorstwo państwowe, następnie jako spółka PKP Polskie Linie Kolejowe) zdemontowały jedną czwartą krajowej sieci kolejowej. Po latach zapaści samorządy próbują przywracać połączenia.

W ostatnim dniu lipca marszałek województwa dolnośląskiego oraz przedstawiciele miejscowych gmin – Bielawy, Dzierżoniowa, Nowej Rudy, Pieszyc, Radkowa – podpisali list intencyjny, w którym zadeklarowali współpracę w sprawie przejmowania i rewitalizacji linii kolejowych.

Jak mówi marszałek Cezary Przybylski, list jest kolejnym krokiem w kierunku przejęcia od PKP ponad dwudziestu zdegradowanych linii w województwie. – Chcemy je kolejno rewitalizować, a potem przywrócić regularne kursy regionalnych przewoźników – zapowiada. Deklaruje przy tym chęć wykorzystania środków z rządowego Programu uzupełniania lokalnej i regionalnej infrastruktury kolejowej. Istotnie, odbudowa odcinka Dzierżoniów – Pieszyce – Bielawa znajduje się w opisie Programu na lata 2019-2023 wśród linii, które mogłyby zostać sfinansowane w pierwszej kolejności.

CZYTAJ TAKŻE: Koleje regionalne: pociąg stanie na żądanie

Dolnośląski samorząd liczy, że przywracanie kolei pomoże w rozwoju gospodarczym i turystycznym regionu, będzie też przeciwdziałać wykluczeniu komunikacyjnemu. W ostatnich dekadach tysiące mieszkańców mniejszych miejscowości w całym kraju straciło możliwość dojazdów pociągiem.

Tak dobrze i źle

Tymczasem lektura „Sprawozdania z funkcjonowania rynku transportu kolejowego w 2018 r.” przygotowanego przez rządowy Urząd Transportu Kolejowego przynosi wiele optymizmu.

Czytamy m.in., że w ubiegłym roku z usług wszystkich operatorów kolejowych skorzystało 310 mln pasażerów. Oznacza to wzrost o 6,7 mln osób (2,2 proc.) w porównaniu z rokiem 2017. W ciągu ostatnich czterech lat – kiedy notowany jest bieżący wzrost – liczba pasażerów zwiększyła się o ponad 15 proc. (41 mln pasażerów). Tendencja wzrostowa cieszy, jednak podróżujących pociągiem jest znacznie mniej niż w roku 1995 (465,9 mln) czy 2000 (360,7 mln). Bieżące odbicie jest efektem wcześniejszej penetracji dna – na początku XXI stulecia rozpoczęto reformę PKP, która doprowadziła do dramatycznego spadku popularności kolei w Polsce (257 mln podróżnych w roku 2005).

CZYTAJ TAKŻE: Karol Trammer: Pociągi pod niespecjalnym nadzorem

Jednak upadek zaczął się znacznie wcześniej, bo już w 1990 r., kiedy ruszyła „optymalizacja” czyli, w istocie, masowa likwidacja linii kolejowych. Jeszcze w roku 1989 liczba podróżujących polskimi pociągami przekraczała 951 mln. Od tego czasu było bardzo źle, albo tylko źle.

Żaden inny europejski kraj nie zdemontował, tak jak Polska, aż jednej czwartej swojej sieci kolejowej” – pisze Karol Trammer, autor książki „Ostre cięcie – jak niszczono polską kolej”. Podaje przy tym liczby – z ponad 26 tys. km torów w 1990 roku do 18,5 tys. obecnie.

Książka przedstawia dekady, w których kolejne zarządy PKP – a później spółek powstałych z jej podziału – nie liczyły się z pasażerami, licząc jedynie pieniądze. W efekcie gęstość sieci kolejowej w kraju została zrównana do poziomu wschodniej Polski, historycznie najbardziej zaniedbanej pod tym względem.

Trudna lekcja

W efekcie prywatyzacji i restrukturyzacji PKP w 2000 r., część przewozów trafiła do samorządów – urzędy marszałkowskie objęły kilku-kilkunastoprocentowe udziały w spółce Przewozy Regionalne i rozpoczęły lekcję kolejnictwa. Trudną, bo w 2015 roku większościowe udziały w Przewozach Regionalnych przejęła państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu, w zamian za co spółka miała otrzymać 770 mln zł pomocy publicznej, z których 600 mln zł trzeba było przeznaczyć na spłatę długów (głównie wobec PKP Polskich Lini Kolejowych, spółki zarządzającej infrastrukturą).

CZYTAJ TAKŻE: Regiony zdają egzamin z unijnych dotacji

W tym czasie część samorządów rozwijała już własne firmy przewozowe – działały m.in. Koleje Mazowieckie, Koleje Dolnośląskie, czy Koleje Wielkopolskie. Ich głównym zadaniem jest obsługa połączeń regionalnych, jednak zdarza się, że pociągi jeżdżą dalej. W 2018 roku sieć połączeń Kolei Mazowieckich obejmowała województwa mazowieckie, łódzkie, lubelskie, podlaskie, warmińsko-mazurskie, świętokrzyskie oraz pomorskie. Koleje Wielkopolskie, poza woj. wielkopolskim, jeździły także w lubuskim, łódzkim oraz kujawsko-pomorskim. Koleje Śląskie dojeżdżały do Czech, zaś Koleje Dolnośląskie do Czech i Niemiec.

Bilet dla małych

Jak podaje raport UTK, województwo dolnośląskie znajduje się na 4. miejscu pod względem liczby odprawionych pasażerów. W zeszłym roku liczba klientów Kolei Dolnośląskich wzrosła o 2,3 mln, co pozwoliło spółce przebić barierę 10 mln podróżnych. Od stycznia do czerwca 2019 r. Koleje Dolnośląskie przewiozły ponad 6,6 mln osób, więc wydaje się, że w tym roku będzie ich jeszcze więcej.

Województwo dolnośląskie robi bardzo dużo dobrego. Do tej pory jego siłą była sprawna ekipa, zarówno w urzędzie marszałkowskim, jak i w Kolejach Dolnośląskich. Sieć się rozwijała, reaktywowano połączenia, rosła liczba pasażerów – wylicza Karol Trammer. – Pytanie, jakie skutki przyniosą zmiany personalne z przełomu 2018 i 2019 roku. Jestem zaniepokojony wypowiedzią nowego prezesa Kolei Dolnośląskich, który wyznał, że od kilkunastu lat nie jechał pociągiem. Może dlatego, że pochodzi z Lubina, dokąd pociągi nie dojeżdżały przez niemal dekadę.

CZYTAJ TAKŻE: Szyny tworzą kręgosłup miast

W czerwcu kolej wróciła do Lubina, wrócili też pasażerowie. – Nie obyło się bez protestów na torach, bo z początku pociągi nie zatrzymywały się na wiejskich przystankach pomiędzy Lubinem a Legnicą – przypomina Karol Trammer. – I nie mówię o wioskach zamieszkiwanych przez dwadzieścia osób (Raszówka, gdzie protestowano, liczy około tysiąca mieszkańców – red.).

Znów trzeba było przypominać, że właśnie mieszkańców najmniejszych miejscowości reforma kolei dotknęła najmocniej. Udało się – przystanki Chróstnik, Gorzelin, Raszówka i Rzeszotary uwzględniono w rozkładzie.

Z wiadomości wielkomiejskich: Koleje Dolnośląskie zapowiedziały uruchomienie – do spółki z czeskim Leo Express – bezpośredniego połączenia z Wrocławia do Pragi. Sobotnie i niedzielne pary pociągów pojawią się w grudniowym rozkładzie jazdy 2019/2020. W pozostałe dni pasażerowie nadal będą jeździć z przesiadką. Nowe połączenie pozwoli skrócić czas podróży o godzinę.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

30 lat po drugim sierpniu

„Szczecin ’88. Tu zaczęła się wolność” – pod tym hasłem w Szczecinie zaplanowano obchody ...

Brak lokali blokuje realizację wyroków

Miasta potrzebują kilku lat, by dostarczyć mieszkanie pod najem socjalny swoim najuboższym mieszkańcom oraz ...

Jest lepiej, oponami już nie palą

Władze Krakowa złożyły już do sądu 85 wniosków o ukaranie mieszkańców palących drewnem i ...

Miejska podróż na prąd

Samorządy rzadko uruchamiają własne wypożyczalnie pojazdów elektrycznych, ale wspierają rozwój takich inicjatyw.

Janosikowe trzeba odesłać do lamusa

Rząd mógłby zwiększyć pulę tych dochodów dla nas i przeznaczyć większość PIT dla poszczególnych ...

Kolor ma znaczenie. Śnieżka wspiera rozwój dzieci i młodzieży

Dzięki udziałowi w programie Śnieżki „Koloratorium”, już w 14 szkołach podstawowych z całej Polski ...