Reklama

Gminy widzą korzyści z wiatru. „To znaczący zastrzyk finansowy”

Nowelizacja ustawy wiatrakowej, która obecnie leży na biurku prezydenta, znacząco zwiększa znaczenie władz samorządowych przy podejmowaniu decyzji o lokowaniu lub nie nowych farm wiatrowych bliżej zabudowań.

Publikacja: 14.08.2025 09:37

Podatki od budowanych wiatraków przynoszą gminom dodatkowe wpływy do budżetów

Podatki od budowanych wiatraków przynoszą gminom dodatkowe wpływy do budżetów

Foto: AdobeStock

Część samorządowców zrzeszonych w Stowarzyszeniu Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej apeluje do prezydenta RP Karola Nawrockiego o podpisanie ustawy liberalizującej lokowanie nowych farm wiatrowych na lądzie. Samorządowcy wskazują na korzyści finansowe dla gmin: podatki od budowanych wiatraków przyniosą wpływy do gmin na poziomie około 150-200 tys. zł od jednej turbiny wiatrowej co roku.

Prezydent w wypowiedziach medialnych krytycznie wypowiadał się na temat tej ustawy, wskazując na konieczność nie ulegania różnym lobbystom, choć nie wiadomo jeszcze ostatecznie, jaką podejmie decyzję. W swoich wypowiedziach nie odnosił się jednak do głosu samorządów, których znaczenie w procesie podejmowania decyzji rośnie. 

Głos samorządów rośnie 

Zgodnie z ustawą, to rady gmin będą podejmowały decyzje, wyznaczając obszary, w których energetyka wiatrowa będzie rozwijana, a decyzje będą zapadały po konsultacjach społecznych na bazie Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego. Tym obszarem może być minimalnie 500 m od najbliższych zabudowań. Obecnie jest to 700 m. – Warto jednak podkreślić, że odległość 500 metrów to jedynie wytyczna dla budowy turbin. Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do Rady Gminy, która będzie brała pod uwagę specyfikę lokalizacji oraz głos i potrzeby mieszkańców. Odległość każdorazowo będzie określona w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego – tłumaczy Dawid Litwin, wójt gminy Potęgowo i prezes SGPEO.

Czytaj więcej

Rozwój OZE nabiera rozpędu. A polskie gminy zarabiają na tym miliony

Nowe przepisy oznaczają również zwiększenie partycypacji społecznej w gminach, dzięki wprowadzeniu budżetu obywatelskiego w wysokości 20 tys. zł rocznie za każdy 1 MW mocy zainstalowanej. – Szacujemy, że dochód budżetu gminy z jednej turbiny wiatrowej może wynosić nawet 200 tys. zł. To znaczący zastrzyk finansowy, który pozwoli nam na realizację wielu lokalnych projektów i inwestycji – dodaje Dawid Litwin. Janusz Bojkowski, wójt gminy Postomino wskazuje, że dla samorządów to szansa na pozyskanie nowych, stabilnych źródeł dochodów, a co za tym idzie, zapewnienie finansowania rozwoju gospodarczego gmin. 

Reklama
Reklama

Która zachęta lepsza?

Nowe regulacje przewidują również fundusz partycypacyjny, który będzie stanowił dodatkowe wsparcie bezpośrednio dla mieszkańców. Każdy, kto będzie mieszkał w promieniu 1 km od nowo powstałej turbiny, otrzyma pieniądze – maksymalnie 20 tys. zł rocznie, przez cały okres funkcjonowania turbiny wiatrowej. Fundusz partycypacyjny będzie tworzony przez inwestora i będzie przekazywany mieszkańcom. Zastąpi on dotychczas istniejące zachęty w ustawie z 2023 r. Wówczas, aby zachęcić do budowy farm wiatrowych bliżej domostw (wówczas mowa była o 700 m) przyjęto zapisy o tzw. wirtualnym prosumencie, który mógł korzystać z tańszego prądu wytworzonego przez wiatrak stojący w sąsiedztwie. Mieszkaniec gminy może zgłosić chęć objęcia udziału w mocy zainstalowanej elektrowni wiatrowej, maksymalnie do 2 kW, na każdy własny punkt poboru energii.

– Przepisy te jednak, mimo że formalnie są w mocy od 2023 r. to są martwymi zapisami, bo brakuje aktów wykonawczych, a Centralny System Informacji Rynku Energii (CSIRE) konieczny do zaistnienia wirtualnego prosumenta dopiero zaczyna być uruchamiany – mówi Leszek Świętalski, pełnomocnik Związku Gmin Wiejskich RP ds. gospodarki komunalnej, energetyki i ochrony środowiska.

Czytaj więcej

Miasta stawiają na odnawialne źródła energii. I wspierają w tym mieszkańców

Teraz, zamiast skomplikowanego systemu wirtualnego prosumenta rząd zapowiedział rekompensat dla tych, którzy zgodzą się na lokowanie farm wiatrowych w odległości nie mniejszej niż 500 m. – To realizm. W mojej opinii każda zachęta do rozwoju energetyki wiatrowej jest warta uwagi, pod warunkiem, że jest realna do wykonania. Rekompensaty są zdecydowanie możliwe od razu do wykonania – mówi Leszek Świętalski. Przyznaje on, że, co do zasady, powiązanie mieszkańca z daną instalacją wiatrową być może byłoby lepsze, ale te poprzednie przepisy były zbyt skomplikowane.

Wskazuje on także, że 500 m jako minimalna odległość wydaje się być niezbędna, ponieważ już w najbliższych latach pierwsze farmy wiatrowe będą mogły zostać poddane repoweringowi, a to oznacza, że ich moc wzrośnie, w tym także wysokość.

Janusz Bojkowski dodaje, że fundusz pozwoli czerpać korzyści z nowych inwestycji nie tylko posiadaczom gruntów, ale również mieszkańcom żyjącym w ich otoczeniu, zapewniając im stałe, wieloletnie źródło dochodu. 

Ekologia
Katowice przymierzają się do stworzenia strefy czystego transportu
Ekologia
Smog pod stałą kontrolą, ale wciąż truje. „Potrzeba kompleksowych działań”
Ekologia
Mazowsze bez smogu
Ekologia
Samorządy nie radzą sobie z wymianą kopciuchów
Ekologia
Nie tylko „Kawka Bis”. Jak samorządy wspierają termomodernizację budynków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama