Drożyzna skróciła wakacje. Turyści ostrożnie wydawali pieniądze

Choć w większości kurortów turyści dopisali, to przyjeżdżali na krócej i zdecydowanie ostrożniej wydawali pieniądze.

Publikacja: 20.09.2022 13:49

Nadmorskie plaże zapełnili wczasowicze, którzy jednak starali się ograniczać wydatki

Nadmorskie plaże zapełnili wczasowicze, którzy jednak starali się ograniczać wydatki

Foto: shutterstock

Różne badania prowadzone przed wakacjami i już po ich rozpoczęciu nie napawały optymizmem. Ankietowani mówili o trudnej sytuacji. Zapowiadali krótsze wyjazdy, oglądanie każdej złotówki, niekiedy wręcz rezygnację z wakacji.

Wszystko to z powodu szalejącej drożyzny, bardzo wysokiej inflacji, wzrostu cen towarów, usług i noclegów. W górę poszły też ceny biletów kolejowych i paliw. W lipcu w „Rzeczpospolitej” pisaliśmy o wynikach badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden. Wynikało z niego, że rosnące ceny mają wpływ na decyzje o wyjazdach wakacyjnych przeszło połowy z nas, przy czym aż 46,4 proc. mówiło o zdecydowanym wpływie. Badanie pokazało też, że aż blisko 50 proc. z nas może w tym roku całkowicie zrezygnować z wyjazdu wakacyjnego.

Z kolei raport przygotowany przez Związek Banków Polskich pokazywał, że tegoroczny wyjazd wakacyjny do Świnoujścia, Gdańska czy na Hel będzie średnio o 20–30 proc. droższy niż w zeszłym roku. ZBP wyliczał, że przy obecnych cenach różnica w całkowitym jego koszcie, uwzględniającym dwie osoby dorosłe, wyniesie ok. 1500 zł, a w przypadku rodziny z dwójką dzieci wakacje będą droższe średnio o ponad 2000 zł. Jak te zapowiedzi przełożyły się na realne zachowania turystów?

W górach było dobrze

Raczej zadowoleni są z wakacji przedsiębiorcy pod Tatrami. – Sezon był udany, mieliśmy dużo turystów. Dopisała pogoda, choć może sierpień był nieco bardziej kapryśny. Nasi usługodawcy więc raczej nie narzekają – mówi Helena Buńda, dyrektor Tatrzańskiej Agencji Rozwoju, Promocji i Kultury, przy starostwie powiatowym w Zakopanem.

Przyznaje jednak, że wakacje wyglądały inaczej niż jeszcze parę lat temu. – Zdecydowanie przeważały pobyty krótkoterminowe. Duża część naszych gości zamawia noclegi przez platformy internetowe, nie są to już bezpośrednie kontakty z właścicielami obiektów – mówi dyrektorka Tatrzańskiej Agencji Rozwoju. Dodaje, że turyści wyraźnie liczyli się z pieniędzmi, oglądali każdą złotówkę. – To było widać w restauracjach. Dużo osób korzystało z apartamentów z wyżywieniem własnym. Oblegane były zakopiańskie supermarkety – mówi Helena Buńda. Ocenia też, że w wakacje Zakopane i jego okolice odwiedziło dużo gości z Bliskiego Wschodu.

– Liczba turystów była porównywalna z zeszłym rokiem, który dla nas był bardzo dobry – informuje nas z kolei Radosław Jęcek, burmistrz Karpacza.

Zwraca jednak uwagę, że zmienił się nieco charakter wypoczynku. I wylicza, że przede wszystkim bardzo skróciło się okno rezerwacyjne. – Turyści decydują się na przyjazdy dosłownie w ostatniej chwili. Dawniej rezerwowali noclegi na wiele miesięcy wcześniej, teraz robią to niemal z dnia na dzień. Patrzą nawet na prognozę pogody i decydują, czy przyjechać czy nie – tłumaczy burmistrz Karpacza.

Pobyty były skrócone. – Kiedyś to było 5–7 dni. Teraz 3–4 dni to już dużo – mówi Radosław Jęcek. – Ceny poszły w górę. Każdy dokładniej ogląda pieniądze przed wydaniem. W efekcie turyści zostawili u nas trochę mniej pieniędzy na gastronomię czy pamiątki – dodaje.

– Tegoroczny sezon wakacyjny był u nas lepszy niż w 2019 r. – ocenia Jan Golba, burmistrz Muszyny. Tłumaczy, że nie ma go co porównywać z pandemicznym 2020 r. i 2021 r., który też był dotknięty jeszcze skutkami pandemii. To były lata zdecydowanie mniej udane. – W tegorocznym sezonie letnim, choć był udany, obserwowaliśmy wyraźną zmianę trendów. Dominowały krótkie pobyty, nawet 2–3-dniowe. Przyjazdy na dłużej, 5–6, góra 7 dni, to rzadkość – mówi burmistrz Muszyny. – Widoczny trend to więcej ludzi w barach i restauracjach, którzy jednak jednorazowo wydawali mniejsze kwoty. Dużo było też pobytów rodzinnych, z małymi dziećmi. Goście wykorzystywali też bon turystyczny. To było dobrze widoczne. Wielu przyjeżdżało wręcz po to, by ten bon przy okazji wykorzystać, bo wcześniej tego nie zrobili – dodaje.

Zaskakująca sytuacja nastąpiła tuż po zakończeniu sezonu letniego. – We wrześniu obserwujemy gwałtowne załamanie. Jest zdecydowanie mniej turystów niż w 2019 r. Znacząco zmniejszył się ruch na trasach rowerowych, których mamy bardzo dużo i które w sezonie przyciągały bardzo wielu turystów. Być może jest to wynik pogody, ale bardzo nas martwi ta sytuacja i bacznie jej się przyglądamy – mówi Jan Golba.

Dużo gości nad morzem

– Jesteśmy zadowoleni. Odwiedziło nas bardzo wielu turystów. Wiele podmiotów i osób, które ich obsługiwały, twierdzi wręcz, że był to najlepszy sezon, jeśli nie w historii, to od wielu lat, że mieli o wiele wyższe obroty niż w latach ubiegłych – mówi nam Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa. – Są jednak i tacy, którzy narzekają – przyznaje.

Tłumaczy, że dotyczy to zwłaszcza właścicieli restauracji, barów, smażalni. Tu obroty były często niższe niż w poprzednich latach. – Dało się zauważyć, że turyści liczą pieniądze i starają się ograniczać wydatki – dodaje.

Jego zdaniem powody do zadowolenia mieli przede wszystkim właściciele hoteli i pensjonatów, które oferują wysoki standard. – Natomiast ci, którzy swoją ofertę kierują do mniej zamożnych turystów, którzy odkładali co miesiąc po kilkaset czy tysiąc złotych na wakacje i sporą część tych oszczędności pożarła im inflacja, aż tak udanego sezonu nie mieli – mówi Arkadiusz Klimowicz.

Opowiada, że nad morzem gościom sprzyjała w tym roku pogoda: sierpień był upalny, lipiec nieco słabszy. Dodaje, że choć przyjechali turyści z zagranicy, głównie z Niemiec, to było ich mniej niż w latach przed pandemią.

– To był bardzo udany sezon, jeśli chodzi o wypełnienie naszej bazy turystycznej. Przyjechało bardzo wielu gości – mówi Marta Balicka, dyrektor Biura Promocji i Obsługi Ruchu Turystycznego gminy Jastarnia. – Natomiast jeśli chodzi o usługi okołoturystyczne, to wyglądało to nieco inaczej – dodaje.

Tłumaczy, że turysta zastanawiał się nad dodatkowymi atrakcjami, czyli tym, co musiał sobie zapewnić podczas pobytu. – Branża gastronomiczna, szkółki, wypożyczalnie sprzętu wodnego i turystycznego zanotowały gorszy sezon. Na każdym kroku było widać, że ludzie oszczędzają, ostrożniej wydają pieniądze – informuje Marta Balicka. Dodaje, że widać to było także przy rezerwacjach pobytów. – Przyjazdy na dwa tygodnie i dłużej to już przeszłość. Od kilku lat to rzadkość. Średnia długość pobytu skróciła się do 5–7 dni. Coraz częściej turyści szukali też noclegów na 2–3 doby. Takich pobytów przybywa – zauważa szefowa Biura Promocji i Obsługi Ruchu Turystycznego.

Także ona nie narzeka na pogodę. – Tylko parę dni było nieciekawych. Zresztą u nas turysta ma alternatywę. Nie musi spędzać czasu tylko na plaży, nasz region oferuje mu wiele atrakcji, mamy wiele ścieżek rowerowych, jest co robić – przekonuje.

Ciszej nad jeziorami

Bardziej stonowane, by nie powiedzieć minorowe, nastroje panują nad jeziorami. – Mamy za sobą znacznie gorszy sezon wakacyjny niż poprzednie. Wyraźnie odczuwalna była mniejsza liczba turystów. Jak przyjeżdżali, to na krócej. Nie było już wielodniowych turnusów. Część gości odwołała przyjazdy – mówi Andrzej Szymborski, burmistrz Piszu.

Jego zdaniem jest to spowodowane tym, że ludzie mają wyraźnie gorszą sytuację finansową i po prostu mniej wyjeżdżają. – Każdy oszczędza, czeka, co będzie zimą. Sytuacja jest bardzo niepewna i tu upatrujemy przyczyn gorszego sezonu – tłumaczy burmistrz Szymborski.

Materiał partnera
Wrocław inwestuje w zieleń i odnawialne źródła energii
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Materiał partnera
Wielkie zmiany w marszałkowskich szpitalach Pomorza Zachodniego
Jakość życia
20 lat Bydgoszczy w UE. Spełniliśmy marzenia
Materiał partnera
Unijne oblicze Krakowa
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Jakość życia
Zachodniopomorskie coraz bardziej przyjazne dla rowerzystów