Fundusz Inwestycji Samorządowych: kto zyska, a kto straci?

Samorządy mają dostać od rządu 6 mld zł jako elementy tarczy osłonowej przed efektami pandemii. Kolejka po dotacje może być długa, ale nawet takie pieniądze nie zrekompensują wszystkich strat.

Zgodnie z zapowiedzią prezydenta Andrzeja Dudy, złożoną w trakcie kampanii wyborczej, rząd pracuje nad powołaniem Funduszu Inwestycji Samorządowych. Ostateczną uchwałę w tej sprawie Rada Ministrów przedstawi, gdy wejdzie w życie odpowiednia ustawa, ale znane są już jej założenia.

W sumie Fundusz to 6 mld zł (w tym 2,6 mld zł dla gmin wiejskich i wiejsko miejskich, 2,4 mld zł dla pozostałych gmin i miast oraz 1 mld zł dla powiatów). „Pieniądze od rządu będzie można wykorzystać na bliskie ludziom inwestycje, np. w szkoły, przedszkola, wodociągi, szpitale czy domy pomocy społecznej, a także inne działania podejmowane w naszych małych Ojczyznach – przekonuje wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Kalkulator dla gmin

Kwoty dla poszczególnych jednostek mają zależeć od wartości zaplanowanych na 2020 r. wydatków majątkowych (a także zamożności gminy), jednak nie mniej niż 0,5 mln zł, i nie więcej niż 93,5 mln zł. Ministerstwo Rozwoju przygotowało nawet kalkulator, gdzie każdy samorząd może sprawdzić, na jakie wsparcie może liczyć.

CZYTAJ TAKŻE: Unia Metropolii Polskich: preferowany większy udział w PIT i CIT

Wicepremier Emilewicz podkreślała, że nowa inicjatywa to Tarcza dla Samorządów i zrekompensuje po części ubytki w dochodach lokalnych budżetów w efekcie pandemii. Fundusz ma ruszyć jeszcze w tym roku, być może od sierpnia. Zapewne będzie cieszył się dużym powodzeniem, ponieważ dotychczasowe tarcze osłonowe nie przewidywały bezpośredniej pomocy dla gmin (przewidywały głównie możliwość większego zadłużania się). – To pierwsza realna kwotowo propozycja wsparcia finansowego samorządów – komentuje Barbara Sajnaj, skarbnik miasta Poznania. – Każde wsparcie dla samorządów jest oczekiwane i potrzebne – dodaje też Izabela Kozicka-Prus z urzędu miasta Gdańska.

Jednocześnie jednak samorządowcy zauważają, że ta pomoc ma pewne mankamenty. – Poznań może liczyć na 93,5 mln zł i taka kwota znacznie wesprze budżet miasta – zaznacza Skarbnik Poznania. – Ale w żaden sposób nie zrekompensuje ubytków dochodów i problem w finansowaniu działalności bieżącej Miasta pozostanie – dodaje.

Mirosław Czekaj, skarbnik Warszawy, zauważa, że propozycja podziału Funduszu zawiera istotny błąd metodologiczny, ponieważ połączono pulę wsparcie dla gmin i dla miast na prawach powiatu, choć różnią się one znacząco skalą dochodów i zakresem obowiązków. W efekcie tego błędu 10 dużych miast (zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich) zamiast 1 mld 319 mln zł może otrzymać co najwyżej 63 proc. tej kwoty, czyli 829 mln zł. A sama Warszawa zamiast 350 mln zł – co najwyżej 93,5 mln zł.

Ubytki w samorządowych kasach

Przede wszystkim jednak, jak argumentują zainteresowani, nowa inicjatywa to pomoc jednorazowa i nie rozwiązuje problemów lokalnych budżetów. – Nie zrekompensuje ani negatywnych dla nas skutków zmian w systemie podatkowym, ani niewystarczającej subwencji na zadania oświatowe, ani strat w efekcie pandemii – wylicza Katarzyna Duma, rzecznik Prezydenta Lublina.

Lublin może liczyć jednorazowo na ok. 36 mln zł. Tymczasem ubytki po reformie PIT to ok. 65 mln zł rocznie, a epidemia przyniosła już 40 mln zł strat w dochodach i o 30 mln zł wyższe wydatki. – W skali całego roku liczymy się z możliwością braku wpływów na poziomie do 200 mln zł w zależności od dalszego rozwoju sytuacji – szacuje Duma.

CZYTAJ TAKŻE: 6 mld złotych na inwestycje od rządu dla samorządów

– Do końca maja z tytułu niższych wpływów z PIT i CIT, spadku sprzedaży biletów komunikacji miejskiej, czy choćby niższych wpływów z czynszów wynikających z ulg udzielonych firmom przedsiębiorcom, ubytki w naszej kasie sięgają niemal 100 mln zł. A to dopiero niepełny jeden kwartał tego roku – podkreśla też Izabela Kozicka-Prus z Gdańska. Gdańsk szacunkowo może otrzymać 80 mln zł.

Dlatego samorządowcy postulują zmiany systemowe, które trwale poprawiłyby ich sytuację. Jak podkreśla Mirosław Czekaj, najlepszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie udziału gmin w podatku dochodowym od osób fizycznych PIT o 4,44 punkty procentowe, do 42,6 proc. oraz zwiększenie udziału w PIT powiatów – o 0,88 p.p. do 11,13 proc.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Ogrodzieniec szykuje się na inwazję fanów Geralta

Zamek w Ogrodzieńcu, oprócz bycia popularną atrakcją turystyczną, ma również szczęście do filmu. To ...

ZMP kontra Kancelaria Premiera, czyli prawdy i półprawdy o samorządach

Związek Miast Polski rusza ze spotem „Cała prawda o samorządach”. To odpowiedź na filmik ...

Za rozlewisko na skrzyżowaniu odpowiada miasto

Władze samorządowe muszą wypłacić odszkodowanie za uszkodzenie samochodu, który wjechał w ogromną kałużę znajdującą ...

Powstaje Morskie Centrum Nauki Dlaczego płynie jacht

Przecięty na pół jacht, symulator sztormu czy nawigacji, stanowiska wyjaśniające halsowanie jachtu czy też ...

Książkobusem i bibliowerem: biblioteki z dowozem pod drzwi

Katowiccy seniorzy i niepełnosprawni mogą wypożyczać książki z dowozem do domu. Epidemia spowodowała, że ...

Gminy znalazły nowe źródło finansowania wydatków. To lepsze niż kredyty

Obligacje czterech samorządów zadebiutowały w lutym na GPW. W ten sposób miasta, powiaty, a ...