Burmistrz Wieliczki: W każdych wyborach waży się przyszłość wspólnot lokalnych

Zmiany proponowane w nowelizacji kodeksu odbieram jako próbę stworzenia iluzji. Przecież każdy wójt, burmistrz czy prezydent dbają o to, by mieszkańcy docierali do komisji wyborczych, by mogli zagłosować – mówi Artur Kozioł, burmistrz Wieliczki.

Publikacja: 19.03.2023 15:37

Artur Kozioł, burmistrz Wieliczki

Artur Kozioł, burmistrz Wieliczki

Foto: mat.pras.

Ilu mieszkańców liczy Wieliczka? A jaka część z nich ma już ponad 60 lat?

Wieliczkę – miasto i gminę – zamieszkuje już blisko 70 tys. mieszkańców, ale trzeba zaznaczyć, że co roku przybywa nam około tysiąca nowych. Istnieje też grupa osób, która mieszka u nas, ale nie jest tu zameldowana. Przytoczę dane Głównego Urzędu Statystycznego, zgodnie z którymi na terenie naszej gminy mieszka 68 tys. osób, ale już teraz trzeba dołożyć kolejne 10 tys. Są to nowi mieszkańcy, którzy – choć w rzeczywistości już tu mieszkają, formalnie nie mają stałego zameldowania. A po czym to rozpoznajemy? Po krakowskich numerach rejestracyjnych samochodów. Wiemy, ile osób się po Wieliczce przemieszcza, gdyż nie sposób nie zwrócić uwagi na to zjawisko.

Odpowiadając na drugie pytanie – osoby powyżej 60. roku życia nie przeważają wśród wielickiej populacji. To grupa ok. 22 proc. Z racji stałego napływu nowych, głównie młodych mieszkańców, ta statystyka się zmienia. Zamieszkują dziś u nas przede wszystkim młodzi ludzie, rodziny z dziećmi. Widać to wyraźnie, choćby obserwując liczbę uczniów w naszych szkołach.

Pytałam o te osoby 60+, bo je oraz osoby z niepełnosprawnościami trzeba będzie dowozić do komisji wyborczych. Miasto sobie z tym poradzi?

Mogę zapewnić, że nie mamy i nie będziemy mieć z tym dużego problemu. Już dziś mamy wskazanych wiele miejsc przeznaczonych na obwodowe komisje wyborcze, tak aby przybliżyć te punkty mieszkańcom. Temat dostępności w przypadku Wieliczki i wcześniej nie przysparzał kłopotów.

Trzeba także pamiętać, że gmina Wieliczka to nie tylko samo miasto, ale też 29 sołectw. Większość naszych mieszkańców mieszka w okalających solne miasto miejscowościach, a ja czasami żartuję, że jestem bardziej wójtem niż burmistrzem.

Raz jeszcze podkreślę – przez ostatnie lata zadbaliśmy o to, aby miejsca, które spełnią rolę siedzib komisji wyborczych, znalazły się bardzo blisko mieszkańców. Między innymi zbudowaliśmy dużą sieć świetlic w poszczególnych sołectwach. Poza tym dysponujemy własną komunikacją gminną, którą stworzyliśmy trzy lata temu. W dodatku – w naszej gminie wszystko toczy się wokół szkół. Dodam, że tu uczniów nie dowozi się autobusami szkolnymi, a miejskimi, bo mają wyższy standard. Dysponujemy więc i miejscami, i środkami pozwalającymi na dowóz głosujących.

Czyli jak już jest tak dużo obwodowych komisji, to nie będzie trzeba tworzyć kolejnych, na co pozwala znowelizowany kodeks wyborczy?

Może zaistnieć potrzeba pewnych korekt, ale na pewno nie będą one znaczące. Najwyżej ok. 10 proc. Zmiany proponowane w nowelizacji kodeksu odbieram jako próbę stworzenia iluzji. Przecież w Polsce od lat odbywają się wybory na różnych płaszczyznach. Zaś przedstawiciele samorządu – każdy wójt, burmistrz czy prezydent dbają o to, by mieszkańcy docierali do komisji wyborczych, by mogli zagłosować. Więc te zmiany to – jak powiedziałem wcześniej – po prostu iluzja. Działania pozorowane.

Czytaj więcej

Marek Materek: Tusk i Kaczyński powinni już odejść

Ale może w rejonach słabiej zaludnionych – nie mówię o Wieliczce – to nowe rozwiązanie się sprawdzi?

Warto podkreślić, że takich zmian nie wprowadza się na chwilę przed wyborami, bo naturalnie pojawiają się wątpliwości co do intencji, które za nimi stoją. To nie chodzi o to, że nie trzeba było tego zrobić, tylko o to, że ten pomysł został źle ukierunkowany, a zrobiono to tylko po to, by pokazać, że rząd działa. Jak sądzę, takiej decyzji mogło towarzyszyć przesłanie: dajemy wam bliżej komisje do głosowania, to znaczy – pomagamy wam. Więc głosujcie na nas.

Według mnie owe działania to zwykła socjotechnika. Tak jak w przypadku, kiedy rząd daje więcej pieniędzy, ale nie informuje przy tym o sprawie kluczowej – wartość pieniądza maleje, a ceny rosną. Co jest przykładem sytuacji, kiedy ktoś, dając, równocześnie zabiera. Taki mechanizm zachodzi właśnie tutaj.

Rozumiem, że partia rządząca może liczy na to, że więcej osób będzie głosowało na ich ugrupowanie, z tego właśnie powodu, że wyborcy będą dowożeni na miejsce głosowania. W tym miejscu mogę z uśmiechem powiedzieć: my was dowieziemy, jednak głosujecie według swoich przekonań.

Pana zdaniem zmiany, które podpisał prezydent, mogą mieć wpływ na najbliższe wybory?

Jak już wspomniałem, nie powinno się przeprowadzać zmian w taki sposób, w jaki zostało to zrobione, a nie jest to pierwsza zmiana dotycząca tegorocznych wyborów. Zwrócę uwagę na jeszcze jeden istotny wątek: Centralny Rejestr Wyborców. Wcześniej, przed tzw. wyborami kopertowymi, od samorządów żądano, by udostępniły spisy mieszkańców.

Gdy tego nie zrobiliśmy i de facto uratowaliśmy formalnie demokratyczność procesu wyborczego, a nawet więcej – postawa samorządowców uwolniła niejako prezydenta od problemu tzw. wyborów kopertowych, co zrobiła partia rządząca? Teraz przejęła rejestr wyborców i wszystkie aspekty dotyczące wyborów są w rękach partii rządzącej, co w odczuciu mieszańców, samorządów nie daje poczucia bezpieczeństwa, obiektywności w tym obszarze. Mieszkańcy czuli się bezpieczniejsi, wiedząc, że taki spis – dane osobowe – są dostępne w gminie, w ich miejscu zamieszkania.

Wieliczka to bodaj pierwsze miasto w Polsce, które wprowadza zielony budżet obywatelski. Do wydania milion złotych. Mieszkańcy już zgłaszają swoje ekologiczne projekty?

Dziękuję, że wracamy do tematów lokalnych. Projekt „zielony milion” właśnie ruszył, więc mieszkańcy dopiero zgłaszają projekty. Ja mógłbym kilka rozwiązań podpowiedzieć, ale czekam na pomysły mieszkańców – to w końcu oni powinni decydować o swoim otoczeniu. Natomiast zaznaczę, że przy przeliczaniu głosów zastosujemy nowatorską metodę przygotowaną przez zespół profesorów i ekspertów z Uniwersytetu Jagiellońskiego, we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim i Akademią Górniczo-Hutniczą. Wypracowana metoda powoduje, że w tym budżecie nie będzie przegranych.

Czytaj więcej

Konrad Fijołek: To będzie najgorszy rok, jaki pamiętam

Ten rok jest dobry finansowo dla miasta? Czy dużo inwestycji będzie realizowanych w tym roku? A jak wygląda kwestia deficytu budżetowego Wieliczki?

Tegoroczny budżet jeszcze nieźle wygląda, bo wspieramy się kredytami czy pożyczkami i nie hamujemy dynamiki inwestycji. Ale niestety, gdy jakiekolwiek pieniądze pojawiają się w budżecie miasta, idą na wydatki bieżące. Te wydatki obejmują rzeczy tak podstawowe, jak usługi komunalne, w tym choćby oświetlenie ulic, jak oświata, która jest przecież kluczowa, także jak obsługa długu miasta. A niebezpieczeństwo dla nas czy innych samorządowców polega na tym, że musimy często brać kredyty na wydatki bieżące, dlatego finansowo ten rok jest zły, wbrew temu, co mówi rząd, który powtarza, że jest dobry.

Deklaracja rządu wynika zaś z tego, że pod koniec roku przekazuje on pieniądze do samorządów, które nie są w stanie wydatkować ich w okresie kilku tygodni, w efekcie czego minister finansów ogłasza tzw. nadwyżkę budżetową. Nadwyżki tej by nie było, gdybyśmy wcześniej nie zaciągali kredytów na działalność bieżącą, mogąc korzystać ze środków planowanych. To jest kolejny przykład tendencji, o której już wspomniałem, a która polega na tworzeniu iluzji i mówieniu, że jest super, podczas gdy w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie.

Mechanizm ten zilustruję prostym przykładem: proszę sobie wyobrazić, że ktoś poinformował firmę, że ma szanse otrzymać pod koniec roku pięć milionów, ale samo założenie nie oznacza zysku. Pojawiają się koszty, tworzy się strata, a nie ma pieniędzy na pokrycie wydatków. Nie można planować rozwoju, gdyż nie ma realnych perspektyw finansowych. Tak właśnie dzieje się w samorządach: mamy dochody, które są niestabilne poprzez częste zmiany zasad np. podatkowych. Jeśli więc nie ureguluje się dochodów samorządów z udziału z podatku PIT, CIT-u czy VAT-u, to będziemy niewiarygodni wobec instytucji finansowych np. banków.

Pana zdaniem samorządy powinny mieć większy udział w tych podatkach?

Przygotowałem wraz z zespołem projekt ustawy Ruchu Samorządowego Tak! Dla Polski, w którym proponujemy rządzącym kilka rozwiązań. Kluczowy jest większy udział samorządu w podatku PIT, większy udział z CIT i możliwość odliczenia VAT-u np. od inwestycji, tak aby 23 proc. z tego podatku nie wracało do budżetu państwa. Nawet jeśli dziś dostajemy od państwa dodatkowe pieniądze na inwestycje, to z powrotem do budżetu państwa od tej inwestycji musi wrócić 23 proc. podatku VAT.

Więc jaki procent z PIT powinien wracać do samorządu?

Wielu ekspertów już dzisiaj mówi, że minimum 71 proc. Dziś jest to zaledwie 39 proc. A przecież zmieniły się skale podatkowe. Podatki zostały obniżone, wobec tego zmniejszył się udział samorządu. W ciągu ostatnich lat wprowadzono wiele mechanizmów, które zmniejszyły stabilność finansową samorządów.

Dużo ścieżek rowerowych w tym roku przybędzie w mieście?

Bardzo mało, bo najważniejszy projekt, czyli połączenie Wieliczki z Krakowem, nam nie wychodzi. A przeszkodą jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która odpowiada za połączenie komunikacyjne obu gmin. Jeżeli uda się w końcu otworzyć ten projekt, to w dwa lata będzie można dojechać z Wieliczki do Krakowa rowerem.

W Wieliczce mamy szerokie ulice, ale nie da się w takim mieście zrobić ścieżek wewnętrznych bez wyjścia do Krakowa. Uważam, że w tej akurat sprawie mamy wiele do nadrobienia. Nasze starania rozbijają się o fakt, że Wieliczka jest zamknięta albo autostradą, albo drogami krajowymi, które graniczą z Krakowem. Mamy w tym obszarze duże wyzwanie.

A jest szansa, by dogadać się z GDDKiA?

Tak. Mamy środki na ścieżki rowerowe i musimy je wydać w tym roku i oby takie połączenie z Krakowem w końcu powstało. Jego brak ciągle nas martwi. Musimy też umieć otwarcie powiedzieć o naszych słabszych stronach i problemach do rozwiązania. Samorządy muszą dawać przykład, wyznaczając standardy w życiu społecznym.

Działa pan w Ruchu Samorządowym Tak! dla Polski. Sam pan wystartuje w wyborach parlamentarnych?

Tak.

A co stoi za tym, że chce pan starować do parlamentu?

Brak poczucia szacunku dla samorządów ze strony rządzących. Demokracja ma tę piękną cechę, że można głośno mówić o problemach i w końcu ten głos ktoś usłyszy. Samorządowcy wspólnie mówią dziś głośno – potrzebny jest szacunek dla samorządu, wzmacnianie wspólnot lokalnych, poszanowanie ich samodzielności oraz niezbywalnego prawa mieszkańców do ich autonomicznych decyzji i wyborów. W każdych wyborach, czy to parlamentarnych, czy samorządowych, waży się przyszłość wspólnot lokalnych i przyszłość całej Polski. Dla mieszkańców to jest najważniejsze. Bardzo się cieszę, że samorządowcy chcą się zaangażować w sprawy dotyczące całego państwa i myślę, że dzięki temu uda się zmienić przestrzeń publiczną na lepszą i wzmocnić ich głos.

Okiem samorządowca
Piotr Grzymowicz: Powrót tramwajów do Olsztyna to bardzo znaczący sukces
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Okiem samorządowca
Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: Ten rząd traktuje samorządy po partnersku
Okiem samorządowca
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni: To była najtrudniejsza kadencja
Okiem samorządowca
Tadeusz Truskolaski: Pieniądze unijne to środki na inwestycje, a nie na konsumpcję
Okiem samorządowca
Prezydent Gdańska, Aleksandra Dulkiewicz: Z pokorą podchodzę do wyborów