Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego w Częstochowie dojdzie do referendum i jakie zarzuty korupcyjne ciążą na prezydencie miasta.
  • Jakie są szanse na odwołanie władz Warszawy i co inicjatorzy akcji zarzucają stołecznym urzędnikom.
  • Z jakimi problemami formalnymi i sporami wewnętrznymi mierzą się komitety przed wyborami w Krakowie.

To oznacza, że referendum w tym mieście się odbędzie, bo aby je przeprowadzić, wystarczyło zebrać 15,9 tys. podpisów.

Coraz bliżej referendum także w stolicy. – W ostatni dzień wakacji jesteśmy w wielu dzielnicach Warszawy – od rana do wieczora. Jeśli jeszcze nie złożyliście podpisu, zróbcie dziś coś dobrego dla swojego miasta. Znajdźcie najbliższy punkt, podejdźcie do naszych wolontariuszy i podpiszcie wniosek o referendum – podali w poniedziałek organizatorzy ze Stołecznej Operacji Referendalnej.

Prezydent zawieszony w obowiązkach służbowych

Inicjatywa referendalna w Częstochowie ma związek z zarzutami wobec prezydenta miasta, które postawiła mu prokuratura. Pod koniec lutego został on zatrzymany przez CBA na polecenie prokuratora ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Zatrzymanie ma związek z wielowątkowym śledztwem dotyczącym przestępstw o charakterze korupcyjnym, w którym wcześniej zarzuty usłyszał m.in. były wiceprezydent Częstochowy Bartłomiej S.

Czytaj więcej

Referendum w Krakowie ważne, w Warszawie rusza zbiórka podpisów

Prokuratura zarzuciła Krzysztofowi Matyjaszczykowi (zgodził się na podanie nazwiska) m.in. przyjęcie korzyści majątkowej w postaci gotówki w wysokości co najmniej 40 tys. zł w zamian za wprowadzenie zmian w budżecie miasta pozwalających na realizację zamówienia publicznego z korzyścią dla ustalonego przedsiębiorcy realizującego to zamówienie.

Drugi zarzut związany jest z przyjmowaniem, w okresie od co najmniej września 2020 r. do co najmniej 31 października 2025 r., od wielu osób korzyści majątkowych w łącznej kwocie nie mniejszej niż 129 tys. zł.

Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o areszt dla wieloletniego prezydenta Częstochowy, tłumacząc go obawą matactwa, jak i groźbą wymierzenia surowej kary, ale sąd nie zgodził się na areszt.

Zastosował inne środki zapobiegawcze, m.in. zawieszenie w pełnieniu czynności służbowych prezydenta Częstochowy. Dostał on zakaz wchodzenia do Urzędu Miasta i kontaktowania się z pracownikami. Jego obowiązki przejął I zastępca, Zdzisław Wolski.

W Częstochowie zebrali odpowiednią liczbę podpisów

Już w kwietniu radni PiS z Częstochowy chcieli, by Rada Miasta zgodziła się na przeprowadzenie referendum z jej inicjatywy. Projekt nie uzyskał jednak wymaganej większości. Za jego przyjęciem zagłosowało 11 radnych, 7 było przeciw, 6 wstrzymało się od głosu, a jeden radny był nieobecny. Do przyjęcia uchwały potrzebnych było 15 głosów.

W czerwcu Komitet Referendalny „Czas na referendum” zapowiedział rozpoczęcie działań zmierzających do przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta oraz Rady Miasta Częstochowy.

Inicjatorzy do 17 sierpnia mieli czas, by pod wnioskiem zebrać co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców miasta, co w tym przypadku oznaczało 15 900 osób. Zrobili to znacznie wcześniej, bo 12 sierpnia, składając wniosek podpisany przez ok. 22 tys. mieszkańców.

– W poniedziałek zakończyliśmy weryfikację podpisów poparcia pod inicjatywą przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Prezydenta Miasta Częstochowy i Rady Miasta Częstochowy przed upływem kadencji – przekazał nam Tomasz Doruchowski, dyrektor Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Częstochowie.

Z przesłanego raportu wynika, że choć poziom błędów wśród 21 678 podpisów przekroczył aż 25 proc., to jednak organizatorom udało się prawidłowo zebrać 16 232 podpisy. A to oznacza, że do referendum w Częstochowie dojdzie. Na razie jego termin nie jest znany.

Coraz więcej punktów zbiórek podpisów w stolicy

Także w Warszawie może dojść do referendum. Od końca lipca trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego oraz Rady Warszawy. W pierwszych kilku dniach zebrano 15 tys. podpisów, w połowie sierpnia było ich 40 tys., a w poniedziałek już 67 tys.

– Podpisów nie trzeba wyciągać od mieszkańców. Ludzie sami podchodzą do naszych punktów, podpisują i często pytają: co jeszcze mogę zrobić? Biorą karty do domu, zbierają podpisy wśród rodziny, sąsiadów i znajomych. Inni sami drukują je z naszej strony i wracają z wypełnionymi arkuszami – zapewniają aktywiści ze Stołecznej Operacji Referendalnej.

Czytaj więcej

Po referendach lokalnych. Czy komisarz powinien być kandydatem na prezydenta miasta?

Organizatorzy podkreślają, że przedsięwzięcie ma charakter obywatelski i oddolny, a jego celem jest rozpoczęcie zmian w stolicy po latach rządów tej samej ekipy.

Inicjatorzy zarzucają władzom miasta nie tylko brak nadzoru nad Szpitalem Południowym, gdzie młody lekarz, działacz KO i koordynator SOR, w ciągu ub. roku zarobił grubo ponad milion złotych, ale też m.in. przerost administracji, problemy z inwestycjami i brak wystarczającego zaangażowania w sprawy Warszawy.

Wskazują, że stołeczny samorząd utrzymuje ponad 9 tys. etatów urzędniczych, czyli o połowę więcej niż w 2005 r., a koszty administracji mają sięgać 2 mld zł rocznie.

Organizatorzy krytykują także awarie w oczyszczalni „Czajka”, przedłużający się remont Sali Kongresowej, zwężanie ulic, likwidację miejsc parkingowych oraz wprowadzenie Strefy Czystego Transportu.

Zbiórka podpisów potrwa do 28 września. Wolontariusze, rozpoznawalni po pomarańczowych kamizelkach i czapkach, działają we wszystkich dzielnicach. Początkowo uruchomiono 15 punktów w 10 dzielnicach, a organizatorzy zwiększyli ich liczbę. Punkty oraz godziny zbiórki można znaleźć w mediach społecznościowych.

Do przeprowadzenia referendum potrzeba około 132 tys. ważnych podpisów, czyli 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców Warszawy. Aby referendum było wiążące, do urn musiałoby pójść ok. 450 tys. warszawiaków.

Krakowskie komitety mają różne problemy przed wyborami

Z kolei w Krakowie przedterminowe wybory prezydenta Krakowa odbędą się 27 września, po tym, jak w majowym referendum odwołano Aleksandra Miszalskiego.

Na początku wyborczego wyścigu zgłoszono aż 24 komitety, ale już wiadomo, że nie każdy z nich umieści swojego kandydata na karcie wyborczej.

Teraz okazuje się, że Grażyna Świat wycofała się po konflikcie z Bezpartyjnymi Samorządowcami, a wcześniej KWW „Myśl Krakowska i Historia Matematyczna” przestał istnieć po rezygnacji części jego założycieli.

Czytaj więcej

Referenda lokalne są ważne dla demokracji lokalnej

Z kolei wokół Moniki Piątkowskiej pojawił się spór o nazwę komitetu. W poniedziałek Wojciech Kornowski, lider partii „Zjednoczeni Ponad Podziałami”, zwrócił się do Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie, kwestionując nazwę KWW Moniki Piątkowskiej – Ponad Podziałami. Jego zdaniem użycie zwrotu „Ponad Podziałami” narusza prawa jego partii i powinno skutkować niedopuszczeniem Moniki Piątkowskiej do wyborów. Na razie KBW nie odniosło się do tego wniosku.

Do czwartku, 3 września, do godziny 16 komitety mają czas na zgłaszanie kandydatów na prezydenta Krakowa. Do tego czasu muszą przedstawić wymaganą liczbę prawidłowych podpisów poparcia.

W ub. tygodniu złożył je jako pierwszy komitet Łukasza Gibały. Jednak w poniedziałek okazało się, że nie ma on na razie wymaganej liczby ważnych podpisów, bo ok. trzy z ponad pięciu tysięcy zostały zakwestionowane przez KBW.  Chodzi m.in. o nieprawidłowe numery PESEL, brak właściwych danych dotyczących miejsca zamieszkania czy powtarzające się wpisy.

Do tych problemów odniósł się sam Łukasz Gibała. – Nie chodzi o to, że podpisy były fałszowane, czy podpisywali się ludzie, których nie ma w krakowskim spisie wyborców. Przez zwykły ludzki błąd na karcie nie wydrukowano słowa „Kraków”. I jeżeli osoba, która podpisywała się na liście, nie dopisała do swojego adresu tego słowa, Komisja odrzucała taki podpis – wyjaśnił kandydat.