Panie marszałku, jak dużo Kół Gospodyń Wiejskich działa na Podlasiu?

W województwie podlaskim mamy zarejestrowanych ponad 700 Kół Gospodyń Wiejskich.

Zajmują się głównie wypiekiem sękaczy i babki ziemniaczanej?

Koła Gospodyń Wiejskich to takie małe centra kultury lokalnej. Organizują różne wydarzenia związane nie tylko ze świętami, ale też z ważnymi datami dla swoich miejscowości. Więc ta ich działalność jest bardzo szeroka. Oprócz pań, działają w nich coraz częściej też panowie. Jako samorząd województwa bardzo dbamy o nasze produkty regionalne, a nasz region jest w nie bardzo bogaty. W zależności od miejsca działania takiego Koła Gospodyń Wiejskich w województwie mają one różne specjalności kuchni regionalnej.

A teraz na Podlasiu KGW mają zostać także objęte Programem Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. W jaki sposób?

W lutym przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego, m.in. z Biura Bezpieczeństwa, byli ze mną na wizycie studyjnej w Turku – najstarszym mieście w Finlandii – i w stolicy tego kraju, Helsinkach, gdzie zapoznawaliśmy się z fińskim modelem ochrony ludności. To taki wzorcowy system, bo liczy już niemal sto lat. I tak np. w Helsinkach jest więcej miejsc w bunkrach, niż to miasto liczy mieszkańców, a przypomnę, że żyje tam ponad 1,3 mln osób.

W Finlandii właśnie podpatrzyliśmy, że ich system ochrony ludności i obrony cywilnej wykorzystuje lokalne koła gospodyń do produkcji dużej ilości żywności o długim terminie przydatności do spożycia i uczy mieszkańców, jak ją przygotowywać, by zawierała dużo składników odżywczych. Po tej wizycie planujemy u siebie zrobić taki pilotaż. Chcemy, by nasze koła produkowały żywność, którą można dłużej przechowywać. Jeżeli wyniki będą ciekawe, to na pewno rozbudujemy go w przyszłym roku. Budżet tego projektu w tym roku wyniesie 236 tys. zł, a na jedno koło będzie przypadać maksymalnie osiem tysięcy złotych.

Czytaj więcej

Wojciech Saługa: Jeśli chcemy liczyć się w Europie, musimy zacieśniać współpracę

W ub. roku 12 mln złotych z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej zasiliło budżet samorządu województwa. Na co wydano te środki?

W ub. roku kwotę 10 mln zł przeznaczyliśmy na wsparcie naszych podlaskich jednostek ochrony zdrowia, którymi zarządzamy. A mam na myśli szpitale wojewódzkie w Białymstoku, Łomży, Suwałkach oraz Szpital Onkologiczny w Białymstoku i trzy stacje pogotowia. Te 10 milionów poszło więc na takie rzeczy jak defibrylatory, respiratory, zbiorniki na oleje, aparaty rentgenowskie, urządzenia do masażu serca, fotele, lampy, stoły. Wszystko to, co może być wykorzystane zarówno w sytuacjach kryzysowych, ale też w czasach spokojnych. To jest duży plus w przypadku tych środków na służbę zdrowia.

Weźmy na przykład taki zestaw do intubacji bronchoskopowej. On nie może sobie leżeć przez lata w garażu i czekać, aż będzie jakiś konflikt, tylko musi być wykorzystywany w normalnej działalności. Te środki nie czekają więc na wypadek konfliktu bądź niebezpieczeństw, tylko mogą być wykorzystywane w codziennej pracy podmiotów leczniczych.

Kwotę prawie dwóch milionów jako Urząd Marszałkowski przeznaczyliśmy na szkolenia kwalifikowanej pierwszej pomocy, na mobilne stacje ładowania solarnego, na mobilne stacje uzdatniania wody, na pakiety wody pitnej, na agregaty prądotwórcze i systemy łączności satelitarnej Starlink.

A w tym roku jakich środków spodziewa się samorząd województwa z tego programu i na co chce je wydać?

Spodziewamy się kwoty ok. 15 mln zł. I dalej będziemy iść w kierunku związanym z ochroną zdrowia, bo to też bardzo się wpisuje w nasze zadania jako województwa. Będziemy przeznaczać pieniądze chociażby na przygotowanie dokumentacji pod budowę podziemnych sal operacyjnych, sal dla pacjentów, gdzie mogą być dokonywane przeróżne badania.

Choć prezydent Karol Nawrocki zawetował program SAFE, to jeszcze w kwietniu mają do Polski trafić pierwsze pieniądze z niego. Już wiadomo, jak dużo z nich dotrze na Podlasie?

Weto wobec programu SAFE to była bardzo przykra wiadomość, zwłaszcza dla nas – regionu przygranicznego, na terenie którego znajduje się przesmyk suwalski – jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie, przy granicy z Białorusią. A SAFE to nie jest tylko program na obronność, to także program rozwojowy. Warto pamiętać, że ponad 9 mld zł miało być w gestii ministra infrastruktury, a środki miały być przeznaczone chociażby na budowę dróg w takich regionach jak województwo podlaskie. To miały być drogi ewakuacyjne czy też takie, przez które w przyszłości miałaby docierać pomoc dla ludności cywilnej. 

A trzeba też pamiętać, że jesteśmy regionem, który przez trzy lata miał zamknięte przejścia graniczne z Białorusią w czasie konfliktu migracyjnego, i nasze drogi przy samej granicy zostały bardzo zniszczone przez służby, które broniły i nadal bronią naszego bezpieczeństwa. Liczyliśmy, że te środki na drogi będą dla nas bardzo pomocne. Poza tym 7 mld zł miało trafić do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Jako samorząd liczyliśmy na pieniądze na nowe radiowozy dla podlaskiej policji, żeby te środki były wydane na bezpieczeństwo, a nasi mieszkańcy mogli czuć się bezpieczniej.

Dobrze, że rząd odpowiada na to prezydenckie weto w sposób bardzo kreatywny. Nie poddał się, tylko szuka, jak te środki można wstawić do systemu państwa. Liczę, że tych środków będzie dużo, zwłaszcza tych na infrastrukturę, bo to jest u nas niezwykle potrzebne. Te środki na obronność będą wspierać także nasze podlaskie firmy. Zawieramy tzw. sojusze dla regionu. Podpisaliśmy już dwie takie umowy z naszymi dwoma klastrami. Jeden to klaster Evoluma, czyli klaster metalowy, który zrzesza ok. 150 firm. A na początku kwietnia podpisaliśmy umowę z klastrem budowlanym, który skupia ok. 500 firm. Czas, kiedy były zamknięte przejścia graniczne z Białorusią, pokazał, że nasze firmy umieją się przebranżawiać i są gotowe, aby brać udział w zleceniach rządowych jako wykonawcy bądź podwykonawcy. Mają odpowiednie certyfikaty bezpieczeństwa.

Czytaj więcej

Prezydent Ciechanowa: Paradygmat „ozesroze” jest trwale zakorzeniony w umysłach

Tarcza Wschód jest szczególnie istotna z punktu widzenia województwa podlaskiego. Aż 26 projektów z zatwierdzonej listy dotyczy bezpośrednio wzmocnienia wschodniej granicy Polski, która jest jednocześnie wschodnią granicą Unii Europejskiej. Co te projekty dadzą regionowi?

Dadzą nam na pewno bezpieczeństwo. Ale żeby to bezpieczeństwo budować, środki muszą być wydane i ktoś te środki musi otrzymać, więc to też się przełoży na nasz region, na rozwój firm i tworzenie miejsc pracy. Więc ten skutek dotyczy nie tylko bezpieczeństwa, ale też rozwoju naszych firm, co jest nie mniej ważne dla całego Podlasia.

Zmieńmy trochę temat. Na ostatnim Konwencie Marszałków na Opolszczyźnie padała zapowiedź, że zarządy województw nadal będą instytucjami zarządzającymi środkami europejskimi na poziomie regionalnym w kolejnej perspektywie budżetowej na lata 2028–2034. To zostało już klepnięte na 100 proc.?

Tworzenie programów krajowych i regionalnych z nowej perspektywy rozpoczęło się z końcem stycznia tego roku. Nie będzie teraz tzw. programów regionalnych jak Fundusze Europejskie dla Podlaskiego czy Fundusze Europejskie dla Małopolski czy Mazowsza. Teraz nasz kraj w nowej polityce spójności po roku 2027 będzie miał tzw. Plan Partnerstwa Krajowego i Regionalnego. W ramach tego dokumentu będą tzw. rozdziały regionalne, czyli środki dla poszczególnych regionów Polski.

Niezwykle ważne są dwie deklaracje minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Nie tylko na naszym konwencie minister Pełczyńska-Nałęcz zadeklarowała, że zarządy województw w ramach partnerstw dalej będą instytucjami zarządzającymi dla środków dedykowanych regionom. To bardzo ważna deklaracja, ale druga dotyczyła tego, że proporcje udziału środków regionalnych pozostają takie same jak obecnie, czyli 44 proc. środków to będą środki, którymi będą zarządzały województwa.

Dlaczego ważne jest, aby te środki unijne były dzielone przez samorządy województw, a nie na poziomie centralnym?

To jest bardzo ważne w tak dużych krajach jak Polska. Gdy są kraje mniejsze Unii Europejskiej jak Malta, Cypr czy nawet nasi sąsiedzi ze Wschodu, czyli Litwa, Łotwa, Estonia – to są to kraje bardziej skoncentrowane. Nasz kraj jest państwem dużym, bardzo liczebnym, więc potrzeby regionów są różne w różnych miejscach. Każdy ma inne problemy.

Jako Podlaskie mamy bezpośrednio sąsiedztwo z Białorusią, czyli miejsce, które kiedyś było naszym atutem, ponieważ przedsiębiorcy, samorządy, uczelnie mogli się rozwijać. A dzisiaj to jest nasz problem, więc musimy mieć środki na politykę spójności dedykowane naszym problemom. Pamiętajmy, że środki europejskie dotyczą polityki spójności. To jeden z filarów Unii Europejskiej – każdy region powinien mieć równe szanse rozwoju.

Czytaj więcej

Prezydent Opola: Zadłużamy się, żeby zrealizować potrzebne miastu inwestycje

Ponad 1,4 mld zł dochodów, 1,6 mld zł wydatków i 186 mln zł deficytu wynosi tegoroczny budżet województwa podlaskiego. Czy przy takim deficycie może być on rozwojowy – jak go pan określał?

Taki deficyt był zaplanowany, ale wszystko na to wskazuje, że będzie nawet trzy razy mniejszy, a wynika to z tego, że mieliśmy przez trzy lata zamknięte przejścia graniczne z Białorusią. Mieliśmy zapaść przedsiębiorców, którzy likwidowali miejsca pracy, musieli się przebranżawiać. Mieliśmy też zapaść turystyczną. Rok 2024 pokazuje, jak turyści wystraszyli się tej sytuacji geopolitycznej, która jest przecież niezależna od nas. Musieliśmy wdrożyć specjalne instrumenty, specjalne pomysły, aby pomóc przedsiębiorcom, ale też uratować branżę turystyczną.

Pana zdaniem powinna być wprowadzona korekta w ustawie o dochodach JST w odniesieniu do samorządów województw? I dlaczego?

Jako były przewodniczący Rady Miasta Białystok cieszę się, że minister finansów i gospodarki Andrzej Domański dostrzegł to, że przez lata samorządy zarówno gminne, powiatowe były nierówno traktowane przez poprzednią władzę. Minister Domański dokonał reformy finansów samorządów, ale można teraz mieć wrażenie, że odbyło się to kosztem województw.

Na 16 województw aż 14 z nich otrzymało niższą subwencję. W przypadku mojego województwa są to 24 mln zł, więc nie ukrywam, że liczę – a robi to też Związek Województw RP – że w tym zakresie zostanie dokonana korekta prawna albo zostaną dodatkowe środki przyznane samorządom województw, które te straty dla regionów będą mogły uzupełnić.

Już pan wspominał o pomocy dla firm turystycznych z regionu. Chodzi o Podlaski Bon Turystyczny. Czym było podyktowane jego uruchomienie?

Było to podyktowane sytuacją związaną z brakiem turystów. W 2024 r., gdy objąłem stanowisko marszałka, od razu zderzyliśmy się z tym, że województwo podlaskie zaczęło być kojarzone przez sytuację geopolityczną, przez zamknięte przejścia graniczne i mur na granicy jako miejsce niebezpieczne, gdzie trudno przyjechać na urlop czy nawet majówkę lub city break. Szukaliśmy narzędzia, które przełamie te stereotypy. I wymyśliliśmy Podlaski Bon Turystyczny. Pierwsza edycja była w roku 2025.

Jego celem było pokazanie turystom, że u nas jest bezpiecznie i atrakcyjnie. Z takim przekazem chcieliśmy przebić się do mediów i to nam się zdecydowanie udało, bo ekwiwalent reklamowy, jaki nam przyniósł bon, wyceniliśmy na 30 milionów złotych, wydatkując na ten program niecałe cztery miliony. I to był duży sukces. Odnotowaliśmy wzrost rezerwacji noclegowych w naszym województwie rok do roku o 54 proc. O tyle wzrosła liczba noclegów na Podlasiu w 2025 roku. w porównaniu z rokiem wcześniejszym.

A jak pan myśli, z czego wynika tak duża liczba chętnych na skorzystanie z Podlaskiego Bonu Turystycznego?

Myślę, że wynikało to z różnych aspektów. Na pewno ta dopłata w wysokości 400 zł do noclegów, ale też przyczyniła się do tego nasza kampania, która odbywała się równolegle, a która przypomniała, że Podlasie to bardzo bezpieczny region – jeden z najbardziej bezpiecznych w Polsce. Przypomnieliśmy też o jego atrakcyjności, o różnych naszych pięknych miejscach, o zapachach, smakach. To wszystko spowodowało, że zapanowała moda na nasze województwo, a podobne bony wprowadzają już inne regiony Polski.