Pod koniec stycznia rozpocznie się w Lublinie nabór najemców 388 mieszkań w ramach programu dopłat „Mieszkanie na start”. Czy takie mieszkania mogą być dobrym sposobem na zatrzymanie absolwentów lub ściągnięcie młodych ludzi do miasta?
Wynajem na osiedlu objętym dopłatami z programu „Mieszkanie na start” to propozycja dla osób o umiarkowanych dochodach. PFR Nieruchomości przy udziale miasta składa ofertę tym, którzy mają zdolność czynszową, ale nie mają zdolności kredytowej na zakup mieszkania. To też propozycja dla tych, którzy są związani z naszym miastem poprzez pracę, ale niekoniecznie chcą wiązać się zakupem nieruchomości. Jest adresowana na przykład dla młodych ludzi, którzy łączą swoją przyszłość z Lublinem, lecz nie stać ich jeszcze na zakup mieszkania lub dla których z innych powodów jego posiadanie nie jest obecnie najlepszym rozwiązaniem.
To kolejna możliwość na własny kąt dla mieszkańców Lublina, obok zakupu nieruchomości czy najmu, np. w zasobach Towarzystwa Budownictwa Społecznego. To także oferta skierowana do najemców mieszkań komunalnych, którzy obecnie osiągają wyższe dochody i wynajmując takie mieszkanie, mogliby znacząco poprawić standard swojego życia. Te blisko 400 mieszkań to pierwszy etap. Docelowo takich mieszkań może być ponad tysiąc w Lublinie, jeśli PFR zdecyduje się na dalsze inwestycje.
W tym roku miasto ma też oddać do użytku trzy bloki komunalne przy ul. Królowej Bony. Duże jest zainteresowanie takimi lokalami? Lublin będzie budował kolejne?
Oprócz mieszkań już oddawanych przez Zarząd Nieruchomości Komunalnych czekamy na przyznanie dotacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego na wybudowanie kolejnych bloków. Równolegle miejska spółka, Towarzystwo Budownictwa Społecznego będzie przystępowała do realizacji swojego projektu. To wszystko oznacza, że możemy zaoferować dosyć dużą pulę lokali do wyboru tym, którzy mieszkania potrzebują, a z różnych powodów nie mogą go nabyć na rynku komercyjnym. To jest szczególnie ważne z punktu widzenia rynku pracy, bo umożliwiamy absolwentom przeprowadzenia się „na swoje”, na czas, jaki potrzebują.
Zmieńmy temat. Jak w większości miast – także w Lublinie, najważniejszym obszarem wydatkowym w budżecie pozostaje edukacja. Miasto wyda na nią ponad 40 proc. swoich dochodów. Ok. 100 mln zł więcej niż rok wcześniej. Czy potrzeby edukacyjne są źle wyliczane przez resort finansów, czy też wydatki na utrzymanie szkół rosną tak szybko?
Niestety reforma finansowania jednostek samorządu terytorialnego nie zlikwidowała jednego z głównych problemów, jakim jest ogromna luka w finansowaniu oświaty. Ta luka cały czas rośnie, zwłaszcza w kategorii miast na prawach powiatu, takich jak Lublin. Główną przyczyną jest wzrost wydatków na funkcjonowanie oświaty przy zaniżonych przez rząd potrzebach oświatowych.
Rozwiązanie w kwestii ustalania potrzeb oświatowych powiela dotychczasowe niedoszacowanie subwencji oświatowej. Określona kwota potrzeb oświatowych jest niewystarczająca, by zabezpieczyć faktyczne wydatki ponoszone na ten cel przez samorządy. W 2025 r. luka w przypadku Lublina stanowiła około 590 mln zł, a całość wydatków na oświatę to 1,66 mld zł. Dodatkowo, od 2026 r. uczniowie z Ukrainy będą wliczani na tych samych zasadach do potrzeb oświatowych co polscy uczniowie, bez odrębnych trybów finansowania. W praktyce oznacza to brak dotychczasowej dotacji na dzieci ukraińskie w polskich szkołach, która w 2025 r. wynosiła około 35 mln zł.