Panie burmistrzu, przepraszam za osobiste pytanie, ale w jakim wieku jest pana córeczka?

13 miesięcy.

Mówił pan, że to dla niej i dla jej pokolenia chce pan startować do Sejmu w przyszłorocznych wyborach, bo nikt tak jak oni nie potrzebuje racjonalnych decyzji dorosłych. Co pan miał na myśli?

Mam 34 lata i decyzje, które były podejmowane przez polityków 20 lat temu, tak naprawdę oddziałują na całe moje życie, zaczynając od szkoły, studiów itd. Więc jeśli chciałbym, żeby moja córka miała lepsze życie, to uważam, że teraz jest ten moment, żeby te decyzje podejmować. Tym bardziej że pewne kroki zostały przez obecną władzę poczynione długofalowo i będą przynosić skutki przez wiele, wiele lat.

Wspominał też pan, że samorządowcy i lokalne społeczności też potrzebują mocnego wsparcia na Wiejskiej, ale bez większości parlamentarnej niewiele da się zrobić.

Zgadzam się, że bez większości parlamentarnej nie da się tego zrobić. Do tego trzeba o większość parlamentarną wspólnie powalczyć, żeby ta większość była. Bo faktycznie poseł opozycji jest tylko posłem i niewiele może zrobić, oprócz propagandy i populizmu. Natomiast poseł koalicji rządzącej ma sprawczość i chciałbym tę sprawczość uzyskać.

A czy zapowiadany start w wyborach to nie jest przypadkiem ucieczka z samorządu, który jest w coraz gorszej kondycji finansowej?

Nie, ponieważ powiedziałem, że jeżeli uda mi się ten cel osiągnąć, to tak wzmocnimy samorządy, że będą one miały dobrą sytuację finansową i będą mogły skutecznie realizować swoje działania. 

Drogi prąd i wysoka inflacja odbijają się na kondycji finansowej miasta? Jak ono sobie z tym radzi?

To odbija się dość mocno. Podam taki prosty przykład, że zaplanowane wydatki na odsetki, które mieliśmy na cały rok, zostały skonsumowane w pierwszym półroczu.

Jeżeli nam przychodzą rachunki za prąd, gdzie za pierwsze cztery miesiące roku zapłaciliśmy za prąd tyle, co przez cały 2021 r., to nas trochę niepokoi. Będziemy podejmować pewnie radykalne decyzje. Rozważamy m.in. zamknięcie świetlic wiejskich na miesiące zimowe i ograniczenie ich ogrzewania do minimum, bo nas na to nie będzie stać.

Czytaj więcej

Prezydent Opola: Samorządowcy chcą mieć realny wpływ na zmiany w Polsce

Gdzie miasto szuka oszczędności, a gdzie musi podnosić opłaty?

My już jesteśmy, niestety, po podwyżce opłat za odpady komunalne i podwyżce podatków. Jeżeli tego nie zrobimy, to nie będzie nas stać na pewne podstawowe rzeczy, jak chociażby opłacanie nauczycieli, utrzymanie oświaty. Tylko do oświaty dopłacamy blisko 50 proc., a nie wspominam o takich działaniach, jak chociażby utrzymanie dróg, oświetlenia. Czy też inne zadania, jak choćby kultura, którą też mamy na swoich barkach.

A inwestycje będą cięte z powodu gorszej sytuacji finansowej?

Z inwestycjami jest taki problem, że niektóre przetargi ogłaszaliśmy trzy- czy czterokrotnie, bo najniższe oferty przewyższają wielokrotnie nasz budżet.

Podam przykład. Mieliśmy kosztorys na wieżę widokową na około milion złotych. Już mieliśmy trzy przetargi. Wszystkie zostały unieważnione i teraz ogłosimy czwarty, ponieważ najniższa oferta w jednym z nich była na około 2,5 mln zł, a najwyższa – 4,5 mln zł. Więc widzimy, że jest trudność z wyborem wykonawców. 

Kiedyś zawsze mieliśmy oszczędności poprzetargowe, teraz musimy do każdej inwestycji dołożyć. Więc na pewno którejś z inwestycji nie uda się zrealizować chociażby z tego powodu, że nie znajdziemy wykonawcy po racjonalnej cenie.   

Spotkał się pan już z ministrem edukacji i nauki Przemysławem Czarnkiem?

Nie i niecierpliwie na to czekam. Mam nadzieje, że pan minister jest słownym człowiekiem, bo obiecał, że spotkanie obędzie przed 13 września. A 13 września jest we wtorek (rozmawiamy w piątek – red.).

Tak trochę z przekąsem to mówię, bo jestem przekonany, że pan minister nie przyjedzie w tym terminie, o ile w ogóle przyjedzie. Rozmowa i ustalenie terminu na roboczo z pracownikami pana ministra jest bardzo trudne i wymaga dużego zaangażowania.

Wysyłamy informacje co kilka dni, monitujemy i pytamy, żeby pan minister nie zarzucił, że po naszej stronie nie było chęci spotkania. Jak na razie tej chęci chyba nie widzę po stronie ministerstwa. 

Czytaj więcej

Prezydent Białegostoku: Od siedmiu lat samorządowe budżety są coraz niższe

Co mu pan chce przekazać?

Aby wrócił na ziemię i zobaczył, jak funkcjonuje oświata w małej gminie. Że to, o czym pan minister z poziomu Warszawy decyduje, ma realny wpływ na działalność samorządu. Podam prosty przykład. Podwyżki dla nauczycieli. Pan minister rozdał podwyżki, a my dostaniemy subwencję, która nawet w części nie pokryje tych podwyżek. 

Na ile wystarcza subwencja oświatowa i skąd samorząd bierze resztę na wydatki oświatowe?

Około 50 proc. oświaty jest finansowane z budżetu gminy Ustrzyki Dolne. W zależności od roku. W 2014 r. było to 37 proc. do 52 proc. w ubiegłym roku. Jestem w stanie udostępnić w ciągu kilku najbliższych dni dokładne dane, jak to wyglądało, i to zrobię, żeby pan minister do tego się odniósł. 

Napiszemy do pana ministra, że za mało pieniędzy dostaniemy, aczkolwiek my jak planujemy budżet na kolejny rok, zawsze zaczynamy od oświaty i pomocy społecznej. Czyli najpierw liczymy, ile musimy dopłacić do oświaty i do pomocy społecznej, a później dopiero planujemy podstawową część budżetową. 

To są największe części budżetu w każdej gminie...

Tak. Oświata i pomoc społeczna to około 50 proc. naszego budżetu.

W ustrzyckim liceum uczniowie korzystają z kontrowersyjnego podręcznika do HiT prof. Wojciecha Roszkowskiego, czy nauczyciele wybrali ten drugi – Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych?

W liceum ogólnokształcącym mistrzostwa sportowego nie ma takiego podręcznika. W poniedziałek o 11.40 będzie pierwsza lekcja tego przedmiotu w tym roku szkolnym. Rada pedagogiczna, zespół nauczycieli i dyrekcja nie wydały żadnego podręcznika. Uczniowie będą uczyć się z materiałów przygotowywanych przez nauczyciela. Natomiast w innych szkołach, których organem prowadzącym jest starosta z Prawa i Sprawiedliwości, tego nie wiem, aczkolwiek niebawem się dowiem.  

Czytaj więcej

Burmistrz Kamieńska: wpływy z PIT mogą być jeszcze niższe

Jak wygląda sprawa lotniska w Bieszczadach? Jest szansa, że jednak powstanie i ułatwi kontakt z tym regionem?

Po tym, jak zaczęliśmy o tym głośno mówić, zaczęło się zainteresowanie właściciela gruntu, portu przemyskiego, gminy Biercza. I już są prowadzone prace. Cieszę się, że moja inicjatywa wzbudziła tyle kontrowersji, że ktoś w końcu pomyślał o komunikacji w Bieszczadach. Pomyślał, jak tu dojechać, jak stąd wyjechać. I mój pomysł rozpoczął dobrą dyskusję, a jak będzie wszystko kontynuowane, to jest już w rękach kolegów samorządowców z Birczy.

Pociągi do Ustrzyk Dolnych wróciły na wiosnę, gdy wybuchła wojna w Ukrainie, ale obecnie nie kursują. 

Pociągi wróciły po to, żeby przewieźć uchodźców. Była nawet taka sytuacja, o której mało się w mediach mówiło, że pierwszy kurs wykoleił się w Ustjanowej Dolnej, ale sprawę zamiata się pod dywan, żeby to przypadkiem nie wyszło. Dużo w tym było szczęścia, bo mogło dojść do wielkiej tragedii.

Pociągi wróciły na wakacje za sprawą marszałka województwa i jeszcze jednego przewoźnika. Mogę powiedzieć, nie tyle co dojechały, ale doczołgały się do Ustrzyk Dolnych, bo prędkość jazdy takiego pociągu była mniejsza niż jazdy na rowerze. Początkowo prawie nikt z tego nie korzystał, ale potem z tygodnia na tydzień były to trasy weekendowe i byli korzystający. Bez dużej inwestycji w torowisko, infrastrukturę, taka kolej nie ma sensu.

Jeżeli ktoś chce, żeby kolej wróciła w Bieszczady, trzeba w nią zainwestować kilkaset milionów złotych. I jeżeli będzie to kolej średniej prędkości, która będzie jeździć 60–70 kilometrów na godzinę, będzie dobrze, a nie jeździć 24 kilometry na godzinę, jak jest teraz.