Jak daleko jest z Ustrzyk Dolnych do rzeszowskiego lotniska w Jasionce?

To około 130 km, ale dojazd drogami wojewódzkimi i krajowymi przez Sanok zajmuje 2,5 godziny.

Pytam, bo władzom Ustrzyk marzy się własne małe lotnisko. To szansa na rozwój turystyczny miasta?

To przede wszystkim szansa na poprawę komunikacji w Bieszczadach. Od ponad tygodnia urywa mi się telefon w tej sprawie z różnych redakcji, bo w końcu ktoś podjął temat. Musieliśmy podjąć temat lotniska, by ktoś się zainteresował, jak w Bieszczady można dojechać i z nich wyjechać. A jest dramatycznie.

Takie lotnisko jest niezbędne?

Uważam, że mały port lotniczy – na przykładzie innych miast na świecie i w Europie w miejscowościach turystycznych – powoduje dalszy rozwój turystyki. Znam przykład węgierskiego Heviz, gdzie kilkutysięczne miasto, posiadając swój port lotniczy, stało się drugą po Budapeszcie destynacją turystyczną na Węgrzech.

Jeden z internautów podał mi przykład rumuńskiego Brasova, który również leży w górach i gdzie też ma być otwarty port lotniczy. Więc nie tylko my o tym myślimy.

Dla jasności: nie mówimy o wielkim porcie, który będzie przyjmował rusłany czy antonowy, ale o rozwoju już istniejącej infrastruktury, rozwoju już istniejącego pasa bez ingerencji w jakąkolwiek przyrodę.

W Ustrzykach za chwilę ruszają konsultacje społeczne w sprawie zmiany granic administracyjnych miasta. Mieszkańcy opowiedzą się za lotniskiem?

Mieszkańcom zależy przede wszystkim na rozwoju gminy. Z racji położenia nie jesteśmy w stanie ściągnąć do nas żadnego przemysłu.

Jesteśmy w Bieszczadach na terenach Natury 200. Cała gmina jest objęta jakąś formą ochrony. Skoro nie będzie u nas przemysłu, to musimy postawić na turystykę.

Do stworzenia tego lotniska miasto chce przejąć 340 ha sąsiedniej gminy Bircza.

Te 340 ha to teren, gdzie znajduje się lądowisko. To miejscowość Krajna i jedna działka w Woli Korzenieckiej.

Ale Bircza nie chce oddać tego terenu.

Dziwi się pani? Na miejscu wójta też bym nie chciał oddać. Ja go rozumiem. Moja inicjatywa ma zmotywować samorządowców do działań.

O temacie lotniska mówi się od wielu lat. W ubiegłym roku było nawet spotkanie w sprawie stworzenia samorządowego stowarzyszenia, które by pilotowało sprawę lotniska, a jak wyjaśnił wójt gminy Bircza, covid przeszkodził mu cokolwiek zrobić.

W marcu podjąłem temat Bieszczadzkiego Związku Komunikacyjnego, który skupia dziesięć gmin i dwa powiaty. W ciągu półtora roku dogadaliśmy się, złożyliśmy wniosek o dopłatę z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. I od stycznia ruszamy z nową siatką połączeń w Bieszczadach. Zrobimy rocznie ponad 2 mln wozokilometrów.

Zrzucanie wszystkiego na covid to nie jest rozwiązanie. Jeśli pandemia będzie z nami jeszcze rok, dwa czy pięć lat, to trzeba z nią żyć, stosując się do obostrzeń. Ale gospodarka musi się rozwijać.

A Lasy Państwowe, do których należy ten teren, wypowiedziały się w tej sprawie?

Lasy Państwowe mają umowę dzierżawy z fundacją, która działa przy hotelu Arłamów, i nie są stroną w tej kwestii. Tym bardziej że gdyby ten teren – dzięki decyzji Rady Ministrów – przeszedł do naszej gminy, to nie zmienia się jego struktura własnościowa. Właścicielem nadal będzie Skarb Państwa w zarządzie Lasów Państwowych. Dopiero później będziemy się zastanawiać, jak sprawić, by ten grunt stał się własnością samorządu.

Pomysłów jest dużo. Ten port nie musi być portem tylko samorządowym. Mamy Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze, które ma kilka portów lotniczych i jest w dobrej sytuacji finansowej. Ono mogłoby wnieść te grunty do spółki samorządowo-rządowej. Pomysłów na rozwój tego miejsca jest wiele.

Na lądowisku Arłamów nie ma ani oświetlenia, ani urządzeń naprowadzających.

W tym momencie – tak.

Wiadomo, jaki byłby koszt ich ustawienia i przystosowania lotniska na potrzeby małych samolotów rejsowych?

Jeśli chodzi o systemy nawigacji czy wydłużenie pasa startowego w granicach możliwości technicznych i ekologicznych, wystarczy kilkadziesiąt milionów złotych. Wszystko będzie zależeć od tego, co będziemy chcieli wybudować. Jeśli będziemy chcieli stworzyć szklane domy, będzie to kosztowało miliardy, a jeśli tylko niezbędną infrastrukturę ok. 60 mln zł.

Na razie w konsultacjach z mieszkańcami chcę się dowiedzieć, co sądzą o tym pomyśle, a także rozpocząć poważną debatę z ekspertami, rządzącymi, samorządowcami, ekologami na temat przyszłości komunikacji w Bieszczadach.

Skąd miasto chce wziąć środki na to lotnisko?

Potencjalnych środków do pozyskania jest dużo. Infrastrukturę drogową wokół, oświetlenie dróg można finansować chociażby z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg, a samą infrastrukturę lotniskową z funduszu Polski Ład, gdzie ma być jeszcze sporo naborów. Poza tym są fundusze europejskie. Montaż finansowy może więc być różny.

Kiedy lotnisko może fizycznie powstać?

Są dwa warianty. Optymistyczny i pesymistyczny. Pesymistyczny, że nigdy, a optymistyczny: w 2027 r.

Kolei w mieście nie ma, bo z eksploatacji wyłączona jest linia 108 na odcinku Uherce–Krościenko? Kolej wróci?

Z zapowiedzi marszałka województwa wynika, że na początek inwestycja w tę linię to minimum 100 mln zł. Myślę, że szans na naszym terenie nie ma, bo w grę wchodzą sumy dużo wyższe niż na lotnisko.

Z autobusami też problem: w internecie nie mogłam znaleźć żadnego bezpośredniego połączenia z Warszawy do Ustrzyk Dolnych.

I nie znajdzie pani. Często jeżdżę do Warszawy, potrafię autem dojechać do stolicy w pięć godzin: droga od Warszawy do Rzeszowa jest ekspresowa, zajmuje mi trzy godziny; ale z Rzeszowa do Ustrzyk – dwie. Do Rzeszowa mam 120 km, a z Rzeszowa do stolicy ponad 300 km. Bardziej opłacalny byłby lot samolotem do stolicy, ale dojazd do Rzeszowa zajmuje 2,5 godziny plus odprawa i przelot. Czasowo na jedno wychodzi.

Problemem jest wąskie gardło w Bieszczadach. Jeśli nie będzie szybkiej kolei, szybkich dróg – to dalej będzie źle.