Metropolie kontra mniejsze miasta: ostra walka o pieniądze

Władze Warszawy postulują dodatkowy 1 mld euro z funduszy europejskich na inwestycje i rozwój społeczno-gospodarczy dla mieszkańców metropolii
AdobeStock / Wojciech Zieliński

W podziale publicznych pieniędzy wielkie miasta są marginalizowane – alarmują prezydenci metropolii. Za to wyraźnie preferowane są mniejsze samorządy. Czy taki podział jest sprawiedliwy?

Udział regionu stołecznego warszawskiego w nowym budżecie UE na lata 2021-2027 ma wynieść tylko 0,25 proc. – wylicza warszawski magistrat w specjalnej analizie podziału unijnych funduszy z nowego rozdania.

To niewspółmiernie mało do potencjału stołecznej metropolii – przekonują władze Warszawy. Bo przecież w tym regionie mieszka 8 proc. ludności Polski, wytwarzanych jest 17 proc. PKB, a udział w potencjale badawczo-rozwojowym wynosi 30 proc.!

Dalej, w przeliczeniu na jednego mieszkańca metropolii warszawskiej, wsparcie unijne przewiduje się w wysokości ok. 51 euro, czyli prawie 35 razy mniej niż dla mieszkańców pozostałych regionów, gdzie średnie wynosi 1 761 euro na mieszkańca.

Z kolei przedsiębiorstwa, uczelnie i jednostki B+R badawczo-rozwojowych w metropolii warszawskiej mają dostać z nowego budżetu UE łącznie 30 mln euro, w latach 2014-2020 było to 900 mln euro.

CZYTAJ TAKŻE: „Krzywdząca i niesprawiedliwa decyzja”. Warszawa bez funduszy z UE?

Dlatego Warszawa postuluje dodatkowy 1 mld euro z funduszy europejskich na inwestycje i rozwój społeczno-gospodarczy dla mieszkańców metropolii. Jej zdaniem środki te można przesunąć w ramach tzw. mechanizmu elastyczności z regionów słabiej rozwiniętych do regionu lepiej rozwiniętego.

Niewielka pula pieniędzy dla Warszawy z unijnego budżetu to zresztą nie jedyny przykład, że metropolie nie są faworytem rządu PiS przy podziale różnego rodzaju funduszy publicznych. W konkursowej części Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych pula do wzięcia wynosiła łącznie (w dwóch turach) 6 mld zł, ale do miast wojewódzkich trafiło najwyższej kilkadziesiąt milionów złotych.

Także w unijnym funduszu odbudowy, czyli Krajowym Planie Odbudowy, w kilku miejscach metropolie wprost wyłączono ze wsparcia lub jest ono uzależnione od ewentualnego niewykorzystania środków przez innych, bardziej „priorytetowych” beneficjentów. Koncentracja wsparcia w KPO przewidziana jest dla miast średnich tracących funkcje społeczno-gospodarcze i obszarów zagrożonych trwałą marginalizacją.

Co prawda na specjalnym spotkaniu z samorządami, premier Mateusz Morawiecki obiecał zmiany w KPO. Mają się przykładowo pojawić pieniądze na niskoemisyjny transport szynowy w miastach (w tym tramwaje, dotychczas była mowa tylko o transporcie autobusowym), nie wiadomo jednak czy oznacza to dodatkowy strumień pieniędzy na te cele, czy jedynie przesunięcia między różnymi działaniami w ramach KPO.

W efekcie wielkie miasta mogą czuć się coraz bardziej wykluczane z publicznych programów wsparcia, i tym bardziej narastać mogą animozje między metropoliami a mniejszymi jednostkami. Jednocześnie coraz bardziej nabrzmiewa pytanie, jak sprawiedliwie dzielić publiczne fundusze między samorządami. Czy wszystkim należy dać po równo, np. proporcjonalnie do dochodów, liczby mieszkańców czy potencjału rozwojowego? Czy też jednak trzeba bardziej wspierać tych, którzy mają pod górkę?

CZYTAJ TAKŻE: Wygrani i przegrani Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych

– Prostej odpowiedzi nie ma – komentuje Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej. – Na pewno nie powinno być urawniłowki, czyli systemu wszystkim po równo. Jeśli chodzi o podział funduszy UE wracamy do fundamentalnego pytania czy należy bardziej wspierać duże miasta jako lokomotywy wzrostu, które pociągną za sobą całe otocznie? Czy też można uznać, że te silne ośrodki poradzą sobie same, a silniejszy strumień wsparcie powinien być skierowany na ośrodki słabsze? Moim zdaniem trafniejsza jest ta pierwsza diagnoza – mówi Mejer.

Prezydent podkreśla jednocześnie, że jeśli chodzi o rządowe programy dotacji dla samorządów finansowane ze środków krajowych (np. na inwestycje lokalne, czy na lokalne drogi), to w ogóle nie powinno ich być.

Pieniądze wypracowywane w danym samorządzie powinny tam pozostać, a ich wydawaniu musi decydować lokalna wspólna. Wszelkie próby centralnego dzielenia tych pieniędzy, to zaprzeczenie idei samorządności – podkreśla Mejer.

– Rzeczywiście poprzedni rząd postawił na metropolie jako bieguny wzrostu, nie pamiętając o średnich i małych miastach, co nie było dobrym rozwiązaniem – zauważa Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich. – Rząd PiS ustalił inne priorytety. I ma oczywiście do tego prawo, ale nie znaczy to, że może udzielać wsparcia wedle swojego widzimisię. Podstawowe zasady muszą być przestrzegane – podkreśla Porawski.

Dyrektor wylicza więc, że we wszystkich programach pomocowych konieczne jest przedstawienia jasnych kryteriów dostępu, przejrzystych mechanizmów wyboru projektów oraz jawności procesu wyboru. – Bez tego mamy żenujący spektakl z podziałem dotacji z RFIL, gdzie jednym kluczem wyboru okazał się klucz polityczny – mówi Porawski.

CZYTAJ TAKŻE: Deszczu unijnych dotacji nie będzie. Stracą największe miasta

Jednocześnie uważa, że w Krajowym Planie Odbudowy duże miasta powinny być uwzględnione w większym stopniu. – Premier Morawiecki mówi, że to bogate samorządy sobie poradzą. Ale ten fundusz ma służyć odbudowie po pandemii. Metropolie też wymagają odbudowy po pandemii. Nie można ich wykluczać z tej pomocy – zaznacza Porawski.

Rozumiem duże miasta, rosnące oczekiwania mieszkańców. Ale w mniejszych ośrodkach potrzeby też są ogromne, a możliwości odpowiadania na te wyzwania – ograniczone – mówi nam z kolei Grzegorz Cichy, burmistrz gminy i miasta Proszowice, prezes Unii Miasteczek Polskich.

Burmistrz zaznacza, że małe i średnie miasta muszą mierzyć się z takimi problemami jak starzejące się społeczeństwa i depopulacja, czyli odpływ młodych ludzi do większych ośrodków. By ich zatrzymać, czy przynajmniej w jakimś stopniu ograniczyć te negatywne trendy, trzeba inwestować w usługi publiczne podnoszące standard życia mieszkańców.

– Takie jak opieka na dziećmi, edukacja, dostęp do rekreacji, kultury, sposobów spędzania wolnego czasu, a nawet takie podstawowe jak drogi, kanalizacja, gazyfikacja, zielone inwestycje, czy cyfryzacjach szkół, bo wciąż w Polsce są białe plamy z brakiem dostępu szerokopasmowego internetu – wylicza Cichy. – Potrzeb jest bardzo dużo, ale wszystkie nasze możliwości finansowe pochłania oświata – zaznacza  burmistrz.

– Unijne fundusze są wyrazem idei polityki spójności. A ta zakłada, że przede wszystkim należy  wspierać mniejszych i biedniejszych, dawanie tym co już mają dużo, nie ma sensu – ocenia Tomasz Kaczor, ekspert ds. polityki regionalnej, prezes Instytutu Prevision. – W przeciwnym razie najwięcej dotacji płynęłoby do takich krajów jak Niemcy czy Holandia, a nie do Polski. W przełożeniu na kontekst regionalny: nawet po pandemicznym uderzeniu metropolie pozostaną metropoliami, trzeba robić wszystko, by popchnąć trochę do przodu te mniejsze ośrodki – uważa Kaczor.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Startupowe nadzieje z Wrocławia

Chociaż to Warszawa jest traktowana jako domyślny punkt na mapie polskiej innowacji, stolica Dolnego ...

Miasta będą musiały obejść się smakiem. Prestiżowe imprezy przeniesione do sieci

Jesień, jak zwykle miała obfitować w filmowe spotkania, jednak większość dużych imprez odbędzie się ...

Promocja, czyli zadanie nie dla amatorów

Miasta już wiedzą, że w konkurencji o inwestorów, turystów i mieszkańców liczą się nie ...

Szklane domy z Koszalina

Filharmonia w Szczecinie, szklane mosty kampusu Uniwersytetu w Białymstoku czy też siedziba Swatcha w ...

Unijne dotacje dla branży stoczniowej

Po raz pierwszy w historii udało się zdobyć wsparcie w ramach regionalnego programu operacyjnego ...

Łódź ma 27 milionów złotych dla młodych

Czy w Łodzi uda się zlikwidować bezrobocie wśród młodych do 30. roku życia? Władze ...