Przedstawiciele branży twierdzą, że jeśli nie będzie podwyżek, firmy czekają bankructwa. To z kolei może sprawić, że kolejki na badania będą się wydłużać. Na końcu ucierpią więc kierowcy.

- Mamy coraz więcej obowiązków, wymaga się od nas nowych urządzeń a stawki za badania nie zmieniają się od 17 lat - mówi nam Jan Strychalski, właściciel niewielkiej stacji kontroli pojazdów w Płocku i zarazem diagnosta. I wylicza, że w ciągu ostatnich 17 lat o 340 proc. wzrosło minimalne wynagrodzenie, zmieniła się stawka VAT z 22 na 23 proc., a inflacja przekroczyła 40 proc.

Czytaj więcej

Korytarzy życia i jazdy na suwak trzeba się nauczyć

- Gdyby nie to, że obok stacji prowadzę niewielki warsztat samochodowy, już dawno bym musiał zamknąć działalność - mówi Strychalski. I dodaje, że jeden z sąsiadujących z nim właścicieli stacji już dwa lata temu zamknął działalność, bo zatrudnienie diagnostów i opłaty za najem budynku przewyższały zarobek.

- Stawia się nam coraz wyższe wymagania, wprowadza nadzór, kontrole, nowe obowiązki ewidencyjne tymczasem za tym nie idą żadne pieniądze. Kiedyś badanie techniczne auta trwało kilkanaście minut, teraz każdy diagnosta stara się by trwało dłużej, by nie podpaść w trakcie kontroli - żali się.

Zakład pracuje na stację

Michał Musiał z Podkarpacia najpierw otworzył zakład wulkanizacyjny, a dopiero potem stację kontroli pojazdów. - Do dziś jest tak, że to zakład pracuje na stację - twierdzi. Przyznaje, że działalność diagnostów taką, jaka była kilkanaście lat temu, należało ucywilizować. Pamięta, jak klienci zniecierpliwieni zbyt długim i drobiazgowym badaniem u niego, rzucali adresami stacji, do których nawet nie trzeba było wjeżdżać, a badanie i tak było podbijane.

Henryk Kubiak prowadzi stację w Wielkopolsce i ma identyczny problem. Zdarza się, że zarabia tyle, ile jego pracownicy. - To działalność na granicy zysku i powoli szykuję się na to, że trzeba będzie zamknąć biznes - przyznaje.

Czytaj więcej

Ułatwienia dla kierowców. Nowe drogi przed końcem roku

Wiesław Nazimek ma dwie stacje w Krakowie. Narzeka na brak diagnostów i dużą konkurencję.

- Stacje w mniejszych miejscowościach są w lepszej sytuacji, bo choć pojazdów jest mniej to   koszty utrzymania dużo niższe i zatrudnienie diagnostów dużo tańsze - dodaje. Podkreśla, że zawód diagnosty samochodowego to niełatwa profesja. - Wymagania w zakresie aktualnej wiedzy technicznej, w tym skomplikowanych przepisów, specyfika szkodliwych warunków pracy oraz dodatkowe obowiązki wynikające z cyklicznych nowelizacji prawa sprawiają, że na barkach diagnostów spoczywa duża odpowiedzialność. 

Możliwe są więc bankructwa. To może oznaczać dla kierowców m.in. brak przedłużenia ważności badań technicznych. A w przypadku spotkania z policją nawet zatrzymanie dowodu rejestracyjnego i mandat do 500 zł.

Podwyżka o ponad połowę

Jedynym ratunkiem według diagnostów jest urealnienie wysokości opłat za badania techniczne. Cena przeglądu wynosi aktualnie 98 zł, choć zakłady diagnostyczne mogą doliczyć do tego drobną opłatę ewidencyjną. Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów już wie, ile powinien kosztować przegląd. To 150 zł netto, czyli kierowca zapłaciłby 184,5 zł. Od 2004 r kwota za obowiązkowy przegląd techniczny samochodu to 98 zł (już z VAT) oraz 1 zł opłaty ewidencyjnej. Gdy stawki były ustalane, właściciel auta za minimalne wynagrodzenie mógł przeprowadzić 8 badań. Dziś można ich wykonać 28.

Ministerstwo Infrastruktury problem zauważa, ale na zmiany każe czekać. Prace nad nowelizacją przepisów dotyczących systemu badań technicznych trwają od października 2020 roku i mają wejść w życie od początku 2022 roku. To wymagane przez Wspólnotę wprowadzenie dyrektywy 2014/45/UE. Wtedy też – jak informowało ministerstwo – będzie można przyjrzeć się stawkom za przegląd. Tempo prac trudno więc uznać za zadowalające.

Planowane przepisy mają też karać zapominalskich kierowców. Osoby, które spóźnią się o 30 dni z przeglądem technicznym, zapłacą 150 proc. stawki podstawowej. Nie będzie to jednak przychód Stacji Kontroli Pojazdów, a Transportowego Dozoru Technicznego. Zarząd Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów twierdzi, że najlepszym rozwiązaniem byłoby uzależnienie opłat za przegląd od minimalnego wynagrodzenia – tak, jak ma to miejsce w przypadku kar za brak obowiązkowej polisy OC. 

Z danych Instytutu Transportu Samochodowego wynika, że co roku w Polsce ponad 10 tys. uprawnionych diagnostów wykonuje 15 mln obowiązkowych badań technicznych na blisko 5 tys. stacji.