Z tego artykułu się dowiesz:

  • Ile samorządy przeznaczają na wynagrodzenia i jaka to część ich budżetów?
  • Z czego wynika wzrost kosztów pracy w lokalnych jednostkach?
  • Czy coraz wyższe wydatki na płace to dla samorządowców problem czy sposób na podnoszenie jakości usług?
  • Czy lokalne władze chcą oszczędzać na wynagrodzeniach dla nauczycieli i urzędników?

Koszty podstawowych zadań realizowanych przez samorządy szybko rosną. W minionym roku wyniosły one już ok. 371 mld zł wobec 345 mld zł rok wcześniej. Na co idą te pieniądze? To między innymi utrzymanie publicznej infrastruktury (w tym dróg, szkół i urzędów), komunikacja publiczna czy koszty usług komunalnych. Ale największą pozycją są jednak płace dla szerokiego grona samorządowych pracowników.

W 2025 r. wydatki na wynagrodzenia wraz ze składkami sięgnęły 176,4 mld zł i też bardzo dynamicznie rosną. W porównaniu z 2024 r. zwiększyły się o niemal 11 proc., a w porównaniu z 2020 r. – o ponad 80 proc. Co istotne, od kilku lat ich udział w wydatkach bieżących wyraźnie się powiększa. Z naszej analizy wynika, że obecnie samorządy przeznaczają na płace już niemal połowę swoich bieżących budżetów – w 2025 r. było to 47,5 proc., co jest najwyższym poziomem od 15 lat; w 2020 r. – 38,5 proc., czyli najniższym w tym okresie.

Dlaczego rosną koszty pracy w samorządach

Samorządowcy podają kilka przyczyn rosnących wydatków, w tym o charakterze raczej technicznym – takich jak zmiany przepisów płacowych, nowe zasady naliczania dodatków stażowych czy motywacyjnych, rozszerzanie katalogu zadań czy konieczność rozliczania projektów współfinansowanych ze środków zewnętrznych (co rodzi nowe obowiązki administracyjne). Statystycznie istotne jest także to, że od 2022 r. samorządy nie realizują już wypłat świadczenia 800+, co obniżyło poziom wydatków bieżących i automatycznie podniosło udział wynagrodzeń w tej kategorii.

Foto: rp.pl

Ale najważniejsze są przyczyny systemowe. Po pierwsze, w 2024 r. nastąpił znaczący ustawowy wzrost wynagrodzeń nauczycieli – średnio o 30 proc. To właśnie ten element istotnie podniósł wydatki na płace w ostatnich latach w ujęciu nominalnym. Decyzje w tym zakresie zapadają centralnie, a samorządy muszą je wdrażać, często dokładając własne środki.

Trzeba tu dodać, że największą część puli na wynagrodzenia w miejskich i gminnych budżetach stanowi właśnie oświata. W wielu miastach odpowiada ona za ok. 60–70 proc. tego typu wydatków (np. ok. 60 proc. w Warszawie, ponad 68 proc. w Lublinie czy ok. 70 proc. w Toruniu). Pozostałe istotne pozycje to administracja publiczna oraz pomoc społeczna (po kilkanaście procent), a także ochrona zdrowia czy bezpieczeństwo (po kilka procent).

Podwyżki płacy minimalnej i presja płacowa na rynku

Oprócz podwyżek dla nauczycieli istotną kwestią jest też szybko rosnąca płaca minimalna oraz ogólna presja płacowa w gospodarce, szczególnie silna od 2022 r. – Podwyżki wynagrodzenia minimalnego wpływają na nasze wydatki dwutorowo – podkreślają władze Warszawy. – Z jednej strony trzeba wdrożyć je po prostu w życie, co jednak powoduje spłaszczanie się wynagrodzeń ogółem. By temu zapobiec, odpowiedzialny pracodawca musi podnosić wynagrodzenia również innym pracownikom – wyjaśnia stołeczny magistrat. Zapobiega to poczuciu niesprawiedliwości wśród pracowników, ale jednocześnie budżet na wynagrodzenia wyraźnie rośnie.

Czytaj więcej

Jak wyglądają lokalne rynki pracy? Rosną różnice między aglomeracjami a prowincją

– Dynamika płac w samorządzie w ostatnich latach była niższa niż na rynku, w efekcie doświadczeni pracownicy rezygnowali z pracy na rzecz sektora prywatnego, a tej rotacji towarzyszyły trudności w rekrutacji specjalistów na wolne stanowiska – wyjaśnia z kolei UM Lublin. – Obecnie miasta mierzą się więc z koniecznością dostosowania poziomu wynagrodzeń do realiów rynkowych oraz zapewnienia konkurencyjności płac, by przyciągnąć najlepszych – dodają lubelscy urzędnicy.

Wyższe wynagrodzenia, mniej pieniędzy na usługi?

Warto przy tym zaznaczyć, że między miastami występują wyraźne różnice w relatywnym poziomie wydatków na płace. Na jednym biegunie są samorządy, w których koszty pracy pochłaniają niemal połowę wydatków operacyjnych, jak w Białymstoku (49,8 proc. w 2025 r.) czy Lublinie (48,3 proc.), a na drugim – miasta o stosunkowo niskim udziale, jak Gdańsk (38,1 proc.) czy Poznań (38,9 proc.). Różnice te wynikają m.in. ze skali budżetów, struktury zadań i lokalnych uwarunkowań, ale jednocześnie w niemal wszystkich samorządach udział wynagrodzeń wyraźnie rośnie w ostatnich latach.

Najważniejsze pytanie brzmi, czy ten rosnący udział staje się coraz większym problemem dla samorządów, wypierając inne wydatki i ograniczając przestrzeń na rozwój lokalny, czy też jest raczej zjawiskiem pozytywnym?

Wśród samorządowców nie ma jednej, prostej oceny. – Wzrost wydatków na wynagrodzenia sam w sobie jest pozytywną zmianą dla pracowników, natomiast dla pracodawcy skutkuje dodatkowymi obciążeniami – przyznaje wydział prasowy UM Szczecin. Dodaje, że szczególnie problematyczne jest ustawowe nakładanie przez rząd regulacji płacowych bez przekazania dodatkowych środków. – Ogranicza to możliwość finansowania ze środków własnych innych priorytetowych zadań miasta, głównie inwestycyjnych – słyszymy.

Dobra praca musi kosztować?

Podobnie władze Białegostoku zwracają uwagę, że rosnący udział wynagrodzeń w budżecie bieżącym negatywnie wpływa na nadwyżkę operacyjną, która jest kluczowa dla kondycji finansowej miasta. W tym ujęciu rosnące koszty pracy stają się realnym obciążeniem, które wymusza trudniejsze decyzje budżetowe. – Mimo że podwyżki płac są konieczne ze względu na inflację i konkurencję na rynku pracy, ich szybki wzrost przy jednoczesnym ograniczeniu dochodów własnych prowadzi do destabilizacji finansowej – ocenia też UM Olsztyn.

Czytaj więcej

Ponad miliard złotych na wyrównanie dochodów dla samorządów. Pójdą głównie na inwestycje

– Wzrost udziału płac w budżecie może stać się problemem, jeśli ma charakter trwały, niekontrolowany i wypiera inne kluczowe wydatki. Ale samorząd ma do wykonania wiele zadań publicznych, które są realizowane przez ludzi, a ich jakość bezpośrednio zależy od kompetencji i liczby pracowników – argumentuje z kolei Kraków. – W wielu obszarach, np. edukacji czy pomocy społecznej, koszty osobowe są kosztem niezbędnym, a nie fakultatywnym. Lepiej opłacona kadra, stabilne zatrudnienie i mniejsza rotacja pracowników mogą prowadzić do lepszej jakości usług publicznych i oszczędności pośrednich: mniej błędów, szybsze decyzje, skuteczniejsze pozyskiwanie środków – podkreśla krakowski magistrat.

Samorządy szukają oszczędności w automatyzacji

Jednocześnie we wszystkich samorządach rosnący poziom wydatków na wynagrodzenia skłania do poszukiwania działań oszczędnościowych i optymalizacyjnych, które mają ograniczyć tempo wzrostu kosztów. Władze Gdańska stawiają tu przykładowo na cyfryzację procesów administracyjnych, uszczelnianie systemu podatków i opłat lokalnych oraz analizę skutków zmian ustawowych, co ma pozwalać lepiej kontrolować strukturę wydatków.

Z kolei Katowice podkreślają działania polegające na monitorowaniu zatrudnienia i efektywności pracy w jednostkach miejskich, a także racjonalizowaniu obsady etatowej przy okazji oddawania do użytku nowych obiektów i reorganizacji usług publicznych.

Jeśli chodzi o plany na 2026 r., większość miast w naszej analizie zakłada dalszy wzrost wydatków na wynagrodzenia, choć może już nie tak dynamiczny jak w ostatnich latach. W wielu przypadkach przewiduje się wzrosty wynikające głównie z czynników ustawowych i makroekonomicznych, takich jak podwyżki płacy minimalnej czy waloryzacje wynagrodzeń w oświacie, przy jednoczesnym ograniczaniu dynamiki zatrudnienia. Samorządy sygnalizują też, że kluczowe będzie utrzymanie równowagi między koniecznością zapewnienia konkurencyjnych płac a presją na stabilność finansów lokalnych.