Mobilność w dobie pandemii

Piotr Borawski. Fot./matriały prasowe

Pozytywnym zjawiskiem jest większa liczba podróży rowerowych, wykorzystywanie hulajnóg bądź po prostu ruch pieszy – wskazuje wiceprezydent Gdańska.

Znaczący spadek wpływów ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej oraz utrzymanie kosztów jej funkcjonowania przynajmniej na dotychczasowym poziomie – pandemia koronawirusa odcisnęła wyraźne piętno na transporcie publicznym. Stan zagrożenia epidemicznego w przypadku wielu osób poskutkował zaprzestaniem codziennych dojazdów, co oddziałuje również na inne formy przemieszczania się.

Co zamiast transportu publicznego?

Mniejsza mobilność uczniów i studentów, popularność pracy zdalnej czy spadek liczby turystów wydają się przesądzać o przynajmniej czasowym odwrocie od transportu publicznego. Dla samorządów dużych miast to duże wyzwanie nie tylko z punktu widzenia problemu smogu czy korków, ale przede wszystkim z racji finansowania bieżącej pracy przewozowej, a także koniecznych nakładów inwestycyjnych w infrastrukturę i nowy tabor.

Wydanie Specjalne Życia Regionów
Przed jakimi wyzwaniami stoją miasta metropolie i regiony?

Oczywistą odpowiedzią przychodzącą od razu na myśl jest powrót do transportu samochodowego. Czy to się nam podoba czy nie, jest on przede wszystkim traktowany jako najbezpieczniejszy, co w dobie pandemii ma kluczowe znaczenie dla większości ludzi.

Statystyki są jednoznaczne, ruch samochodowy już na początku maja powrócił do poziomu odnotowywanego przed marcem bieżącego roku, a po zakończeniu okresu wakacyjnego i po powrocie do nauczania w szkołach wzmożenie będzie jeszcze bardziej widoczne.

Negatywnym skutkiem tego zjawiska jest zagęszczenie, brak miejsc parkingowych, niszczenie chodników i terenów zielonych. Nie dziwi więc podnoszenie opłat za parkowanie czy zamykanie dla ruchu indywidualnego kolejnych ulic w centrach miast, mające na celu zwiększenie rotacji i zmotywowanie kierowców do wyboru innych środków transportu.

Pozytywnym zjawiskiem jest większa liczba podróży rowerowych, wykorzystywanie hulajnóg bądź po prostu ruch pieszy. Sprzyja temu wysoka temperatura w okresie wiosenno-letnim, ale wraz z nastaniem jesieni mieszkańcy ponownie zostaną zmuszeni do szukania alternatywy.

Mikromobilność i współdzielenie to przyszłość

Systemy rowerów miejskich, auta na minuty, wypożyczanie hulajnóg czy skuterów to obraz już dobrze znany w naszych miastach. Chcąc jednak szukać korzystnych scenariuszy w dobie odwrotu od transportu publicznego, to wzrost w segmencie UTO (urządzeń transportu osobistego) jest na pewno jednym z nich. Pojazdy takie nie tworzą korków i w nich nie stoją, nie wymagają dużej przestrzeni parkingowej i nie emitują spalin.

Rozwój tego segmentu determinowany będzie oczywiście potrzebami mieszkańców, ale wymaga również działania władz zarówno centralnych, jak i samorządowych.

Po pierwsze, potrzebne jest uporządkowanie przepisów, jasne regulacje określające zarówno status, jak i zasady ruchu. Muszą one również zakładać rozwój i zwiększający się potencjał, a nie tłamsić i przeregulować. Miasta, posiadając generalne ramy prawne, mogłyby nałożyć na to regulacje odpowiadające specyfice wynikającej z dennego miejsca lub wizji rozwoju mobilności.

Po drugie, niewątpliwym wyzwaniem jest rozwój infrastruktury. Można podzielić na twarde inwestycje, nowe drogi, pasy, przepusty czy obiekty inżynieryjne, ale również zmiany w organizacji ruchu.

Buspasy, kontrapasy dla komunikacji miejskiej i rowerowej, strefy tempo 30 to znane już rozwiązania w naszych miastach. Do tego wachlarza działań postuluje się dodać kolejne: poszerzać chodniki, eliminować tunele na rzecz przejść naziemnych, bezwzględnie zakazać parkowania na chodnikach i terenach zielonych.

Przez ostatnią dekadę włodarze polskich miast zrobili wiele, aby zachęcić mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej: rozwijali siatkę połączeń, unowocześniali tabor, budowali nowe linie tramwajowe czy kolejowe. Budżety na przejazdy rosły zdecydowanie, a ich pokrycie wpływami biletowymi było coraz niższe.

Pandemia koronawirusa bardzo zmieniła sytuację i nie ma wątpliwości, że do czasu jej unormowania, powrotu poczucia bezpieczeństwa lub upowszechnienia szczepionki będzie trudno o powrót do normalności.

Przed samorządami trudne decyzje dotyczące ograniczenia przewozów – podnoszenie cen biletów, ograniczanie ulg albo jeszcze głębsze sięgnięcie do kieszeni i zasypanie ubytków z nader nadwerężonych budżetów miast. Zachowanie rządu od początku pandemii nie napawa optymizmem, jeśli chodzi o jakiekolwiek wsparcie ze szczebla centralnego.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Tworzymy ramy dobrego życia

Inwestujemy i w miasto sąsiedztwa, i w miasto kongresowe. A w środku tego tworzymy bardzo ...

Krajobraz po pandemii: Polska cyfrowa vs. Polska analogowa

Rosnący interwencjonizm i protekcjonizm nie zaczęły się w obliczu pandemii, ale zdecydowanie przyspieszyły. Dla ...

Michał Sufin: Odpalimy nową Rakietę

Michał Sufin mówi o planach Klubu Komediowego, jednej z najważniejszych nowych warszawskich scen, otwarciu ...

Białystok – TU się dobrze żyje

Białystok to jedno z miast, które najbardziej zyskało na zmianach, jakie zaszły w naszym ...

Dlaczego miasta zakładają ogrody na dachach

Zatrzymują wodę i energię, produkują tlen, pochłaniają pyły zawieszone, przez co pomagają w walce ...

Samorządy chcą jak najefektywniej wykorzystać fundusze unijne, dlatego zaciągają pożyczki na wkład własny

Dług samorządów znowu zaczął rosnąć

Samorządy inwestują na potęgę i… zaciągają kredyty. Na szczęście nie grozi im przekroczenie limitów ...