Panie prezydencie, zacznijmy od pieniędzy. Dlaczego zdecydował pan o obniżeniu o połowę premii dla prezesów i członków zarządów miejskich spółek? Nie ma pan obaw, że specjaliści poszukają pracy na rynku komercyjnym, zamiast pracować dla miasta?
Mam takie obawy, ale nie mogę nie uwzględniać jednoznacznego stanowiska radnych Poznania w tej sprawie. Wszyscy wyrazili oczekiwanie, że te wynagrodzenia powinny być zredukowane. Teraz szukam kompromisów. Rozmawiałem z opozycją – z radnym Zbigniewem Czerwińskim, który wywodzi się z biznesu i jest przewodniczącym Klubu Prawa i Sprawiedliwości. Wskazałem mu m.in., że wynagrodzenia zarządów są wysokie, bo zależy nam na dobrych wynikach naszych spółek. Jeżeli chcemy, by miały zyski, to potrzebujemy do tego dobrych menedżerów, o których musimy rywalizować z sektorem prywatnym.
Dodatkowo jest to też element zabezpieczający. W ten sposób redukujemy ryzyko korupcji. Obserwowałem to, co się działo w ostatnich latach w różnych spółkach Skarbu Państwa – choćby H. Cegielski-FPS, która 2025 r. zakończyła stratą ponad 90 mln zł. Chcemy zapobiegać takim sytuacjom. Osoba decydująca o zamówieniach idących w dziesiątki czy nawet setki milionów złotych jest mniej podatna na korupcję w sytuacji, gdy ma wysokie wynagrodzenie, bo zwyczajnie boi się, że je straci.
Jest jeszcze kilka tygodni na złożenie projektu budżetu miasta na 2027 r., ale zgodnie z zapowiedziami skarbnika Poznania wzrost dochodów będzie raczej umiarkowany, na poziomie 6–7 proc. Co to oznacza dla miasta?
To, że musimy z wielką uwagą analizować wydatki. Niektóre rosną z powodów od nas niezależnych. Przykładem mogą być chociażby koszty transportu publicznego, które zależą od czynników zewnętrznych, takich jak ceny paliw, energii elektrycznej czy wysokość wynagrodzeń kierowców. To są zmienne, które musimy uwzględnić w naszych założeniach i bardzo ostrożnie podchodzić do kwestii wydatkowych w sytuacji, gdy suma przychodowa rośnie w wolniejszym tempie.
Czy ze wstępnych założeń budżetu miasta wynika, że Poznań szykuje podwyżki za usługi komunalne, m.in. cen biletów komunikacji miejskiej, parkowania, wywozu śmieci czy za wodę?
Mimo że mamy opłaty za wywóz śmieci jedne z najniższych w Polsce, to dzisiaj nie przewiduję podwyżek. Mamy bardzo efektywny system dzięki instalacji termicznego przetwarzania odpadów, ale również dzięki dobremu sposobowi zarządzania. Miejska spółka Zakład Zagospodarowania Odpadów dobrze sobie w tym obszarze radzi i zakładamy, że żadne podwyżki nie będą konieczne. Nie przewidujemy też podwyżki opłat za przejazdy komunikacją publiczną ani stawek w strefie płatnego parkowania. Taką korektę zrobiliśmy dwa lata temu i w naszej ocenie ona na dzisiaj jest wystarczająca.
Czytaj więcej
Zapisany w Konstytucji RP zrównoważony rozwój kraju powinien zakładać wsparcie również mniejszych ośrodków, które nie mają aż tak dużego wewnętrzne...
Czy przy tym umiarkowanym wzroście dochodów miasta takie inwestycje, jak choćby przebudowa czy raczej budowa na nowo mostu Chrobrego, nie będą zagrożone?
Żadna z realizowanych obecnie inwestycji nie jest zagrożona. Kondycja finansowa Poznania jest na dzisiaj bardzo dobra. Nasze zadłużenie jest pięciokrotnie niższe niż Krakowa, trzykrotnie niższe niż Łodzi, prawie dwukrotnie niższe niż Wrocławia.
Nawet jeżeli rośnie nam w tej chwili oprocentowanie kredytów, to i tak na tle innych miast koszty z tym związane są relatywnie niskie. W porównaniu chociażby z Krakowem, odsetki mamy pięć razy niższe. Jednak oszczędne, poznańskie podejście do wydatków w latach minionych dzisiaj nam procentuje.
Czyli budowa trasy tramwajowej na Ratajczaka też nie jest zagrożona?
Absolutnie nie. Co więcej, mimo tych wszystkich zawirowań związanych z pandemią, z wojną w Ukrainie, przerwaniem łańcuchów dostaw, dziewięć na dziesięć naszych inwestycji jest realizowanych w założonym budżecie i w terminie.
Co ciekawe, w przypadku trasy w Ratajczaka, zastosowaliśmy bardzo innowacyjne rozwiązanie. Bardzo skomplikowany układ torowo-drogowy na węźle Wierzbięcice, czyli skrzyżowaniu z ulicami Królowej Jadwigi i Matyi, został w całości wykonany z prefabrykatu, w formie jednego elementu, tzw. pełnej gwiazdy. Specjaliści z różnych krajów świata, którzy przyjechali do Poznania na konferencję dotyczącą rozwoju transportu publicznego, byli pod wrażaniem naszych rozwiązań.
Dlaczego?
Dlatego, że zastosowana technologia pozwoliła nam na realizowanie tych najtrudniejszych prac niezależnie od warunków pogodowych, jak np. ujemne temperatury. Jeżeli zimą temperatury spadają poniżej zera, to w tradycyjnej technologii zalewania betonem staje się to niemożliwe. A dzięki zastosowanej u nas technologii udaje się nam realizować inwestycje o wiele sprawniej, w terminach krótszych niż założone.
Czytaj więcej
Potrzeby inwestycyjne miasta są znacznie większe niż dostępne środki dotacyjne. Dlatego kredyty, pożyczki czy emisja obligacji są dziś niezbędnym n...
Polskie Linie Kolejowe we współpracy z miastem ogłosiły przetarg na opracowanie koncepcji nowego dworca i zagospodarowania jego otoczenia. Może pan wytłumaczyć, dlaczego ta inwestycja jest konieczna, patrząc na to, że obecny budynek dworca oddano do użytku tuż przed Euro 2012?
Po pierwsze, to jest jedna z najgorszych inwestycji zrealizowanych przez PKP na przestrzeni ostatnich 30 lat. A dzisiaj jest to drugi dworzec pod względem przepustowości i liczby pasażerów. Wyprzedza nas tylko Kraków, a prognozy mówią, że Poznań Główny będzie obsługiwał nawet 50 mln pasażerów rocznie.
Po zmodernizowaniu dróg i wybudowaniu sieci autostrad przychodzi w Polsce czas na rozwój transportu kolejowego. I to się dzieje. Modernizowane są trasy, dworce, trwają prace nad Koleją Dużych Prędkości.
Biorąc to pod uwagę, ale też rozwój kolei w naszym regionie – mam tu na myśli PKM-kę, czyli Poznańską Kolej Metropolitalną, modernizację towarowej obwodnicy Poznania i przeznaczenie jej dla ruchu pasażerskiego – musimy liczyć się ze znacznym wzrostem liczby połączeń, a więc i pasażerów. Stworzenie nowoczesnego węzła kolejowego w Poznaniu, odpowiadającego na obecne i przyszłe potrzeby miasta oraz regionu jest zatem niezbędne.
To jest dla nas kluczowa inwestycja z punktu widzenia rozwoju naszego regionu, która ma również wymiar wizerunkowy. Nowy dworzec będzie wizytówką Poznania, Wielkopolski, a także – biorąc pod uwagę charakter naszego miasta i działalność Międzynarodowych Targów Poznańskich – całego kraju. Powinien odzwierciedlać to, co dla Poznania i jego wizerunku jest charakterystyczne i co jest ważne również dla biznesu – nowoczesność, solidność, innowacyjność.
Panie prezydencie, a na tym planowanym nowym dworcu Poznań Główny, ale też np. w Teatrze Muzycznym znajdą się miejsca schronienia czy doraźnego ukrycia?
W tej chwili w każdym nowo budowanym obiekcie projektowane są miejsca ukrycia, doraźnego schronienia dla ludności. Będą one nie tylko w Teatrze Muzycznym, ale właściwie w każdej nowej szkole, przedszkolu, każdym budynku mieszkalnym czy biurowym realizowanych przez sektor prywatny. Kładziemy na to duży nacisk nie tylko przy planowaniu nowych inwestycji. Przy negocjacjach dotyczących np. przedłużenia umowy na zarządzanie parkingiem na Placu Wolności, jednym z większych w Poznaniu, przewidujemy taki obowiązek dla zarządcy obiektu, by przygotował też przyłącza wodno-kanalizacyjne, wentylację i ewentualnie drogi ewakuacji.
Poznań zamierza remontować schrony z czasów PRL-u czy to jest zwyczajnie nieopłacalna inwestycja?
Będziemy to robić w ograniczonym zakresie. Nie będziemy remontować wszystkich schronów. Musimy patrzeć przez pryzmat doświadczeń z Ukrainy, być może z Izraela i jeżeli będą wskazania inspektora nadzoru budowlanego i wojewody, by część tych obiektów zmodernizować i wykorzystać, to oczywiście to zostanie zrobione.
Czytaj więcej
Mimo szkoleń, przekazywania informacji przez strony rządowe, poradnika bezpieczeństwa, komunikatów w mediach społecznościowych, nadal wiele osób ni...
Miasto organizuje szkolenia dla mieszkańców z tego, jak powinni zachować się w sytuacjach kryzysowych? Czy Poznaniacy są nimi zainteresowani, bo w różnych miastach różnie z tym bywa.
Prowadzimy cykle szkoleń dla mieszkańców, które odbywają się po południu w grupach od 15 do 30 osób. Prowadzimy też szkolenia dla Rad Osiedli oraz kadr DPS i MOPR. Jeśli chodzi o frekwencję, to szału jednak nie ma. Powodem może być to, że mieszkańcy nie odczuwają dużego zagrożenia agresją ze strony Federacji Rosyjskiej.
Wynika to z badań, które prowadzimy, czy z moich rozmów z mieszkańcami. Poznań jest oddalony od wschodniej granicy, mamy tutaj Camp Kościuszko, czyli siedzibę Wysuniętego Dowództwa V korpusu Sił Lądowych USA i to pozytywnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa Poznanianek i Poznaniaków.
Nie dysponuję danymi wywiadowczymi, więc nie wiem, jak duże jest realne ryzyko konfliktu zbrojnego. Natomiast nie chcę niepotrzebnie podsycać poczucia zagrożenia w społeczeństwie. Zdaję się tutaj na politykę informacyjną naszego rządu czy stosownych ministerstw.
I na koniec, czy miasto i pan jako prezydent może zrobić więcej, by nie dochodziło do takich dramatycznych scen, jak przy eksmisjach z osiedla maltańskiego? Wiadomo, że to nie były i nie są budynkami miasta, a działka była kościelna, ale tam jednak żyją mieszkańcy Poznania...
Zrobiliśmy bardzo dużo, zarówno we współpracy z kurią, jak i obecnym właścicielem. Za pieniądze kurii wyremontowano wiele lokali, które przekazano mieszkańcom, poprawiając ich warunki bytowe. Na około 280 parceli zawarto dotąd 200 porozumień. Osoby, które mieszkały lub dzierżawiły te obiekty, otrzymały znaczące pieniądze. Nie podpisały porozumienia za obietnicę życia wiecznego czy odpusty, lecz za konkretne rekompensaty.
Sytuacja bytowa mieszkańców jest bardzo zróżnicowana: są wśród nich osoby mniej zaradne, wymagające wsparcia socjalnego, ale także zarabiające po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie czy posiadające mieszkania lub domy w Poznaniu. Dzięki tym porozumieniom część osób mogła kupić mieszkania na rynku prywatnym, a inne opłacić wkład własny np. do PTBS-u. Jestem przekonany, że za kilka lat będzie to przykład na to, jak rozwiązywać w sposób ugodowy trudne społeczne problemy, które są przecież w każdym mieście.
Postulat, by miasto skomunalizowało ten teren, oznaczałby dla miasta wydatek 500 mln zł na rzecz około 500 mieszkańców. Każdy Poznaniak musiałby statystycznie zapłacić tysiąc złotych za utrzymanie obecnego status quo – samowoli budowlanych, palenia w piecach śmieciami, dziurawych szamb zanieczyszczających glebę i Jezioro Maltańskie oraz szeregu innych problemów, które dla sąsiadujących z tym osiedlem mieszkańców są źródłem dużych uciążliwości.
Kwestią, z którą się mierzymy, jest też trudna struktura społeczna na tym osiedlu, bo duża koncentracja osób gorzej sytuowanych czy mniej zaradnych zawsze jest problematyczna. Jeszcze niedawno z pomocy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie korzystało 60 osób z Osiedla Maltańskiego, dziś – 30. Ten problem społeczny został więc ograniczony.
Ubolewam, że część mediów, kierując się klikalnością, nie przeanalizowała sytuacji, a politycy Razem wykorzystali mieszkańców do budowania swojej rozpoznawalności i podbijania poparcia dla swojego ugrupowania. Obrazy przedstawiające brutalną akcję policji były nieadekwatne. Znaczna część protestujących – około połowy – to w ogóle nie byli mieszkańcy tego osiedla.
Tak naprawdę, przyjechali tam ludzie z całej Polski, których ta sprawa w ogóle nie dotyczy i którzy de facto nie są świadomi jej zawiłości, bo przekaz medialny nie koncentruje się na działaniach miasta, kurii i obecnego właściciela służących poprawie warunków mieszkaniowych i bytowych mieszkańców osiedla. A one są cały czas prowadzone i powinny być kontynuowane. Wydano już znaczące pieniądze na poprawę sytuacji mieszkańców. Dziś bez porozumienia pozostaje 80 parceli. Zakładam, że za kilka miesięcy będzie ich 40.
Żałuję, że ten temat jest wykorzystywany politycznie. Jako ateista nie spodziewałem się, że będę musiał bronić Kościoła, który zachował się wobec mieszkańców bardzo przyzwoicie.