PRL – niewygodne dziedzictwo

Muzeum PRL-u utworzono 2008 r.
Piotr Guzik

Połączenie nowohuckiego Muzeum PRL-u (w budowie) z Muzeum Krakowa (d. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa) oznacza, że okres Polski Ludowej musi poczekać na swój kawałek muzealnej podłogi.

Na początku dekady z planów budowy Muzeum Komunizmu zrezygnowała Warszawa.Plan warszawskiego muzeum pojawił się w końcu XX wieku. Na początku nowego stulecia stołeczny ratusz poparł pomysłodawców, m.in. Andrzeja Wajdę, Krystynę Zachwatowicz-Wajdę, Jacka Fedorowicza i Czesława Bieleckiego. Powstała Fundacja SocLand, która przygotowała projekt inwestycji za 40 mln zł. Z początku pod placem Defilad, potem skromniej – w Pałacu Kultury i Nauki. Jednak w 2011 roku władze miasta doszły do wniosku, że nie ma pieniędzy na kolejną instytucję kultury.

Szło, szło i… nie doszło

W Krakowie nadzieja na stworzenie muzeum ludowej ojczyzny zaświtała, gdy w 2006 r. gmina odkupiła z prywatnych rąk budynek po dawnym kinie Światowid w Nowej Hucie. Z początku wydawało się, że wszystko idzie jak w dobrym planie pięcioletnim – w 2008 roku rozpoczęło tu działalność Muzeum PRL-u finansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako oddział Muzeum Historii Polski. Jednak do 2013 roku nie udało się wypracować koncepcji wystawy stałej i oddział zakończył działalność w tej formie.

Przekształcił się w samodzielne miejskie Muzeum PRL-u współprowadzone przez MKiDN. W 2017 roku ministerstwo wycofało się z finansowania prac nad wystawą stałą, w efekcie zapadła decyzja o przejściu placówki pod kuratelę gminy. Od 1 marca, po połączeniu, działa tu oddział Muzeum Krakowa pod nazwą Muzeum Nowej Huty. Organizatorzy zapewniają, że nowohuckie muzeum nie zgubi dawnego ducha miejsca i zagoszczą tu ekspozycje opowiadające o historii PRL i zimnej wojny.

Lata 1945–1989 są reprezentowane także w innych placówkach, np. w Muzeum Powstania Poznańskiego – Czerwiec 1956 i w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku, jednak brakuje szerszej opowieści o komunizmie po polsku.

Użyteczne narracje

Wydaje się, że czas na taką placówkę już nadszedł – od zmiany systemu minęło 30 lat, w dodatku, jak zauważają badacze muzealnictwa, współczesna izolacja jednostek, oddalenie od wspólnoty, migracje, poczucie zagrożenia (politycznego i ekonomicznego) oraz gwałtowny postęp technologiczny powodują zachwianie tożsamości i rosnącą potrzebę odwoływania się do dziedzictwa.

Na przełomie stuleci świat ogarnął kolejny boom muzealny – poprzednie okresy intensywnego rozwoju muzealnictwa to m.in. wiek XIX oraz lata 70. wieku XX. W Polsce ma to także związek z wejściem do Unii Europejskiej i nowymi źródłami finansowania. W opracowaniu „Muzealizacja komunizmu w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej” Anna Ziębińska-Witek z Zakładu Badań nad Dziedzictwem Kulturowym UMCS w Lublinie zauważa, że przeszłość podlega przyspieszonej muzealizacji rozumianej jako wyłączenie określonych elementów z naturalnego lub kulturowego otoczenia i nadanie im statusu muzealnego.

Ludzki ciąg do wspomnień i intensywna modernizacja muzeów nie uszły uwagi decydentów, którzy coraz chętniej wykorzystują ekspozycje do kreowania polityki historycznej. Realizacji planu sprzyjają popularne ostatnio wystawy narracyjne, odchodzące od prezentowania eksponatów na rzecz instalacji multiwmedialnych, kopii, scenografii, form parateatralnych. Nie idzie przy tym o przekazanie prawdy historycznej, lecz o dostarczenie spójnej i jedynie słusznej wizji historii zgodnej z aktualnie pojmowaną racją stanu.

Anna Ziębińska-Witek nazywa podobne muzea tożsamościowymi, z odmianami heroiczną i martyrologiczną. Właśnie w takich placówkach można dziś zbierać ułamki wiedzy o PRL.

Bohaterstwo bohaterów

Narrację heroiczną można dostrzec przy okazji trwającej w Muzeum Nowej Huty wystawy „Huta stanęła. Strajk w Hucie im. Lenina 26 kwietnia – 5 maja 1988″. Jak piszą kuratorzy, ekspozycja nakreśla historię Solidarności, przybliża przyczyny, charakter i skutki działalności antykomunistycznej w PRL. „Przypomina o paradoksie Nowej Huty, która – budowana z zamiarem stworzenia idealnego socjalistycznego miasta – wraz z upływem lat stała się jednym z ważniejszych ośrodków sprzeciwu społeczeństwa wobec władzy. Wystawa przez pryzmat protestu nowohuckich robotników ukazuje opozycyjne cele i ideały lat 80., a także ponadczasowe wartości, takie jak solidarność, odwaga, lojalność” – podkreślają kuratorzy.

Nurt heroiczno-martyrologiczny reprezentuje Muzeum Powstania Poznańskiego – Czerwiec 1956 w poznańskim Zamku Cesarskim, stanowiące oddział Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości. „Krocząc śladami demonstrantów, widz zostaje otoczony licznymi relacjami świadków historii, prezentowanymi w różnych formach multimedialnych. Zaznaczono miejsca związane z przebiegiem demonstracji – makieta tramwaju symbolizuje dołączenie do strajku pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji, a makieta czołgu T-34 przypomina o interwencji Ludowego Wojska Polskiego (…) Nieco dalej ustawiono pamiątki związane z najmłodszą ofiarą Poznańskiego Czerwca – Romkiem Strzałkowskim” – pisze Barbara Fabiańska, kuratorka.

Ostatnie zdanie z tego opisu można uznać za przykład przywoływanego przez autorkę „Muzealizacji komunizmu…” wyodrębnienia z przeszłości zdarzeń i postaci, które mogą posłużyć jako elementy mitu założycielskiego odnowionej wspólnoty.

Wystawa stała w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku opowiada o historii Solidarności i ruchów opozycyjnych, które doprowadziły do przemian demokratycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Czyli też o bardzo ważnym, ale wciąż wycinku peerelowskiego obrazka.

Bez kontrowersji

Nie kwestionując konieczności upamiętnienia wydarzeń z lat 1956, 1970 czy 1980 wypada zgodzić się z Anną Ziębińską-Witek, że „problemem muzeów tożsamościowych jest brak przestrzeni sporu czy nawet dialogu, unikanie kontrowersji, wielogłosowości oraz (wbrew temu, co twierdzą kuratorzy) odbieranie widzom możliwości samodzielnej interpretacji reprezentowanych wydarzeń”. Autorka dodaje, że powstająca w ten sposób narodowa tożsamość ma strukturę mitologiczną i maskuje lub całkowicie usuwa w cień inne opowieści.

Tymczasem opór nie był jedyną postawą wobec systemu, o czym pisała m.in. Krystyna Kersten, badaczka najnowszej historii Polski. Szybko narodziło się przystosowanie, a władza – chociaż powszechnie postrzegana jako obca – realizowała pewne wartości narodowe i reformy społeczne, które pokrywały się z oczekiwaniami dużych odłamów polskiego społeczeństwa, m.in. odbudowa, zasiedlenie i zagospodarowywanie ziem przyłączonych, reformy społeczne, otwarcie dróg awansu. Znaczna część społeczeństwa zaakceptowała rosnącą dominację komunistów albo z przymusu, albo kierując się szczerą wiarą w to, że nowy system stanowi (przy wszystkich niedostatkach uznawanych często za przejściowe) urzeczywistnienie marzeń o Polsce sprawiedliwości i równości.

Pomiędzy rokiem 1970 a 1980 liczebność szeregów PZPR wzrosła z 2,3 mln do ponad 3 mln osób. To oznacza, że do partii należało kilkanaście procent dorosłych Polaków. Odpływ nastąpił po 1980 roku, w tym czasie Solidarność liczyła już 9–10 mln członków. Brakuje zatem prezentacji wskazujących na stopień przystosowania społeczeństwa do dyktatury, korupcję, jawną kooperację wynikającą z postaw konformistycznych czy z nadziei na likwidację społecznych nierówności.

„Ekspozycje tożsamościowe, wprowadzając ostre podziały na bohaterów i wrogów lub zakładając, że opozycja działała »w imieniu« społeczeństwa, pomijają powyższe zagadnienia, a przecież pozostają one niebagatelne dla zrozumienia mechanizmów działania systemu” – zauważa Anna Ziębińska-Witek.

Kreacje pamięci

Lukę na rynku próbują uzupełniać muzea prywatne, które odwołują się zazwyczaj do narracji nostalgicznej. To kolejne ze spojrzeń na nadwiślański socjalizm, choć także niekompletne.

David Lowenthal, amerykański historyk i geograf znany z prac na temat dziedzictwa, podkreśla, że nostalgia jest skoncentrowana nie tyle na przeszłości, ile na tęsknocie za nią. Nie zmierza w kierunku odkrycia faktów historycznych, ale skupia się na kolekcjonowaniu reliktów i celebrowaniu wyimaginowanych wartości. Jedna z jego książek na ten temat nosi tytuł „The Past is a Foreign Country” – przeszłość to inny kraj.

Podróżą do tej krainy – istniejącej w znacznej mierze tylko w umysłach odwiedzających – może być wizyta w Muzeum Życia w PRL-u prowadzonym przez Martę i Rafała Patlów, warszawskich przewodników. „To miejsce, gdzie młode pokolenie oswoi się z przeszłością rodziców, a starsze przypomni sobie jasne i ciemne strony PRL” – zachęcają gospodarze.

Na 260 metrach w sercu warszawskiego MDM-u zgromadzono setki eksponatów. Przenoszą do kraju, gdzie wieczny niedobór pakowano w pudełka projektowane przez wybitnych plastyków, a szczytem marzeń były markowe produkty na licencjach ze zgniłego Zachodu.

– Być może narracja nostalgiczna przeważa, ale opowiadamy też o historii opozycji, o Solidarności, o stanie wojennym, wkrótce pojawi się wspomnienie o czasach stalinowskiego terroru. Przygotowujemy dane statystyczne w oparciu o dane i ikonografię peerelowskich opracowań – wylicza Rafał Patla. – Staraliśmy się „wypośrodkować” spojrzenie na PRL. Dlatego ekspozycja została stworzona przez kurator Martę Kołacz z gdańskiej ASP, która miała za zadanie przedstawić na ograniczonej przestrzeni różne oblicza Polski Ludowej.

Inicjator Muzeum Życia w PRL-u zauważa, że chociaż dla wielu gości wizyta staje się powrotem do przeszłości, to część styka się z tematyką po raz pierwszy. – W szkole uczymy się raczej o Piastach niż o XX wieku, o czasach powojennych właściwie się nie mówi. Nie ma miejsc, gdzie ta wiedza jest „poukładana”, stąd część gości dowiaduje się u nas o wielu sprawach – uważa.

To niejedyne prywatne muzeum związane z latami PRL. Do nurtu nostalgicznego – połączonego z ratowaniem cennych artefaktów – odwołuje się działające od blisko 15 lat Muzeum Neonów. Twórcy placówki na warszawskiej Pradze – Ilona Karwińska i David Hill – ocalili od złomowania setkę reklam świetlnych z lat 60. i 70., kiedy to polskie miasta były przedmiotem intensywnej neonizacji – takiego terminu wtedy używano. Zgromadzone neony, chociaż wyrwane z naturalnego kontekstu, przypominają o niezwykłym zjawisku z czasów „środkowego” PRL – branży reklamowej w kraju, w którym nie było czego reklamować. Forma tych świecących arcydzieł budzi dobre wspomnienia. Rozczula też rzeszowskie Muzeum Dobranocek. Dziś jest instytucją miejską, jednak powstało dzięki prywatnej kolekcji, o czym świadczy pełna nazwa – Muzeum Dobranocek ze zbiorów Wojciecha Jamy w Rzeszowie. Oryginalne lalki, jedyny istniejący rękopis i maszynopisy scenariuszy pierwszej polskiej dobranocki „Jacek i Agatka”, do tego Bolek, Lolek, Uszatek, Reksio, Filemon i cała reszta. Kto wtedy dorastał, pamięta.

Brak dystansu

Badacze muzealnictwa zastrzegają, że nostalgia za starymi, dobrymi czasami może współistnieć z nurtem heroicznym, bo widz nie tęskni do życia w komunizmie, ale do rzeczy i stanów, które wówczas były upragnione.

„Nostalgii nie odczuwa się na widok czerwonej flagi i zdjęć Lenina, lecz na widok wódki, którą się wtedy piło, i papierosów, które się paliło. Nie budzi nostalgii zdjęcie z pochodu, ale wspomnienie o tym, jak się prosiło rodziców, by napisali usprawiedliwienie do szkoły, żeby nie trzeba było iść na pochód” – pisze Estończyk Peeter Sauter w eseju „Czy Lenin żyje?”.

Popularność nurtu nostalgicznego sprowadza się do tęsknoty za własną młodością i dumy z osiągnięć własnych krajów wbrew systemowi, co z kolei można wpisać w nurt heroiczny. To nie tylko polska specyfika. Pragnienie definitywnego oddzielenia się od komunistycznego dziedzictwa poprzez zamknięcie go w muzeach widać i w innych krajach byłego bloku wschodniego. Jednak – wbrew wcześniej przytoczonej tezie o coraz szybszym tempie muzealizacji – na muzeum, w którym spojrzymy na lata 1945–1989 z wielu perspektyw, trzeba zaczekać. Dystans czasowy pomiędzy tworzywem a twórcą i widzem wciąż jest zbyt mały. – Politycy zbyt mocno tkwią mentalnie w tamtych czasach, w dodatku stoją po różnych stronach barykady, więc boją się tego dotykać. Nami też się nikt nie interesował, dostawaliśmy sygnały, żeby się nawet nie starać o dofinansowanie z miasta: „Nikt wam nie da na PRL”. Współpraca z IPN też nie wypaliła – mówi Rafał Patla.

Zdaniem Anny Ziębińskiej-Witek Muzeum Komunizmu w Polsce nie powstanie w ciągu 20–30 lat. – W najbliższym czasie zostanie otwarte Muzeum Historii Polski w Warszawie z odrębną galerią poświęconą komunizmowi, które – podobnie jak Muzeum Nowej Huty – będzie opowiadać o komunizmie również z perspektywy życia społecznego i codziennego, co cenne i rzadkie. Możliwe, że obie placówki zaspokoją społeczne zapotrzebowanie na podobne ekspozycje – uważa badaczka, dodając, że nadchodzące wystawy poświęcone historii najnowszej będą zapewne należały do nurtu tożsamościowego. – Dobrym rozwiązaniem byłoby poświęcanie tematom trudnym ekspozycji czasowych, które pokazywałyby wieloaspektowość i złożoność samego systemu, jak i postaw społecznych w obliczu totalitaryzmu – twierdzi Ziębińska-Witek.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Zacznijmy od małych

Wierzę, że uda się nam ponownie stworzyć warunki do ewolucyjnego powstania kilku dużych, prywatnych ...

Inkasent nie może obliczyć należności

Ewentualne trudności z egzekwowaniem obowiązku poboru opłat lokalnych mogłyby być rozwiązane przez właściwą organizację ...

Zrealizuj swoje marzenia. Pomoże stypendium pomostowe

Ponad 600 zdolnych i ambitnych maturzystów, którzy pochodzą z małych miejscowości i niezamożnych rodzin ...

Szczecińska filharmonia to jeden z najbardziej oryginalnych architektonicznie obiektów w Europie

Spróbujcie specjałów zrobionych w Szczecinie

Słynny w całym kraju „Paprykarz Szczeciński”. Pasztecik, który doczekał się w szczecińskim kalendarzu swojego ...

 Księży Młyn w ciągłym ruchu

Odnowione mieszkania, lofty, biura, handel, edukacja, kultura – łódzki Księży Młyn, jak wiele innych ...

Wschód na wielokulturowym szlaku

Wizyta na wschodzie to dobra okazja, żeby pomyśleć o bogatym dziedzictwie regionu, a zatem ...