Panie prezydencie, ile torowisk zbudowano i zmodernizowano w ubiegłym roku w Szczecinie?

Trudno to zliczyć jednostkowo. W całym programie poszło na to paręset milionów złotych. Budujemy i modernizujemy torowiska. Ten proces cały czas trwa. A na inwestycje wydaliśmy miliard złotych.

Na wszystkie czy tylko te torowe?

Wszystkie. Jeżeli chodzi o torowiska globalnie, to wydajemy w tej chwili najwięcej w swojej historii.

Wspomniał pan, że w zeszłym roku na inwestycje Szczecin wydał miliard złotych. A w tym roku wiadomo, ile pójdzie na ten cel?

Te kwoty będą niewiele niższe. Jesteśmy w trakcie procesów inwestycyjnych i nawet z uwagi na Polski Ład nie mogliśmy zatrzymać tych procesów. Zwykle są to inwestycje paroletnie. Więc tak naprawdę 2022 będzie rokiem kończenia już rozpoczętych zadań.

Jednak przez Nowy Ład mamy ogromny problem z nowymi inwestycjami, bo nasza perspektywa finansowa na przyszłość bardzo się pogorszyła. A na to się jeszcze nakłada inflacja oraz ogromy wzrost cen energii i gazu.

To są rzeczy, które nas mocno dotykają, więc sytuacja inwestycyjna nie jest różowa. Jednak to, co mamy zaplanowane i rozpoczęte, musimy skończyć. To byłoby marnotrawstwo, gdybyśmy się wycofywali z zadań, które trwają.

Jest więc szansa, że budowa stadionu miejskiego wraz z centrum szkolenia dzieci i młodzieży zakończy się w tym roku?

Na pewno. To już jest finał tej inwestycji. Za około pół roku będziemy przystępowali do odbioru. W zasadzie centrum szkolenia jest już gotowe. Kończymy ostatnie elementy stadionu. Do wakacji będzie wykończony, a jesienią będziemy mogli korzystać w pełni z tego obiektu. Na ukończeniu jest też inne duże zadanie: aquapark, który w tej chwili jest wykańczany. Obie te inwestycje zejdą z budżetu w 2023 roku. Ale wielką niewiadomą jest kolej metropolitalna, ponieważ mamy poślizgi związane z realizacją części torowej przez PKP PLK.

Szacował pan, że do 2025 roku miasto straci około 540 milionów zł, bo tyle nie wpłynie do budżetu z powodu zmian podatkowych związanych z Polskim Ładem.

Tak, liczyliśmy to na bazie wpływów z PIT-u. Dla dużych samorządów są one głównym źródłem wzrostu dochodów oraz finansowania inwestycji. W ub. roku zamknęliśmy te wpływy kwotą około 700 mln zł, natomiast w tym roku otrzymamy 613 mln zł. I to w transzach po jednej dwunastej każdego miesiąca.

A jak te wpływy będą jeszcze niższe, to miasto może jeszcze zwracać różnicę.

Tak może być. Gdyby nie te zmiany podatkowe, to na ten rok planowaliśmy około 740 milionów wpływów z PIT. Więc dostaniemy ok. 130 mln zł mniej. A przez cztery lata będzie to mniej o ponad pół miliarda! Biorąc pod uwagę wzrost cen usług budowlanych, rosnącą inflację, szalejące ceny energii, to dla nas poważny problem.

Zresztą dla wszystkich dużych samorządów w Polsce, które są motorami inwestycji publicznych. Rozwiązaliśmy szereg problemów, które nas jeszcze nie tak dawno dzieliły od dojrzałych metropolii europejskich ze starej Unii.

Myślę, że ten proces unowocześniania naszej infrastruktury teraz będzie mocno wyhamowany. Rządowe wsparcie, które idzie do samorządów, nie jest proporcjonalne do ich strat. Samorządy otrzymują jakieś dotacje na różnego rodzaju zadania inwestycyjne, ale przy paruset zadaniach inwestycyjnych rocznie, jeśli dostaniemy dofinansowanie na jedno czy dwa, to w skali potrzeb będzie to tylko kropla w morzu.

Małe samorządy realizują mniej zadań inwestycyjnych, więc dla nich być może ta różnica nie będzie aż tak wielka. Dla nas jest duża. I niestety oznacza to, że musimy wdrażać programy oszczędnościowe, a to się wiąże z cięciem pieniędzy na zadania nieobowiązkowe.

Mocno to odczują mieszkańcy?

Tylko w tych sferach, w których miasto było aktywne, poza swoimi obowiązkami. I tak np. wsparcie organizacji pozarządowych będzie mniejsze. Do tej pory wspieraliśmy szereg projektów edukacyjnych. Teraz trafi tam mniej środków. Z niektórych działań musieliśmy zrezygnować.

Mamy w Szczecinie program Alzhaimer+ skierowany do opiekunów osób z chorobą Alzhaimera. I też już musieliśmy o 30 procent go ograniczyć. Uważam, że zmiany podatkowe powinny się odbywać z pewnym wyprzedzeniem, by samorządy mogły się do tego przygotować.

Powinny one być też kompensowane w jakiś sposób, dlatego, że my realizujemy większość zadań w bezpośrednim kontakcie z mieszkańcami. Odpowiadamy za wszystko – od wody poprzez ciepło w domach, oświetlenie ulic czy śmieci. Mieszkańcy w pierwszej kolejności mają kontakt z samorządem, a rząd to jest taka druga linia. Ale też ważna.

W Szczecinie mamy setki uczniów, którzy przyjeżdżają do miejskich burs. My je utrzymujemy i chcemy to robić, tylko musimy mieć środki. Miasta mają także duże ośrodki kultury – filharmonie, teatry, do których też przyjeżdża młodzież, także spoza Szczecina. To jest nasz obowiązek, ale na to również musimy mieć zagwarantowane finansowanie.

Polski samorząd nie zna swojej przyszłości. Nawet mając te 613 mln zł z podatku PIT, to i tak może się okazać, że na skutek bałaganu podatkowego wypłacane będą zbyt duże kwoty, a miasto będzie musiało część tej kwoty oddać. To oznacza katastrofę.

Dlaczego?

To jest kompletny brak odpowiedzialności po stronie rządzących. My administrujemy sferą publiczną wspólnie. I parlament musi przy swoich decyzjach uwzględniać potrzeby samorządów. To nie jakieś obce ciało, które jest wrzodem, tylko element tego systemu. Tak to zostało mądrze stworzone w Polsce w latach 90. Polski samorząd jest jednym z najlepiej rozwiniętych w Europie. Nasi koledzy z krajów zachodniej Europy często nam zazdroszczą. A teraz ten system próbuje się sprowadzić do parteru. To nie jest ta droga i idea, która przyświecała reformom na początku lat 90.

Jak pan sam zauważył, Polski Ład uderzy zwłaszcza w duże samorządy, które najczęściej są rządzone przez prezydentów czy burmistrzów przeciwnych obecnej władzy.

Zawsze sądziłem, że Polska jest jedna. Polska nie jest Polską partii politycznych, bo partie dziś są, a jutro ich nie ma. Jak ktoś demontuje system, który działa sprawnie, to musi wiedzieć, że jego odbudowywanie potrwa lata. Popatrzymy, jak wygląda dziś polska oświata, o czym mało mówimy w mediach, bo są inne rzeczy, jak Pegasus. Za chwilę nie będziemy mieć nauczycieli w Polsce.

W Szczecinie połowa nauczycieli skończyła już 50 lat, a to oznacza, że za dziesięć lat minister Czarnek nie będzie już mieć problemów ze szkołą, bo nie będzie komu uczyć. Albo zostaną ludzie z przypadku. Będą cytowali książki, bo nie będą mieli żadnego przygotowania pedagogicznego.

Tak może rzeczywiście być.

Jako samorządowcy myślimy w kategoriach dziesięciu lat i więcej. A system oświaty w Polsce widzę w bardzo czarnych barwach. Mało tego, gdybyśmy nawet dzisiaj rozpoczęli wielką reformę systemu, to ten sektor zmieni się najwcześniej za dziesięć lat.

Edukacja to kluczowa sprawa dla rozwoju gospodarczego Polski. Mamy deficyt młodzieży z dobrym przygotowaniem z przedmiotów ścisłych. Jest on tak ogromny, że nasza gospodarka się z tego powodu dusi. A za chwilę będzie jeszcze gorzej, bo matematyki, fizyki, chemii już nie ma kompletnie kto uczyć.

Tylko świadomi rodzice, którzy będą mieli pieniądze, będą w stanie porządnie wykształcić dzieci. Pozostali będą tej szansy pozbawieni, bo tej roli szkoła publiczna nie spełni.

Niedawno samorządy apelowały o działania osłonowe w związku z drastycznymi podwyżkami cen prądu i gazu. Doszło do rozmów z rządem?

Nie mam takiej wiedzy. Słyszę o rozwiązaniach, które mają wspierać szpitale czy ośrodki pomocy społecznej. W tych miejscach mają być stosowane taryfy jak dla odbiorców indywidualnych. Jeżeli tak będzie, to złagodzi skutki podwyżek.

W Szczecinie prąd podrożał o ok. 70 procent, dla nas jako miasta. Liczymy jednak, że ceny spadną i koszty będą mniejsze. W budżecie nie przewidywaliśmy aż takich skoków. Więc teraz w połowie roku musimy dokonać korekty budżetu już w oparciu o nowe parametry.

Tor gokartowy w Szczecinie, gdzie swoje pierwsze triumfy święcił m.in. Robert Kubica, zniknie na rzecz apartamentów, czy zostanie?

To jest informacja absolutnie nieprawdziwa. Nikt nie likwiduje toru. Tor funkcjonuje, ma swojego administratora i swojego wieczystego użytkownika. Natomiast studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta, rzeczywiście, przewiduje tam obszar pod nieintensywną zabudowę mieszkaniową. Ale miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego nie zmieniamy. W planie dalej jest tam sport i rekreacja, i to będzie funkcjonowało tak być może jeszcze przez 10–20–30 lat.

Liczył pan już, ile z tej ponad 6-tys. podwyżki „zje" panu Polski Ład, czy jeszcze nie?

Nie zastanawiałem się nad tym. Poddaję się temu systemowi, który obowiązuje, i płacę podatki. Uważam, że ci, którzy zarabiają więcej, mogą więcej danin składać na rzecz społeczności. Przypomnę także, że podwyżka to nie był pomysł samorządowców, ale obowiązek wprowadzony przez rząd. Martwi mnie jednak ten bałagan w systemie. Mamy bardzo poważne wątpliwości co do rozwiązań w rozporządzeniach, które zostały zastosowane.

Dlaczego?

Nie do końca jest to zgodne z polskim systemem prawnym. Więc obawiam się, że nie da się w prosty sposób naprawić tego, co zostało popsute. Była prosta ścieżka. Jeżeli rząd chciał podjąć taką decyzję, to należało podnieść kwotę wolną od podatku i ewentualnie zwiększyć procent dla tych najlepiej zarabiających. To byłoby rozwiązanie, na którym ci najmniej zarabiający by skorzystali, a ci, którzy zarabiają powyżej pewnego pułapu, nieco by stracili, ale byłoby to akceptowalne.

A byłaby czysta sytuacja. Zrobiono jednak bałagan. Myślę, że to jest system nienaprawialny, a na koniec roku jeszcze się okaże, że nie jest tak fajnie, jak widzieliśmy na billboardach. Szkoda, że tak mało elegancko potraktowano tych aktywnych, którzy pracują często w wielu miejscach, żeby podnieść poziom życia swojej rodziny. Takie osoby powinny być wspierane przez państwo, a nie spychane do worka cwaniaków i kombinatorów.

W niedzielę będzie pan kwestował w ramach WOŚP, czy może przeznaczy coś na aukcję?

Mam pomysł na aukcję, ale to niespodzianka. WOŚP jak co roku będę oczywiście wspierał.