Burmistrz Hrubieszowa: Uchodźcy nie mówią o tym, co ich spotkało

Chciałabym, żeby drugi ośrodek w Hrubieszowie nie był potrzebny. Byłby to sygnał, że to co się dzieje za granicą naszego kraju dobiega końca. Ale tego końca nikt nie jest w stanie przewidzieć – mówi Marta Majewska, burmistrz Hrubieszowa.

Publikacja: 04.03.2022 12:38

Ośrodek recepcyjny w Hrubieszowie obsługuje dwa przejścia graniczne: w Zosinie i w Dołhobyczowie

Ośrodek recepcyjny w Hrubieszowie obsługuje dwa przejścia graniczne: w Zosinie i w Dołhobyczowie

Foto: wojtek jargiło/pap

Obywatele Ukrainy masowo opuszczają swój kraj z powodu wojny, a Hrubieszów to pierwsze większe miasto po przekroczeniu granicy w Zosinie. Jak wygląda obecnie sytuacja w mieście?

Faktycznie jesteśmy pierwszym miastem. A nasz ośrodek recepcyjny obsługuje dwa przejścia graniczne: w Zosinie i w Dołhobyczowie. Więc chyba jesteśmy ośrodkiem z największą liczbą osób, która do nas dociera, czy inaczej przechodzi przez nasz ośrodek recepcyjny. Mamy rozłożonych 350 łóżek, ale tę liczbę należy pomnożyć przez co najmniej trzy w ciągu całej doby. Więc tych osób jest bardzo dużo.

A oprócz tego są osoby, które nie trafiają do ośrodka na odpoczynek kilkugodzinny, a czekają np. w holu tego ośrodka, na kogoś albo kogoś kto ich odbierze. U nas jest około tysiąca osób w skali doby.

W jakim stanie są ci ludzie? Co mówią, gdy znajdą się już po polskiej stronie?

Nie mówią o tym, co ich spotkało. Jak docierają do nas, to to jest pierwszy punkt, gdzie znajdują wytchnienie. I tak naprawdę kobiety skupiają się na tym, żeby zaopiekować się swoimi dziećmi. Odetchnąć. Zjeść gorący posiłek.

Tłumaczymy im, że tutaj są przez chwilę, że odpoczywają, a docelowo będą przewiezieni do innych punktów, do innego hotelu czy ośrodka, gdzie będą mogli zostać na stałe. Mówię o osobach, które przyjeżdżają do nas i deklarują, że nie mają co ze sobą zrobić.

Część osób jest zorganizowana. Jedzie w głąb Polski z innym osobami, albo szukają tranzytu do Warszawy czy innych dużych miast. I one niemal od razu jadą w dalszą podróż.

A te osoby, które u nas zostają – a są to głównie mamy z dziećmi, są zainteresowane tym by nakarmić dzieci, by chwilę odpocząć, bo po kilku godzinach oczekiwania po ukraińskiej stornie granicy są po prostu zmęczone.

W tej chwili ruch na przejściu w Zosinie odbywa się bardziej płynnie, więc to szybciej się odbywa i szybciej trafiają takie osoby do naszego ośrodka recepcyjnego.

Czytaj więcej

Dla dzieci uchodźców zabawa i psycholog. Mazowsze wysyła na granicę pociąg

Zaskoczyła panią skala pomocy od mieszkańców Hrubieszowa, ale też z innych rejonów Polski, kierowana dla uchodźców?

Bardzo. W pierwszej kolejności, to jak nasi mieszkańcy się zorganizowali. Początkowo rozpoczęliśmy  nasze funkcjonowanie jako punkt informacyjny dla uchodźców. Mieliśmy jednak pełną świadomość tego, że wojewoda nasz punkt nazwie punktem recepcyjnym czy pomocowym. Wiedzieliśmy o tym, że i tak ci ludzie po przekroczeniu granicy  trafią do nas.

Naszą intencją było więc, by taki punkt pomocowy zorganizować. I udało się to perfekcyjnie, bo pomogli mieszkańcy. A każda kolejna godzina, czy każdy kolejny dzień przynosił ogromną pomoc z całej Polski i nie tylko. 

Marta Majewska, burmistrz Hrubieszowa

Marta Majewska, burmistrz Hrubieszowa

mat.pras.

Myśli pani, że taki ośrodek pomocowy jak w hali sportowej w Hrubieszowie, będzie potrzebny w mieście jeszcze jeden? Czy ten wystarczy?

Na chwilę obecną powinien wystarczyć. Pierwotnie były takie dwa malutkie ośrodki m.in. w Horodle. One część osób absorbują.

My jesteśmy największym ośrodkiem, ale jeśli w tym momencie mamy przepełnione sale i nie jesteśmy w stanie pomóc tym ludziom, to odsyłamy ich do Zamościa czy Chełma, bo to większe miasta, które decyzją wojewody mają też już punkty recepcyjne.

Więc kiedy widzimy, że jest większa liczba osób, to takie transporty przekierowujemy od razu do tych dużych ośrodków.

Chciałabym, żeby drugi ośrodek w Hrubieszowie nie był potrzebny. Z oczywistych względów byłby to sygnał, że to co się dzieje za granicą naszego kraju dobiega końca. Ale tego końca nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Myślę, że damy radę z tym jednym ośrodkiem. Tym bardziej, że powstało coraz więcej miejsc, do których dostają się uchodźcy. Mieszkańcy zabierają ich od razu  – i to nie tylko nasi z Hrubieszowa, ale i z innych miejscowości do swoich domów, do punktów noclegowych, czy do świetlic w mniejszych miejscowościach.

Pomoc rzeczowa dla uchodźców w Hrubieszowie nadal jest potrzebna? Czy to co jest już wystarczy?

W tej chwili mamy pełne magazyny, dlatego apelujemy o pomoc z głową i prosimy, aby śledzić na naszych stronach, co jest niezbędne dla uchodźców, którzy przebywają obecnie w Hrubieszowie. W tej chwili potrzebna jest spożywka – do wydania od razu, do nakarmienia uchodźców. Głównie suchy prowiant, bo gorące posiłki robimy na miejscu. A ten suchy prowiant bardzo nam schodzi.

Potrzebne są też soczki, słoiczki dla małych dzieci, bo mamy takich dzieci bardzo dużo. No i artykuły chemiczne. A wszystkich innych rzeczy mamy pod dostatkiem. Z żadnej otrzymanej pomocy nie rezygnujemy. Lokujemy ją w innych magazynach, albo przekierowujemy do większych centrów pomocy. Potem one trafią z pomocą humanitarną na Ukrainę.

Czytaj więcej

Szkoły szykują się na uchodźców. Samorządy chcą zmiany przepisów

Widziałam, że miasto poszukiwało wolontariuszy. Nadal są potrzebni? Do jakich zadań?

Ręce do pracy wolontariackiej potrzebne są cały czas. Nasz apel jest cały czas aktualny.  Więc jeśli ktoś chciałby nas wesprzeć, to na naszej stronie jest formularz zgłoszeniowy, który pozwala nam nad tym wszystkim zapanować.

Codziennie się czegoś uczymy. Zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę. Codziennie wprowadzamy jakieś rozwiązania, które ułatwiają nam wszystkim działanie. M.in. taka rejestracja jest istotna, bo wiemy że mamy zabezpieczoną całą dobę,  jeśli chodzi o pomoc dla uchodźców.

W Hrubieszowie wolontariusze są od tygodnia. Wśród nich m.in. nasi urzędnicy, ale też pracownicy wszystkich jednostek miasta. Pracują przy tym zadaniu jako wolontariusze i te nasze moce powoli się kończą. Zwykłe zmęczenie. Więc każde ręce będą nam pomocne.

Do czego? W tym momencie mamy psychologów, mamy tłumaczy, a potrzebni są wolontariusze by pomagać uchodźcom przemieszczać się do ośrodków, do transportu. Wskazać, gdzie mogą zjeść.

Bawimy dzieci, bo matki też potrzebują chwili oddechu, żeby się odświeżyć czy zjeść. Mamy taki kąt dla dzieci uchodźców, gdzie są one pilnowane. 

Poza tym wolontariusze bardzo nam pomagają przy wydawaniu posiłków, przy rejestracji tych osób, które wyjeżdżają zarówno transportem zorganizowanym jak i z osobami prywatnymi.  

Mamy sporo odzieży, więc wolontariusze sortują ją i pomagają ją rozdawać, czy przekazywać do magazynów. O odzież już nie apelujemy, bo w tej materii mamy zabezpieczone potrzeby.   

Hrubieszów ma trzy miasta partnerskie na Ukrainie. Miasto stara się jakoś im pomóc?

Tak. Mamy Sokal i Włodzimierz Wołyński, które są najbliżej granicy oraz Kamieniec Podolski. Stale przekazujemy pomoc zarówno do Włodzimierza Wołyńskiego, jak i Sokala. Organizujemy tam transporty busami, ale i większymi  samochodami. Taka pomoc humanitarna miasta dla naszych partnerów jest organizowana już od drugiego dnia wojny.

O coś te miasta proszą?

Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie, więc te potrzeby znamy, bo są konkretnie precyzowane. W tych miastach działania wojenne nie są prowadzone, ale ich władze mają konkretną wiedzę, czego potrzeba, a nasze dary przekazują dalej. 

Potrzebna jest żywność, środki opatrunkowe, powerbanki, latarki, wszystko co może się przydać na froncie. Przekazujemy też środki chemiczne. Bardzo tam potrzebują i kamizelek kuloodpornych i hełmów. Staramy się to organizować, a potem przekazywać.

Obywatele Ukrainy masowo opuszczają swój kraj z powodu wojny, a Hrubieszów to pierwsze większe miasto po przekroczeniu granicy w Zosinie. Jak wygląda obecnie sytuacja w mieście?

Faktycznie jesteśmy pierwszym miastem. A nasz ośrodek recepcyjny obsługuje dwa przejścia graniczne: w Zosinie i w Dołhobyczowie. Więc chyba jesteśmy ośrodkiem z największą liczbą osób, która do nas dociera, czy inaczej przechodzi przez nasz ośrodek recepcyjny. Mamy rozłożonych 350 łóżek, ale tę liczbę należy pomnożyć przez co najmniej trzy w ciągu całej doby. Więc tych osób jest bardzo dużo.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Okiem samorządowca
Marcin Krupa: Zrealizowaliśmy ponad 95 proc. „zielonych” obietnic z poprzedniej kampanii
Okiem samorządowca
Agata Wojda: Cieszę się, że obecny rząd rozmawia z samorządami
Okiem samorządowca
Piotr Grzymowicz: Powrót tramwajów do Olsztyna to bardzo znaczący sukces
Okiem samorządowca
Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: Ten rząd traktuje samorządy po partnersku
Okiem samorządowca
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni: To była najtrudniejsza kadencja