Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są realne koszty zadań zlecanych samorządom i dlaczego rządowe dotacje ich nie pokrywają.
- Dlaczego polskie miasta coraz częściej pozywają Skarb Państwa i o jakie kwoty toczy się gra.
- Jakie nowe, niedoszacowane obowiązki może nałożyć na samorządy projektowana ustawa o opiece długoterminowej.
- Dlaczego brak uprawnień bywa równie dotkliwym problemem, co niedostateczne finansowanie zadań.
Związek Powiatów Polskich jako jedyna samorządowa korporacja nie zaakceptował rządowego projektu ustawy o koordynacji opieki długoterminowej i osobach starszych. Bernadeta Skóbel, ekspertka ZPP obawia się, że jej wprowadzenie oznacza dla samorządów nowe problemy: od organizacyjnych do finansowych. – W projekcie nie są określone koszty nowych rozwiązań. Podano je w ocenie skutków regulacji. Oszacowano, że koszty osobowe osób, które mają koordynować opiekę długoterminową wyniosą ok. 20 mln zł. Oznacza to przy 380 powiatach i miastach na prawach powiatu ok. 4,2 tys. zł. Jakiego doświadczonego pracownika za tę kwotę zatrudni samorząd? – pyta ekspertka. – W tym samym OSR zapisano 700 tys. zł na stworzenie trzech etatów dla osób koordynujących politykę długoterminową na poziomie rządu – dodaje.
Jej zdaniem najpoważniejszym brakiem proponowanych przepisów jest to, iż nie ma w nich sankcji dla innych instytucji, jeśli nie będą chciały współpracować z koordynatorem powiatowym. – Mogą na przykład nie odpowiedzieć na jego pytania. A jeśli nie będzie miał zwrotnej informacji, jak ma przygotować działania? – pyta. Eksperta podkreśla przy tym, że tylko to najnowszy przykład działań, które są nakładane na samorządy przez rząd, a przy których nie jest szanowana (bo kiepsko wyceniona) praca ludzi.
Zadania zlecone, lecz także niedofinansowane
Inne przykłady dotyczą między innymi zadań zleconych. Z niedawnego raportu Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego wynika, że samorządy dołożyły do nich przynajmniej ponad 2 mld zł (przy dotacji wynoszącej ok. 33 mld zł) dwa lata temu. I jest to kwota niedoszacowana, ponieważ pełnej wiedzy, ile pieniędzy powinny otrzymać samorządy i ile wydają na zadania zlecone nie mają ani one same, ani rząd.
Czytaj więcej
Im bliżej do czerwcowej ewaluacji reformy samorządowej, tym publiczne dyskusje między resortem finansów a korporacjami samorządowymi stają się ostr...
Paweł Swianiewicz, dyrektor NIST, przyznaje, że zdziwiło go to, iż w niektórych ministerialnych odpowiedziach na pytania dotyczące zadań zleconych pomylono zadania zlecone z powierzonymi. – Pierwsze wynikają z przepisów ustawowych, drugie z umowy – tłumaczy. – Często też stawki, które ministerstwa oszacowały jako koszty czynności potrzebnych przy realizacji zadań zleconych są oszacowane na podstawie kosztów zatrudnienia, a nie wszystkich kosztów: administracyjnych, logistycznych czy za media.
Mariusz Turczyn, dyrektor wydziału budżetu i księgowości UM Lublin przyznaje, że są takie zadania zlecone, do których miasto dokłada więcej pieniędzy niż dostaje z budżetu centralnego. – Dotyczą pomocy społecznej i związane są z kosztami obsługi wypłaty świadczeń rodzinnych – otrzymujemy, tak jak inne JST, 3 proc. kwoty wypłaconych świadczeń. To dla UM około 3,7 – 3,8 mln zł. Ze środków własnych dołożyliśmy w 2025 r. taką samą kwotę – mówi. Wymienia też inne zadania zlecone, do których samorząd dokłada pieniądze z własnego budżetu: to głównie zadania z zakresu spraw obywatelskich realizowane m.in. przez Urzędy Stanu Cywilnego, ale również zadania z zakresu geodezji i kartografii czy nieodpłatnej pomocy prawnej, gdzie UM dokłada ze środków własnych od 20 do nawet 70 proc. wartości kwoty dotacji, którą otrzymuje na realizację tych zadań.
– Przepisy jasno stanowią, że powinniśmy otrzymać kwotę odpowiadająca wydatkom. Art. 49 ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego stanowi, że samorządy muszą otrzymać z budżetu państwa dotacje celowe w wysokości zapewniającej pełną realizację zadań zleconych. W praktyce tak się nie dzieje. Dodatkowo w przypadku niektórych zadań (tak jest właśnie z zadaniami z zakresu spraw obywatelskich) ustalony jest katalog czynności, mediana czasu realizacji, skonstruowana stawka „roboczo/godziny” – wyjaśnia. Przy aktualnie ustalonej stawce roboczogodziny, określonej na szczeblu ministerialnym, oznaczałoby to płacę pracownika na poziomie około 6,7 tys. zł, uwzględniając 20 proc. składek, które odprowadza pracodawca.
A przecież dodatkowo pracownik ma prawo do urlopu, może zachorować. W tym czasie inna osoba wykonuje jego zadania. Dotacja nie uwzględnia również wydatków związanych z utrzymaniem stanowiska pracy takiego pracownika.
Nie jest dobrze, gdy samorząd musi się sądzić ze Skarbem Państwa
– Wydaje mi się, że panuje powszechne przekonanie w administracji centralnej, że samorządy sobie poradzą z każdą sprawą, bez względu na warunki, w tym na finansowanie. Reforma finansów samorządowych zatrzymała degradację finansów samorządowych, ale na niskim poziomie – zaznacza Piotr Krzystek, prezydent Szczecina. Przypomina, że niedofinansowanie zadań zleconych jest problemem już od lat, bez względu na to, która opcja polityczna sprawuje władzę centralną. W zeszłym roku miasto dopłaciło 30 mln zł do 15 zadań zleconych. – Nie ma w tych wyliczeniach kosztów, jakie samorząd ponosi na oświatę – podkreśla.
Czytaj więcej
Lokalne budżety są dziś w lepszej kondycji niż jeszcze kilka lat temu, ale to nie powstrzymuje samorządów przed sięganiem po kolejne miliardy złoty...
Prezydent Szczecina złożył kilka lat temu pierwszy pozew samorządu przeciwko Skarbowi Państwa dotyczący finansowania oświaty. Miasto domaga się zwrotu 111 milionów złotych. To różnica między tym, ile wydało na wynagrodzenia dla nauczycieli, a tym, ile dostało na ten cel od rządu w latach 2018-2020. Sprawa jest w toku. – Nie powinno być tak, że samorząd zwraca się do sądu z roszczeniami wobec Skarbu Państwa. Mnie jako propaństwowcowi to przeszkadza, jednak dotacja na oświatę nie wystarcza na zapłacenie wynagrodzeń kadry pedagogicznej.