Panie prezydencie, ile w tym roku metropolie stracą na Polskim Ładzie? Są już jakieś szacunki w tym zakresie?

Tak. Z danych Unii Metropolii Polskich wynika, że łączny roczny ubytek dochodów jednostek samorządu terytorialnego wyniesie 13,6 mld zł, a w perspektywie dekady – 125 mld zł.

W założeniach resortu finansów skutki Polskiego Ładu dla samorządów są jeszcze poważniejsze. Wynika z nich, że w tym roku będzie to 14,5 mld zł, z tego członkowie Unii Metropolii Polskich, czyli 12 największych polskich miast, stracą w tym roku 4,4 mld zł, a w perspektywie dziesięciu lat – 145 mld zł.

O takiej kwocie UMP mówiła już latem ub. roku, a później pojawiły się wyższe dane: 187 mld zł. Skąd ta różnica?

To są tylko szacunki, więc mogą się pojawiać różne kwoty.

Dlaczego w metropolie Polski Ład bije najmocniej? Warszawa ma stracić 1,7 mld  zł, Wrocław – 417 mln zł, a Białystok ok. 122 mln zł.

Odpowiedź jest prosta.  Największe miasta zamieszkuje ok. 18 proc. ludności Polski, wytwarzają one trzecią część polskiego PKB. A ci, którzy wytwarzają PKB, płacą podatki. U nas więcej się zarabia, ale też płaci większe podatki. Więc i  straty są relatywnie większe.

W pierwszym roku obowiązywania Polskiego Ładu – czyli w 2022 r. – straty samorządów będą największe, czy jednak w kolejnych latach będą rosły?

To trzeba szerzej wyjaśnić. Samorządy, walcząc i mówiąc o swoich stratach, wyegzekwowały od rządu pewną rekompensatę. Rząd się trochę ugiął i postanowił wypłacić ją za straty w tym roku – to 8 mld zł. Rzeczywiście, te pieniądze wpłynęły, tylko nie w tym, ale  już w zeszłym roku. Dzięki  nim poprawi nam się wynik finansowy za rok ubiegły, będziemy mieli mniejsze straty, a w większości miast są wręcz nadwyżki.

Jednak z tych pieniędzy nie wydamy ani złotówki, bo zostały one tak dane, że nie można z nich skorzystać. Więc to takie pyrrusowe zwycięstwo. Ktoś mógłby powiedzieć, że możemy na to konto wziąć kredyt.

Czytaj więcej

Prezydent Szczecina: Polski samorząd nie zna swojej przyszłości

Chyba jednak nie.

Nie, dlatego, że kredyt możemy wziąć jedynie na inwestycje, a to są środki z podatków, które w dużej mierze wydajemy na tzw. wydatki bieżące.

Więc będzie nam na nie brakowało, a w sumie już brakuje. To są jakby dwie różne kieszenie. One się ze sobą nie łączą.

Choć są w jednych spodniach.

Tak, ale do każdej z nich można sięgać tylko na określony cel. To jest jasne, bo chodzi o to, by samorządy nie zadłużały się, nie przejadały długu. My możemy się jedynie zadłużać  na inwestycje. To jest element prorozwojowy. Natomiast na wydatki bieżące już nie możemy brać kredytów.

Jednak straty mamy w dochodach bieżących – i tu tkwi cały problem. Gdyby Białystok otrzymał w tym roku z tych 8 mld zł 75 mln zł, co jest całkiem sporą kwotą, to nasza sytuacja byłaby przyzwoita, a nawet dobra.

Ale nie otrzymaliśmy tych pieniędzy w tym roku, lecz w ubiegłym. Więc mieszkańcy z nich nie skorzystali. To był jedynie zapis księgowy, a sytuacja jest wręcz dramatyczna: już w styczniu mamy przednówek – problemy ze środkami na letnie utrzymanie miasta. Trzeba było mocno łatać budżet w tym zakresie.

Mamy spółkę, która na szczęście przynosi dochody, więc ściągniemy z niej dywidendę, aby tę dziurę załatać. Ale jeżeli zabieramy pieniądze tej spółce, to nie będzie mogła ona przeprowadzić korzystnych dla niej inwestycji. To jest walka o przeżycie.

Inne duże miasta też sygnalizują, że niższe dochody bieżące będą odczuwalne u nich i ograniczą finansowanie usług dla mieszkańców?

Tak, i to już w tym roku. Z czego można zabrać? Z bieżącego utrzymania miasta, przez co może być ono utrzymywane w niższym standardzie, jeśli chodzi o zimowe odśnieżanie czy letnie sprzątanie, ukwiecenie itd. Straci się na tym trochę wizerunkowo.

Dalej – jeśli chodzi o Białystok, to w pierwszej kolejności są to wydatki przeznaczane na sport, kulturę, organizacje pozarządowe. Czyli tam, gdzie musimy pomagać. Nie ma możliwości dużego oszczędzania np. na szkołach, ale i tam próbujemy to robić, choć z dużym bólem.

Oszczędności jednak nie są duże – rzędu miliona złotych. Łączymy szkoły i przedszkola w zespoły szkolno-przedszkolne. Na jednym takim połączeniu możemy zaoszczędzić ok. 300 tys. zł.

Czytaj więcej

Prezydent Gdańska: Krok po kroku odbiera się samorządom kompetencje i pieniądze

To niewiele, a pewnie przy okazji są protesty społeczne.

Są. Jednak tłumaczymy mieszkańcom, że takie zmiany są konieczne. Budżet oświaty w Białymstoku to ponad 800 mln zł, ale innych możliwości oszczędzenia tam za bardzo nie mamy.

Nauczycielom i obsłudze trzeba zapłacić, a już nie mówię o bieżącym utrzymaniu szkół czy przedszkoli. A proszę zwrócić uwagę, o ile wzrosły ceny gazu czy prądu.

Dokładnie. Nie mówiąc już o rosnącej inflacji.

O tym mówię. To jest katastrofa. I to niejedna. Jest jeszcze większa, o której się nie mówi. To sprawa Wód Polskich, które postanowiły zniszczyć przedsiębiorstwa wodociągowe w całej Polsce, głównie w dużych miastach.

Nie pozwalają na zmiany taryf za wodę w dużych miastach.

Wody Polskie nie pozwalają, by wzrost kosztów w przedsiębiorstwach wodociągowych częściowo pokryli mieszkańcy. My postulujemy wzrost cen za wodę o 3 procent i o 7 procent za odprowadzanie ścieków, a oni to nazywają megapodwyżkami. To jest, niestety, strategia  nacjonalizacji przedsiębiorstw wodociągowych, aby doprowadzić je do ruiny, a później przejąć. Chodzi o wrogie przejęcie. To jest polityka prowadzona przez Wody Polskie. Jest to bardzo niebezpieczne i będzie prowadziło do tego, że spółki wodociągowe będą niewydolne, a jak będą niewydolne, to państwo będzie je przejmowało za bezcen. Jest to groźniejsze niż cały ten Polski Ład.

Czytaj więcej

Olgierd Geblewicz: Wydaje mi się, że państwo abdykowało

W kolejnych latach skutki Polskiego Ładu mogą być jeszcze groźniejsze, gdy chodzi o usługi komunalne?

Wszystko zależy od sytuacji gospodarczej, od wzrostu gospodarczego, a trochę też od inflacji. Nominalnie dochody nie muszą spadać tak mocno, ale realnie spadną. O ile wzrosły ceny paliwa dla komunikacji miejskiej? Coraz więcej do niej dokładamy, mimo że w Białymstoku jesteśmy bardzo oszczędni. U nas bilety są tańsze niż w innych miastach, a straty komunikacji były niższe niż gdzie indziej. My dokładaliśmy do komunikacji 30 proc., ale już Gdańsk – 75 proc.

Więc nie będzie innej opcji jak tylko podwyżka cen biletów.

Ale to jest kij, który ma dwa końce. Przy droższych biletach mieszkańcom nie będzie się opłacało korzystać z komunikacji miejskiej. Postawią na samochód czy inny środek lokomocji.

Nie da się wyrównać strat tylko na zasadzie coraz większego dokładania. Coraz więcej zresztą dokładamy na każdym kroku. To jest celowa strategia niszczenia samorządu. To jest strategia Kaczyńskiego. On nienawidzi wszystkiego, co ma choćby pozory niezależności, samodzielności. Dlatego jego wrogiem są teraz samorządy.

Trybunał  Konstytucyjny został już zniszczony. Wolne media – cały czas trwa próba ich przejęcia i zniszczenia. Część już się udało przejąć i zniszczyć. Dalej trwa walka o sądownictwo. Kolejnym celem są samodzielne jeszcze samorządy, które realizują przecież to, co jest im  przypisane w konstytucji czy w ustawach.

Jednak to się wyraźnie nie podoba, więc na każdym  kroku jesteśmy niszczeni. To jest niszczenie polskiej samorządności. Tak to trzeba nazywać. Bez ogródek.

Rząd chce doprowadzić do tego, że gminy, miasta staną się niewydolne finansowo, a wtedy władzę w nich będą przejmować komisarze. A rządzący będą mogli mówić, że dany prezydent się nie sprawdził, bo sobie nie poradził. Wiadomo, że sobie nie poradzi, gdy zabierane są dochody, a zwiększane obciążenia.

Czy takie niższe dochody samorządów mogą uderzyć w reelekcję prezydentów dużych miast, którzy nie są pupilami obecnej władzy, w przyszłorocznych wyborach?

Nie wiemy, kiedy będą wybory. A ta cała sytuacja ze spadkiem dochodów może ułatwić uderzanie w nich. Rząd chce doprowadzić do tego, by prezydenci mówili, że nie mają pieniędzy. Wtedy stwierdzi, że nie nadają się do rządzenia, i państwo pomoże miastom, które mają niewydolnych włodarzy.

A przecież to samorządy są największym sukcesem polskiej transformacji. Jesteśmy blisko ludzi, reagujemy na ich problemy i potrzeby. Wiadomo, że nie realizujemy wszystkich w 100 procentach, ale jeśli są zasadne, to łatana jest każda przysłowiowa dziura w drodze, jak brakuje oświetlenia, to je stawiamy.

Ludzie to widzą, bo w naszych miastach żyje się dobrze. Białystok, który jest miastem niebogatym, już kilka razy wygrał w różnego rodzaju rankingach związanych z jakością życia w Polsce. Bo jest miastem dobrze zarządzanym. I nie chodzi tylko o prezydenta, ale cały sztab ludzi, którzy się tym zajmują.

Budżety miast to nie są jednak studnie bez dna. Ja już zapowiadam klubom sportowym, że będą cięcia. Wcześniej przyznawaliśmy im sporo dotacji, a w przyszłym roku może nie być ich wcale albo będą obcięte o kilkadziesiąt procent.

A rząd zapewnia, że dochody samorządów z roku na rok rosną.

To nieprawda. Już drugi rok z rzędu dochody Białegostoku spadają. Wcześniej rosły, a teraz dwa lata z rzędu są niższe niż w latach poprzednich mimo inflacji.

Dla samorządów przygotowane są też pieniądze z Programu Inwestycji Strategicznych. To im nie ulży? Trwa właśnie drugi nabór.

To są tylko i wyłącznie pieniądze inwestycyjne. Można powiedzieć, że  pewnych inwestycji byśmy nie robili, a tak coś zrobimy, jeżeli te środki dostaniemy.

Jednak ten program działa na zasadzie akcyjnej. Nie ma w tym żadnej strategii, żadnej możliwości zaplanowania działań. To są inwestycje od Sasa do Lasa, z których nie będzie dobrych efektów gospodarczych – dlatego, że nie jest to związane z żadnym przemyślanym programem.

Pieniądze przyznaje się uznaniowo: wybudujemy ulicę – dobrze, ona będzie potrzebna. Ale pewnie bez tej ulicy jeszcze dziesięć lat miasto dałoby radę przeżyć.

Generalnie chodzi o sytuację i wydatki bieżące. Mamy problemy ze spięciem budżetów, a ten rządowy program ma znaczenie jedynie propagandowe.

Czasami mówię studentom, że – szczególnie w przypadku mniejszych miejscowości – to dobrze, że realizowane są te proste inwestycje, typu budowa drogi czy chodnika. Ale one ludzi w tych miejscowościach nie zatrzymają. Oni i tak będą stamtąd wyjeżdżać, tylko tymi lepszymi ulicami.