Kiedy tylko rząd luzuje ograniczenia, wzrasta liczba podróżujących, a wraz z nimi skaczą zakażenia. Krąg się zamyka, kiedy władza ogłasza kolejne zakazy i nakazy. Także te dla branży hotelarskiej. Żyjąca głównie z turystów, na razie radzi sobie jak może – czyli źle.

Nic zatem dziwnego, że kwitnie swoiste turystyczne podziemie. Małe pensjonaty oraz domy przerobione na pokoje dla gości pozostają w relatywnie lepszej sytuacji od wielkich hoteli czy sieci pensjonatów. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest prozaicznie prosta: łatwiej im przyjąć mniejszą liczbę gości i ominąć radar kontrolerów.

Agregatory wyznaczą trop

A działa to w ten sposób: jeśli chcemy udać się na przykład w Beskidy, to lokalne uzdrowiska oferują – oprócz wielkich hoteli-molochów – całkiem sporą liczbę pokoi do wynajęcia w domach i pensjonatach.

Wystarczy poszukać przez agregator takich miejsc, jak np. Booking, i zarezerwować sobie nocleg. Po przyjeździe obsługa anuluje nasz przyjazd, a my rozliczamy się w gotówce.

CZYTAJ TAKŻE: Burmistrz Krynicy-Zdroju: Jeśli ruszy branża turystyczna, jest dla nas nadzieja

Oczywiście, istotne jest, by pamiętać, że przyjechaliśmy do rodziny, jeśli ktoś by zapytał. Wbrew pozorom, mogą pojawić się “życzliwi”, których może zainteresować tablica rejestracyjna z innego regionu. Jeżeli jednak nie będziemy hałasować, nie powinniśmy przyciągnąć niechcianych spojrzeń.

W inny sposób radzą sobie hotele. Można na przykład spędzić krótki urlop nad morzem, jednak pod warunkiem, że będzie to podróż służbowa. W praktyce niektóre miejsca oferują kwitek do podpisania potwierdzający, że jesteśmy tu służbowo (bez żadnych dodatkowych detali) i możemy spędzić delegację w nieco bardziej nieformalny sposób.

Podziemie nie uratuje turystyki

Podobnie zresztą działają przyhotelowe baseny i spa, które są otwarte tylko dla nocujących. Jeśli chcemy z nich korzystać, wystarczy podpisać odpowiedni dokument, że wchodzimy jako goście hotelowi, i formalnościom staje się zadość.

Jednak sądząc po frekwencji w hotelach i pensjonatach, Polacy nie chcą ryzykować wyjazdu w środku pandemii. To ciężka decyzja, ale też trudno się dziwić: w końcu korzystanie w zakamuflowany sposób z obiektów noclegowych może się skończyć dotkliwą karą.

CZYTAJ TAKŻE: Górskie miejscowości potrzebują kroplówki. Liczą na rząd

Od 28 grudnia obostrzenia zostaną jeszcze bardziej zaostrzone. Branża hotelowa musi zaciskać pasa, ale już teraz wiadomo, że wyjdzie z tej sytuacji w znacznie gorszej kondycji. Amatorzy nielegalnych ferii nie zdołają uratować branży, co najwyżej nieco złagodzą jej bóle.