W górach żal i gniew. „Otrzymałam oszałamiające 5000 zł”

Fot. Pixabay

Wprowadzony od soboty lockdown zamyka sezon zimowy w górach. Samorządowcy i przedsiębiorcy z gmin podsumowują: ten sezon to katastrofa.

Wsparcie udzielone przez rząd uważają za niewystarczające i udzielone zbyt późno. Większość nadal czeka na finansową „kroplówkę”.

Tarcza dla gór

Rząd przygotował dwa instrumenty pomocy dla ok. 200 gmin górskich. Pierwszy to dofinansowanie 40 proc. średniorocznej wartości wydatków, jakie gmina poniosła na inwestycje w latach 2016-2020. Drugi – refinansowanie z budżetu państwa podatku od nieruchomości (gruntów, budynków i obiektów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej w zakresie usług hotelarskich i infrastruktury turystycznej np. kolejek linowych, wyciągów), którego pobór gminy zawiesiły gminy.

Samorządy mogły ubiegać się o pieniądze z obu tych instrumentów. I większość tak zrobiła. – Z niecierpliwością czekamy na środki finansowe, które traktujemy jako kroplówkę dla naszego budżetu, opartego w głównej mierze na podatkach i opłatach lokalnych. Nie marzymy już nawet o realizacji nowych inwestycji, palącym problemem są dla nas przede wszystkim wydatki bieżące konieczne dla sprawnego, bezpiecznego funkcjonowania miasta i obsługi mieszkańców – podkreśla Radosław Jęcek, burmistrz Karpacza.

Podobnie rozgoryczeni są inni samorządowcy i przedsiębiorcy. Stanowczo jednak twierdzą, że żadna tarcza nie pokryje ich strat. – Złożyło się na to wiele rzeczy: mieliśmy za krótki sezon, za mało czasu na prowadzenie działalności, było spore niedoinformowanie dotyczące rządowej pomocy, za późno zostało udzielone wsparcie, nie wszyscy przedsiębiorcy pracujący w branży turystycznej mogli wsparcie otrzymać, bo np. nie przewidziano, by ich działalność mogła zostać dofinansowana – wylicza Grzegorz Lenartowicz, koordynator projektów specjalnych Słotwiny Arena z Krynicy.

CZYTAJ TAKŻE: Tarcza 2.0 preferuje firmy z określonych części Polski

Przedsiębiorcy przytaczają także argumenty, że wsparcie z tarczy było niewystarczające. – Otrzymałam oszałamiające 5 tys. złotych w zeszłym roku. Na co może wystarczyć taka kwota? – pokpiwa Agnieszka Epler, która prowadzi mały rodzinny pensjonat w Kościelisku. – A ja na żadne tarcze i dofinansowania nie załapałam się wcale, bo działam sezonowo – irytuje się Ewa Bekier, która prowadzi stoisko z regionalnymi pamiątkami w Zakopanem.

Argument braku odpowiedniej pomocy dla przedsiębiorców podnosi też wójt Kościeliska, Roman Krupa. Według niego, nie tylko kwoty wsparcia były niewystarczające, ale też w tarczy brak wsparcia dla niektórych rodzajów działalności, które działają w turystyce i straty poniosły. Tak jest np. w przypadku działalności z kodem nr 55.20., czyli „obiekty noclegowe turystyczne i miejsca krótkotrwałego zakwaterowania”. Jest to wiodąca działalność na terenie gminy Kościelisko. Podobnie jest w innych gminach, np. Bukowinie Tatrzańskiej, Białce Tatrzańskiej. Tu również sporo jest przedsiębiorstw (często jednoosobowych), prowadzących tego typu działalność.

Sezon, którego nie było

– Biorąc pod uwagę wprowadzone w listopadzie obostrzenia i zamrożenie szeroko rozumianej branży turystycznej, trudno w ogóle mówić o sezonie zimowym. Nazwałbym to raczej miesiącem zimowym, czyli okresem, w którym otwarte były hotele, pensjonaty i stoki narciarskie. Mimo, że w tym krótkim czasie turyści i warunki śniegowe dopisały, jest to zdecydowanie za mało i za krótko, aby odczarować przymiotnik „katastrofalny” – podkreśla Radosław Jęcek, burmistrz Karpacza.

Samorządowcy i przedsiębiorcy narzekają, że z powodu epidemicznych obostrzeń i wprowadzonych zakazów nie dało się prowadzić działalności gospodarczej. – Jak we wszystkich turystycznych gminach górskich sezonu zimowego praktycznie nie było wcale – mówi Zofia Kiełpińska, naczelnik Wydziału Kultury Fizycznej i Komunikacji Społecznej w Zakopanem.

CZYTAJ TAKŻE: Samorządowcy: Tarcza 4.0 wymaga korekty

– Wprowadzone ograniczenia w branży turystycznej i w usługach okołoturystycznych spowodowały zastój, przedsiębiorcy nie realizowali usług w swoich branżach. A krótki okres funkcjonowania hoteli i stoków narciarskich bez branży gastronomicznej nie zrekompensował strat poniesionych w okresie świąteczno-noworocznym i z powodu braki ferii zimowych, które były tylko dla uczniów zblokowanym czasem wolnym od zdalnej nauki – dodaje Kiełpińska.

– Zabrali nam już dwa razy Wielkanoc, okroili Boże Narodzenie, rozwalili ferie i wszystkie długie weekendy. Nie da się podsumować tego „sezonu” bez słów niecenzuralnych. Gdyby porównać z normalnym sezonem, to nasze straty „na bank” wyniosły 70-80 proc. – wtóruje Agnieszka Epler, współwłaścicielka pensjonatu w Kościelisku. Na terenie gminy Kościelisko działa kilkadziesiąt podobnych rodzinnych przedsiębiorstw. Wszystkie są w podobnej sytuacji jak i rodzinna firma Epler.

– Jesteśmy gminą turystyczną, w związku z tym ostatnie miesiące i tak naprawdę brak sezonu zimowego mocno odbiły się na kondycji finansowej naszych mieszkańców – tłumaczy Roman Krupa, wójt Kościeliska. – Ta sytuacja dotyczy głównie obiektów noclegowych (pensjonaty, prywatne kwatery) i wielu branż z nimi powiązanych: stacji narciarskich, punktów handlowych, usług itd. W turystyce tak naprawdę działamy w całym systemie naczyń połączonych. Globalnie, gdyby policzyć straty, na pewno sięgają one kilkudziesięciu milionów złotych przychodów, które nie zostały wygenerowane przez cały sektor turystyki z powodu pandemii i całej sytuacji – zaznacza wójt Krupa.

Straty rosną

W grudniu 2020 r. gmina Świeradów-Zdrój uruchomiła na swojej stronie internetowej licznik strat gminy, obiektów noclegowych i gastronomicznych oraz pracowników branży turystycznej poniesionych przez te grupy. Licznik został zatrzymany 19 lutego 2021 o godz. 15 na kwocie 115 093 640,00 zł.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Starachowic: Tarcza 4.0 nie załata dziur

– To olbrzymie pieniądze. Jasno pokazują katastrofę finansową gminy, jej mieszkańców i przedsiębiorców. Żadna tarcza, żadne dofinansowanie, ani ulgi w podatkach, nie są w stanie zrekompensować nam poniesionych strat – podsumowuje Anna Kowalczyk, przedsiębiorca z branży gastronomicznej ze Świeradowa-Zdroju.

Według samorządowców można było takiej sytuacji uniknąć, ale ze strony rządowej zabrakło konsultacji z samorządami i branżą turystyczną, a w konsekwencji racjonalnych decyzji odnośnie wprowadzonych restrykcji i mechanizmów wsparcia. – Pomoc została też uruchomiona zbyt późno – mówi burmistrz Karpacza. – Początkowo wielu przedsiębiorców w naszym mieście nie mogło skorzystać z tej pomocy, w związku z kontrowersyjnym katalogiem kodów PKD, niedostosowanym do specyfiki miejscowości turystycznych. Na szczęście, na skutek licznych apeli samorządowców Porozumienia Gmin Górskich, zostały one zmienione i wreszcie przedsiębiorcy mogli sięgnąć po instrumenty wsparcia. Tak jak powiedziałem wcześniej, jest to jednak kropla w morzu potrzeb, szczególnie w obliczu kolejnego zamknięcia – zaznacza.

Wójt Roman Krupa z Kościeliska także podkreśla, że nie było całościowego spojrzenia ministerstwa na problemy gmin górskich ani szybkiej modyfikacji tarczy 6.0 i jej uzupełnienia o brakujące kody, czy zwolnienia z ZUS.

Samorządowcy z Karpacza szacują, że w ich mieście straty z tytułu lockdownu i obostrzeń sięgają 200 mln złotych, w Kościelisku jest to ok. 60 milionów. Gmina Rabka-Zdrój straty w 2020 r. z tytułu lockdownu szacuje na ok. 1 000 000 złotych. – A od początku 2021 r. do chwili obecnej również nie zrealizowały się dochody w wysokości ok. 1 mln złotych – podkreśla Leszek Świder, burmistrz Rabki-Zdroju.

CZYTAJ TAKŻE: Tarcza antykryzysowa wpłynie na przetargi. Zmienią się niektóre reguły gry

Z kolei gmina Zakopane w porównaniu do analogicznego okresu roku 2020 (od stycznia do końca lutego) zarejestrowała mniejsze wpływy z opłaty miejscowej o ok. 1, 3 mln zł, a z tytułu opłat podatków mniejsze o 1 mln złotych. Przy czym w przypadku dwóch ostatnich gmin mowa tylko o stratach z opłat miejscowych i podatkowych – gminy nie liczyły strat obiektów i pracowników branży turystycznych.

Sezon bez stoków narciarskich?

O dramatycznej sytuacji mówią przedstawiciele ośrodków narciarskich i turystycznych. W marcu Stowarzyszenie Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne (PSNiT) zorganizowało konferencję poświęconą sytuacji branży. Przedsiębiorcy poinformowali o 80-procentowym spadku przychodów, spowodowanym zamknięciem stoków w sezonie 2020/2021 oraz brakiem uregulowanych zasad dotyczących dofinansowywania z tzw. tarczy antykryzysowej.

– Dotychczasowa pomoc, jaką uzyskały stacje narciarskie, jest nierównomierna i nie daje możliwości pokrycia finansowych zobowiązań. W obecnej sytuacji, czyli po branżowym lockdownie, z 100-proc. dni sezonu narciarskiego, jeździmy niespełna 50 proc. dni, a wiele małych stacji tylko ok. 30 proc. dni.

Przy czym warto podkreślić, że czas, w którym byliśmy zamknięci, obejmował przerwę świąteczną, Nowy Rok oraz ferie zimowe – tak naprawdę najgorętsze dla nas momenty, w czasie których generujemy przychód na pozostałą część roku – informował Tomasz Paturej, prezes PSNiT i przedstawiciel ośrodka Kotelnica Białczańska.

Piotr Rzetelski z ośrodka Narciarski Raj w Chrzanowie przypomniał argumenty już przytaczane przez przedsiębiorców z gmin górskich: m.in. te, że kryteria wsparcia nie były konsultowane z PSNiT-em czy poszczególnymi ośrodkami, poza pytaniem o kody PKD. W konsekwencji, brak znajomości branży i jej specyfiki spowodowały, że określone w regulaminach tarczy warunki okazały się zbyt ogólne. Zgodnie z zapisami wsparcie otrzymać mogły podmioty działające całorocznie, co wykluczyło tę branżę – działającą przecież sezonowo – ze wsparcia.

CZYTAJ TAKŻE: Tarcza dla samorządów? „Zabrakło realnej pomocy”

Co z uzdrowiskami?

Niewesoło wygląda także sytuacja uzdrowisk, na co zwraca uwagę Leszek Świder, burmistrz Rabki-Zdroju. – Funkcjonujemy wyłącznie w oparciu o lecznictwo uzdrowiskowe i szeroko rozumianą turystykę. Na terenie gminy nie działa żaden przemysł czy usługi, jakie mogą być realizowane na terenie zwykłych gmin. Wprowadzenie zakazów dotyczących działalności podmiotów związanych z branżą turystyczną i uzdrowiskową oraz kumulacja ferii szkolnych w jednym terminie, spowodowały nieodwracalne i daleko idące skutki dla naszej uzdrowiskowej miejscowości, zarówno dla budżetu gminy, jak i wszystkich przedsiębiorców utrzymujących siebie oraz swoich pracowników – zaznacza burmistrz Świder.

W pierwszej fali pandemii, pomimo trudnej kondycji finansowej, gmina wspierała przedsiębiorców stosując zwolnienia, umorzenie i odroczenia z tytułu podatku od nieruchomości i czynszów. – Obecnie gminy już nie stać na udzielenie przedsiębiorcom ponownej pomocy, ponieważ gmina sama takiej pomocy potrzebuje. Zwróciłem się z prośbą do posłów o zwrócenie uwagi na problem pominięcia wsparcia gmin uzdrowiskowych w Krajowym Planie Odbudowy. Próżno szukać w nim wsparcia dla gmin i obszarów uzdrowiskowych. Takiego wsparcia po prostu nie przewidziano – zaznacza burmistrz.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Domy samopomocy mogłyby działać lepiej

Potrzebne są zmiany w przepisach oraz lepsze rozeznawanie potrzeb osób z zaburzeniami psychicznymi przez ...

Pierwsze w Polsce buspasy z oznakowaniem EV

Łódź, jako pierwsze miasto w Polsce, oznakowuje buspasy znakami samochodów elektrycznych. System identyfikacji wizualnej ...

Polska może być lepsza

Wywiad z Pawłem Adamowiczem zamieściliśmy w „Życiu Regionów” 21 maja 2018 roku. Mocno podkreślał ...

Prezydent Chełma: Trudne decyzje dopiero przede mną

Gdy rozmawialiśmy rok temu, jednym z ważnych tematów była deglomeracja – rozpraszanie urzędów po kraju. ...

Raport: jak zmienia się rynek pracy w regionach

Sprawdziliśmy, jak w ostatnich latach zmieniało się zatrudnienie w powiatach i województwach. Kto ma ...

PPP to korzyści dla inwestora, wykonawcy i mieszkańców

Partnerstwo publiczno-prywatne, dotyczące go fakty, mity i praktyczne korzyści będą tematem konferencji zaplanowanej na 21 ...