Prezydent Szczecina: Samorząd nie jest wrogiem, tylko partnerem dla rządu

Samorządowe finanse nie pozwalają nam na rozwój, na pozytywne myślenie o przyszłości. Ale każdy kryzys czegoś uczy – mówi Piotr Krzystek, prezydent Szczecina.

Publikacja: 26.12.2022 11:48

Piotr Krzystek, prezydent Szczecina

Piotr Krzystek, prezydent Szczecina

Foto: ADAM SŁOMSKI

Umowa na przebudowę miejskiej części przystanku Szczecińskiej Kolei Metropolitalnej Pogodno została podpisana tuż przed świętami. A wiadomo, kiedy ruszy sama kolej?

Ten projekt ze względu na przebudowę torowisk będzie ulegał przedłużeniu, choć powinien się skończyć do końca 2023 roku. Ta część samorządowa, a mówię o otoczeniu przystanków, zostanie zrealizowana. Natomiast część torowa, za którą odpowiada PKP, będzie podlegała fazowaniu. Będzie kończona w nowej perspektywie unijnej, z nowych środków przewidzianych na torowiska. I dopiero w tym momencie ten projekt będzie mógł być uruchomiony. Ale to nie oznacza, że na pewnych odcinkach, gdzie zostaną zakończone przystanki i ich otoczenie, nie będziemy mogli wcześniej pociągów wprowadzać. Zobaczymy.

Szczecińska Kolej Metropolitalna to będzie kolej, która prowadzi ze Szczecina w kierunki Goleniowa, Stargardu, Gryfina i na północ w kierunku Polic. Te największe problemy dotyczą kierunku północnego – do Polic. Być może w 2024 roku uda się częściowo wprowadzić połączenia z Gryfinem, Stargardem i Goleniowem, a w 2025 roku będziemy mogli mówić o połączeniach z Policami. To ważne, bo tam mamy tylko komunikację autobusową, która jest bardzo obciążona.

Więc te szynobusy byłyby ważnym elementem całego szkieletu komunikacji metropolitarnej. To skomplikowany projekt, samorządy robią swoje. Czekamy, aż kolej po swojej stronie też prace wykona.

W połowie grudnia Rada Miasta Szczecina przyjęła budżet na rok 2023. Mówił pan, że to najtrudniejszy budżet w pana kadencji, a rządzi pan miastem już od 2006 roku…

Ten budżet niestety jest uchwalany w okresie wielkiej inflacji, która dla samorządów, podobnie jak dla każdego mieszkańca, jest wyższa niż te umowne 16–17 czy 18 proc. Wzrost kosztów energii to setki procent. Do góry poszło paliwo oraz koszty różnego rodzaju usług. Do tego mamy dużo niższe przychody, choćby z udziału w podatku PIT. Z jednej strony wpływy z PIT-ów w Polsce rosną, a z drugiej, do samorządów trafia z tego tytułu mniej pieniędzy. Dotyczy to zwłaszcza miast na prawach powiatu.

Dam przykład. W ub. roku mieliśmy z PIT-u ponad 700 mln zł, w tym roku razem z tymi dodatkowymi środkami przyznanymi przez rząd – ok. 690 mln zł, a w przyszłym roku mamy mieć niewiele ponad 580 mln zł. To pokazuje, że finanse samorządowe są na przyszły rok mocno niedoszacowane.

Rząd przewiduje w budżecie wyższe wydatki na przyszły rok, które uzasadnia inflacją, więc po stronie rządowej widać te wyższe wartości, a po stronie samorządowej budżety są realnie w wartościach bezwzględnych niższe przy tej wysokiej inflacji. Więc mamy równocześnie dwa uderzenia: niższe przychody do budżetu i dużo wyższe wydatki.

A zadań nam nie ubywa. Mało tego, wszystko, co robimy, to są to zadania ważne dla mieszkańców. Mamy kłopoty z ich finansowaniem, bo pewne standardy, choćby w oświacie, są określone i nie możemy ich obniżyć.

Niewielkie pole do manewru mamy tylko w zadaniach nieobowiązkowych, a to oznacza, że wiele samorządów w końcówce 2023 roku może mieć kłopoty z płynnością finansową.

Tutaj powinno się pojawić natychmiastowe działanie rządu, które ureguluje taką właśnie sytuację. I wcale nie chodzi o to, byśmy jako samorząd dostawali jednorazowo jakieś zastrzyki finansowe czy środki na konkretne inwestycje z programów rządowych, bo rozdawanie czeków to nie jest ratowanie samorządów.

Samorządy muszą mieć stabilną podstawę, która pozwala przewidywać pewne działania, przewidywać finanse. Przecież każda inwestycja to nie jest jeden rok, a to są procesy, które trwają zwykle cztery, pięć czy sześć lat.

Czytaj więcej

Prezydent Starachowic: Aby miasto dobrze funkcjonowało, potrzebna jest harmonia

Jednak mimo zmian podatkowych spowodowanych przez Polski Ład i nie tylko dochód miasta nieznacznie wzrośnie do 3 mld 98 mln zł, ale deficyt w założeniach ma spać z 349 mln zł do 195 mln zł. Więc jak to jest?

Dokładnie tak, ale maksymalnie ograniczyliśmy inwestycje z uwagi na to, że ta nadwyżka operacyjna, która zawsze w Szczecinie była wysoka i pozwoliła finansować inwestycje, w przyszłym roku będzie skromna. A to powoduje, że nasze programy inwestycyjne muszą być bardzo mocno zredukowane. Dlatego będziemy robić tylko to, co jest kontynuacją już wcześniej rozpoczętych zadań oraz to, co jest finansowane w ramach projektów unijnych.

Tak to jest skonstruowane, że nie możemy w ogóle myśleć o przyszłości, bo w przyszłości nasze możliwości inwestycyjne redukują się maksymalnie do 200–300 mln zł rocznie, a to przy dzisiejszych cenach jest mało.

Budżet Szczecina przy dzisiejszych cenach powinien przewidywać ok. 500–600 mln zł każdego roku. A my takiej możliwości mieć nie będziemy.

To de facto oznacza degradację. Ponieważ cały czas trzeba modernizować różne miejsca, np. szkoły, przedszkola, domy opieki społecznej. Do tego jest jeszcze zrozumiała presja płacowa. W przyszłym roku przewidujemy podwyżkę rzędu 500–600 zł dla pracownika, co będzie nas kosztować ok. 60 mln zł.

To i tak pewnie mało, bo racjonalna podwyżka to jest minimum tysiąc złotych, a najlepiej by było 1,2 tys. zł brutto na pracownika. Niestety jednak to by załamało nasze finanse.

Miasto jest przygotowane na środki z KPO, gdy w końcu zostaną odblokowane oraz z funduszy regionalnych? Wiadomo, na co Szczecin chce je wydać?

Oczywiście, jeśli te środki już się pojawią, to będziemy o nie aplikowali, ale pod warunkiem że będziemy w stanie wygenerować wkłady własne. Mamy szereg projektów inwestycyjnych w zakresie transportu publicznego, w zakresie zielonej energii, bo ten kryzys energetyczny mocno nas dotyka i przygotowujemy szereg działań, które będą nas uniezależniały od energii z zewnątrz.

W ostatnim czasie podpisaliśmy umowę z Zakładem Termicznego Unieszkodliwiania Odpadów na dostawę prądu do zasilania oświetlenia miejskiego. To jest ważny projekt, bo dzięki niemu kupujemy prąd po niespełna 300 zł za megawatogodzinę, gdy rynek oferuje nam po cenie rządowej – za 785 zł za megawatogodzinę. Chcemy takie działania rozwijać, poszerzać możliwości korzystania z fotowoltaiki, a być może pojawią się możliwości budowania instalacji wiatrowych.

KPO jest pomocne i możemy te środki mądrze wykorzystać, ale wcześniej musi być uruchomione. Musimy pamiętać, że im dłużej decyzje zapadają, tym krótszy jest okres na wykorzystanie tych środków. Kończy się w 2026 roku.

Czy w związku z opóźnieniami z tymi środkami unijnymi miasto musiało przesuwać jakieś projekty?

Miasto w tej chwili nie uruchamia żadnego projektu, który miałby być finansowany ze środków unijnych czy KPO. One są przygotowane, ale leżą na półce. Nie uruchomimy ich, dopóki nie mamy pewności finansowania.

Czytaj więcej

Prezydent Poznania: Kryzys to także szansa

Mieszkańcy muszą przygotować się na podwyżki w przyszłym roku. Co poza podatkiem od nieruchomości zdrożeje w Szczecinie?

Zdrożeje jeszcze zagospodarowanie odpadów komunalnych o niespełna 10 proc. oraz ten podatek wzrośnie. Drożeje też energia cieplna, ale to wynika z taryf, które zatwierdza Urząd Regulacji Energetyki, a wynikają ze wzrostu cen energii. Ta energia cieplna w niewielkim zakresie jest produkowana przez Zakład Termicznego Unieszkodliwiania Odpadów, a głównie przez ciepłownie należące do Polskiej Grupy Energetycznej.

Wiadomo, co z komunikacją miejską? Będzie podwyżka?

Będzie przeprowadzona dyskusja w mieście. Pojawiają się takie głosy, że warto rozmawiać o taryfie, bo ta jest niezmieniana w Szczecinie od 2012 roku. Podstawowy bilet w Szczecinie kosztuje dwa zł i jest najtańszy w Polsce. Sugestie o podwyżce taryf padają. Na początku przyszłego roku będziemy rozmawiać z radnymi, jak do tego tematu podejść.

Czy chcemy inwestować więcej w komunikację, a to by oznaczało podwyżkę cen biletów, czy zostawiamy je na obecnym poziomie? Taryfy za przejazd komunikacją traktowaliśmy jako część taniego funkcjonowania w mieście. To była nasza taktyka. Inne miasta podnosiły, a my staraliśmy się utrzymać niską cenę. Ale nie jest wykluczone, że taka korekta będzie musiała nastąpić.

Jaka jest temperatura u pana w gabinecie? To słynne 19 st. Celsjusza?

Tak, ok. 19 stopni. Generalnie staram się pracować w miarę rześkich warunkach. Oczywiście w urzędzie miasta jest różnie. Tak naprawdę nasz budynek jest stuletni, więc ma swoje uwarunkowania w tej materii. W tej chwili średnia temperatura w urzędzie miasta to 19–20 st. Staramy się redukować temperaturę, ale nie możemy też popadać w sytuacje skrajne. Są takie miejsca, gdzie to ciepło nie dochodzi, więc temperatura jest niższa. W tym roku założyliśmy oszczędność o 10 proc. i chyba to się uda.

Czyli farelki w urzędzie i instytucjach podległych są zabronione?

Formalnie niczego nie zabraniamy, ale zachęcamy do niekorzystania. Nawet zachęciliśmy urzędników, by ograniczyli świecące ozdoby choinkowe. Są głównie na bateriach. Nawet moja choinka w gabinecie się nie świeci. Jest załączana jedynie w czasie wizyt dzieci, które przychodzą do urzędu miasta.

Staramy się zużycie energii elektrycznej ograniczać do minimum. Wymieniamy żarówki tam, gdzie jeszcze nie były energooszczędne. Robimy wszystko, aby jak najmniej energii było zużywane. Ale nie można być ortodoksyjnym. Urząd musi funkcjonować i musi obsługiwać mieszkańców i staramy się nie dać zwariować.

Czytaj więcej

Wojciech Szczurek: W działaniach kryzysowych podstawową rolę odgrywa państwo

Węgiel po rządowych stawkach w Szczecinie jest, ale jego dystrybucją zajmuje się nie samorząd czy jego spółka, a podmioty komercyjne. Dlaczego?

Dlatego że spółki komercyjne są do tego dobrze przygotowane. Mają ludzi, mają sprzęt, mają wiedzę. Potrafią ocenić jakość tego węgla i to jest ich podstawowe zajęcie. Nie chcemy odbierać tym podmiotom działalności. Zresztą miasto nie jest powołane do sprzedaży węgla. Mamy jasno określone zadania jako samorząd, więc jeśli to zadanie zrobi ktoś inny profesjonalnie, to bardzo dobrze.

My podpisaliśmy stosowne porozumienia i zrobiliśmy wszystko, aby węgiel dla mieszkańców był dostępny. I jest dostępny. I nawet pojawiają się kolejki do tych punktów, aby ten węgiel kupić. Operacja jest trochę spóźniona, bo wiadomo, że większość naszych mieszkańców węgiel już nabyła. Przynajmniej w pewnej ilości, bo instalacje cieplne uruchamiane są w końcówce września, na początku października, gdy temperatura spada. Nikt nie chciał czekać do grudnia na dostawy rządowe.

Czy samorządy, w tym Szczecin, mogą oczekiwać jakichś dobrych rzeczy w 2023 roku, czy będzie jednak gorzej, niż jest obecnie?

Generalnie wizja jest smutna, bo samorządowe finanse nie pozwalają nam na rozwój, na pozytywne myślenie o przyszłości. Ale każdy kryzys czegoś uczy i tutaj bym szukał pozytywów. Na pewno przyglądamy się wielu procesom, racjonalizujemy je. Mocno działamy w zakresie oszczędności energii i wykorzystania naszych zasobów. Ten kryzys trochę zbuduje potencjał samorządów na przyszłość.

Mamy nadzieję, że rząd też zrozumie, że samorząd nie jest wrogiem, tylko partnerem. Rozwiązuje wiele problemów bardzo blisko mieszkańców i do tego musi mieć odpowiednie instrumenty. My, samorządowcy, to widzimy.

A co jest pozytywne? To, że coraz więcej rozmawiamy ze sobą, że coraz bardziej jako samorząd stanowimy spójne środowisko, które mam nadzieję, będzie jasno w przyszłym roku artykułowało swoje potrzeby, bo to są potrzeby mieszkańców.

My mówimy w ich imieniu, bo to my odpowiadamy za ulice, oświetlenie, komunikację publiczną, szkoły. Właściwie za wszystko, czego mieszkańcy dotykają na co dzień.

Okiem samorządowca
Piotr Grzymowicz: Powrót tramwajów do Olsztyna to bardzo znaczący sukces
Okiem samorządowca
Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: Ten rząd traktuje samorządy po partnersku
Okiem samorządowca
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni: To była najtrudniejsza kadencja
Okiem samorządowca
Tadeusz Truskolaski: Pieniądze unijne to środki na inwestycje, a nie na konsumpcję
Okiem samorządowca
Prezydent Gdańska, Aleksandra Dulkiewicz: Z pokorą podchodzę do wyborów