Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak produkt krajowy brutto (PKB) różni się między regionami Polski?
- Które województwa są liderami w tworzeniu PKB oraz czy różnice rozwojowe między regionami pogłębiają się?
- Czy obecne metody polityki regionalnej efektywnie przeciwdziałają pogłębianiu się nierówności rozwojowych?
- Jakie są postulowane kierunki zmian w strategii rozwoju regionalnego i na czym mają polegać?
– Mazowieckie jest wciąż regionem nie tylko najbogatszym, ale także tym, które coraz trudniej jest „dogonić innym”. Zeszły rok był trudniejszy niż poprzednie dla województwa: śląskiego, dolnośląskiego i łódzkiego. Wciąż ze względu na wojnę w Ukrainie inwestorzy obawiają się inwestować w Podlaskim, Warmińsko-Mazurskim i Lubelskim – relacjonuje Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.
Co miesiąc przedstawia on sytuację makroekonomiczną w województwach. Na podstawie wstępnych danych GUS o tempie wzrostu gospodarczego w zeszłym roku oszacował wzrost PKB w regionach. Podał także wartość wzrostu gospodarczego przypadającą na mieszkańca, czyli wyrażoną w PKB per capita.
Najbardziej zamożne jest Mazowsze
Z analiz wynika, że najpoważniejsza część wzrostu gospodarczego została wytworzona na Mazowszu – to prawie jedna czwarta jego wartości ogólnokrajowej. W tym regionie najwyższa jest też wartość PKB per capita. Było to prawie 169,5 tys. zł przy średniej dla kraju 104,6 tys. zł. Najniższe PKB na mieszkańca było na Warmii i Mazurach – 72,2 tys. zł. W tym województwie wytworzone zostało w zeszłym roku 2,5 proc. polskiego PKB. I nie jest to najniższy poziom, bo w czterech regionach udział był jeszcze niższy. Jednak w Lubuskim, Świętokrzyskim, Podlaskim i Opolskim mieszka mniej osób (przynajmniej według oficjalnych statystyk podawanych przez GUS), co oznacza że wartość PKB per capita jest w nich wyższa niż na Warmii i Mazurach.
Czytaj więcej
Nowa mapa pomocy regionalnej UE może ograniczyć w Polsce wsparcie inwestycji. Z analiz firmy doradczej Crido wynika, że stracą właściwie wszystkie...
Przeciętnie wyższa jest wartość PKB per capita na Mazowszu, na Dolnym Śląsku i w woj. wielkopolskim. Około 70 proc. średniej wyniosła zaś w woj. lubuskim i podkarpackim (w przygranicznym woj. lubuskim spora część mieszkańców pracuje w Niemczech, podobnie jak w Zachodniopomorskim).
Duże różnice między województwami
Mazowsze jest regionem sporych kontrastów pomiędzy Warszawą a resztą województwa. Na przykład różnica między płacami w całym województwie, a w stolicy jest największa w Polsce. Jednak nawet po wyłączeniu Warszawy z szacunków regionalnego PKB, Mazowsze nie spada do grupy województw o najniższym wzroście i wartości PKB. – Spora jego wartość wytwarzana jest w Płocku (gdzie siedzibę ma Orlen - red.). Warto także pamiętać, że tak jak w wielu województwach rolnictwo odpowiada za 2 – 3 proc. wartości PKB, tak w tym województwie jest to ok. 9 proc. – dodaje Piotr Soroczyński.
Zwraca uwagę na to, iż w zeszłym roku dobre wyniki miał przemysł w woj. opolskim, podkarpackim i pomorskim. Spowolnienie w przemyśle (w porównaniu do poprzedniego roku) odnotowano w łódzkim, podlaskim i dolnośląskim. Dobra sytuacja dotyczyła budownictwa w lubuskim. – Wciąż cień wojny pada na regiony wschodnie, choć sytuacja na Podkarpaciu, ze względu na przemysł lotniczy i logistykę, jest lepsza niż w woj. podlaskim i warmińsko-mazurskim – dodaje ekonomista.
– Ponad 60 proc. krajowego PKB jest wytworzone w pięciu najbogatszych regionach, a w pięciu najbiedniejszych tylko niewiele ponad 11 proc. PKB. Ta różnica rozwojowa pomiędzy najbogatszymi, a najbiedniejszymi województwami powiększa się systematycznie od ponad dwóch dekad – zwraca uwagę prof. Paweł Churski, dziekan Wydziału Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej UAM w Poznaniu. To jego zdaniem dowód na nieskuteczną politykę regionalną w Polsce. – Nie udaje się przełamać trendu „rozwierających się nożyc rozwoju regionalnego”. Województwa najbardziej rozwinięte „uciekają” tym najbiedniejszym. To oznacza, że nie ma w Polsce skutecznej interwencji rozwojowej właściwie zaadresowanej terytorialnie – dodaje ekspert.
Podobnie było w zeszłym roku. W pięciu regionach: na Mazowszu (23,9 proc.), Śląsku (11,4 proc.), w Wielkopolsce (9,9 proc.), na Dolnym Śląsku (8,3 proc.) oraz w Małopolsce (8,2 proc.) wytworzono 61,5 proc. wartości polskiego PKB. Z kolei w: Opolskim (2 proc.), Lubuskim (2,1 proc.), Podlaskim i Świętokrzyskim (po 2,3 proc.) oraz Warmińsko-Mazurskim (2,5 proc.) - tylko 11,1 proc. krajowego PKB.
Oznacza to, że w zeszłym roku zwiększyła się różnica pomiędzy tym, ile PKB wytworzyły najbogatsze, a najbiedniejsze regiony. W 2024 r. niespełna 57 proc. PKB wytworzono w najbogatszych regionach i 11,1 proc. w najbiedniejszych.
Jak powinna wyglądać skuteczna polityka regionalna?
Eksperci zastanawiają się, jakie metody pomocy publicznej mogłyby być stosowane, by rozwój gospodarczy w Polsce był bardziej zrównoważony. Prof. Paweł Churski uważa że postrzeganie przestrzennych zróżnicowań rozwoju z perspektywy województw jest zbyt dużym uogólnieniem, bo istnieje zbyt duże wewnętrzne zróżnicowanie regionalne. Jego zdaniem powinniśmy analizować sytuację w subregionach. Podstawami oceny poziomu rozwoju, a także metod interwencyjnych, powinny być obszary funkcjonalne. Ich zasięgi przestrzenne powinny być podstawą łączenia jednostek administracyjnych w układ obszarów ponadlokalnych, w układzie których należy programować i wdrażać interwencję rozwojową.
Czytaj więcej
Lubelskie i świętokrzyskie to województwa, które w zeszłym roku wzbogaciły się najbardziej. Wciąż jednak ponad połowa wartości produktu krajowego b...
– Takie obszary funkcjonalne powstają wokół miast w wyniku ich oddziaływań związanych np. z dojazdami do pracy, dojazdami do usług itp. Dotyczy to każdego miasta, ale oczywiście w przypadku tych największych ich obszary funkcjonalne są duże, a w przypadku tych średnich i małych relatywnie mniejsze. Polityka rozwojowa powinna być skoncentrowana wokół mieszkańców, a jej podstawą powinien być kapitał terytorialny wytwarzany przez tych mieszkańców zagospodarowujących lokalne zasoby i wytwarzających w ten sposób relacyjne środowisko rozwojowe, którego jakość różnicuje nam przestrzeń, a w konsekwencji poziom rozwoju – wyjaśnia prof. Churski.
Dodaje, że jedną z przyczyn braku skuteczności krajowej polityki rozwoju są jej uwarunkowania instytucjonalne. – Trudno wdrażać deklarowane zintegrowane planowanie rozwoju w warunkach, w których za planowanie rozwoju społeczno-gospodarczego odpowiada Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, a za planowanie przestrzenne Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Czas najwyższy zmienić ten stan rzeczy i nadać ministrowi właściwemu dla rozwoju regionalnego kompetencje koordynacyjne w zakresie programowania i wdrażania polityki rozwoju – uważa ekspert. Jest to także jeden z postulatów, który od dawna wybrzmiewa w różnych stanowiskach korporacji samorządowych.
W oczekiwaniu na Strategię
W rządzie trwają właśnie prace nad projektem ustawy o zrównoważonym rozwoju miast Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. W załączniku do projektu imiennie wymieniono 82 miasta centralne, które według projektodawców mogą być centrami (rdzeniami) przyszłych związków rozwojowych, czyli nowej instytucjonalnej formuły współpracy samorządowej.
O stworzenie takiej możliwości od dawna postulują samorządy i ich korporacje. Ważne jest, że przyszłe związki rozwojowe mają mieć wyodrębnione kompetencje i finanse. Listę miast powtórzono w średniookresowej strategii rozwoju kraju „Strategia Rozwoju Polski do 2035 roku”. Resort określił je jako „kluczowe dla wzmocnienia policentrycznej struktury osadniczej kraju i wraz z obszarami funkcjonalnymi określone jako obszar strategicznej interwencji”.
Strategia wciąż nie została przyjęta przez rząd, choć zgodnie z wstępnymi zapowiedziami miało to nastąpić jeszcze w 2025 r.