Warszawiakom, ale też wszystkim miłośnikom niebanalnego spojrzenia na Adama Mickiewicza na pierwszym miejscu trzeba polecić książkę „Wypiór” Grzegorza Uzdańskiego.

Zaczyna się tak:

„Mieszkali na ulicy, którą zna niewielu,/Choć w samym centrum miasta – tuż przy Zbawicielu,/Gdzie bywałych przechodniów ciągle jeszcze męczy/Nadzieja, że zobaczą ślad spalonej tęczy”.

mat.pras.

Tak, w większości – poza wątkami pamiętnika i korespondencji mailowej – na 200 stronach mamy do czynienia z najwyższej klasy mową wiązaną. Ci, którzy mieli okazję bawić się lekturą zbioru pastiszy Uzdańskiego „Nowe wiersze sławnych poetów”, które najpierw były publikowane na FB, a później ukazały się drukiem, wiedzą, że gdy w posłowie „Wypióra” czytamy, że „w tym poemacie dygresyjnym Grzegorz Uzdański biegle wykorzystuje rozmaite formy metryczne, po które sięgali romantycy (szczególnie pięknie brzmi polski heksametr w przedostatnim fragmencie)” – to wcześniejsza lektura to już potwierdziła.

Jej bohaterami jest para z przyległościami, która mieszka przy hipsterskim centrum, czyli placu Zbawiciela, gdzie pojawia się „wiecznie żywy” Adam Mickiewicz we własnej osobie. Przez pryzmat jego małżeństwa z Celiną i romansu z Ksawerą Deyebel patrzymy na dzisiejsze relacje, ale też na Warszawę. Miejscami akcji jest szpital psychiatryczny na Nowowiejskiej, Nowy Świat, Muzeum Mickiewicza, Pole Mokotowskie, plac Defilad, park na Skarpie Wiślanej, Wydział Polonistyki UW i kursujący po stolicy Uber.

Ciekawą perspektywę spojrzenia na Śląsk w książce „Kajś” tworzy Zbigniew Rokita, z jednej strony zewnętrzną, zrozumiałą dla osób spoza Śląską, a z drugiej w śląskość się coraz bardziej zanurzającą.

mat.pras.

– Przez większość życia uważałem Ślązaków za jaskiniowców z kilofem i roladą. Swoją śląskość wypierałem – napisał autor. – W podstawówce pani Chmiel grała nam na akordeonie „Rotę”, a ja nie miałem pojęcia, że ów plujący w twarz Niemiec z pieśni był moim przodkiem. O swoich korzeniach wiedziałem mało. Nie wierzyłem, że na Śląsku przed wojną odbyła się jakakolwiek historia. Moi antenaci byli jakby z innej planety, nosili jakieś niemożliwe imiona: Urban, Reinhold, Lieselotte.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

W końcu w autorze coś pękło. Postanowił pokręcić się po okolicy.

– Spróbować złożyć to w całość. I czego tam nie znalazłem: blisko milion ludzi deklarujących „nieistniejącą” narodowość, katastrofę ekologiczną nieznanych rozmiarów, opowieści o polskiej kolonii, o separatyzmach i ludzi kibicujących nie tej reprezentacji, co trzeba. Oto nasza silezjogonia – podkreśla autor.

mat.pras.

Jak Wrocław, to Marek Krajewski i jego Mock. W październiku ukazał się nowy tom „Diabeł stróż”. Jest rok 1934. Podczas perwersyjnej orgii zostaje porwany, a następnie zamordowany urzędnik pocztowy Sepp Frömel. Kilkanaście dni później z rąk oprawców ginie jego kochanka. Ich syn z nieprawego łoża, niemy, niepełnosprawny Rolf dziwnym zrządzeniem losu trafia pod opiekę radcy kryminalnego Eberharda Mocka. Ten niespodziewanie odkrywa w sobie pokłady ojcowskich uczuć. Śledztwo w sprawie dwóch morderstw prowadzi do grupy ludzi połączonych osobliwą emocjonalną więzią, opartą na wspólnych przeżyciach i ponurych doświadczeniach. Mock wie, że aby rozbić to tajne stowarzyszenie, musi odkryć, kto stoi na jego czele. Rozwiązanie zagadki podpowiadają czerwone i czarne pola ruletki, problem w tym, że Mock, by zwyciężyć w śledztwie, najpierw musi uporać się z własnymi pokusami. I demonami. Ideałem nie jest.

„Kamienny sufit. Opowieść o pierwszych taterniczkach” Anny Król to książka dla wszystkich tych, którzy kochają góry – z bliska i daleka – i chcieliby poznać historię taternictwa z perspektywy kobiet. Bywały przedmiotem drwin. Góralki spluwały za nimi, kiedy w pumpach i z plecakiem ruszały na szlak. A mężczyźni wyśmiewali: „Kobieta nigdy rasowym taternikiem nie będzie”.

mat.pras.

Sto lat później Anna Król, zainspirowana wyczynami pierwszych taterniczek, wyruszyła ich śladem. Powtórzyła niełatwe przejścia pionierek: Wandy Herse, Ireny Pawlewskiej, Heleny Dłuskiej, sióstr Skotnicówien. Wspina się na Mnicha, Zamarłą Turnię, pokonuje Orlą Perć. W ślad za taterniczkami zadając sobie pytanie, kim chce być. Bo przecież wyprawiamy się w góry, by poznać własne ograniczenia, przełamać je i zacząć realizować marzenia także na nizinach, codziennie.