Opłaty za śmieci nadal będą rosły

fot. AdobeStock

Przez Polskę przetoczyła się fala podwyżek opłat za odbiór odpadów. Rekordy padły w podwarszawskich gminach, a samorządowcy zapowiadają, że… to dopiero początek.

Jak przekonują przedstawiciele lokalnych władz opłaty będą rosły, bo wygasa realna rywalizacja firm zajmujących się wywozem odpadów, można wręcz mówić o zmowie. Co więcej, opinię samorządowców ostrożnie potwierdził Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Odczuwają to z całą mocą m.in. mieszkańcy podwarszawskich Marek, Józefowa czy Otwocka, którzy za odbiór śmieci będą płacić nawet 65 złotych miesięcznie. Mieszkańcy tych miejscowości mają związane ręce: na podwyżki można jedynie pomstować w portalach społecznościowych. – Absurdalna cena – piszą. – Trzynasta emerytura pójdzie na śmieci – kpią.

CZYTAJ TAKŻE: Ustawa śmieciowa: jest podpis prezydenta. Jakie czekają nas zmiany?

Blisko 100-procentowy wzrost opłat nie jest jednak wyłączną domeną stolicy i okolic. Stawki poszły w górę w podobnych proporcjach niemalże w całej Polsce, od dużych miast – jak Tarnów, Częstochowa czy Sieradz – po niewielkie gminy, jak Pajęczno, gdzie (segregujący) mieszkańcy zamiast dotychczasowych 7 zł będą płacić 13 zł. W Warszawie i okolicach należy spodziewać się stawek rzędu 30 zł miesięcznie i ponad 60 zł dla niesegregujących, tak jak stało się to właśnie w Otwocku czy Józefowie.

Lokalni włodarze tłumaczą to zjawisko w rozmaity sposób: a to kosztami prądu, a to pracy. Wspominają też o tym, że Chiny nie chcą już sprowadzać plastiku i papieru z odpadów. Ale kluczowy argument usprawiedliwiający zmiany niemal wszędzie jest taki sam. – Do przetargu przystąpiły dwie firmy, które prawidłowo złożyły oferty – mówił w rozmowie z TVN zastępca burmistrza Marek Grzegorz Kasprowicz. – Jedna z nich była droga, druga była bardzo droga. W związku z tym musieliśmy wybrać tę tańszą, aczkolwiek drogą – tłumaczył. Samorządowcy pomstują, że widoczny w ostatnich 2 latach zalew ofert ze znacznie wyższymi niż wcześniej cenami to efekt zanikania konkurencji i nieformalnego podziału na rynku.

Trudno udowodnić zmowę

I nie są w tej ocenie osamotnieni. – Z roku na rok maleje liczba podmiotów, które biorą udział w przetargach – podsumowywał prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Marek Niechciał, przy okazji publikacji reportu UOKiK poświęconego dramatycznej sytuacji na śmieciowym rynku. – W ciągu ostatnich dwóch lat w ponad połowie gmin miejskich o zamówienie ubiegał się tylko jeden przedsiębiorca. Jednocześnie widać, że tam, gdzie o kontrakt z gminą walczy większa liczba firm, mieszkańcy płacą taniej za odbiór śmieci. Na marginesie można zauważyć, że w 2011 r., przed zmianami, tylko w 8 proc. tych gmin usługi świadczył jeden podmiot – dorzucał.

fot. AdobeStock

Podział rynku między poszczególne firmy, zajmujące się odpadami, widać ewidentnie. Może nie w dużych miastach, ale na obszarach wielkości powiatu czy dawnego województwa, w gminach miejsko-wiejskich – potwierdza w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Jan Golba, burmistrz Muszyny i prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych. – Oczywiście, trudno udowadniać taki zarzut wprost, ale wystarczy rzut oka na wydarzenia w takich miejscach i widać, gdzie przebiegają granice stref poszczególnych firm – dodaje. Takie zarzuty stawia wprost – według danych zebranych przez UOKiK – 5 proc. gmin w Polsce (czyli ok. 125).

CZYTAJ TAKŻE: Śmieciowy ból głowy

Takie zarzuty trudno potwierdzić, to fakt. Ale urząd antymonopolowy ukarał już firmę 3Dom na kwotę 157,5 tys. zł, a dodatkowo prowadzi jeszcze sześć postępowań wyjaśniających. – UOKiK na bieżąco monitoruje rynek gospodarki odpadami pod kątem nadużywania pozycji dominującej lub niedozwolonych porozumień, np. zmów przetargowych – informowała instytucja.

Czarne scenariusze

W zasadzie podziału rynku można się było spodziewać: gdy w 2013 r. szykowano się do wdrożenia w życie reformy – właściwie rewolucji – śmieciowej, w czarnych scenariuszach przewidywano zanik konkurencji: skoro bowiem przetarg na określonym terenie wygrywa jedna czy dwie firmy, co ma robić reszta? Pozostaje upaść, albo zostać przejętym przez silniejszego.

Shutterstock

Tak czy inaczej, kto przetrwał na rynku, ten dziś stawia warunki. – Największy problem mamy z oddawaniem odpadów wielkogabarytowych – wskazuje Golba. – Nie ma firm, które chciałyby takie odpady zagospodarować, nie ma pomysłu, jak je zagospodarować. W efekcie ceny odbioru takich odpadów wzrosły w ostatnich latach o 300, 400, czy nawet 500 procent. Nie dość, że tyle płacimy, to i nie zawsze uzyskamy możliwość odbioru: na moim terenie firmy zabierające odpady odmówiły – opowiada.

Coraz większy kłopot jest też z plastikami. Wcześniej, jak wspomina Golba, gdy surowiec odbierały Chiny, plastik odbierano od gmin wręcz za darmo. – Teraz musimy płacić i czekać, żeby ktoś raczył te odpady odebrać. Nie ma za to wciąż problemu z makulaturą i szkłem – podkreśla.

Potrzeba uporządkowania systemu

Czy należałoby zatem śmieciową rewolucję odwołać? – Intencja reform była dobra i osiągnięto efekt: segregujemy odpady stałe – mówi nam prof. Eugeniusz Sobczak, specjalista ds. samorządów z Politechniki Warszawskiej. – Potrzeba uporządkowania tej części systemu, która funkcjonuje po odebraniu odpadów od mieszkańców: już pożary składowisk odpadów stałych są dowodem, że w tej części systemu są kłopoty. Natomiast, jeżeli ktoś wciąż nie chce segregować, podwyżki opłat dla niego są usprawiedliwione. Śmieci niesegregowane muszą wcześniej czy później zniknąć – podkreśla.

CZYTAJ TAKŻE: Śmieci pod czujnym okiem gminy

Burmistrz Golba też nie jest kontrrewolucjonistą. – Przede wszystkim należy umożliwić samorządom korzystanie na większą skalę z możliwości zamówień in-house (w uproszczeniu zlecania odbioru spółkom komunalnym, spełniającym pewne kryteria – przyp. red.) – wskazuje. – A także umożliwić samorządom rozwiązywanie na własną rękę problemów z RIPOK-ami (Regionalnymi Instalacjami Przetwarzania Odpadów Komunalnych – przyp. red.) – dodaje. RIPOK-i stanowią słaby punkt systemu o tyle, że często ich możliwości przyjmowania i przerobu odpadów szybko się wyczerpują. Samorządowcy chcieliby nawet łączyć siły w ramach związków komunalnych, by usprawnić system.

Tak czy inaczej, wzrost opłat jest nieunikniony. – Badanie Urzędu pokazało, że wzrost opłat płaconych przez mieszkańców za odbiór śmieci rozpoczął się w 2017 r., a potem z roku na rok był coraz większy. W latach 2018-2019 ponad 60 proc. gmin podniosło lub planuje zwiększyć ceny – kwituje prezes Niechciał.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Tablica z reklamą to nie jest problem

Podział nieruchomości zabudowanej na cele mieszkaniowe w celu wydzielenia usytuowanego na niej np. billboardu ...

Płace na stanowiskach kierowniczych wymagają rewizji

Projekt Stworzenie uczciwego i stabilnego systemu wynagradzanie może przyczynić się do zwiększenia zainteresowania pracą ...

Ranking Samorządów 2019: Jak pomnażać podatkowe dochody

Dobra koniunktura to wyższe wypływy do wszystkich lokalnych budżetów. Najszybciej jednak rosną tam, gdzie ...

Więcej odpadów poza systemem

Nawet cztery razy więcej będą musieli płacić mieszkańcy za śmieci zmieszane niż osoby, które ...

Powstrzymać zmiany klimatu

Ochrona środowiska, trendy w marketingu miejsc, startupy, e-commerce - to główne tematy Kongresu Gospodarczego ...

Szansa dla aktywnych

Plac zabaw, zlot historycznych pojazdów militarnych czy też szkolenia z udzielania pierwszej pomocy przez ...