Grzegorz Botwina, prezes Polskiego Związku Kolarskiego

mat.pras.

Jeżdżę rowerem, bo lubię aktywny tryb życia, a do tego bardzo mnie denerwuje stanie w korkach. W Warszawie rower jest moim głównym środkiem transportu. Odwożę syna do żłobka, jeżdżę pomiędzy biurami i spotkaniami. Łączę w ten sposób przyjemne z pożytecznym – często mój kalendarz jest tak napięty, że nie znajduję dodatkowego czasu na aktywność fizyczną, a wykorzystując rower do transportu, mogę trochę się poruszać.

W mojej pracy dużo podróżuję, w nowych miejscach lubię jeździć na rowerze, ponieważ mogę zobaczyć wiele perełek niedostępnych z samochodu. W wielu miastach, które odwiedzam, rowery miejskie są idealnym sposobem, żeby poznać okolicę, a przy okazji zażyć dziennej dawki ruchu. W ostatnią majówkę pojechaliśmy z żoną odwiedzić rodzinę w USA i przy okazji wzięliśmy udział w rajdzie Five Boro Bike Tour w Nowym Jorku. To było niezapomniane przeżycie: móc oglądać tak wielkie miasto bez samochodów, jadąc 40 mil razem z 30 tysiącami rowerzystów.

Rower jest także świetną okazją do spędzenia czasu z rodziną. Często jeżdżę z żoną i synem, a gdy odwiedzamy dziadków na Śląsku i Podkarpaciu, oni chętnie jeżdżą z nami. Bardzo lubię spędzać aktywnie czas – a przy okazji odwiedzić kilka znajomych miejsc.

Rafał Rudnicki, zastępca prezydenta miasta Białystok

mat.pras.

Wszyscy ci, którzy przed laty mieli okazję jeździć na rowerach Pelikan czy Wigry, wiedzą, jak bardzo zmienił się rowerowy świat. Nie tylko jeśli idzie o sprzęt, ale przede wszystkim w zakresie infrastruktury. Rowerzyści przestali być intruzami w miastach. Mają do dyspozycji sieci wygodnych i bezkolizyjnych dróg rowerowych (w Białymstoku to już 162 km ścieżek!), stojaki, stacje napraw rowerów, mogą korzystać z systemów rowerów miejskich – w naszym mieście z BIKER-a, bijącego co roku rekordy popularności. To wszystko powoduje, że rowerem po prostu chce się jeździć. I tak jest też w moim przypadku.

Jazda na rowerze jest dla mnie nie tylko sposobem na spędzanie wolnego czasu. Rower, dzięki tym wszystkim udogodnieniom, stał się bardzo dobrym sposobem na przemieszczanie po mieście. Wygodnym i bezpiecznym, dającym – tak dla mnie cenną – wolność. Bo rowerem jestem w stanie szybko dojechać prawie wszędzie. Szkoda, że klimat nie pozwala na dłuższy sezon rowerowy, który trwa dość krótko w porównaniu np. z Holandią. Ale i tak coraz więcej osób korzysta z roweru na codzień, aż do momentu, gdy spadnie pierwszy śnieg, a więc czasem nawet do początków grudnia. Wierzę, że dzięki inwestycjom samorządów, w tym Białegostoku, rower będzie realną alternatywą dla samochodu czy autobusu.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Aleksandra Ptak-Iglewska, dziennikarka „Rzeczpospolitej”

rp.pl

Wraz z nową przyczepką rowerową dla małych dzieci moja rodzina odzyskała wolność. Na powtarzające się „ojej, jak radzisz sobie z rocznymi bliźniakami” odpowiadam, że bywa różnie. Spacery bywają trudne, podróżowanie jest pracochłonne, podwójny wózek nie mieści się do wąskich przejść, a niektóre instytucje nie wpuszczają rodziców z wózkami. Z takim powitaniem zderzyliśmy się np. w pałacu w Wilanowie.

Ale ścieżki rowerowe pomieszczą każdy rower i każdą przyczepkę. Gdy kupiliśmy wreszcie naszą karocę, wyjechaliśmy na krótkie testy, a wróciliśmy po czterech godzinach i 20 km – szczęśliwi, a dzieci wniebowzięte. Z zachwytu zapomniały upomnieć się o kolację, co nie zdarza się codziennie.

Dzięki powrotowi na rowery logistyka w zakorkowanym mieście wreszcie stała się łatwiejsza. Rowerem trasa zawsze trwa tyle samo, niezależnie od pory dnia, bo poważne korki na trasach rowerowych jeszcze się nie zdarzają. Przyczepka zwolniła nas z uciążliwego wymieniania się autem, gdy inna osoba ma odebrać dzieci – bo przyczepka nie tylko pasuje do każdego roweru, ale też zamienia się w wózek i umożliwia spacer.

Dopiero zaczyna się sezon, a my odkrywamy trasy na nowo, pod kątem podbijania ich z maluchami – i cieszę się na to, jakbym znowu dostała pierwszy rower w życiu.