Czerwone i żółte strefy w kolejnych miastach

Fot. Pixabay

Nowy system wprowadzony przez Ministerstwo Zdrowia dotyka coraz większej liczby miast. A jeśli żółtą lub czerwoną strefą stałaby się metropolia?

Jastrzębie-Zdrój to kolejne po Rudzie Śląskiej i Rybniku miasto, które musi reagować na rozprzestrzenianie się koronawirusa. W ubiegły piątek trafiło do tzw. czerwonej strefy, co wiąże się z częściowym przywróceniem obostrzeń, które funkcjonowały wiosną na terenie całej Polski.

Od 8 sierpnia rząd podzielił kraj na strefy – zieloną, czerwoną i żółtą. Obecnie obostrzenia dotyczą 18 powiatów (lista jest aktualizowana raz w tygodniu). Kryterium to liczba zakażonych. Rząd cały czas analizuje sytuację i przyrosty zachorowań w powiatach i na tej podstawie podejmuje decyzje. Czy wielkość powiatu ma znaczenie? Zapytaliśmy o to Ministerstwo Zdrowia. – Wszyscy są traktowani identycznie. Stosujemy wskaźnik ECDC, który mówi o skali zachorowań w ciągu ostatnich 14 dni na 10 tys. mieszkańców. Jesteśmy tu w pełni transparentni. Wskaźnik miedzy 6 a 12 to strefa żółta, a powyżej 12 –czerwona. Możliwa jest korekta wskaźnika w oparciu o skale wzrostów z ostatnich trzech dni. Taki sposób liczenia od początku jest przez nas komunikowany. Nie ma tu znaczenia wielkość powiatu – podkreśla w rozmowie z nami rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

CZYTAJ TAKŻE: Turystyka wrażliwa na koronawirusa

Jak dodaje, każdy z samorządów może sam zastosować tego typu wyliczenia i sprawdzić, czy powiat został w uzasadniony sposób skategoryzowany.

Powrót reżimu

W praktyce miasta już teraz muszą mierzyć się z sytuacją, w której wracają bardzo istotne obostrzenia. Tak było w ostatnich dniach we wspominanym Jastrzębiu-Zdroju. Planowano np. udział publiczności w meczu siatkówki drużyny Jastrzębskiego Węgla, ale ze względu na to, że miasto od piątku 14 sierpnia trafiło do czerwonej strefy, plany musiały ulec zmianie. Bo w strefie czerwonej wracają niemal wszystkie reguły, które Polacy musieli stosować na początku pandemii, w tym nakaz noszenia maseczek w miejscach publicznych, zakaz organizowania wydarzeń (jak mecze) z udziałem publiczności, ograniczenia w działalności placówek kulturalnych oraz w transporcie publicznym. Imprezy rodzinne, w tym wesela, mogą być organizowane z udziałem najwyżej 50 osób.

Samorządowcy zwracali już kilkakrotnie uwagę, że wprowadzanie podziału na strefy w miejscach takich jak np. Śląsk nie ma większego sensu ze względu na duże skupienie ludności w jednym, dobrze skomunikowanym obszarze. „Jaki sens ma dla nas czerwona strefa, skoro wielu rybniczan pracuje poza miastem?” – pytał prezydent Rybnika Piotr Kuczera. Samorządowcy narzekają też na to, jak działa komunikacja w sprawie walki z koronawirusem na ich terenie.

– Jako władze samorządowe jesteśmy zaskoczeni samą formą przekazu tej decyzji. Po raz kolejny bowiem usłyszeliśmy o zapowiedziach niepopartych konkretnymi aktami prawnymi.

CZYTAJ TAKŻE: Wójt Jasieńca: Koronawirus jest, ale bez paniki

Czerwony alarm

– Podczas porannej konferencji prasowej dowiedzieliśmy się w zasadzie tylko tyle, że znaleźliśmy się na tzw. czerwonej liście powiatów – komentowała na początku sierpnia prezydent Rudy Śląskiej Grażyna Dziedzic. Jak zauważyła, dopiero kilka godzin po pojawieniu się informacji o przejściu miasta do strefy czerwonej na stronie Ministerstwa Zdrowia pojawiły się konkretne informacje, jak wygląda zakres obostrzeń. Prezydent Dziedzic stwierdziła też, że obawia się o stygmatyzację mieszkańców Rudy Śląskiej. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia podkreślają jednak, że nowa strategia rządu zaczyna już przynosić owoce. – W części powiatów, w których zostały wprowadzone obostrzenia, zaobserwowaliśmy spadek liczby zakażeń – powiedział w ubiegłym tygodniu Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia.

Przejście do żółtej czy czerwonej strefy to kolejna rzecz, na którą muszą teraz uważać samorządowcy. Wcześniej – jak wynikało z rozmów „Rzeczpospolitej” – do głównych zmartwień należały między innymi kwestie przygotowania do nowego roku szkolnego (w tym sposobu komunikacji oraz odpowiedzialności samorządów) czy też kwestie wydatków i załamania finansów miejskich.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

„Żal serce ściska”. W tych miejscowościach wirus dokumentnie przetrzebił biznes

Włodarze kurortów biją na alarm. Bez wsparcia rządu za dwa lata większość przestanie istnieć. ...

Zatrzymać dzieci w rodzinach

Blisko 90 harcerskich świetlic podwórkowych, pomoc pedagogów rodzinnych oraz budowa placówek wychowawczych. Na Pomorzu ...

Rodzina 500+ maskuje prawdziwą sytuację finansową samorządów

Unijne procedury wymuszają dokończenie rozpoczętych projektów, a 500+ maskuje prawdziwą sytuację budżetową.

Największe polskie miasto pozbawione kolei czeka na odmianę losu

90-tysięczne Jastrzębie Zdrój to największe polskie miasto pozbawione kolei. Jest jednak nadzieja, że pociągi ...

Wycieczka do zoo? Wcześniej umów się przez telefon

Po kilku tygodniach przerwy otworzyły się już niektóre ogrody zoologiczne. Ale część atrakcji nie ...

W poszukiwaniu narzędzi wspierania rozwoju obszarów wiejskich

Zakład Rozwoju Lokalnego i Gospodarki Przestrzennej Wydziału Ekonomii i Finansów Uniwersytetu w Białymstoku zaprasza ...