To nie żart: Od dziś opłaty za śmieci w stolicy ostro w górę

Od 1 kwietnia w Warszawie zaczyna obowiązywać nowy system wyliczania opłat za wywóz śmieci. Dla większości mieszkańców oznacza znaczące podwyżki
fot. Sławomir Mielnik / Fotorzepa

Nawet o 300 proc. więcej zapłaci od kwietnia część rodzin za wywóz odpadów komunalnych w Warszawie.

W mieście zmienia się sposób naliczania tej opłaty. Już nie będzie ona zależała od wielkości mieszkania, tylko ilości zużytej wody.

– Lawinowo rosnące w całym kraju koszty gospodarki odpadami sprawiły, że mieszkańcy będą musieli płacić więcej za śmieci. Polskie prawo nakazuje nam ustalić stawki opłat w taki sposób, by pokryły wydatki miasta na odbiór i zagospodarowanie odpadów – tłumaczy Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy.

Droga kąpiel, drogie śmieci

Od kwietnia mieszkańcy stolicy mają płacić za śmieci według zużycia wody w swoich mieszkaniach. I tak za każdy metr sześcienny zużytej wody miesięcznie za śmieci trzeba będzie płacić – 12,73 zł.

Z danych GUS wynika, że średnie miesięczne zużycie wody przez jedną osobę w Warszawie to 4 metry sześcienne – czyli jedna osoba będzie płacić prawie 51 złotych za miesiąc. To mniej niż wcześniej. Bo w mieszkaniu do 60 mkw. opłata wynosiła 65 zł. Ale jest warunek!  Singiel nie zużywa dużo więcej wody niż przeciętna norma.

CZYTAJ TAKŻE: Cud nad Wisłą? W tym mieście ceny wywozu śmieci… spadną

Gorzej z rodzinami, one odczują podwyżkę. I to drastycznie. – Dostałam nową opłatę za wywóz śmieci. To 291 zł miesięcznie, bo podobno produkuję ich blisko 33 m sześc. miesięcznie. Chyba ktoś przesadził – zżyma się mieszkanka Ursynowa.

Taka stawka będzie dotyczyła jej trzyosobowej rodziny. – Jeśli się kąpię, to więcej płacę za śmieci. Logiczne. Tylko szkoda, że za tę zużytą wodę też płacę – narzeka czytelniczka.

Inny z mieszkańców dodaje, że jego trzyosobowa rodzina też musi płacić 290 zł za śmieci, bo zużywa dużo wody. – Koniec z kąpielami w wannie dwa razy dziennie i ciągłym dolewaniem ciepłej wody – ogłasza.

Mieszkanka Pragi Północ jeszcze nie dostała nowej stawki, ale już się boi drastycznej podwyżki.

– Mieszkam sama. Wody, zwłaszcza w czasie pandemii zużywam dużo. Codziennie piorę, bo boję się wirusa – opowiada. Dodaje, że zawsze musi dopłacać do wody. – Stawki za śmieci będę miała pewnie wysokie, a najgorsze jest to, że śmieci niemal nie produkuję. Nie gotuję w domu – mówi pani Iza.

Zdradza, że wspólnota już wysłała listy do mieszkańców w których informuje, że podwyżki to wina stołecznego ratusza i tam radzi kierować skargi w tej sprawie.

Ratusz: To wina rządu

Co na to stołeczny ratusz? – Jako samorząd nie mamy dużego pola manewru. Ustawa dopuszcza tylko cztery metody naliczania opłat: od powierzchni, od liczby zadeklarowanych osób w lokalu, od gospodarstwa domowego i właśnie od zużycia wody. Trzy pierwsze metody są niesprawiedliwe. Metoda od powierzchni – dlatego, że to ludzie, a nie powierzchnia produkują śmieci – tłumaczy Karolina Gałecka, rzecznik stołecznego ratusza.

Podkreśla, że „niesprawiedliwym byłoby, gdyby np. samotna emerytka płaciła więcej niż mieszkająca piętro wyżej czteroosobowa rodzina”.

– Tak samo jest w przypadku ryczałtowej opłaty od gospodarstwa domowego. Z kolei w przypadku systemu od zadeklarowanej liczby mieszkańców kłopotem jest to, że osoby uczciwie deklarujące liczbę domowników płaciłyby za tych, którzy do tego obowiązku podeszliby inaczej – dodaje urzędniczka.

CZYTAJ TAKŻE: Recyklingowe błędne koło. Dlaczego odbiór śmieci będzie wyłącznie drożeć

Podkreśla, że sposób naliczania powiązany ze zużyciem wody jako jedyny pozwala oszacować faktyczną liczbę osób mieszkających w danym lokalu.

– A dodatkowo – jako jedyny system – daje mieszkańcom wpływ na rachunek, jaki płacą. Zachęca ich do gospodarnego zużycia wody oraz do bardziej ekologicznej postawy – zapewnia Karolina Gałecka.

Stołeczny ratusz winę za drastyczne podwyżki zrzuca na rząd. – To on doprowadził do galopującego wzrostu cen za śmieci. Zmiany w ustawie o odpadach oraz w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach spowodowały gwałtowny wzrost cen na rynku gospodarki odpadami – tłumaczą warszawscy urzędnicy.

Przypominają, że od 2019 roku gminy w całej Polsce muszą prowadzić narzuconą przepisami segregację odpadów na 5 frakcji, co oznacza dwukrotnie wyższe koszty odbioru odpadów.

Przyznają, że na rynku jest za mało instalacji do zagospodarowania odpadów i ograniczona liczba podmiotów, które się tym zajmują.

– Z kolei firmy windują ceny za odbiór i zagospodarowanie odpadów, ponieważ rząd narzucił im restrykcyjne wymogi dotyczące działalności oraz podniósł płacę minimalną, co dodatkowo obciąża tych pracodawców. Drożeje prąd i gaz oraz rosną ceny paliwa, z których korzystają firmy – wylicza Karolina Gałecka.

Podkreśla, że w Polsce producenci opakowań praktycznie nie ponoszą odpowiedzialności finansowej za wprowadzanie na rynek tworzyw sztucznych. Stawki są skandalicznie niskie, a cały koszt późniejszego zajmowania się odpadami spada na gminy i ich mieszkańców.

W Polsce koszty utylizacji odpadów, np. butelek plastikowych, pokrywają mieszkańcy, natomiast w Niemczech czy Austrii – producenci odpadów, czyli koncerny – twierdzi stołeczny ratusz.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

W świecie wirtualnych symulacji

Gdy kilkanaście lat temu graczy komputerowych rozpalały „Battlefield” czy też „Call of Duty” – ...

Torów na działce niewiele, a gminy zostają z niczym

Trzeba uszczelnić przepisy dotyczące podatku od nieruchomości, na których znajduje się infrastruktura kolejowa, bo ...

Podwójny rocznik, czyli wrzesień z przytupem

Przepełnione klasy, zmiany i modyfikacja życiowych planów – to czeka tegorocznych absolwentów szkół podstawowych ...

Forum Ekonomiczne 2020: Karpacz zamiast Krynicy

Koronawirus pokonał Krynicę-Zdrój. Tegoroczna edycja Forum Ekonomicznego odbędzie się w Karpaczu na początku września. ...

Krzysztof Żuk: 30 tys. kwoty wolnej? Straty nie do odrobienia

Zapowiadane zmiany w PIT niosą realne ryzyko pogorszenia kondycji sektora finansów publicznych na niespotykaną ...

Forum Ekonomiczne rozrusza Karpacz?

Forum Ekonomiczne w tym roku zostało przeniesione z Krynicy-Zdroju do Karpacza. W Sudetach szykują ...