Burmistrz Darłowa: Samorządy mogą stać się karykaturą

Z jednej strony rząd daje, z drugiej zabiera. To rujnuje budżety – ostrzega Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa.

Publikacja: 30.01.2022 23:32

Burmistrz Darłowa: Samorządy mogą stać się karykaturą

Foto: materiały prasowe

 

Panie burmistrzu, ilu Ukraińców mieszka i pracuje w Darłowie?

Trudno oszacować. Słyszałem, że w Darłowie i okolicy to może być nawet dwa tysiące osób.

Pracują w przetwórstwie rybnym, w budownictwie, bo u nas dużo się buduje. Poza tym w usługach: hotelach, ośrodkach wczasowych, a nawet w sklepach sieciowych. Oni chyba już u nas zostaną na stałe.

Pytam, bo kilka dni temu zapewnił pan w mediach społecznościowych, że Ukraińcy – w razie wybuchu konfliktu – mogą liczyć na wsparcie. Jakie?

Wyraziłem solidarność w tych trudnych momentach. Empatia to coś, co jest im potrzebne. Wielu Polaków, czy po stanie wojennym, czy później, emigrowało na zachód Europy. Oni mają ten komfort, że Polsce nic nie zagraża. A Ukraińcy pewnie się martwią o swoje rodziny, o to, co tam się może stać, czy będą mieli gdzie wracać.

Ukraińcy budują naszą przyszłość w Polsce. Czasami ich nie zauważamy, a to ludzie, którzy są targani niepewnością. Postanowiłem powiedzieć im: hej, bracia Ukraińcy, jesteśmy z Wami. Możecie na nas liczyć.

Mam nadzieję, że do konfliktu jednak nie dojdzie, więc zarówno w Darłowie, jak i w innych miejscach w Polsce nie będziemy musieli przejść od słów do czynów.

Miasto jest gotowe na ewentualne przyjęcie obywateli Ukrainy, gdyby ten kraj został zaatakowany przez Rosję?

Ci obywatele Ukrainy, którzy już u nas są, to osoby samodzielne. Mają pracę, mieszkanie i radzą sobie.

Czy dotrze do nas fala uchodźców, jeśli tak będzie? Jesteśmy dosyć daleko na północy Polski, więc pewnie byłaby mniejsza. To dobrze zorganizowana społeczność, a rynek pracy wciąż jest chłonny. Myślę, że nie byłoby problemu: administrowanie taką falą byłoby tylko takim etapem przejściowym, bo ci ludzie znajdą sobie tutaj i pracę, i mieszkanie.

Oni się świetnie integrują. Oprócz osób przyjeżdżających na kilka miesięcy i wracających jest coraz więcej rodzin, które się tu osiedlają. Sam znam kilka. Część z nich stara się nie tylko o prawo pobytu, ale też obywatelstwo. Ich dzieci chodzą do naszych szkół czy przedszkoli.

Przyjęty w połowie grudnia przez Radę Miasta budżet zakłada wzrost dochodów o ponad 2 mln zł, do poziomu 72 mln. Nadmiar optymizmu?

Myślę, że nie. W przeciwieństwie do budżetu państwa my raczej nie uprawiamy kreatywnej księgowości. Dla naszego budżetu ważne są dochody majątkowe, ze sprzedaży działek deweloperom. Jest zapotrzebowanie, jest rynek, a ceny rosną: spodziewamy się zatem, że nie będzie problemu ze wzrostem dochodów.

W tym roku w Darłowie o 9 mln zł wzrosną też wydatki. Z czego miasto chce je pokrywać?

Niestety, jest tak, że zaczynamy zjadać własny ogon, bo sprzedając nieruchomości, pozbywamy się „dóbr koronnych", a  nasze własne dochody bieżące zaczynają być niewystarczające na utrzymanie miasta. Jak na pensje nauczycieli: musimy do nich dopłacać 50 proc., jak wszystkie samorządy. Poza tym potrzebujemy pieniędzy na oświetlenie ulic czy na sprzątanie.

Sfinansujemy to z nadwyżki budżetowej. Jeśli w danym roku sprzedamy dużo działek i będzie nadwyżka, to w przyszłym roku możemy tę nadwyżkę przeznaczyć na bieżące wydatki miasta.

To jest przejadanie majątku, a pewnie będzie jeszcze gorzej, bo dotknie nas to, co wszystkich: podwyżki cen energii i gazu, bo przecież musimy oświetlić i ogrzać nasze instytucje.

Czy w małych miejscowościach – jak Darłowo – efekty Polskiego Ładu dla budżetów będą tak samo dramatyczne, jak w wielkich aglomeracjach?

Myślę, że nie. U nas takiego efektu nie będzie. Jesteśmy w tej kategorii miast, gdzie dominują ludzie o niższych dochodach. Wielu nie płaci podatków, wpływy z PIT od tej grupy nie były duże.

Jakiś uszczerbek w naszych dochodach będzie, ale nie taki jak w Warszawie, gdzie statystycznie znacznie lepiej się zarabia.

W październiku otrzymaliście z Programu Inwestycji Strategicznych ponad 13 mln zł na rozbudowę i modernizację oczyszczalni ścieków. Rządowe wsparcie wystarczy na dokończenie tej inwestycji?

Dostaliśmy to umowne określenie. Fizycznie tych pieniędzy nie dostaniemy. Inwestycja nie będzie opłacana z budżetu miasta, tylko z Banku Gospodarstwa Krajowego. Procedury w sprawie oczyszczalni trwają.

Na kongresie samorządów w Mikołajkach mówiłem już, że samorządowcy bardzo się cieszą, że jest taki program. Jest komplementarny, wypełniający – zwłaszcza w małych miejscowościach – lukę związaną z tym, że fundusze unijne, i te regionalne, i operacyjne, dziś już praktycznie nie dają wiele małym miejscowościom.

A tam wciąż jest wielki głód podstawowych inwestycji: dróg, kanalizacji, wodociągów.

W pierwszych programach unijnych były środki na drogi, dziś ich brak. Program rządowy, który stawia na drogi, wodociągi, kanalizację, jest bardzo dobry.

Ale rząd z jednej strony nam daje, a z drugiej – zabiera. Choćby poprzez niedoszacowanie subwencji oświatowych. To jest rujnujące dla większości budżetów samorządów. Musimy kilka milionów dopłacać do utrzymania oświaty. Gdyby rząd – zamiast z fajerwerkami ogłaszać kolejne programy wsparcia inwestycyjnego na miliardy – uczciwie wypełniał swoje obowiązki, tobyśmy te oczyszczalnie ścieków czy wodociągi sami budowali.

O jakie wsparcie miasto się stara z drugiego rozdania z programu inwestycji strategicznych? I na co?

Będziemy wnioskować o pieniądze na magistralę wodociągową. Miasto się rozbudowuje, potrzebna jest woda do nowych hoteli czy apartamentowców. Potrzeba na to pięć milionów.

A nie mamy takich środków, bo rząd nas okrada. Samorządy przestają być samorządami, a stają się klientami. Tak było przed 1990 r., kiedy to w Polsce były quasi-samorządy, czyli terenowe organy administracji państwowej.

Różnica jest taka, że wójtów, burmistrzów, prezydentów – wtedy zwanych naczelnikami – przywożono z I Komitetu Powiatowego, a dziś, póki co, pozwala się mieszkańcom ich wybierać.

Ale jeśli oni nie będą mieli własnych środków, to będą musieli czapkować politykom. To będzie karykatura samorządów. Niestety, w tym kierunku idzie obecna ekipa rządząca.

Jak lokalne firmy reagują na wysoką inflację, wzrost cen prądu i gazu czy zmiany podatkowe wynikające z Polskiego Ładu? Zapowiadają się bankructwa?

Widzę, że coraz więcej lokali się zamyka. Jeszcze niedawno w centrum naszego miasteczka na głównym deptaku wszystkie lokale były otwarte, a dziś jest już kilka zamkniętych. I pewnie czeka to kolejne, bo dotknęła je pandemia, a dziś też skutki Polskiego Ładu.

Widzę także tych, którzy się nie otworzyli. Miała powstać nowa restauracja, a teraz inwestor się wstrzymał. Pewnie na nowo wszystko kalkuluje.

W ostatnich dniach padają kolejne rekordy zakażeń Covid-19. Jako lekarz z wykształcenia namawia pan mieszkańców do szczepień? W Darłowie zaszczepiło się nieco ponad 61 proc., gdy średnia dla kraju to 56 proc.

Cały czas. Razem ze szpitalem powiatowym w Sławnie staramy się organizować takie akcje jak punkty szczepień weekendowych.

Mamy takie miejsce, „Poczekalnia kultury", i tam już kilka takich akcji było. Można było przyjść i zaszczepić się bez wcześniejszej rejestracji.

To się cieszy sporym zainteresowaniem. Zwykle 120–150 osób szczepi się podczas akcji. To osoby, które nie mają czasu, ale dzięki naszej akcji czy kampanii zachęt, propagandy – decydują się. Stąd ponadprzeciętna wyszczepialność w naszym powiecie i w samym Darłowie.

Panie burmistrzu, ilu Ukraińców mieszka i pracuje w Darłowie?

Trudno oszacować. Słyszałem, że w Darłowie i okolicy to może być nawet dwa tysiące osób.

Pozostało 97% artykułu
Okiem samorządowca
Olgierd Geblewicz: Jesteśmy największym producentem energii odnawialnej w Polsce
Okiem samorządowca
Marcin Krupa: Zrealizowaliśmy ponad 95 proc. „zielonych” obietnic z poprzedniej kampanii
Okiem samorządowca
Agata Wojda: Cieszę się, że obecny rząd rozmawia z samorządami
Okiem samorządowca
Piotr Grzymowicz: Powrót tramwajów do Olsztyna to bardzo znaczący sukces
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Okiem samorządowca
Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: Ten rząd traktuje samorządy po partnersku
Okiem samorządowca
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni: To była najtrudniejsza kadencja