Na ostatniej sesji radni Zabrza zajmowali się m.in. likwidacją oddziałów przedszkolnych w trzech publicznych podstawówkach. Będą one likwidowane z powodu oszczędności czy demografii?
Ani tego, ani tego. To są uchwały techniczne, które po prostu stwierdzają zastaną sytuację. Te oddziały nie były już prowadzone w tym roku. Dla formalności byliśmy zobligowani do porządku, że tak powiem – odzwierciedlenia tej sytuacji w dokumentach szkół. Więc to nie jest tak, że zostały teraz tam zlikwidowane oddziały przedszkolne. W uchwałach po prostu stwierdzono, że te szkoły nie prowadzą już oddziałów przedszkolnych.
Ale dlaczego wcześniej zlikwidowano te oddziały przedszkolne w tych szkołach?
Rodzice bez problemu znajdowali miejsca dla dzieci w pobliskich przedszkolach, dlatego nie prowadzono naboru. Przez długi czas po prostu nie było chętnych. W Szkole Podstawowej nr 44 oddział nie funkcjonował już od roku, a np. w Szkole Podstawowej nr 24 od kilkunastu lat. Oddziały w tych szkołach przestały odpowiadać realnym potrzebom mieszkańców.
„To nie jest budżet marzeń, ale najlepszy, na jaki dziś stać Zabrze” – mówił pan po uchwaleniu budżetu na ten rok. Dochody miasta mają przekraczać 1,5 mld zł, a wydatki są niewiele wyższe. Jak zarządza się zadłużonym miastem, gdy niemal każda decyzja finansowa jest pod obstrzałem resortu finansów i Regionalnej Izby Obrachunkowej?
To jest sytuacja bardzo trudna. Osobiście nazywam przyjęte zobowiązania związane z pożyczką rządową i z programem postępowania ostrożnościowego swego rodzaju kagańcem. I to bardzo wiąże nasze możliwości co do decyzji, co do dodatkowych inwestycji, co do skierowania miasta na inne tory, co do skorzystania z dodatkowych środków. Tak naprawdę jesteśmy bardzo krępowani nawet jeśli chodzi o próby restrukturyzacji istniejącego już zadłużenia. Restrukturyzacja wiązałaby się ze zmianą na przykład mniej korzystnych tytułów dłużnych na bardziej korzystne, ale każdy tytuł dłużny wymaga teraz zgody i skonsultowania się z ministerstwem i z Regionalną Izbą Obrachunkową. To po pierwsze jest czasochłonne, a po drugie, często kończy się brakiem takiej zgody albo w najlepszym razie uwagami czy też prośbą o dalsze wyjaśnienia w sprawie. Jesteśmy więc tym mocno związani, taką stałą kontrolą i ograniczeniami w decyzyjności o własnych finansach.
Czytaj więcej
W ciągu ostatnich niemal 15 lat kredyty, pożyczki i obligacje pozwoliły nam dofinansować zadania...
Gdzie zadłużone miasto szukało w tym roku oszczędności?
Przede wszystkim chcieliśmy urealnić wydatki bieżące samorządu. I na tym polegała praca w ostatnich miesiącach zeszłego roku. Pracowaliśmy jeszcze na zeszłorocznym budżecie w taki sposób, żeby uniknąć wszelkich wydatków, które nie miały charakteru obligatoryjnego, to znaczy nie były obowiązkowe dla realizacji zadań samorządu, a z tych, które są fakultatywne – przynajmniej w części – zrezygnować. Albo ograniczyć tam, gdzie nie jest to związane z karami z tytułu rozwiązania umów czy perturbacjami związanymi z rezygnacją z jakiegoś zadania. A z drugiej strony staraliśmy się też utrzymać te zadania fakultatywne, które wpisały się na stałe w charakterystykę naszego miasta i uważamy, że są potrzebne.