Konrad Fijołek: To będzie najgorszy rok, jaki pamiętam

Po raz pierwszy w historii w nowy rok weszliśmy z bieżącym deficytem, który na pewno będzie jeszcze narastał, bo inflacja w Polsce nie odpuszcza – mówi Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa.

Publikacja: 29.01.2023 18:32

Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa

Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa

Foto: Grzegorz Bukala / UM Rzeszow

Rzeszów świętował właśnie 669. rocznicę nadania Janowi Pakosławicowi za jego zasługi dóbr z istniejącym już miastem. Ale ten rok nie będzie chyba najlepszym czasem w historii miasta.

No, tak. To 669. rocznica lokacji, ani jakiś okrągły jubileusz, ani wyjątkowy rok z powodu trudności i kłopotów. To rok 2022 był wyjątkowy. To był rok problemów i kryzysów, z którymi musieliśmy sobie radzić. A ten najważniejszy związany z wojną w Ukrainie to kryzys uchodźczy. I na pewno zapisze się w historii naszego miasta na wiele lat i pokoleń.

Po pierwsze, zmieniło się geopolityczne położenie miasta. Z ośrodka położonego na rubieżach Unii Europejskiej i Polski nagle staliśmy się centrum wszystkich ważnych wydarzeń. Nagle Rzeszów stał się miastem licznie odwiedzanym przez polityków, zaczynając od prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena, po przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertę Metsolę, po wielu premierów i ministrów spraw zagranicznych, ale także celebrytów, służby dyplomatyczne czy media z całego świata, które koncentrowały i koncentrują się na nas.

Poza tym stacjonują u nas wojska NATO, w tym także żołnierze amerykańscy. A w ślad za nimi organizacje międzynarodowe. A przede wszystkim spora grupa uchodźców, których w szczytowym momencie było u nas ponad 100 tys., a dziś jest ok. 30–40 tys.

To wszystko powoduje, że miasto zmieni swój charakter w najbliższych latach. Będzie miało charakter dużo bardziej międzynarodowy, nadal będzie położone w centrum najważniejszych wydarzeń. W najbliższych latach na pewno to się nie zmieni. Więc 2022 rok na pewno zmienił rolę, funkcję i oblicze Rzeszowa. A przecież oprócz tej wojny było mnóstwo innych kryzysów, choćby energetyczny.

Zostawmy na chwilę wojnę w Ukrainie, przejdźmy do spraw lokalnych. Tegoroczny budżet miasta ma wynieść ok. 1,9 mld zł, zamiast wcześniej zakładanych niemal 2,5 mld zł. To wystarczy tylko na bieżące funkcjonowanie?

Taka kwota nawet na funkcjonowanie bieżące nie wystarcza. Przy obecnych realiach, gdy koszty rosną ogromnie, w tym obsługi zadłużenia, przez energię, gaz czy ciepło i wszystko co się z tym wiąże, koszty utrzymania miasta też rosną. Podobnie jak oczekiwania płacowe pracowników. Takich kosztotwórczych elementów jest bardzo dużo, więc te obciążenia miasta rosną wręcz do kwadratu, a tymczasem dochody niestety spadają w wyniku podatkowych zmian wprowadzonych przez państwo.

Spada wysokość podatku PIT, a tym samym spadają dochody własne samorządów. W ekonomii nie da się tego pogodzić. Mówię wprost, że z dochodów nawet utrzymania miasta nie da się już sfinansować. To będzie najgorszy rok, jaki pamiętam. A pamiętam budżety od 21 lat wstecz. I tak złego jak teraz dotąd nie było.

Jednak kilka dużych inwestycji miasto zamierza rozpocząć czy kontynuować. Mam na myśli Podkarpackie Centrum Lekkiej Atletyki, aquapark czy Rzeszowskie Centrum Komunikacyjne. A z jakich dużych inwestycji miasto zrezygnowało bądź przełożyło na później?

Chociaż jest nam ciężko, jest taka utrzymaniowa bieda, to przynajmniej staramy się nie hamować najważniejszych dla miasta inwestycji, które już wcześniej były przygotowane, a nawet rozpoczęte, żeby miasto całkiem nie stanęło. To oczywiście wiąże się z ryzykiem czy wielkim wysiłkiem, ale próbujemy. Utrzymały się te inwestycje, które pani wymieniła, ale chociażby z tego powodu, że dziś miasto powinno się przygotowywać do pełnienia roli pewnego przewodnika gospodarczego w procesach, które się dzieją w świecie biznesu i które będą się działy w związku z odbudową Ukrainy.

My musimy uzbrajać tereny inwestycyjne, bo jest duże zainteresowanie, ale na to niestety nie mamy pieniędzy. Więc musimy te plany odkładać. Podobnie jak duże inwestycje drogowe, choć powinniśmy je realizować, bo przecież samych mieszkańców nam przybyło kilkadziesiąt tysięcy w ostatnich miesiącach. Od razu widać większy ruch w mieście i potrzeby nowych inwestycji drogowych, ale je musimy na razie odkładać. Na razie je tylko projektujemy, bo nie da się ich zrobić teraz. Będziemy czekać na lepsze czasy.

Czytaj więcej

Olgierd Geblewicz: Nie grozi nam utrata płynności

Czy utrzymująca się wysoka inflacja oraz wysokie ceny prądu, gazu, paliw nie zweryfikują jeszcze tych planów inwestycyjnych?

Pewnie, że zweryfikują, bo wszystkie przetargi, które otwieraliśmy w zeszłym roku, opiewały na kwoty co najmniej dwa razy wyższe niż nasze szacunki. Więc przynajmniej dwukrotnie trzeba było dokładać do wszystkiego i dalej pewnie tak będzie. Mechanizm napędzającej się inflacji jest bardzo dotkliwy.

Wspomniał pan o presjach pracowników na wzrost płac. Jak miasto sobie z nimi radzi? Pracownicy samorządowi i instytucji podległych dostali podwyżki? Czy mogą w ogóle na nie liczyć?

Urzędnicy u nas podwyżek nie dostali. Wzrosły jedynie płace minimalne. Musieliśmy to zrobić zgodnie z prawem. A teraz w tym pierwszym kwartale będziemy bardzo intensywnie pracować nad pozyskaniem środków, nad ich oszczędzeniem, nad stroną dochodową, żeby uzbierać chociaż na korektę wynagrodzenia w samorządzie. Jeśli oficjalna inflacja wynosi 20 proc., to o tyle straciły na wartości zarobki pracowników, o tyle spadła siła nabywcza ich wynagrodzenia, więc pasowałoby podnieść pensje o te 20 proc., a na to na pewno nie będzie nas stać.

W ten rok Rzeszów po raz pierwszy wszedł ze sporym, bo ponad 43-milionowym, deficytem budżetowym. W tym roku on się jeszcze zwiększy? Mieszkańcy mają się obawiać o finanse miasta?

Oczywiście, że tak. Ja o tym mówię szczerze od samego początku mieszkańcom i opinii publicznej. Zresztą wszystkie samorządy mają to samo, zwłaszcza te największe. Jest bardzo poważny niepokój. Po raz pierwszy w historii w nowy rok weszliśmy z bieżącym deficytem, który na pewno będzie jeszcze narastał, bo inflacja w Polsce nie odpuszcza i nasilają się wszystkie elementy kosztochłonne, jak VAT, ceny paliw itd. Na pewno jest się czego obawiać i bez poważnej refleksji w rządzie na temat stanu finansów samorządów, bez poważnej korekty systemowej samorządy 2024 roku nie doczekają, bo nastąpi u nich krach finansowy.

A sami mieszkańcy poza podatkiem od nieruchomości już dostali podwyżki opłat i podatków lokalnych? Czy to przed nimi?

Już dostali. Uchwalaliśmy je w listopadzie 2022 roku. Robiliśmy to niechętnie, ale podwyżki były konieczne, bo jest wysoka inflacja i nam wszystkie koszty rosną i nie ma z czego tego bilansować. Podnieśliśmy opłaty wcześniej, aby w tym roku już tego nie robić. Nie chcemy w tym roku gnębić mieszkańców podwyżkami. Tak się nie da w kółko podwyższać opłat.

A co dokładnie wcześniej podrożało w Rzeszowie?

Wzrósł podatek od nieruchomości, opłata za parkowanie w centrum, bilety komunikacji miejskiej dla dorosłych, bo dla dzieci nadal jest ona darmowa. Na szczęście nie zdrożały śmieci w Rzeszowie, na razie nie zmieniła się też opłata za wodę i ścieki. Podwyższamy opłaty tam, gdzie musimy, a tam, gdzie nie musimy, jak w przypadku śmieci, opłat nie zmieniamy, bo system nam się bilansuje. I mam nadzieję, że w tym roku tak zostanie.

Czytaj więcej

Prezydent Sopotu: Największe tegoroczne wyzwanie samorządów

Kilka dni temu ruszył w Rzeszowie program in vitro. Miasto w tym roku przeznaczy na ten cel 650 tys. zł. To wystarczy? Dużo par z problemem niepłodności chce uczestniczyć w programie?

Jeszcze nie wiemy, ile chce, ale pierwsze sygnały świadczą o dość dużym zainteresowaniu naszym programem. Trzeba powiedzieć, że rok 2021 był pierwszym rokiem w Rzeszowie o ujemnym przyroście naturalnym, co akurat w naszym mieście i w naszym regionie jest już niepokojącym sygnałem. Dlatego myślę, że wstrzeliliśmy się idealnie czasowo z naszym programem in vitro. Poza tym coraz więcej młodych ludzi ma problem z tym, żeby doczekać się potomstwa. In vitro może być dobrym sposobem medycznym, żeby im dać to szczęście. Ale nie ukrywamy, że dla samorządów każde dziecko, każdy nowy człowiek to też jest przyszłość, dlatego też inwestujemy w ten obszar. I spodziewamy się, że będzie zainteresowanie, ale jeszcze nie mogę powiedzieć jak duże, bo dopiero ruszyliśmy z naborem.

Już 340 dni trwa wojna w Ukrainie. A na wiosnę, jak mówią eksperci, może nadejść rosyjska ofensywa i prawdopodobnie drugi front blisko polskiej granicy. W Rzeszowie jest obawa przed takim scenariuszem?

Jest. Jesteśmy przecież regionem przygranicznym, dlatego jest bardzo duża obawa już od pierwszego dnia wojny, że nieobliczalne rosyjskie wojsko będzie się zbliżać i do naszego kraju. Byłby to tragiczny scenariusz, podobnie jak atak od strony Białorusi wzdłuż zachodniej granicy Ukrainy. Dla nas jest to bardzo niedobry scenariusz. Bardzo niepokojący. Narażający nas na jakieś incydenty, więc chcielibyśmy, aby ta wojna była jak najdalej od naszych granic za sprawą dzielnie walczących Ukraińców. Jednak taka obawa u nas jest, więc tym ważniejsze są mechanizmy pomocowe dla Ukrainy, wspierające w zabezpieczeniu rodzin, by u nas były bezpieczne, a żołnierze mogli spokojnie walczyć. Dla nas tak samo ważne są apele o pomoc militarną dla Ukrainy. Wspieramy je, bo jesteśmy regionem przygranicznym, który mógłby być narażony niestety na jakieś odpryski wojny.

Miasto przygotowuje się na kolejną falę uchodźców, która może być nawet większa niż ta pierwsza z lutego i późniejszych miesięcy 2022 roku?

Zaognienie działań wojennych może od razu u nas spowodować większą liczbę uchodźców. Widzimy to już z racji zimy; jeszcze nie dramatyczne liczby, ale lekko zwiększone już obserwujemy.

Rzeszów nadal pomaga Ukraińcom. Parę dni temu Lwów dostał generator prądu, który zostanie wykorzystany na potrzeby jednego z zakładów komunalnych. Mieszkańcy dalej chcą się angażować w tę pomoc czy coraz trudniej ich namówić do tego?

Chcą, chcą. My tu mamy dużą świadomość, że trzeba cały czas pomagać walczącej Ukrainie. Widzimy tę potrzebę. U nas nadal mieszkańcy, firmy chcą pomagać Ukraińcom i to robią. Cały czas.

Były wieloletni prezydent miasta śp. Tadeusz Ferenc doczeka się wkrótce ulicy, skweru czy pomnika w swoim mieście? Czy musi jednak zaczekać?

Na pewno się doczeka, bo szacunek wśród mieszkańców Rzeszowa miał i nadal ma ogromny. Pierwsze propozycje już padają ze strony mieszkańców, więc na pewno rozważymy je, a rada miasta je rozpatrzy i prezydent Ferenc na pewno się doczeka i to niejednej rzeczy upamiętniającej.

To będzie jeszcze w tym roku, w sierpniu? Na pierwszą rocznicę śmierci, czy jednak później?

Trudno mi powiedzieć tak ostatecznie. W Rzeszowie mamy uchwałę, która mówi o okresie trzyletnim po śmierci, ale Tadeusz Ferenc był wyjątkową postacią w historii Rzeszowa, więc tutaj wyjątek będzie miał miejsce i stanie to się szybciej.

Rzeszów świętował właśnie 669. rocznicę nadania Janowi Pakosławicowi za jego zasługi dóbr z istniejącym już miastem. Ale ten rok nie będzie chyba najlepszym czasem w historii miasta.

No, tak. To 669. rocznica lokacji, ani jakiś okrągły jubileusz, ani wyjątkowy rok z powodu trudności i kłopotów. To rok 2022 był wyjątkowy. To był rok problemów i kryzysów, z którymi musieliśmy sobie radzić. A ten najważniejszy związany z wojną w Ukrainie to kryzys uchodźczy. I na pewno zapisze się w historii naszego miasta na wiele lat i pokoleń.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Okiem samorządowca
Prezydent Gliwic: Obiecałam zazielenienie miasta i to sukcesywnie robię
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Okiem samorządowca
Jacek Sutryk: Subwencja wyrównawcza może uratować samorządy
Okiem samorządowca
Prezydent Białej Podlaskiej: Zmieniliśmy nawyki komunikacyjne mieszkańców
Okiem samorządowca
Olgierd Geblewicz: Jesteśmy największym producentem energii odnawialnej w Polsce
Okiem samorządowca
Marcin Krupa: Zrealizowaliśmy ponad 95 proc. „zielonych” obietnic z poprzedniej kampanii