Tak wynika z raportu Fundacji im. Stefana Batorego „Janosikowe kumotry – podwójne standardy rządowych dotacji”.

Dokument wskazuje, że ministrowie uwielbiają podkreślać, że takiego wsparcia na realizację inwestycji jak obecne gminy, powiaty i województwa samorządowe jeszcze nigdy i od żadnego polskiego rządu nie otrzymały. Zapominają jednocześnie dodać, że jeszcze nigdy zdolność samorządów do samodzielnego realizowania inwestycji nie została tak osłabiona, jak obecnie i na skutek zmian legislacyjnych, których autorem jest ten sam rząd.

- W efekcie wielkość inwestycji lokalnych, mimo tych dodatkowych miliardów oferowanych przez rząd, wcale nie rośnie - czytamy w raporcie

Czytaj więcej

Nie tylko Polski Ład. Ile wynoszą prawdziwe straty samorządów

Autorzy raportu: prof. Paweł Swianiewicz oraz prof. Jarosław Flis piszą na wstępie, że dystrybucji środków w ramach różnych programów dotacyjnych oferowanych samorządom przez rząd przyglądają się od ponad dwóch lat. Jakie wnioski płyną z tych obserwacji? Po pierwsze, że pomimo faktu, że oferowane samorządom przez rząd wsparcie jest największe w historii, to poziom realizacji inwestycji przez gminy, powiaty i województwa samorządowe wcale nie rośnie. Po drugie „skoro większa część środków na inwestycje pochodzi z arbitralnie przydzielanych dotacji, oczywiste jest, że inwestowanie odbywa się ze szkodą dla możliwości społeczności lokalnych o samodzielnym decydowaniu o priorytetach rozwojowych.” – czytamy w raporcie.

Polski Ład edycja druga

Nabór wniosków w tej edycji programu trwał do 11 marca 2022 roku, a decyzje o rozdziale środków zostały ogłoszone w maju tego roku. W sumie przyznano dotacje w łącznej wysokości blisko 25 mld złotych, czyli około połowę wszystkich wydatków inwestycyjnych samorządów w poprzednim roku. Zaledwie 21 gmin nie otrzymało żadnej dotacji, mediana wynosiła nieco ponad 1000 zł w przeliczeniu na jednego mieszkańca, a „gminy rekordzistki” otrzymały ponad 9000 zł na jednego mieszkańca. Już z samych warunków konkursu można było wnioskować, że – jak w kilku innych programach uruchamianych w ostatnich latach – w uprzywilejowanej sytuacji znajdowały się gminy małe. Faktycznie, o ile przeciętna gmina do 10 tys. mieszkańców otrzymała dotację w wysokości ponad 1400 zł na jednego mieszkańca, to już w gminach 10–25 tys. mieszkańców było to ponad dwukrotnie mniej (nieco po- nad 600 zł na głowę), a w największych miastach – ponad 100 tys. mieszkańców – ponad ośmiokrotnie mniej (około 176 zł na głowę).

Włodarz z PiS to bonus dla gminy

Autorzy raportu zbadali także, czy samorządy rządzone przez PiS otrzymywały wyższe dotacje, a jeżeli tak to o ile wyższe. Okazało się, że opcja polityczna wójta (burmistrza, prezydenta miasta) rzeczywiście przekładała się na dodatkowy bonus finansowy dla gminy.

Jak czytamy w raporcie „bonus dla gmin z wójtami i burmistrzami z PiS w przypadku ostatniego rozdania z programu Polski Ład wynosił około 2,5 proc. całości rozdysponowanej kwoty, przy czym był stosunkowo największy w dużych gminach liczących 25–100 tys. mieszkańców (ale nie w największych do 10 tys. 10–25 tys. 25–100 tys. ponad 100 tys. miastach, powyżej 100 tys. mieszkańców, bo tam nie ma prezydentów z PiS), a najmniejszy w gminach do 10 tys. mieszkańców. W przypadku konkursu Polski Ład I kwota rozdysponowana między gminy z wójtami z obozu rządzącego była minimalnie większa – 2,7 proc.. Ale największe wykrzywienie alokacji środków na korzyść gmin związanych z opcją rządzącą miało miejsce w pierwszych programach RFIL – obrazowo ujmując, kwota rozdzielona „po równo” to było 86 proc. sumy przeznaczonej na dotacje, a aż 14 proc. (czyli jedna siódma całości) trafiło dodatkowo do gmin z wójtami i burmistrzami powiązanymi z PiS.

W sumie w trzech rządowych programach przeznaczono łącznie na takie „nagrody” 1,77 mld złotych.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Z pokrzywdzeniem miast

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez prof. Pawła Swianiewicza i prof. Jarosława Flisa, aby otrzymać wysoką dotację lepiej być małą gminą niż miastem, a w szczególności dużym miastem. „No chyba że ma się burmistrza wywodzącego się z PiS, wtedy znaczniejsza liczba mieszkańców nie przeszkadza w otrzymaniu dużej dotacji.” – czytamy w raporcie.

Autorzy raportu zwracają też uwagę, że w retoryce rządu często słyszy się, że na wsparcie mogą liczyć przede wszystkim małe gminy, od wielu lat zaniedbywane i znajdujące się w gorszej sytuacji finansowej od dużych miast. W ocenie prof. Pawła Swianiewicza i prof. Jarosława Flisa takie postawienie sprawy jest bardzo dużym uproszczenie, niebiorącym pod uwagę zróżnicowanej sytuacji finansowej i gospodarczej dużych miast, a także ignorującym fakt, że ze względu na wykonywane zadania największe miasta mają niejednokrotnie większe potrzeby wydatkowe (w przeliczeniu na jednego mieszkańca) w porównaniu z małymi miejscowościami.

„Posługując się przykładem – pacjenci z mniejszych miejscowości, przyjeżdżając do znajdującego się w mieście wojewódzkim szpitala specjalistycznego, jeżdżą ulicami utrzymywanymi z budżetu tego miasta. Niedoinwestowanie takich dróg odbija się także na jakości życia mieszkańców całego regionu. Warto też pamiętać, że z wielu usług komunalnych korzystają w dużych miastach codziennie nie tylko ich mieszkańcy, ale i osoby dojeżdżające do pracy czy załatwiające inne sprawy w centrum aglomeracji. Duże miasta ponoszą też znaczne koszty utrzymania np. komunikacji miejskiej oraz głównych dróg przechodzących przez ich teren, które to zadania nie obciążają mniejszych miejscowości. A odwołując się do najbardziej współczesnych doświadczeń, z dostępnych danych wynika, że to część największych miast oraz gmin podmiejskich ponosi największe koszty związane z obecnością uchodźców wojennych z Ukrainy.” – czytamy w raporcie.