Śmieciowa rewolucja utyka. UOKiK krytycznie o regionalnych instalacjach

Fot. Pixabay

Głównymi przyczynami wzrostu cen w instalacjach przetwarzania odpadów były wyższe koszty działalności, brak konkurencji, oraz niewystarczający nadzór samorządów.

Takie wnioski płyną z raportu UOKiK-u dotyczącego funkcjonowania regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK). Przedstawiciele branży nie zgadzają się z wnioskami końcowymi raportu. Uważają, że są niewłaściwe.

Krytycznie o systemie

Raport dotyczy lat 2014-2019. Obejmuje wszystkie instalacje, stosujące najpopularniejszą w Polsce mechaniczno-biologiczną metodę przetwarzania odpadów: łącznie 171 instalacji. Większością z nich zarządzają operatorzy z przewagą kapitału publicznego, głównie samorządowego, a ok. 30 proc. przedsiębiorstw prowadzących instalacje należy do prywatnych właścicieli.

Według UOKiK-u mediana średniej rocznej ceny przyjęcia tony zmieszanych odpadów komunalnych dla instalacji w całym kraju wzrosła z 230 zł w 2014 r. do 315 zł w pierwszym kwartale 2019 r. W latach 2015-2017 wzrosty były relatywnie niskie, ok. 2-3 proc., natomiast w 2018 r. podwyżki wyniosły 10 proc. a na początku 2019 r. – 15 proc.

CZYTAJ TAKŻE: Spalarnie lekiem na drastyczne podwyżki opłat za śmieci? Niekoniecznie.

Ceny były zróżnicowane w zależności od regionów. Najdrożej było w instalacjach obsługujących Warszawę i okolice, gdzie średnia cena wyniosła 524 zł za przyjęcie tony odpadów. Następne pod względem wysokości ceny były trzy spośród regionów w woj. lubelskim: tam ceny wahały się od 450 do 490 zł. Najtaniej było w RGOK-ach zlokalizowanych w woj. lubuskim, podlaskim, śląskim, świętokrzyskim, wielkopolskim i zachodnio-pomorskim – za tonę śmieci trzeba było tam płacić od 174 zł do 250 zł.

– Nasza analiza pokazała, że przyczyną podwyżek nie były większe marże, lecz wyższe koszty funkcjonowania instalacji. Duże znaczenie dla wzrostu cen miała również możliwość wpływania samorządu na ceny oferowane przez przedsiębiorców oraz struktura właścicielska. Tam, gdzie samorządy są właścicielami instalacji i mają większy wpływ na ich działanie, ceny są znacząco niższe – tłumaczy Tomasz Chróstny.

Różnice w strukturze rynku i ich wpływie na ceny widać najlepiej na przykładzie dwóch województw. Na Mazowszu, gdzie przeważają prywatni właściciele instalacji i samorząd nie ma wpływu na stosowane przez nich ceny, jest najdrożej. Na przeciwnym biegunie jest woj. świętokrzyskie. Tam wszystkie instalacje należą do lokalnych władz i mają najniższe stawki w Polsce.

Koszty rosną

Raport pokazuje, że koszty funkcjonowania instalacji wzrosły o ponad 30 proc. w latach 2015-2018.

Do najważniejszych powodów należały rosnące koszty zagospodarowania frakcji kalorycznej (palnej). Instalacje musiały w ostatnich latach płacić za spalanie tych odpadów nawet cztery razy więcej niż wcześniej.

Zwiększył się koszt składowania tzw. frakcji podsitowej, pozostałej po odzysku surowców. Wynika to głównie ze znacznego podwyższenia tzw. opłaty marszałkowskiej.

CZYTAJ TAKŻE: W Warszawie śmieci są najdroższe? Niekoniecznie, bywa znacznie gorzej

Pojawiły się również problemy na rynku surowców przeznaczonych do recyklingu, głównie papieru i tworzyw sztucznych. Chodzi przede wszystkim o spadek cen surowców wtórnych odzyskiwanych przez instalacje, spowodowany wprowadzeniem przez Chiny zakazu importu tych odpadów.

Jak wynika z raportu, mimo niedawnej zmiany przepisów i zniesienia regionalizacji ripok-ów, a dzięki temu większej swobody wyboru miejsca przetwarzania odpadów przez przedsiębiorców, nie doszło do zwiększenia konkurencji cenowej pomiędzy instalacjami. Transport śmieci na większe odległości związany jest z wyższymi kosztami, które mogą przekraczać ewentualne korzyści z niższej ceny.

Dlatego niewiele firm korzysta z takiej możliwości. Korzystają z niej jedynie niektórzy przedsiębiorcy z rejonów, w których są najdroższe instalacje.

Innym powodem braku rywalizacji cenowej między instalacjami jest fakt, że wiele z nich w znacznym stopniu wykorzystuje swoje moce produkcyjne – od 68 proc. w woj. dolnośląskim do nawet 98 proc. w woj. warmińsko-mazurskim. Im większe wykorzystanie mocy, tym mniejsza skłonność do konkurowania ceną.

Poprawa efektywności

UOKiK przedstawił propozycje, w jaki sposób rynek mógłby działać bardziej efektywnie. Jego zdaniem branża powinna zostać objęta ściślejszym nadzorem. W takim przypadku konieczny byłby regulator rynku, który nadzorowałby koszty i ceny dopóty, dopóki nie rozwinęłaby się odpowiednia konkurencja w branży odbioru i przetwarzania odpadów. Ochroniłoby to gminy i mieszkańców przed niekontrolowanymi podwyżkami.

Ważną rolę do odegrania mają również gminy. Powinny prowadzić bardziej aktywną politykę zmierzającą do wspierania konkurencji pomiędzy instalacjami, na co pozwala ubiegłoroczna nowelizacja przepisów. Konkurencji cenowej sprzyjałyby również inwestycje samorządów w zwiększanie mocy produkcyjnych instalacji.

CZYTAJ TAKŻE: Śmieci to coraz cenniejszy towar. Opłaty w dużych miastach w górę średnio o połowę

Raport zawiera propozycje, których realizacja skutkowałaby obniżeniem kosztów ponoszonych przez instalacje. Chodzi o dalsze inwestycje w zwiększanie możliwości zagospodarowania frakcji palnej zalegającej w magazynach. W tej chwili jest to zlecane zewnętrznym podmiotom komercyjnym, głównie cementowniom, co znacząco podnosi koszty.

Urząd popiera również propozycje Ministerstwa Klimatu polegające na stworzeniu nowego systemu gospodarowania odpadami opakowaniowymi i zwiększenia skali finansowania recyklingu przez przemysł, a także działania na rzecz segregacji odpadów u źródła i systemu kaucyjnego. To również powinno obniżyć koszty działania instalacji.

A co na to RIPOK?

– Zgadzam się z przyczynami wzrostu cen odpadów  podanymi w raporcie UOKiK-u. Poza ogólnymi wzrostami kosztów w gospodarce, są to koszty zagospodarowania odpadów kalorycznych, koszty opłaty środowiskowej za składowanie i obniżone przychody ze sprzedaży surowców wtórnych. Dodałbym jeszcze drastyczny wzrost ilości wytwarzanych odpadów w większości nieprzydatnych do recyklingu. Takie są realia – wyjaśnia Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady RIPOK.

– Natomiast wnioski końcowe raportu są, moim zdaniem, błędne. UOKiK chce, by był większy nadzór samorządów nad instalacjami. Tymczasem podaje, że 70 proc instalacji jest ich własnością, czyli już teraz samorządy w pełni je kontrolują. Powołanie jakiegoś spec-organu kontrolującego i ustalającego ceny pachnie pomysłami z minionej epoki. Przeczy temu konkluzja raportu, że „przyczyną podwyżek nie były większe marże, lecz wyższe koszty funkcjonowania instalacji”. Koszty funkcjonowania instalacji samorządowych są jawne i dostępne także dla ich właścicieli. Jednocześnie UOKiK podaje dane, że w latach 2015-2017 wzrost cen wynosił kilka procent, a w 2018 i 2019 r. już kilkanaście procent – tłumaczy Piotr Szewczyk.

CZYTAJ TAKŻE: W kurortach lawinowo przybywa śmieci. Rewal rekordzistą

I dodaje. – Według UOKiK zmiana przepisów w 2013 r., czyli monopolizacja rynku, miała wpływ na zwiększenie cen odpadów, ale podaje jednocześnie, że pierwsze podwyżki – i to małe – były w 2015 r., a największe nastąpiły w latach 2018, 2019 i 2020: po „uwolnieniu” rynku odpadów. Brakuje tu logiki. Zgadzam się też, że dramatycznie brakuje nam spalarni odpadów. Ale takim inwestycjom nie sprzyja prawo. Brak listy spalarni, czekającej na ogłoszenie, blokuje start inwestycji. Zmienione we wrześniu 2019 r. prawo, zniechęca samorządy do inwestowania w gospodarkę odpadami komunalnymi. Mogą budować instalacje dopiero wtedy, gdy mają problemy z zagospodarowaniem swoich odpadów, a to – jak wiemy – proces trwający wiele lat. Przed nowelizacją samorządy miały taki obowiązek jako zadanie własne, a dziś w „uwolnionej” gospodarce odpadowej nie są w stanie przewidzieć czy nie wybudują pomników bo prywatna konkurencja może okazać się szybsza. Trudno więc wymagać od nich, by podejmowały ryzyko i je budowały, mając coraz skromniejsze środki na inwestycje – podkreśla Szewczyk.

Innego zdania jest Karol Wójcik. przewodniczący Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami. – Podane przyczyny wzrostu kosztów odbioru i zagospodarowania odpadów są dość trafne. Zgadzam się też z jednym z wniosków końcowych raportu, że do wzrostu cen przyczynił się także postępujący upadek konkurencji na rynku. Przed tym przestrzegał raport UOKiK już w 2012 r. Konkurencja na rynku zamieniona w konkurencję o rynek, potem wyposażenie gmin w narzędzia do arbitralnej eliminacji sektora prywatnego poprzez in house, doprowadziły do upadku wielu małych, rodzimych przedsiębiorców. Zostali ci średni i duzi, zainteresowani większymi zamówieniami. Uważam, że samorząd powinien pozwolić na rynkowy odbiór i zagospodarowanie odpadów z odpadów z nieruchomości niezamieszkałych. To otworzy rynek dla mniejszych firm, które mając pole do rozwoju, będą rosnąć w siłę i przyczynią się do budowy konkurencyjnego rynku. Nikomu to nie zaszkodzi, a pomoże – zwłaszcza mniejszym gminom, które dziś cierpią na brak oferentów w przetargach na odbiór i zagospodarowanie odpadów – uważa Karol Wójcik.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

W których regionach firmy mają problem z płatnościami

Najlepsze są pod tym względem te działające w województwie podkarpackim i lubelskim. Najgorsze: kujawsko-pomorskie ...

Art Naif Festiwal: Sztuka naiwna z sześciu kontynentów

W Katowicach ruszył Art Naif Festiwal. W Galerii Szyb Wilson można oglądać prace 400 ...

Kolej plus Metropolia: śląska specyfika

Program Kolej+ może pomóc w budowie Kolei Metropolitalnej na Górnym Śląsku i w Zagłębiu. ...

W Lublinie szykują lek na koronawirusa

Biomed-Lublin, wraz z Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym nr 1 w Lublinie rozpoczynają współpracę: chodzi ...

Starosta gołdapski: bezpieczne miejsca przyciągają turystów

Przede wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek – zgodnie z zasadą „słuchaj innych, a swój ...

Przybywa pasiek na miejskich dachach

Kraków jest pierwszym miastem w Polsce, które zdecydowało się założyć własny zespół domów dla ...