Reklama

Prezydent Lublina: Bez zwrotnych źródeł finansowania skala inwestycji byłaby dużo mniejsza

W ciągu ostatnich niemal 15 lat kredyty, pożyczki i obligacje pozwoliły nam dofinansować zadania inwestycyjne o łącznej wartości blisko 6 mld zł, z czego ponad 3 mld to środki Unii Europejskiej – mówi Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

Publikacja: 26.01.2026 07:02

Prezydent Lublina Krzysztof Żuk

Prezydent Lublina Krzysztof Żuk

Foto: Maciej Rukasz / rukasz.com

Pod koniec stycznia rozpocznie się w Lublinie nabór najemców 388 mieszkań w ramach programu dopłat „Mieszkanie na start”. Czy takie mieszkania mogą być dobrym sposobem na zatrzymanie absolwentów lub ściągnięcie młodych ludzi do miasta?

Wynajem na osiedlu objętym dopłatami z programu „Mieszkanie na start” to propozycja dla osób o umiarkowanych dochodach. PFR Nieruchomości przy udziale miasta składa ofertę tym, którzy mają zdolność czynszową, ale nie mają zdolności kredytowej na zakup mieszkania. To też propozycja dla tych, którzy są związani z naszym miastem poprzez pracę, ale niekoniecznie chcą wiązać się zakupem nieruchomości. Jest adresowana na przykład dla młodych ludzi, którzy łączą swoją przyszłość z Lublinem, lecz nie stać ich jeszcze na zakup mieszkania lub dla których z innych powodów jego posiadanie nie jest obecnie najlepszym rozwiązaniem.

To kolejna możliwość na własny kąt dla mieszkańców Lublina, obok zakupu nieruchomości czy najmu, np. w zasobach Towarzystwa Budownictwa Społecznego. To także oferta skierowana do najemców mieszkań komunalnych, którzy obecnie osiągają wyższe dochody i wynajmując takie mieszkanie, mogliby znacząco poprawić standard swojego życia. Te blisko 400 mieszkań to pierwszy etap. Docelowo takich mieszkań może być ponad tysiąc w Lublinie, jeśli PFR zdecyduje się na dalsze inwestycje.

W tym roku miasto ma też oddać do użytku trzy bloki komunalne przy ul. Królowej Bony. Duże jest zainteresowanie takimi lokalami? Lublin będzie budował kolejne?

Oprócz mieszkań już oddawanych przez Zarząd Nieruchomości Komunalnych czekamy na przyznanie dotacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego na wybudowanie kolejnych bloków. Równolegle miejska spółka, Towarzystwo Budownictwa Społecznego będzie przystępowała do realizacji swojego projektu. To wszystko oznacza, że możemy zaoferować dosyć dużą pulę lokali do wyboru tym, którzy mieszkania potrzebują, a z różnych powodów nie mogą go nabyć na rynku komercyjnym. To jest szczególnie ważne z punktu widzenia rynku pracy, bo umożliwiamy absolwentom przeprowadzenia się „na swoje”, na czas, jaki potrzebują.

Zmieńmy temat. Jak w większości miast – także w Lublinie, najważniejszym obszarem wydatkowym w budżecie pozostaje edukacja. Miasto wyda na nią ponad 40 proc. swoich dochodów. Ok. 100 mln zł więcej niż rok wcześniej. Czy potrzeby edukacyjne są źle wyliczane przez resort finansów, czy też wydatki na utrzymanie szkół rosną tak szybko?

Niestety reforma finansowania jednostek samorządu terytorialnego nie zlikwidowała jednego z głównych problemów, jakim jest ogromna luka w finansowaniu oświaty. Ta luka cały czas rośnie, zwłaszcza w kategorii miast na prawach powiatu, takich jak Lublin. Główną przyczyną jest wzrost wydatków na funkcjonowanie oświaty przy zaniżonych przez rząd potrzebach oświatowych.

Rozwiązanie w kwestii ustalania potrzeb oświatowych powiela dotychczasowe niedoszacowanie subwencji oświatowej. Określona kwota potrzeb oświatowych jest niewystarczająca, by zabezpieczyć faktyczne wydatki ponoszone na ten cel przez samorządy. W 2025 r. luka w przypadku Lublina stanowiła około 590 mln zł, a całość wydatków na oświatę to 1,66 mld zł. Dodatkowo, od 2026 r. uczniowie z Ukrainy będą wliczani na tych samych zasadach do potrzeb oświatowych co polscy uczniowie, bez odrębnych trybów finansowania. W praktyce oznacza to brak dotychczasowej dotacji na dzieci ukraińskie w polskich szkołach, która w 2025 r. wynosiła około 35 mln zł.

Reklama
Reklama

Do tego Lublin, tak jak inne miasta na prawach powiatu, jest poszkodowany w kwestii przyznawania potrzeb wyrównawczych, gdyż w nowym systemie przedziały i poziomy wyrównywania zostały ustalone niejednolicie dla różnych kategorii jednostek samorządu terytorialnego. Powoduje to zaniżenie potrzeb finansowych, a w konsekwencji znaczne uszczuplenie dochodów miasta. Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego oraz w rozmowach z ministrem finansów, że trzeba na nowo pochylić się nad zabezpieczeniem faktycznie ponoszonych wydatków na oświatę przez samorządy, bo w końcu dojdziemy do takiego momentu, że nie będziemy już w stanie dokładać więcej do zadań z tego obszaru.

Pamiętajmy jeszcze, że dodatkowo jesteśmy obciążeni zmianami demograficznymi, których też się w tym systemie nie uwzględnia, a które będą się pogłębiały.

Czytaj więcej

Prezydent Rzeszowa: Chcielibyśmy inwestować więcej, ale ograniczają nas limity zadłużenia

A jaka była odpowiedź Ministerstwa Finansów na te postulaty?

Dyskusja nad ustawą o dochodach została przeniesiona na drugi kwartał, kiedy będziemy podsumowywać 2025 rok. Wówczas będzie okazja ocenić nową ustawę i wnioskować wspólnie o jej zmianę, przede wszystkim w kwestii wyliczania udziałów w PIT i CIT, a także potrzeb finansowych. Pamiętajmy, że miasta na prawach powiatu mają przyznane procentowe udziały w dochodach z podatków PIT i CIT, które są jednak niższe od sumy udziałów gmin i powiatów przy większym zakresie zadań. I, nie wiedzieć dlaczego, mamy ubytek potencjalnych dochodów, które mielibyśmy liczone oddzielnie jako gmina i oddzielnie jako powiat.

A druga kwestia, która jest dla nas niezwykle istotna i będzie przez nas postulowana, dotyczy tego, że miasta na prawach powiatu mają pułap wyrównywania dochodów niższy, niż dla pozostałych jednostek samorządu terytorialnego. W przypadku miast na prawach powiatu nalicza się potrzeby wyrównawcze tylko do 80 proc. wartości wskaźnika zamożności, pozostawiając przedział 80-100 proc. bez interwencji ustawowej.

Dlatego postulujemy, żeby wobec miast na prawach powiatu zastosowano analogiczne rozwiązania jak dla pozostałych jednostek samorządu, co skutkowałoby zwiększeniem dochodów miast na prawach powiatu, w tym Lublina. Te dochody byłyby podstawą do zwiększonego finansowania między innymi dróg, komunikacji, oświaty, ale również miałyby znaczenie w kontekście przede wszystkim braku zapewnienia pełnej adekwatności środków przekazywanych z budżetu państwa na realizację zadań zleconych z zakresu administracji rządowej.

Reklama
Reklama

Teraz to samorządy dokładają, a zasadą powinno być zapewnienie przez państwo finansowania tych zadań umożliwiające ich pełną i prawidłową realizację. Lublin w okresie ostatnich 10 lat do zadań zleconych tylko z zakresu administracji publicznej dołożył około 43 mln zł środków własnych. Nie powinniśmy tego robić. O tym też chcemy rozmawiać z Ministerstwem Finansów.

Ale mimo tych nierówności w wyliczaniu dochodów w tym roku mają one w Lublinie wzrosnąć o ponad 300 mln zł, do poziomu 3,8 mld zł w porównaniu z rokiem ubiegłym. To efekt bogacenia się mieszkańców, czy też są inne powody?

Kwota dochodów z tytułu PIT, CIT i subwencji ogólnej dla Lublina wyniesie ponad 2 mld zł. Jest to kwota wyższa o 22 proc. od dochodów z tych tytułów zrealizowanych w 2024 r. oraz wyższa o 10 proc. wobec 2025 r. W odniesieniu do poprzedniego roku dziesięcioprocentowy wzrost wydaje się być satysfakcjonujący, jednak tak naprawdę jest to kwota spełniająca jedynie minimalne oczekiwania miasta.

Tak więc po pierwsze, mówimy o pewnych efektach ustawy. Po drugie, z punktu widzenia naszych potrzeb inwestycyjnych ważne jest to, że świetnie sobie radzimy z pozyskiwaniem funduszy europejskich i innych środków bezzwrotnych. I po trzecie, źródłem finansowania potrzeb rozwojowych są oczywiście kredyty i pożyczki oraz emisja obligacji, więc też długiem finansujemy rozwój, a wyższe środki uzyskiwane chociażby z PIT, CIT i podatków lokalnych przeznaczamy na potrzeby bieżące.

Tegoroczny deficyt miasta ma wynieść 163 mln zł. A zadłużenie? Widziałam szacunki mówiące o poziomie 2,8 mld zł na koniec tego roku. Czy takie zadłużenie nie jest problemem dla miasta?

Finansujemy nasze inwestycje, wpisane w wieloletnie programy inwestycyjne i w strategię, zarówno ze środków własnych, z funduszy europejskich, jak i właśnie z długu. Zwrotne źródła finansowania, takie jak kredyty, pożyczki czy obligacje, są niezbędne do realizacji inwestycji, zwłaszcza współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. To właśnie dzięki nim możliwa jest budowa dróg, rozwój i modernizacja transportu publicznego, rewitalizacja terenów zielonych i wiele innych działań, które bezpośrednio przekładają się na jakość życia mieszkańców.

Unijna zasada współfinansowania nakłada na samorządy obowiązek wniesienia wkładu własnego w realizowane projekty. Dlatego, aby móc sięgać po fundusze europejskie i nie rezygnować z kluczowych zadań, korzystamy ze zwrotnych instrumentów finansowych. Bez nich nie byłoby możliwe utrzymanie zaplanowanego tempa rozwoju. Dotyczy to nie tylko Lublina, to standardowa praktyka w dużych miastach, które inwestują w swoją przyszłość.

W latach 2010-2024 jedna pożyczona złotówka pozwoliła na zwiększenie majątku o 2,2 zł. W ciągu ostatnich niemal 15 lat kredyty, pożyczki i obligacje pozwoliły nam dofinansować zadania inwestycyjne o łącznej wartości blisko 6 mld zł, z czego ponad 3 mld to środki Unii Europejskiej. Gdybyśmy nie skorzystali ze zwrotnych źródeł finansowania, to skala miejskich inwestycji byłaby dużo mniejsza.

Reklama
Reklama

Dług na bieżąco obsługujemy i odbywa się to stosunkowo niskim kosztem, bo są to w części środki z Europejskiego Banku Inwestycyjnego czy Banku Rozwoju Rady Europy. I tu problemów nie mamy. Jednak prawdą jest, że dalsze finansowanie rozwoju bez zweryfikowania wydajności ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego będzie coraz trudniejsze. Dzisiaj blisko 600 mln zł przeznaczamy na realizację kluczowych projektów infrastrukturalnych, czyli tego wszystkiego, co jest wpisane w naszą strategię rozwoju.

Czytaj więcej

Tadeusz Truskolaski: Sytuacja finansowa dużych miast się poprawiła

Wspominał pan o pozyskiwaniu pieniędzy na inwestycje drogowe i transportowe, bo na to idzie najwięcej pieniędzy z puli inwestycyjnej. Czy bez wsparcia zewnętrznego skala tych inwestycji byłaby mniejsza?

Mamy jeszcze pewne potrzeby z zakresu infrastruktury drogowej czy transportowej. Finansujemy je głównie z programu Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej 2021-2027, z programu Fundusze Europejskie dla Lubelskiego 2021-2027, a oprócz tego nasz miejski przewoźnik uzyskuje wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Można powiedzieć, że te środki są wystarczające. Jeśli chodzi o pozostałą infrastrukturę, głównie o charakterze społecznym i taką, która nie ma dofinansowania ze środków zewnętrznych, jak budowa szkół czy obiektów oświatowych, to radzimy sobie środkami własnymi i zwrotnymi.

Łącznie z miejskimi spółkami w obecnym okresie programowania pozyskaliśmy dofinansowanie dla 21 projektów inwestycyjnych o łącznej wartości dofinansowania przekraczającej 524 mln zł. Pozwolą one na realizację inwestycji o wartości ponad 874 mln zł.

Z kolei ze środków z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej miasto chce stworzyć tzw. centra odporności mieszczące się w ok. 30 szkołach. Na jakim etapie jest ten projekt?

To nasz autorski projekt, w ramach którego przygotowujemy punkty wsparcia odporności społecznej w każdej dzielnicy. Celem jest niezależność energetyczna szkół poprzez wykonanie przyłącza umożliwiającego podłączenie przewoźnego agregatu prądotwórczego. Mieszkańcy będą mieli możliwość udania się do takiego punktu, doładowania telefonu, skorzystania z urządzeń kuchennych, ogrzania się, a także pomocy medycznej czy każdej innej. W razie występowania zagrożenia centra takie będą obiektami spotkań mieszkańców i wymiany informacji. W 2025 r. sporządziliśmy dokumentację techniczną na wykonanie przyłączeń w 10 szkołach, a w tym roku kontynuujemy dla pozostałych i dla części rozpoczniemy realizację.

Reklama
Reklama

Zadanie finansujemy z dotacji celowej z budżetu państwa przekazanej przez wojewodę lubelskiego. Stworzenie takich miejsc powinno pójść sprawnie, bo te obiekty już są, trzeba je tylko odpowiednio wyposażyć. Trudniejszą dla nas kwestią jest natomiast budowa czy przebudowa obiektów zbiorowej ochrony, co wymaga działań dokumentacyjnych i inwestycyjnych. Ten rok i kolejny to sporo działań z naszej strony w tym właśnie zakresie.

Mamy duże doświadczenia przekazane przez stronę ukraińską i wiemy, co z punktu widzenia zagrożenia mieszkańców jest najistotniejsze. Patrzymy na partnerów z Ukrainy i staramy się wykorzystać ich rozwiązania.

 

Okiem samorządowca
Prezydent Rzeszowa: Chcielibyśmy inwestować więcej, ale ograniczają nas limity zadłużenia
Okiem samorządowca
Olgierd Geblewicz: Trzeba wspierać firmy w przemyśle obronnym
Okiem samorządowca
Tadeusz Truskolaski: Sytuacja finansowa dużych miast się poprawiła
Okiem samorządowca
Marszałek Małopolski: Bezpieczeństwo kluczowe dla rozwoju regionu
Okiem samorządowca
Prezydent Konina: Elektrownia jądrowa przestawiłaby miasto na nową drogę rozwoju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama