Ruszył ważny etap odmrażania. Praca transgraniczna znowu możliwa

Kolejnym etapem odmrażania gospodarki jest otwieranie granic dla pracowników transgranicznych.
Fot. Pixabay

Od 4 maja, po ponadmiesięcznej przerwie, Polacy znów mogą dojeżdżać do pracy w Niemczech i w Czechach.

Jedna trzecia mieszkańców żyje u nas dzięki zarobkom w Czechach – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Mieczysław Szczurek, starosta cieszyński. Dokładnych danych statystycznych nie ma (również statystyki Eurostatu dotyczące pracy transgranicznej są szacunkowe), ale starosta ocenia, że po czeskiej stronie pracuje kilkanaście tysięcy mieszkańców powiatu cieszyńskiego. Ich zarobki stanowią często główny dochód w rodzinie.

Dlatego też powiat cieszyński mocno odczuł skutki wprowadzonej pod koniec marca obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny dla pracowników transgranicznych. Ta decyzja MSWiA uderzyła w ponad 150 tys. Polaków dojeżdżających do pracy w Niemczech i w Czechach, a także w setki polskich uczniów uczących się za Odrą. Musieli wybierać między rodziną i pracą. Ten drugi wybór wiązał się z czasową przeprowadzką za granicę, do czego próbowały Polaków przekonać władze niemieckich landów Saksonii i Brandenburgii, oferując polskim pracownikom transgranicznym dopłaty do kosztów utrzymania. Jak ocenia Iwona Szmitkowska, prezes agencji zatrudnienia Work Service, około 60 proc. jej pracowników w Niemczech zdecydowało się zostać za granicą.

Skuteczne protesty

Ograniczenia obowiązywały przez nieco ponad miesiąc – pod koniec kwietnia rząd ustąpił pod rosnącym naciskiem apeli samorządów, biznesu (w tym Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia) i samych mieszkańców regionów przygranicznych, którzy poprzez nagłaśniane w mediach protesty domagali się możliwości powrotu do pracy. Tym bardziej że zarówno Niemcy, jak i Czesi zaczęli odmrażać gospodarkę – było więc poważne ryzyko, że miejsce Polaków zajmą pracownicy z innych państw. Władze samorządowe przypominały zaś, że praca transgraniczna może pomóc ograniczyć związany z pandemią wzrost bezrobocia.

CZYTAJ TAKŻE: Firmy z Polski i Niemiec o logistyce i transporcie

To przyniosło skutek. Tuż przed majówką premier Mateusz Morawiecki zapowiedział rychłe zniesienie ograniczeń. Od poniedziałku 4 maja obowiązkowej kwarantanny nie muszą przechodzić już osoby przekraczające granicę w celach zawodowych, służbowych, zarobkowych i związanych z nauką.

W efekcie większość pracowników transgranicznych znów może dojeżdżać do pracy (z zaświadczeniem od pracodawcy potwierdzającym ich zatrudnienie), a uczniowie mogą wrócić do szkół za granicą. Jak ocenia Szmitkowska, większość z ok. 40 proc. pracowników Work Service w Niemczech, którzy po wprowadzeniu ograniczeń zostali w Polsce, teraz wróciła do pracy w Niemczech.

Decyzję o zniesieniu kwarantanny chwalą samorządowcy. Artur Bieliński, starosta zgorzelecki, twierdzi, że przejazdy pracowników powoli wracają do normy. Powoli, bo w Niemczech nie działają jeszcze wszystkie zakłady, a wiele firm pracuje w ograniczonym zakresie. Michał Wasilewski, starosta gorzowski, podkreśla, że obok pracowników zniesienie kwarantanny miało bardzo duże znaczenie dla rodziców dzieci uczących się w niemieckich szkołach, gdzie rozpoczęły się egzaminy.

Jak jednak zwraca uwagę Artur Bieliński, nowy problem pojawi się, gdy Niemcy otworzą szkoły także dla najmłodszych uczniów, których dowozili rodzice. Nie wszyscy z nich pracują w Niemczech, więc jeśli nie zostaną zniesione ograniczenia w ruchu na granicach z Unią (na razie obowiązują do 13 maja), będą musieli szukać nowych sposobów dotarcia na lekcje.

Czeski test

Większy problem – związany również z dodatkowymi kosztami – mają Polacy pracujący w Czechach. Czesi wymagają od pracowników transgranicznych aktualnych wyników testu na koronawirusa, który nie jest refundowany z NFZ, a który trzeba powtarzać co 30 dni. Mieczysław Szczurek ocenia, że zniesienie obowiązku kwarantanny było pierwszym krokiem, po którym ruch graniczny wraca – choć na razie bardzo powoli – do normy. Tym bardziej że obok wysokiej ceny testu (ok. 560–580 zł) problemem jest ograniczony dostęp do laboratoriów diagnostycznych.

CZYTAJ TAKŻE: Uzdrowiciel z Pomorza oferował lek na koronawirusa. Wylądował w areszcie

– Mieszkańcy Cieszyna, chcąc zrobić test, muszą na razie dojeżdżać do laboratorium w Brzesku. Dlatego władze powiatu starają się zorganizować możliwość zrobienia testów w Cieszynie, gdzie już po ogłoszeniu decyzji o zniesieniu kwarantanny, w niedzielę 3 maja odbył się kolejny protest pracowników transgranicznych. Podkreślając, że częściowe otwarcie granic nie rozwiązuje problemu, jego uczestnicy domagali się od rządu refundacji kosztów testów, zwiększenia liczby przejść granicznych i równych praw dla pracowników medycznych, którzy nadal są objęci kwarantanną.

Problem testów rozwiązano w powiecie kłodzkim. Aneta Potoczna, burmistrz Kudowy-Zdroju (która bardzo mocno walczyła o zniesienie kwarantanny), teraz wspólnie z burmistrzem czeskiego Nachoda doprowadziła do porozumienia z pracodawcami w Czechach i wojewodą kralovo-hradeckim. Dzięki niemu pracujący w Czechach mieszkańcy ziemi kłodzkiej mogą robić testy na obecność wirusa także po czeskiej stronie (gdzie ceny są niższe), a ich koszt – w całości lub w części – pokryją czescy pracodawcy.

Bariera dla lekarza

Pozostał problem personelu medycznego, sporej grupy wśród Polaków pracujących za granicą, zwłaszcza w Niemczech. Jak informuje Deutsche Welle, w regionach przygranicznych pracują setki Polaków: w tym lekarze, pielęgniarki, technicy medyczni. Większość z nich do czasu zamknięcia granicy codziennie dojeżdżała do pracy, a po wprowadzeniu obowiązkowej kwarantanny zdecydowała się zostać za Odrą. Od 4 maja opiekunki osób starszych zostały zwolnione z kwarantanny, która nadal jednak obowiązuje lekarzy, pielęgniarki czy techników. Ci zapowiadają protesty przeciw dyskryminującym ich przepisom. Mało kto wierzy bowiem, że obowiązujące do 13 maja kontrole na unijnych granicach nie zostaną przedłużone.

Zdaniem Michała Wasilewskiego, o ile zrozumiałe jest stopniowe znoszenie ograniczeń, o tyle pilnie potrzebna jest „mapa drogowa” dojścia do odmrożenia gospodarki, w tym ruchu granicznego. Tym bardziej że dotyczy on nie tylko Polaków pracujących za granicą, ale też tych, którzy żyją z handlu na przygranicznych targowiskach.

CZYTAJ TAKŻE: Efekt koronawirusa. O pracy w urzędzie nie ma co marzyć

Artur Bieliński zwraca uwagę, że część mieszkańców powiatu zgorzeleckiego zatrudnionych w Czechach nie może wrócić do pracy z powodu ograniczenia na czas pandemii liczby przejść granicznych. Najbliższe jest teraz w Jakuszycach, więc mieszkańcom Bogatyni pracującym po drugiej stronie granicy dojazd do pracy wydłużył się teraz do 3–4 godzin. Wraz z powrotem podróż zajmuje im 6–8 godzin. Władze powiatu zabiegają więc usilnie o uruchomienie dodatkowego przejścia, np. w Zawidowie. Również Iwona Szmitkowska potwierdza, że część Polaków wstrzymuje się z powrotem do pracy w Czechach ze względu na zbyt długi czas dojazdu. Zwraca też uwagę, że duża część pracowników transgranicznych, szczególnie tych w Niemczech, zarabiała przy pracach sezonowych w przemyśle i logistyce. Jednak kryzys wywołany pandemią mocno ograniczył tam zapotrzebowanie na dodatkowe ręce do pracy poza rolnictwem. W rezultacie nawet przy pełnym odmrożeniu ruchu granicznego trudno będzie wrócić do poprzednich poziomów i dochodów z pracy transgranicznej.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Miasta będą musiały obejść się smakiem. Prestiżowe imprezy przeniesione do sieci

Jesień, jak zwykle miała obfitować w filmowe spotkania, jednak większość dużych imprez odbędzie się ...

Nowa siedziba szpitala psychiatrycznego w Drewnicy to inwestycja mazowieckiego samorządu

Na zdrowie wydają tyle, ile mogą

Profilaktyka, sprzęt do leczenia, nowe szpitale – lokalne władze starają się przeznaczać na ochronę ...

Apele nie pomogą: wszyscy czekają na nowe prawo

Jest niebezpiecznie, panuje chaos – tak o korzystaniu z elektrycznych hulajnóg mówią włodarze miast. ...

Nowy pomysł rządu: grunt za lokale pod wynajem

Samorządy mają dostarczać działki budowlane deweloperom, a w rozliczeniu otrzymywać mieszkania.

Ferie: jeszcze tylko trochę bieli i będzie szaleństwo

Naturalnym miejscem zimowych atrakcji zdają się być Tatry, Beskidy czy Bieszczady, ale duże miasta ...

Żywa gotówka w zamian za plastikowe butelki

Butelki PET nie muszą trafiać do pieca, można też zmniejszyć ich liczbę w rowach ...