Słupsk już opustoszał po tegorocznych wakacjach? Czy turyści są jeszcze w mieście?

W pasie nadmorskim turyści często korzystają z wrześniowych terminów, bo w ośrodkach turystycznych pobyt jest nieco tańszy, a nad samym morzem jest więcej miejsca. Poza tym oferta Słupska dotyczy nie tylko klasycznie rozumianych wakacji, ale jest znacznie szersza – od kwestii historycznych, przez wielkie kolekcje muzealne, aż po znane na całym świecie jesienne festiwale teatralne i muzyczne.

Czas po wakacjach to także sezon leśników, grzybiarzy, ludzi, którzy nie lubią tłoku i lepiej odnajdują się w spokojniejszych klimatach.

A z takim mamy do czynienia po głównym sezonie turystycznym w lipcu i sierpniu. Dodatkowo młodzież wróciła do szkół, co, mamy nadzieję, nie będzie już przerywane kolejnymi ograniczeniami w nauce. Dlatego, podsumowując – Słupsk nie opustoszał i mam wrażenie, że nie pustoszeje przez cały rok.

To był udany sezon turystyczny czy jednak nie?

W rozmowach z osobami, które prowadzą działalność gospodarczą, słyszę, że sezon był bardzo udany. Zwłaszcza upalny lipiec. Temperatury mieliśmy podobne jak we Włoszech czy w Grecji. Sierpień dał trochę w kość, bo było chłodno i padały deszcze, ale są też tacy pasjonaci klimatu nadmorskiego, którzy przyjeżdżają, nawet jak pada. Szczególnie ci ze Śląska.

A słupscy przedsiębiorcy jak oceniają ten sezon?

Po pandemii wszyscy cieszą się z każdego gościa, który przyjedzie do hotelu czy restauracji, choć to wychodzenie z kryzysu popandemicznego będzie jeszcze długo trwało.

A trzeba przyznać, że w Słupsku wiele osób korzystało z lokali gastronomicznych, zwłaszcza że już drugi rok miasto zachęcało do otwierania ogródków, wyznaczając symboliczną opłatę za zajęcie pasa drogowego: grosz za mkw. A ludzie lubią siedzieć na powietrzu, więc lokale były pełne.

Najgorszy jest strach przed nieznanym, przed kolejnymi zawirowaniami i ewentualnym zamknięciem. To jest, myślę, główny problem dzisiejszych przedsiębiorców – trudny czas przetrwali, ale zdajemy sobie sprawę, że nikt nie ma tyle zasobów i finansowych i emocjonalnych, by co kilka miesięcy walczyć o przetrwanie.

Czytaj więcej

Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia
Jacek Sutryk: Po Polskim Ładzie nie będzie samorządu

Do miasta przyjeżdżali w tym roku głównie Polacy czy i obcokrajowcy? Były to krótkie wypady czy raczej dłuższe pobyty?

Słupsk jest jednym z najstarszych miast w pasie nadmorskim, miastem przyjaznym, kompaktowym, ciekawym, z pięknymi zabytkami, a przede wszystkim bardzo zielonym. Turyści chętnie odwiedzają Słupsk, przyjeżdżając zwykle na krótsze pobyty. Możemy powiedzieć, że jesteśmy miastem turystycznym o charakterze tranzytowym.

Nasi goście, bo tak mówimy o odwiedzających Słupsk turystach, często mają swoją główną bazę w miejscowościach leżących bezpośrednio nad morzem, które jest oddalone od Słupska o 18 km. Przyjeżdżają do nas w weekendy lub na dwa–trzy dni w dowolnym czasie, korzystając z bogatej oferty kulturalnej, klimatycznych zabytków, malowniczych uliczek i pięknych parków, skwerów i zieleńców.

Jakieś nowe komunalne atrakcje przyciągały w tym roku turystów do Słupska?

Po kilku nieudanych podejściach w tym roku uruchomiliśmy rower miejski, który cieszył się od początku bardzo dużym zainteresowaniem, co widzieliśmy każdego dnia, obserwując osoby korzystające z rowerów i rosnące statystyki wypożyczeń.

Jak już wspomniałam, Słupsk jest bardzo kompaktowym miastem. Mamy 90 tys. mieszkańców na 42 km kw. powierzchni.

Z jednego końca na drugi koniec miasta można przejechać rowerem w 20 minut. Rowery były atrakcją.

W tym roku świętowaliśmy też 120-lecie słupskiego ratusza. To piękny obiekt zbudowany w 26 miesięcy na przełomie wieków. Zrobiliśmy wielką imprezę z tej okazji – urodziny ratusza. Przyszło mnóstwo ludzi. Robiliśmy też inne imprezy, by wyciągnąć ludzi z domów. Były m.in. mistrzostwa strongmanów, czyli silnych mężczyzn, którzy na własnych barkach przeciągają tiry. Organizujemy też bezpłatne cykliczne wycieczki tematyczne po mieście.

Miasto przymierza się do budowy centrum sportowo-rekreacyjnego w Parku Kultury i Wypoczynku. Kiedy może ruszyć budowa?

Chcemy zmodernizować teren Parku Kultury i Wypoczynku, tak żeby na całej przestrzeni wypełnić ją strefami, by mieszkańcy w różnym wieku mogli aktywnie tam wypoczywać. Zaczynając od niemowlaków, kilkulatków, a kończąc na osobach dorosłych, rodzinach i seniorach.

I tak np. na tzw. placu cyrkowym powstanie duża strefa międzypokoleniowa do gier, a w strefie blisko rzeki – plaża miejska.

Dużej zmianie ulegnie obszar, który jest bardzo zaniedbany, a gdzie odbywają się duże imprezy plenerowe, koncerty, wystawy. Chcemy ją całkowicie zmienić. Tam ma powstać strefa imprez artystycznych, ale też sportowych, integracyjnych. Ten projekt jest policzony na kilka lat. Na razie wystąpiliśmy o wsparcie 20 mln zł z pierwszej edycji Polskiego Ładu, bo park ma przejść generalny lifting. Mamy nadzieję, że ze względu na ciekawy i wielopokoleniowy wymiar dostaniemy to dofinansowanie. A jak je otrzymamy, to ruszamy z kopyta.

Czytaj więcej

Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania.
Jacek Jaśkowiak: Twarde reguły gry dla niezaszczepionych

Kiedy zakończy się rewitalizacja słupskich bulwarów? To będzie główna trasa spacerowa miasta?

Bulwary nad Słupią są na etapie dużego zaawansowania. Oddajemy do użytku poszczególne odcinki. Nasadzamy zieleń. Uroda tych miejsc najbardziej będzie widoczna wiosną i latem.

Wtedy też przystąpimy do uruchomienia na tym terenie działalności gastronomicznej. Mam ciekawy pomysł, jak zorganizować tam tego typu usługi. Chcemy, by przedsiębiorcy postawili tam obiekt według naszej koncepcji (szczególnie wizualnej) i prowadzili go przez 20 lat z zastosowaniem ulg.

Ta inwestycja łączy słupszczan, każdy znajdzie tam coś dla siebie – miłośnicy rzeki, spacerów, rowerów, estetyki przyrody i natury.

Bulwary będą usytuowane w najstarszej części miasta, nasyconej wieloma zabytkami, które „żyją”. Blisko jest np. baszta czarownicy, w której naprawdę została spalona jedna z kobiet posądzana o czary, a współcześnie znajduje się tam miejsce wystawiennicze.

Jest też Zamek Książąt Pomorskich – muzeum, czy Biały Spichlerz, gdzie znajduje się największa na świecie kolekcja dzieł Stanisława Witkiewicza. Słupsk Witkiewiczem stoi, choć Witkiewicz nigdy w Słupsku nie był.

Miasto przygotowuje się do innej inwestycji. Przebudowy Starego Rynku.

Jeszcze prace nie ruszyły, a już są przeciwnicy inwestycji. Jak to bywa przy różnych inwestycjach, są zwolennicy i przeciwnicy planowanych działań. Kwestią sporną jest zamierzenie wyprowadzenia z tego fragmentu miasta ruchu samochodowego i oddania go wszystkim mieszkańcom, nie tylko kierowcom, ale też pieszym, rowerzystom, turystom, osobom, które chcą mieć w sercu miasta przyjazne, ładne, bezpieczne miejsce, a nie tylko parking.

Plac Starego Rynku jest nieduży – wielkości boiska. Przez ruch samochodowy, nawet po rewitalizacji tego miejsca, nie będzie widać urody tej części miasta.

Co ważne, my nie walczymy z kierowcami, naszym wrogiem nie są auta i nie zabieramy miejsc parkingowych, tylko przenosimy je (w zależności od punktu, w którym zaczynamy mierzyć) od 20 do 85 m.

Dzięki temu plac Starego Rynku zyska piękną płytę ze szlachetnych materiałów bez barier architektonicznych, z fontanną, meblami miejskimi – ruchomymi, które w razie konieczności będzie można przestawić. Cały czas rozmawiamy z przedsiębiorcami. Mam nadzieję, że ten projekt będziemy realizować od 2023 roku.

Na rewitalizację Starego Rynku miasto pozyskało wsparcie z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. To była jedyna pomoc rządu dla słupskiego samorządu?

Te środki w części pokrywają koszty niezbędne do realizacji inwestycji, która polega na przebudowie Starego Rynku wraz z otoczeniem (sąsiednie ulice i tereny). Dostaliśmy 4 miliony z wnioskowanych 8. Wcześniej otrzymaliśmy pomoc na remonty dróg samorządowych.

Czy ta pomoc z rządu wyrównała straty w budżecie spowodowane pandemią i lockdownami?

Nie. Te 4 miliony są oczywiście wsparciem, ale to nie pokryło nam strat. Wyrównanie 1:1 strat, które ponieśliśmy z powodu lockdowanu i pomocy dla przedsiębiorców, pewnie nie jest możliwe.

Teraz bardziej obawiamy się innej sytuacji: w jaki sposób zapisy Polskiego Ładu i jego koncepcja podatkowa obniży nam bieżące dochody.

Samorządy już wcześniej odczuły zmiany podatkowe, gdy zwolniono z podatków osoby do 26. roku życia, a pozostałym obniżono go o punkt procentowy.

Wpływy podatkowe do naszego budżetu były niższe o kilka milionów złotych. Nie spodziewam się, że rząd pokryje nam kolejne straty 1:1. Niedługo mamy rozmawiać o subwencjach.

Czytaj więcej

Małe gminy nie poniosły wielkich strat covidowych. Te jeszcze przyjdą. Dołoży się do tego Polski Ład
Polski Ład: pomysły rządu gorsze niż pandemia

Słupsk sprzedaje mieszkania komunalne do remontu, gdy inne miasta oddają takie lokale chętnym w zamian za remont. Skąd taka polityka?

Mamy kilka koncepcji polityki mieszkaniowej. Jesteśmy miastem, które zdecydowało się kupić od dewelopera cały budynek z 36 lokalami. Do niego przenieśliśmy najemców, którzy zwolnili swoje mieszkania. To chyba ewenement w skali kraju. Zgłaszają się do nas osoby z innych miast z pytaniem – jak to zrobiliście?

Dlaczego się na to zdecydowaliśmy? Wzmacniamy rynek przedsiębiorców. Poza tym dostaliśmy 4 mln zł dofinansowania z BGK, więc faktycznie budynek kosztował nas 6 mln zł. To jeden kierunek. Drugi to wynajem za remont. Wskazujemy czekającym z listy mieszkania do remontu i osoby, które decydują się wyłożyć własne środki na remont, szybciej dostają lokale.

Poza tym mamy szeroki pakiet zamian mieszkań. W Słupsku mamy dużo lokali, które mają 100–120 lat, które mocno się zdekapitalizowały, bo nie zawsze były środki na ich remonty, stąd pakiety różnych rozwiązań stosowane przez miasto.

Połowa mieszkańców jest zaszczepiona. Ale to prawie o 15 proc. mniej niż np. w Gdańsku. Skąd niechęć do szczepień w mieście?

Szczepienia organizujemy w każdy możliwy sposób. Są punkty otwarte w przychodniach, ale też mobilne przy okazji różnych świąt.

Ostatnio wystosowałam list do mieszkańców w tej sprawie. I kiedy po raz pierwszy weszłam na forum internetowe, byłam zdziwiona agresją wobec mojego apelu. Dowiedziałam się różnych rzeczy: a to, że siedzę w kieszeni ministra zdrowia, skoro zachęcam do szczepień, albo biorę łapówki od producentów leków. Kompletnie irracjonalne argumenty. Boję się, że to się rozrasta.

U mnie lęk przed chorobą jest większy niż przed skutkami zaszczepienia. Zachęcam mieszkańców do szczepień, a teraz będziemy zachęcać także młodzież. Szczepionka jest inwestycją w człowieka, a ludzi trzeba przekonywać przykładami i tym, co może się zdarzyć, jeśli się nie zaszczepią.

W połowie sierpnia głośno było o mieście z powodu wycięcia dębów pamięci poświęconych śp. parze prezydenckiej. Zasadzono już nowe dęby?

To, co się stało, to była czyjaś głupota, a nie żadna akcja polityczna. Już samo ścięcie drzewa to skrajna nieodpowiedzialność. A tu wycięto symboliczne dęby.

Nowe są już nasadzone. Kolejny raz. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie więcej. Ale gdyby ktoś znowu to zrobił, to my będziemy sadzili nowe. Cały czas. Uważamy, że taki sposób uhonorowania party prezydenckiej, jaki wybrali słupszczanie, zasługuje na szacunek.

Połowa tej kadencji za nami. Zastanawiała się już pani, czy wystartuje w wyborach w 2023 roku?

Jestem długodystansowcem i jak coś planuję, to z dłuższą perspektywą czasu, ale jeszcze o tym nie myślałam. Z uwagą przyjęłam informację, że kadencja samorządowa może zostać wydłużona, ze względu na to, że jesienią 2023 roku będą się kumulować wybory parlamentarne i samorządowe.

Być może samorządowcy będą mieć wybory później, o pół roku. Bardzo by mi to odpowiadało. Uważam, że wiosenna kampania jest bardziej przyjazna, niż ta późnojesienna. A decyzji jeszcze nie podjęłam. Nie ma we mnie jeszcze do samej siebie pytania: czy chcę to uczynić? To jest trudny czas.