Panie prezydencie, właściwy remont kratownicowego mostu im. gen. Edwarda Śmigłego-Rydza już się rozpoczął?

Remont tego mostu trwa właściwie od początku roku. To jest konstrukcja, która została oddana do użytku w 1937 r., więc w przyszłym roku przypada dziewięćdziesięciolecie jej istnienia, choć po drodze ten most był dwa razy wysadzany. Prace na tym moście nie należą więc do najprostszych.

Zwłaszcza że ekspertyzy wskazują, że trzeba wymienić płytę nośną przeprawy, a nie tylko jej powierzchnię asfaltową.

Nie do końca jest to płyta nośna. To w zasadzie płyta żelbetowa. Funkcję nośną pełnią tam blachy nieckowe. To taka konstrukcja. Takich mostów od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku już się nie buduje. To konstrukcja kratownicowa, na której ułożone są blachy nieckowe i to one pełnią funkcję nośną. Na tych blachach jest zamontowana płyta żelbetowa.

Z badań, które zlecił wykonawca remontu – bo to było ujęte w zakresie zamówienia, ale też później po analizie profesora Politechniki Poznańskiej, doszliśmy do wniosku, że nie ma tak naprawdę na czym odbudowywać tej nawierzchni.

Wszystkie dotychczasowe kłopoty związane z mostem, a przynajmniej większość z nich, swoje źródło miała właśnie w tej podbudowie. Odnosząc to do budowy drogi – płyta żelbetowa pełni funkcję podbudowy pod drogę, dlatego podjęliśmy decyzję o jej wymianie.

Czy w związku z tym, że tych prac trzeba wykonać znacznie więcej niż początkowo zakładano, wzrosną koszty modernizacji tego mostu?

Zakładam, że tak. Jednak zakres prac zostanie zwiększony. W podstawowym zakresie zakładaliśmy reprofilację tej płyty żelbetowej. Jednak jest w takim stanie, że nie ma czego reprofilować, więc ten zakres prac będzie większy. A o ile z tego powodu zmieni się wartość przeprowadzanych prac jeszcze nie potrafię powiedzieć. Czekamy na propozycję od wykonawcy, a tak naprawdę na nowy kosztorys prac dodatkowych i kosztorys różnicowy, bo np. reprofilacja nie będzie już konieczna. 

Czytaj więcej

Prezydent Tarnowa: Najważniejsze, żeby obsługa zadłużenia nie była zbyt droga

Do zajezdni MPK we Włocławku trafiło właśnie 14 nowoczesnych autobusów elektrycznych. To największa dostawa w 75-letniej historii miejskiego przewoźnika. Dlaczego miasto stawia właśnie na takie pojazdy?

Są ekologiczne i ekonomiczne. Pierwszy autobus elektryczny kupiliśmy już sześć lat temu. Są dwa sposoby podejścia do autobusów elektrycznych. Albo kupuje się autobusy elektryczne z małą baterią i z pantografem, dzięki czemu doładowują się one w trakcie poruszania się po mieście, albo kupuje się autobusy z dużą baterią. My od samego początku zdecydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie. Zrobiliśmy to po serii moich rozmów w Jaworznie, ale nie tylko. Byłem też w innych miastach i podpytywałem, jak im się te pantografy sprawdzają.

Dzięki temu dzisiaj w każdym zamówieniu mamy zapisane, że nasze autobusy elektryczne po ośmiu latach eksploatacji muszą przejechać przynajmniej 300 km na jednym ładowaniu. Już widzimy, że te pięcioletnie autobusy, czyli najstarsze w naszej flocie, nie mają z tym najmniejszego problemu. Widać, że ta bateria nie traci swojej żywotności.

Autobusy elektryczne są cichsze. Nie zostawiają spalin, a jak pozyskuje się prąd z odnawialnych źródeł energii, a nie z węgla, to można powiedzieć, że są ekologiczne. We Włocławku prąd, który kupujemy w 70 proc. pochodzi z odnawialnych źródeł energii.

Są też ekonomiczne, bo tzw. wozokilometr przejechany przez autobus elektryczny kosztuje sporo mniej niż w pojeździe spalinowym. A mówię tylko o kosztach paliwa, energii. Jest on o połowę tańszy od tego, co jeden kilometr autobusu napędzanego olejem napędowym. A koszt zakupu tych autobusów przy, oczywiście, dofinansowaniu zewnętrznym jest zdecydowanie niższy od autobusów spalinowych. Na koniec tego roku, myślę, że już 56 proc. całego naszego taboru będzie elektryczna.

Miasto pozyskało ponad 45 milionów zł na budowę tunelu w ciągu ulicy Kaliskiej. Co ta inwestycja zmieni? I dlaczego nie będzie jej prowadzić PKP PLK?

Pozyskaliśmy te pieniądze z programu PKP. To jest taki program na budowę wielopoziomowych skrzyżowań bezkolizyjnych linii kolejowych z drogami publicznymi. W ubiegłym roku udało nam się pozyskać ponad 11 mln zł na budowę tunelu w ciągu ulicy Wienieckiej. Jego budowa zacznie się na przełomie tego i przyszłego roku. A w tym roku udało nam się pozyskać z tego samego źródła ponad 45 milionów zł na tunel w ciągu ulicy Kaliskiej, który tak naprawdę znajduje się w obszarze stacji kolejowej Włocławek Główny – w miejscu zamkniętego w latach siedemdziesiątych przejazdu kolejowego.

Mieszkańcy Włocławka mocno narzekali na to, że ten przejazd jest zamknięty, dlatego że specyfika naszego miasta jest taka, że jest ono przedzielone na pół linią kolejową. Żeby z jednej strony dostać się na drugą, trzeba skorzystać z istniejących tuneli, z wiaduktu lub z przejazdów standardowych z rogatkami, co wiąże się często z długim oczekiwaniem. Dlatego podjęliśmy decyzję o tym, żeby te tunele budować.

Panie prezydencie, pamięta pan, jaka jest powierzchnia miasta?

Tu mnie pani zaskoczyła. To ok. 8,5 tysiąca hektarów.

Pytam o to, by sprawdzić, czy rzeczywiście aż jedna trzecia miasta to tereny zielone. Same lasy zajmują ok 2,2 tys. hektarów. A reszta?

Mamy dużo lasów, dużo parków. Zresztą parki stają się powoli naszym „towarem eksportowym”.

Czytaj więcej

Prezydent Lublina: Mamy świadomość, że zadłużenie nie może rosnąć bez końca

Właśnie chciałam zapytać o inwestycję w zieleń, ale też w projekty związane z odpornością na wypadek kryzysów, w tym pogodowych. Jak to we Włocławku wygląda?

Korzystając z programu szwajcarskiego szykujemy standardy pielęgnacji zieleni w mieście. To niby niewiele, ale moim zdaniem – bardzo dużo. Od kilku lat sadzimy bardzo dużo drzew i wyklarowały nam się pewne standardy. Wiemy, jak zwiększyć szanse na to, żeby te drzewa zakorzeniły się i zostały z nami na dziesięciolecia. Myślę, że to fajna sprawa. Oczywiście korzystamy z pieniędzy z programu FEnIKS na zagospodarowanie wód opadowych. Nie wylewamy ich do rzeki, tylko do jeziora, więc te wody opadowe będą mogły sobie odparować w miejscu, gdzie opadają. I to jest bardzo ważne.

Parki to jest inwestycja nie tylko w środowisko, ale też w mieszkańców. Człowiek potrzebuje mieć dostęp do terenów zielonych. Dobrze się tam regeneruje. Poza tym obserwujemy też, że zwiększa się zainteresowanie inwestycjami wokół parków. Stąd też po ogromnym sukcesie, jakim było uruchomienie parku na Słodowie, zaprojektowaliśmy kolejne. Z programu szwajcarskiego finansujemy park Grzywno. To nasza historyczna dzielnica. Przed wojną była zamieszkała przez osoby mające różne problemy,  głównie materialne. Została bardzo brutalnie potraktowana przez okupanta. Była trzykrotnie palona z ludźmi, którzy tam mieszkali.

To jest miejsce naszej smutnej historii, ale zazielenione i z dwoma jeziorami. Cały obszar ma ponad 15 hektarów. Wspólnie z mieszkańcami go zaprojektowaliśmy. W ramach konsultacji społecznych pytaliśmy o to, co w tym miejscu ma się znaleźć. A teraz pozyskaliśmy pieniądze ze środków szwajcarskich i jesteśmy na etapie wyboru wykonawcy. Także z funduszy szwajcarskich na osiedlu Południe realizujemy  projekt, który został zgłoszony do budżetu obywatelskiego jako Park Południa. To pokazuje, że sami mieszkańcy chcą też tego typu rozwiązań. Podobnie z parkiem na ulicy Barskiej, czy z parkiem na osiedlu Rybnica, a do tego jeszcze zazieleniamy nasze bulwary, które i tak są najpiękniejsze w naszym kraju.

A jeśli chodzi o schrony i miejsca doraźnego ukrycia – dużo ich już jest?

Zdecydowanie jest ich za mało. To efekt zaniedbań przez ponad 30 lat. Ale to dotyczy całego kraju. Mamy ponad 30 takich zidentyfikowanych budowli, które mogą spełniać funkcję miejsc ukrycia, a korzystając ze środków, którymi dysponuje wojewoda, staramy się je przebudowywać i przystosowywać do współczesnych wymagań.

Oprócz tego jesteśmy na etapie uzyskiwania pozwolenia na budowę dużego miejsca ukrycia w centralnym miejscu miasta pod Placem Wolności. Na ok. 300 osób. W czasie pokoju to będzie parking – w czasie kryzysu – miejsce ukrycia. To jest duże zadanie, za kilkadziesiąt milionów złotych. Pewnie w przyszłym roku będziemy ogłaszać przetarg pod warunkiem, że uda nam się uzyskać dofinansowanie.

Największe miasta dochody z podatku PIT i CIT za rok 2026 mają z reguły większe niż rok wcześniej. A we Włocławku jest inaczej. Dlaczego?

Trzeba zapytać o to Ministerstwo Finansów. Ja na ten temat z resortem rozmawiałem i spadek naszych dochodów wynika prawdopodobnie z nienajlepiej naliczonego podatku rok wcześniej. Więc to nie jest strata nasza i wskaźnik tego, że coś złego dzieje się w lokalnej gospodarce, tylko po prostu błąd księgowy.

A może coś dobrego się dzieje lokalnie i mieszkańcy zwyczajnie nie zarabiają tak źle?

No i bardzo dobrze, i niech tak będzie. Dbamy o to, żeby powstawały nowe inwestycje gospodarcze, żeby powstawały nowe miejsca pracy, bo we Włocławku mamy sporo do zrobienia w tym obszarze. W mieście jest ponad 8-proc. bezrobocie, wyższe niż średnia dla kraju. W Polsce wynosi ono 5,8 proc. Mam nadzieję, że w niedługim czasie tych miejsc pracy przybędzie, m.in. dzięki elektrowni jądrowej, która będzie budowana we Włocławku przez spółkę Orlen Synthos Green Energy (OSGE).

To jest szansa, że i dochody miasta będą rosły. Chociażby z podatków.

Zdecydowanie tak. Choćby z PIT-u, dlatego że w tej elektrowni ma pracować nawet tysiąc osób. Docelowo oczywiście też z CIT-u, dlatego że to będzie spółka zarejestrowana we Włocławku. A do tego dojdzie jeszcze podatek od nieruchomości, podatki od budowli i całe otoczenie, na które być może nie zwracamy tak wprost uwagi, ale to też jest ważne. Przy samej budowie ma pracować ponad 2,5 tysiąca osób, a one będą musiały gdzieś spać, gdzieś jeść itd. A to ma wpływ na lokalną gospodarkę.

Czytaj więcej

Prezydent Bydgoszczy: Miasto czerpie korzyści z rozwoju każdego biznesu, nie tylko wojskowego

Jak miasto radzi sobie z niższymi w tym roku o ok. 50 mln zł dochodami? W budżecie są cięcia w wydatkach bieżących, czy jednak dalsze zadłużanie?

Staramy się, zresztą jak co roku, bardzo mocno dbać o te wydatki. I mimo że w projekcie budżetu założony jest jakiś pułap wydatków, to staramy się go nigdy nie przekraczać, a nawet go ograniczać. Stąd też poprzedni rok, mimo że zakładaliśmy, że będziemy mieli gorszy, zakończyliśmy nadwyżką operacyjną. I to niemałą, bo ponad 70 mln zł. Jak na budżet miliard z haczykiem – to całkiem sporo. W tym roku jest bardzo podobnie.

Staramy się szukać oszczędności na każdym kroku. Począwszy od tego, że kadencję zaczynałem, mając do dyspozycji całego urzędu pięć samochodów służbowych, dzisiaj są dwa, o 6 proc. ograniczyliśmy zatrudnienie. To nie jest tak, że my tylko w Urzędzie Miasta tego pilnujemy, ale we wszystkich jednostkach miejskich. Wiemy, że nie możemy żyć ponad stan.

Jak pana zdaniem elektrownia atomowa i małe reaktory jądrowe SMR mogą zmienić Włocławek?

Porównuję to do momentu historycznego, jakim ponad 60 lat temu była decyzja o budowie zakładów chemicznych we Włocławku. To zupełnie przedefiniuje gospodarkę miasta. Począwszy od tego, że na więcej nas będzie stać, bo jednak te wpływy podatkowe to będzie spory zastrzyk do kasy miasta.

W moim przekonaniu – choć mogę się mylić – w przyszłości głównymi czynnikami lokalizacji dużych inwestycji będzie dostęp do w miarę taniej energii elektrycznej oraz do zasobów wody. Jedno i drugie we Włocławku jest. Więc jeśli powstanie ta elektrownia, to może ona otworzyć nową, złotą erę naszego miasta.