O kopalnię Turów walczą też mieszkańcy gminy

Turoszowski kompleks zapewnia dziś tysiące miejsc pracy i dziesiątki milionów złotych corocznych wpływów do budżetu gminy.

Publikacja: 07.07.2021 09:39

O kopalnię Turów walczą też mieszkańcy gminy

Foto: AdobeStock

Gmina Bogatynia, leżąca przy trójstyku granic Polski, Czech i Niemiec, za sprawą działającej tam kopalni węgla brunatnego Turów znalazła się w centrum uwagi całej Unii Europejskiej. Podczas gdy trwają polsko-czeskie rozmowy o przyszłości odkrywki, lokalni mieszkańcy walczą o miejsca pracy.

Do tej walki przyłączyli się też samorządowcy, którzy alarmują, że nagłe zamknięcie tak dużego zakładu oznaczałoby nie tylko kłopoty z zaspokojeniem krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną, ale też katastrofę dla budżetu gminy.

Największy pracodawca

Głośno o kopalni Turów zrobiło się po tym, gdy Czesi skierowali skargę przeciwko Polsce najpierw do Komisji Europejskiej, a potem do Trybunału Sprawiedliwości UE sugerując, że nasz kraj dopuścił się szeregu naruszeń unijnego prawa przy wydawaniu koncesji na eksploatację turoszowskiego złoża. Sprawa od początku była poważna, ale nabrała dodatkowych rumieńców, gdy TSUE nakazał Polsce wstrzymanie działalności kopalni do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku.

CZYTAJ TAKŻE: Zamknięcie Turowa? „Wyrok na dziesiątki tysięcy ludzi”

Trybunał uznał za wystarczająco prawdopodobne, że dalsze wydobycie węgla w tym miejscu może mieć negatywny wpływ na poziom wód podziemnych na terytorium czeskim. Polski rząd ogłosił, że tego nakazu nie wykona, bo wiązałoby się to także z zatrzymaniem Elektrowni Turów, zasilanej węglem z pobliskiego złoża, i zachwiałoby bezpieczeństwem energetycznym kraju. Od razu też przystąpił do negocjacji ze stroną czeską, a lokalna społeczność – do obrony swojego największego pracodawcy.

Nic dziwnego. W całym kompleksie węglowym Polska Grupa Energetyczna zatrudnia 3,6 tys. osób, a dodatkowo 1,1 tys. osób ma pracę w spółkach zależnych. Kolejne etaty dają współpracujące z kopalnią i elektrownią firmy dostawcze czy usługowe. PGE szacuje, że w sumie bezpośrednio związanych z funkcjonowaniem turoszowskiego kompleksu jest aż 15 tys. osób.

Obawiając się o utratę tych miejsc pracy, mieszkańcy gminy Bogatynia i powiatu zgorzeleckiego zaangażowali się w akcję podpisywania kartek zaadresowanych do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Chcą w ten sposób zwrócić uwagę na społeczne i gospodarcze konsekwencje nagłego zatrzymania wydobycia. Pod koniec czerwca blisko 10 tys. takich kartek trafiło do przedstawicielstwa KE w Polsce.

Jak szacują władze Bogatyni, turoszowski kompleks odpowiada za ok. 30 proc. wpływów do budżetu miasta. Wokół kopalni i elektrowni funkcjonuje gospodarczy ekosystem – kompleks zapewnia zamówienia dla blisko 3 tys. dostawców i podwykonawców, głównie małych i średnich przedsiębiorstw z regionu.

– W sumie do budżetu miasta trafia rocznie ok. 48 mln zł z podatków i opłat od Turowa. Jego likwidacja to także mniejsze wpływy z tytułu PIT i CIT, od lokalnych mieszkańców oraz kontrahentów, którzy zarabiają dzięki kompleksowi. Brak tych pieniędzy oznacza, że gmina będzie musiała zrezygnować z wielu inwestycji ważnych dla mieszkańców. Będzie też musiała podjąć decyzje o rezygnacji z utrzymania wielu podmiotów, a to wiąże się z cięciami w zatrudnieniu. Mowa o ośrodkach kultury, spółkach zależnych od samorządu, czy wreszcie gminnym szpitalu – podkreśla burmistrz Bogatyni Wojciech Dobrołowicz.

Władze miasta chcą, by głos mieszkańców został usłyszany także w Brukseli. – Przekazanie kartek do KE i TSUE to apel o sprawiedliwą, a nie dziką transformację. Apel o wrażliwość społeczną i rzetelną analizę przy podejmowaniu decyzji, od których zależy byt tysięcy pracowników kompleksu, ich rodzin, firm kooperujących – dodaje Dobrołowicz.

Zagrożone fundusze UE

Kopalnia Turów cały czas zmienia krajobraz gminy Bogatynia. PGE systematycznie wykupuje okoliczne działki, bo odkrywka będzie się poszerzać. W ten sposób w ubiegłym roku całkowicie wysiedlona została miejscowość Białopole – po 12 latach negocjacji wyprowadzili się stąd mieszkańcy ostatniego domu. Wcześniej w podobny sposób z mapy zniknęły też inne wsie, m.in. Rybarzowice, Biedrzychowice Górne czy Strzegomice. Wykup nieruchomości rozpoczął się też w Opolnie-Zdroju. Zgodnie z przyznaną koncesją i planami PGE kompleks ma działać do 2044 r., czyli do wyczerpania się złóż węgla. Zastrzeżenia do tego mają nie tylko Czesi, ale i ekolodzy.

– Odejście od węgla jest nieuchronne i w przypadku Turowa według analiz ekspertów powinno zakończyć się w sposób planowany w latach 2026–2030. Istnieją już dziś możliwości zastąpienia Turowa źródłami energii odnawialnej. Samorządy powinny skupić się na systemach energetyki prosumenckiej, czyli produkowanej lokalnie, z udziałem mieszkańców i samorządów, tańszej dla producentów i odbiorców oraz zużywanej na miejscu. Jeśli taki model zostanie zastosowany w gminie Bogatynia, pozostałoby w niej około 120 mln zł rocznie. To więcej niż suma wpływów z podatków kompleksu Turów – przekonuje Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia.

Polska ma szansę na pozyskanie 3,5 mld euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji na przeprowadzenie zmian w regionach, które zdecydują się na odejście od węgla. O pieniądze dla powiatu zgorzelskiego, z uwagi na odległą datę zamknięcia kopalni, może być szalenie trudno. – Żeby skorzystać ze środków na sprawiedliwą transformację, trzeba przedstawić przed KE plan odejścia od węgla. Trzeba podać datę wygaszenia Turowa oraz pomysł na rozwój regionu – dodaje Katarzyna Kubiczek, koordynatorka projektów Eko-Unii.

Rynek pracy
Skromne podwyżki w samorządach. "Podział na lepszych i gorszych urzędników"
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Rynek pracy
W których województwach mieszkańcy zarabiają najgorzej?
Rynek pracy
Dolny Śląsk najlepiej płacił w przemyśle, Mazowsze w budownictwie
Rynek pracy
Praca nad morzem kusi specjalistę i menedżera. Nowy ranking
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Rynek pracy
Łatanie pieniędzmi samorządów dziur w zatrudnieniu