Hulajnogi: wypadków przybywa, ale kolejny sezon mija bez regulacji

Użytkowników e-hulajnóg szybko przybywa, ale wciąż brak przepisów regulujących poruszanie się nimi
AdobeStock

Samorządy mają duży problem z egzekwowaniem bezpiecznej jazdy, bo przepisów wciąż brak.

Wszystko wskazuje na to, że także trwający właśnie sezon dla miłośników hulajnóg zakończy się bez regulacji dla nich przeznaczonych. Brak przepisów i niejasny status e-hulajnóg w sytuacji ich szybko rosnącej popularności wywołuje zamieszanie związane głównie z kwestiami bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz pieszych w miastach.

Zakończyły się kolejne konsultacje społeczne projektu zmian w prawie o ruchu drogowym poświęcone hulajnogom. Do Ministerstwa Infrastruktury wpłynęło 101 pism. Aż 61 z nich przysłały osoby fizyczne – to wielka rzadkość w procesie legislacyjnym, która pokazuje wyjątkowe zainteresowanie obywateli tym, jak zostaną u nas uregulowane e-hulajnogi, monocykle i inne osobiste pojazdy elektryczne. Wiele uwag wysłały też samorządy.

CZYTAJ TAKŻE: Hulajnogi nadal pojeżdżą bez regulacji

Problem w tym, że brak regulacji prawnych oznacza samowolkę ich użytkowników. A ta może prowadzić do tragedii. Przykład? W stołecznym szpitalu zmarła kobieta, która ucierpiała w wypadku na elektrycznej hulajnodze, do którego doszło pod koniec czerwca.

Co nowego?

Konsultowany projekt nosi datę 12 maja, kilka dni później trafił do Rządowego Centrum Legislacji i tam jest do dziś. Poprzedni projekt z lipca 2019 r. cieszył się podobnym zainteresowaniem w opiniowaniu, zgromadził także ok. 100 opinii. Wówczas Ministerstwo Infrastruktury tłumaczyło, że w wyniku konsultacji projekt uległ tak dużym zmianom, że należy je powtórzyć – tłumaczy MI. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że projekt kodeksu drogowego poświęcony hulajnogom był już gotowy na posiedzenie rządu jesienią 2019 r. Wówczas też minister infrastruktury zapewniał „Rz”, że powinien być przyjęty na jednym z pierwszych posiedzeń nowego rządu. Nic z tego nie wyszło.

Co przewiduje ostatni projekt MI? Pojazd, by zostać zaliczony do urządzeń transportu osobistego, musi spełniać odpowiednie parametry: szerokość do 0,9 m, długość do 1,25 m, konstrukcyjnie może być przeznaczony do poruszania się wyłącznie przez kierującego. Użytkownicy UTO są zobowiązani do korzystania z infrastruktury dla rowerów. Narzuca to także minimalny wiek użytkownika UTO – dziesięć lat. Maksymalna dopuszczalna prędkość jazdy na UTO zależeć ma od tego, gdzie pojazd się porusza. Na drodze dla rowerów będzie to 25 km/h. Użytkownik UTO jadący po chodniku musi natomiast poruszać się z prędkością pieszego. Za nieustąpienie pieszemu pierwszeństwa na chodniku może grozić nawet grzywna. W projekcie pojawiły się także przepisy o sharingu e-hulajnóg. Dopuszczają one postój hulajnóg w związku z usługą ich wypożyczania na chodniku lub poza nim w pasie drogowym za zgodą zarządcy drogi udzieloną podmiotowi świadczącemu usługi wypożyczania w drodze umowy.

Ludzie muszą wiedzieć

Co na to samorządy? Związek Województw RP proponuje dodać przepis, że „kierujący UTO jest obowiązany poruszać się po poboczu, chyba że nie nadaje się ono do jazdy lub jego ruch utrudniałby ruch pieszych”.

Związek Powiatów Polskich swoją opinię rozpoczyna od uwaga ogólnej. „Apelujemy o przeprowadzenie – po uchwaleniu przedmiotowego projektu – szerokiej kampanii informacyjnej, gdyż jak wiadomo dziś korzystanie z hulajnóg elektrycznych wygląda bardzo różnie. Ponadto trzeba pamiętać o tym, że projekt wprowadza pewne zmiany dla rowerzystów. Kampania powinna być równocześnie skierowana nie tylko do osób korzystających z hulajnóg czy rowerów (w dzisiejszym rozumieniu), ale również do pieszych – tak aby znali swoje prawa, np. żeby wiedzieli, że kierujący rowerem (już w szerszym, projektowanym znaczeniu), korzystając z chodnika albo drogi dla pieszych, będzie obowiązany jechać z prędkością pieszego.

CZYTAJ TAKŻE: Użytkownik zapłaci za porzuconą hulajnogę

Wojewoda łódzki z kolei apeluje do autorów o rozgraniczenie przepisów dla urządzeń UTO napędzanych elektrycznie i tych drugich – napędzanych siłą mięśni.

Instytut Transportu Samochodowego apeluje z kolei, by zmienić przepis o dopuszczalnej prędkości hulajnóg. I proponuje kilka prędkości w zależności od tego, w jakim miejscu hulajnoga jest użytkowana.

Nieprecyzyjne zapisy

Borys Pawliczak, General Manager w Dott (to europejska spółka oferująca elektryczne hulajnogi do wypożyczenia na minuty), mówi „Życiu Regionów”, że w czasach naznaczonych pandemią koronawirusa lekkie środki transportu indywidualnego cieszą się coraz większą popularnością, choćby ze względu na konieczność przestrzegania zasad dystansu społecznego.

– Ważnym argumentem za uregulowaniem mikromobilności i UTO jest potrzeba uwzględnienia ich w miksie dostępnych środków transportu miejskiego, tym bardziej że w nowych realiach transport publiczny zbyt szybko nie obsłuży takiej liczby pasażerów, jak to miało miejsce wcześniej, a wciąż potrzebna i poszukiwana jest zdrowsza alternatywa dla auta – podkreśla.

Twierdzi też, że w ustawie pozostają nieprecyzyjne zapisy dotyczące napędu elektrycznego, jego mocy oraz ograniczenia długości pojazdów UTO. Znajdują się również obostrzenia względem poruszania się UTO poza obszarem zabudowanym, co może skutkować wykluczeniem użytkowników takich pojazdów poza miastami, gdzie transport zbiorowy działa na zdecydowanie mniejszą skalę. – Poza tym wdrażając w życie obecny projekt ustawy, zauważamy ryzyko uzależnienia możliwości postoju UTO na drodze publicznej od zawarcia umowy z zarządcą tej drogi. Biorąc za przykład Warszawę – drogami zarządzają poszczególne dzielnice, zarządcy dróg miejskich oraz inne jednostki samorządowe. To będzie prowadziło każdorazowo do zawierania przez operatorów umów nawet z kilkunastoma stronami – dodaje.

Karolina Gałecka, rzecznik Urzędu Miasta w Warszawie, przyznaje, że samorządy mają ogromne trudności w egzekwowaniu bezpiecznej jazdy na hulajnogach w sytuacji, gdy nie ma odpowiednich przepisów. – To jest sytuacja bardzo niebezpieczna dla wszystkich użytkowników ruchu drogowego – mówi.

Robert Dorosz, ekspert rynku UTO, uważa, że brak przepisów oznacza ogromny bałagan na drogach i chodnikach. – Mamy wakacje, wzmożony ruch np. w stolicy, tysiące chętnych do skorzystania z hulajnóg. I nikt nie wie, czym to się dla nich skończy.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Nieczystości nie są dobrze pilnowane

Sprawdzanie sposobu gromadzenia ścieków w zbiornikach bezodpływowych i ich opróżniania jest obowiązkiem gmin, który ...

Warszawa też ma słabe strony

Stolica ma ogromny potencjał rozwojowy, ale nie wszystko jest idealne – wynika z 4. ...

Dolnośląski biznes w trzech wymiarach

Dolny Śląsk stawia na nowe technologie i zaprasza do siebie innowatorów, którzy w swoich ...

Województwo bardzo koszykarskie

Dwie drużyny walczą o złoty medal, a trzecia niedawno awansowała do ekstraklasy. Kujawsko-Pomorskie to ...

Deglomeracja dotarła do Chełma

Deglomeracja, czyli wyprowadzanie urzędów centralnych do mniejszych ośrodków, miała być remedium na wyludnianie się ...

Legia w Grodzisku: zarobić na wychowankach z pomocą start-upów

Legia Training Center powstało w gminie Grodzisk Mazowiecki szybko dzięki dobrej współpracy samorządu i ...