Awangarda zielonej rewolucji

Samorządowcy obawiają się nadchodzących podwyżek cen prądu
Shutterstock

Bierzcie OZE w swoje ręce – namawiają samorządowców eksperci. Ale takie inwestycje to dziś spacer po polu minowym.

Wyzwania klimatyczno-środowiskowe sprawią, że samorządom zabraknie środków na żłobki, przedszkola czy mieszkania komunalne – prognozuje wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Energia Miast i prezes Stowarzyszenia Wolne Miasto Warszawa Jan Śpiewak. I ma rację, bowiem samorządy od miesięcy obawiają się nieuniknionego wzrostu cen prądu.

CZYTAJ TAKŻE: Nie tak łatwo z zieloną energią

– Na poziomie centralnym państwo zdaje się abdykować i uciekać od odpowiedzialności, dlatego Energia Miast apeluje do regionów o wzięcie odpowiedzialności za zielony renesans. Od mniej więcej roku trwa zintensyfikowana debata na temat polityki energetycznej Polski do 2040 r. Im więcej ciekawych propozycji składają eksperci w dziedzinie energetyki i klimatu, tym bardziej Ministerstwo Energii je ignoruje. Samorządy wydają się być w tej dyskusji równie ignorowane – ale również z własnej winy nieaktywne – wyrokuje Stowarzyszenie Energia Miast.

Na początek autobus

Analizę sytuacji w samorządach w tym zakresie przygotowała dla tej organizacji Fundacja Instrat. Według niej zarzut bezczynności nie dotyczy jednak wszystkich JST. – Z rozmów z mieszkańcami wiem, że chwalą sobie komfort i wyposażenie dotychczas zakupionych autobusów: dobra wiadomość jest więc taka, że wkrótce będziemy mieć ich jeszcze więcej – mówiła kilka tygodni temu prezydent Ostrowa Wielkopolskiego Beata Klimek. Pod koniec sierpnia tamtejszy ratusz podpisał umowę na dostawę kolejnej partii autobusów elektrycznych. W sumie po miejskich trasach będzie jeździć już dziesięć takich pojazdów. Co więcej, są one zasilane energią produkowaną przez miasto.

Autorzy analizy „Zielony renesans. Samorządowy podręcznik transformacji energetycznej” uznali przypadek Ostrowa Wielkopolskiego za idealny przykład samodzielnego wdrożenia alternatywnych źródeł energii i związanych z nimi technologii.

CZYTAJ TAKŻE: Energia ze słońca, oddech dla portfela

Nad wdrożeniem takiego rozwiązania w mieście zastanawiano się już od 2014 r., a pierwsze autobusy zeroemisyjne zostały oddane do użytku pod koniec 2017 r. „Stanowią one niecałe 7 proc. całego taboru, przejeżdżając ponad 10 proc. rocznego przebiegu całej floty” – podkreślają eksperci z Fundacji Instrat oraz Stowarzyszenia Energia Miast. „Najdłuższa trasa obsługiwana przez elektrobusy wynosi 49 km w jedną stronę. W teorii niska lub bardzo wysoka temperatura i tym samym konieczność użycia klimatyzacji zmniejsza limit możliwych do przejechania kilometrów osiągalnych na pełnym naładowaniu akumulatorów. W praktyce MZK nie skraca zasięgów ani tras w okresie zimowym” – czytamy.

Doświadczenie było na tyle zachęcające, że skłoniło miasto do zakupu kolejnych pojazdów. Pierwszy przetarg skończył się falstartem: zwycięzca, firma Ursus, nie była w stanie dostarczyć zamówionych (za ponad 15 mln zł) pojazdów. To jednak nie zniechęciło ratusza. Powtórzony przetarg wygrał Solaris.

Własne źródło energii

Eksperci wskazują, że przypadek Ostrowa jest szczególny również z tego powodu, że do „tankowania” pojazdów wykorzystywany jest system zasilania energią pozyskaną w Ostrowskim Zakładzie Ciepłowniczym, wytwarzaną w procesie spalania biomasy drzewnej. Zlikwidowany w OZC kocioł węglowy został zastąpiony nowoczesnym blokiem kogeneracyjnym o mocy 11,4 MW.

„Lokalna elektrociepłownia jest połączona siecią dystrybucyjną z zajezdnią MZK, więc energia trafia bezpośrednio przez sieć dystrybucyjną do ładowarek. Co ważne, OZC jest współzałożycielem i koordynatorem klastra energetycznego” – podkreślają eksperci. – „Jest to pierwsza sytuacja w Polsce, w której miasto stworzyło własny system zasilania ładowarek autobusowych energią pochodzącą z OZE” – dowodzą.

W oczach ekspertów chodzi o znacznie więcej niż przełamywanie własnej inercji. – Naszym celem jest wyjście poza bezproduktywną dyskusję o tym, że unijne cele polityki energetycznej i klimatycznej są słuszne i ambitne, ale stoją w poprzek krajowej polityce – mówi „Życiu Regionów” jeden ze współautorów raportu, Michał Hetmański. – Tymczasem koszty realnych problemów: zanieczyszczenie powietrza, trudna sytuacja elektrociepłowni czy rosnące ceny energii elektrycznej – spadają na barki miast – dodaje.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Prace na lotnisku w Gliwicach idą pełną parą

Modernizacja gliwickiego lotniska nie zwalnia tempa. Szeroko zakrojona inwestycja powinna być gotowa pod koniec ...

Hałas musi spełniać standardy

Miastom będą grozić wysokie kary za opóźnienia w sporządzeniu map akustycznych.

Jubileusz nowego pogranicza

Mówią, że granice to są blizny historii, jeśli tak, to ta granica pokazuje jak ...

Nextbike ma problemy, ale rowery wystartują w kolejnych miastach

Chociaż operator miejskich jednośladów złożył wniosek o ogłoszenie upadłości, jego rowery nie znikną z ...

Wałbrzych wyważył drzwi. Polskie miasta nie chcą plastiku

Jednorazowe sztućce i naczynia znikają masowo z urzędów, a w ślad za nimi – ...

Samorząd Dolnego Śląska wspiera służbę zdrowia

W ramach stworzonego specjalnie w celu walki z koronawirusem Dolnośląskiego Pakietu Wsparcia dla Ochrony ...