„Normy były nieżyciowe”. Więcej pasażerów w autobusach i tramwajach

fot. AdobeStock / Photoboyko

Samorządy od tygodni apelowały do rządu o podniesienie limitu pasażerów w komunikacji miejskiej. Dziś został on wreszcie zmieniony.

Ograniczenia w komunikacji wprowadzono pod koniec marca. Zgodnie z nimi w autobusach i tramwajach nie tylko nie mogło być tłoku, ale pojazdem mogło podróżować tylko tyle osób, ile wynosi liczba miejsc siedzących podzielonych przez dwa. Zwykle było to kilkanaście do dwudziestu kilku osób.

Jednak powolne odmrażanie gospodarki spowodowało, że z autobusów, tramwajów, czy metra zaczęło korzystać więcej osób. – Od początku trwania epidemii Zarząd Transportu Metropolitalnego monitoruje sytuację. Wykonano ponad 44 tys. kontroli, a od końca marca odnotowanych zostało ok. 880 zdarzeń dotyczących zbyt dużej liczby pasażerów w danym pojeździe i sytuacji, gdy ze względu przekroczoną liczbę podróżnych, pasażerowie nie mogli wsiąść do pojazdu – przyznaje Kamila Rożnowska, rzecznik Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która odpowiada za organizację komunikacji w śląskich miastach.

Karanie kierowców

Także w Krakowie zdarzyły się przypadki, kiedy do tramwaju lub autobusu wsiadało więcej osób niż dopuszczały obowiązujące jeszcze limity. – W takich przypadkach prowadzący mieli obowiązek zgłosić taki fakt dyspozytorom, a ci z kolei starali się na taką trasą wysyłać dodatkowy tramwaj lub autobus – mówi Kamil Popiela z krakowskiego ratusza.

Wspomina, że na przystankach odbywały się kontrole policji i inspektorów ruchu MPK. – Jeżeli podczas takiej kontroli okazało się, że pasażerów jest zbyt dużo, policjanci prosili część osób o opuszczenie pojazdu, a na trasę był wysyłany dodatkowo autobus lub tramwaj. Nie było przypadków karania prowadzących – dodaje krakowski urzędnik.

CZYTAJ TAKŻE: Komunikacja miejska wraca do życia. „Koszty rosną, a rząd jest głuchy”

Przekroczenie limitów pasażerów zdarzało się też we Wrocławiu. Tu były próby karania kierowców czy motorniczych. – Zapewniam każdemu prowadzącemu pełną ochronę prawną. Z przyjemnością każdemu będę towarzyszył w sądzie –  zapowiedział publicznie Krzysztof Balawejder, prezes wrocławskiego MPK.

Jego zdaniem wprowadzone przez rząd ograniczenia nie miały podstawy prawnej, nie mówiąc o tym, że były nieżyciowe i bezsensowe. Poprosiłem kierowców, żeby nie przyjmowali mandatów, dlatego policja kieruje sprawy do sądu – przyznał prezes Balawejder. W sumie trafiło ich tam siedem.

Wsparcie prawne otrzymali też pracownicy Tramwajów Warszawskich. – Zależało nam, żeby nasi pracownicy nie musieli obawiać się ewentualnych mandatów i związanych z tym konsekwencji finansowych – mówi Karolina Gałecka, rzecznik stołecznego ratusza.

Apele do rządu

Władze wielu miast m.in. Wrocławia, Lublina, Gdańska czy Warszawy apelowały o podniesienie limitów w komunikacji miejskiej, bo zapotrzebowanie na przejazd nią było i jest coraz większe. I udało się. Od poniedziałku 18 maja weszły w życie nowe rządowe limity przewozu osób. Zgodnie z najnowszymi wytycznymi, maksymalna liczba osób w pojeździe nie może przekroczyć 30 proc. ogólnej liczby miejsc siedzących i stojących, przy czym zajęta może być jedynie połowa miejsc siedzących.

CZYTAJ TAKŻE: Komunikacja miejska od święta. Koronawirus poprzestawiał rozkłady jazdy

– W związku z tym nadal będzie obowiązywał zakaz zajmowania oznaczonych miejsc siedzących. Na przykład: jeśli w danym pojeździe komunikacji miejskiej jest 40 miejsc siedzących i 100 stojących, czyli w sumie 140, to jednocześnie mogą nim jechać 42 osoby. W tym 20 miejsc siedzących może być zajętych – wyjaśnia Zygmunt Gołąb, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego w Gdańsku.

Pracownicy gdańskiego ZTM nadal będą kontrolowali liczbę pasażerów w autobusach i tramwajach, a wybrane kursy nadal będą realizowane dwoma pojazdami jednocześnie.

We Wrocławiu autobusem przegubowym będzie mogło jechać do 50 osób, a tramwajem w zależności od jego rodzaju od 40 do 70 pasażerów.

W Lublinie jednocześnie w pojeździe 18-metrowym będzie mogło podróżować 45 osób, zaś do autobusu czy trolejbusu o standardowej długości 12 metrów będzie mogło wejść 30 pasażerów.

Straty wciąż rosną

Zdaniem Justyny Góźdź z lubelskiego ZTM zmiany, które weszły w życie od 18 maja, pozwolą na lepsze zarządzanie taborem i pewną stabilizację w obsłudze linii komunikacyjnych, bez konieczności natychmiastowej interwencji w postaci wysyłania pojazdów bisowych, a wzrost liczby pasażerów zwiększy wpływy z biletów.

– Obecna sytuacja związana z panującym na terenie Polski stanem epidemii (wirus COVID 19) spowodowała gwałtowny spadek ilości pasażerów korzystających z komunikacji miejskiej. Jest to szczególnie widoczne w dochodach ze sprzedaży biletów, gdzie w ostatniej dekadzie marca spadek
w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego wyniósł 90 proc., a w miesiącu kwietniu około 81 proc. – wylicza Justyna Góźdź.

Dodaje, że scenariuszy dalszego rozwoju sytuacji może być wiele, a prognozy pesymistyczne zakładają spadek wpływów z biletów nawet o połowę – co w przypadku lubelskiego ZTM może oznaczać o 40 mln zł mniej w skali roku.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Wójt odmienił los psów

Można wydać decyzję o odebraniu hodowcy zwierząt i z braku miejsc w schronisku przekazać ...

Bez samorządów nie da się rządzić

Samorządy już dzisiaj cerują dziury państwa. Jak zostaną im odebrane pieniądze, to nie tylko ...

Rafał Siemaszko, były piłkarz Arki Gdynia: nie ruszam się z domu

Arka Gdynia gra bez legendarnego zawodnika: szeregi drużyny opuścił Rafał Siemaszko. Nam opowiada o ...

Społecznicy znów w akcji

Do 30 sierpnia potrwa nabór wniosków w kolejnej edycji programu „Społecznik” realizowanego przez Województwo ...

Ogrodzieniec szykuje się na inwazję fanów Geralta

Zamek w Ogrodzieńcu, oprócz bycia popularną atrakcją turystyczną, ma również szczęście do filmu. To ...

Bądź bezpieczny we Wrocławiu

Polskie miasta przygotowują się na po koronawirusowe otwarcie. Zarówno wobec własnych mieszkańców, jak i ...