Nie stracimy ani jednego euro

materiały prasowe

Żaden region nie straci na koniec 2018 roku ani jednego euro na podstawie zasady N+3. A środki tak zwanej rezerwy wykonania co najwyżej zmienią w kilku programach regionalnych swoje przeznaczenie – mówi Marcin Szmyt, dyrektor wydziału strategicznego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego.

Czemu tak słabo polskim samorządom idzie wdrażanie funduszy unijnych?

Marcin Szmyt, dyrektor wydziału zarządzania strategicznego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego: To z gruntu fałszywa teza. Polskie regiony dobrze radzą sobie z inwestowaniem środków z UE. I w Europie stawiane są za wzór. O dowody w postaci obiektywnych raportów instytucji europejskich nietrudno.

Taką ocenę wystawił podczas niedawnej konferencji minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

Od czasu, gdy w 2007 roku polskie województwa po raz pierwszy stały się gospodarzami pieniędzy europejskich w regionalnych programach operacyjnych, zainwestowały i obecnie inwestują w swój rozwój ponad 55 miliardów euro. Dziś nikt nie kwestionuje tego, że pierwsza edycja programów regionalnych, realizowana do 2015 roku, zakończyła się pełnym sukcesem. Ponad 17 miliardów euro w programach zarządzanych przez marszałków zostało w całości wykorzystane w regionach. I przełożyło się na utworzenie blisko 98 tysięcy miejsc pracy, modernizację i budowę 6,5 tysiąca kilometrów dróg wojewódzkich i lokalnych, zakup 1,5 tysiąca nowoczesnych autobusów dla komunikacji miejskiej czy położenie kanalizacji dla 650 tysięcy osób. Przykłady namacalnych korzyści, których pieniądze europejskie dostarczają mieszkańcom regionów, można by mnożyć. Trudno uznać za przypadek, że wśród 30 najszybciej rozwijających się w UE regionów aż 11 to polskie województwa. To najlepsze potwierdzenie dla skuteczności prowadzonej w regionach polityki rozwoju. Programy regionalne są jej podstawowym narzędziem.

No tak, ale to są efekty, a rząd wypomina wam skuteczność we wdrażaniu.

Ale my nie chcemy ścigać się z programami rządowymi o to, kto szybciej wyda pieniądze. W województwach wolimy, by środki programów regionalnych były zainwestowane mądrze i długofalowo. Zaręczam, że obecna edycja programów regionalnych dostarczy przynajmniej równie dobrych efektów niż ta z okresu 2007-2013.

Ministerstwo podało aktualne wskaźniki wykorzystania funduszy. Komunikat był prosty – zagrożone jest około 1,3 mld euro: 887 mln euro z tzw. rezerwy wykonania i 407 mln euro w związku z niewykonaniem zasady N+3. Zgadzacie się z tym?

Ministerstwo odpowiada za wykorzystaniem przez Polskę funduszy unijnych. I rozumiem w tym kontekście troskę ministra również o programy regionalne. To, że wdrażania środków europejskich nie traktujemy jako wyścigu, nie oznacza braku świadomości upływającego czasu. Każdy budżet, również ten unijny, ma swoje terminy. My dobrze wiemy, co i kiedy musimy robić. I zaręczam, że mobilizacja w regionach, także u nas, jest duża. Trzeba też uważać, by nie przeszarżować z biciem na alarm. Nie służy niczemu dobremu budowanie wizji utraty przez polskie regiony setek milionów euro w sytuacji, gdy dyskusja o nowym unijnym budżecie wkracza w kluczową fazę. Jest grupa państw w Unii Europejskiej, które ochoczo wykorzystają wypowiedzi przedstawicieli polskiego rządu o regionach nieudolnie wdrażających swoje programy, popierając cięcia w unijnej polityce spójności po 2020 roku. Kluczowa dla nas część budżetu jest już i tak poważnie okrojona w zaprezentowanej w maju propozycji Komisji Europejskiej na lata 2021-2027.

Czyli według was regionom nie grozi utrata pieniędzy?

Informacje podane przez ministerstwo dotyczą końca sierpnia. Mamy przed sobą jeszcze cztery miesiące do końca roku. Co roku w ostatnim kwartale tempo wdrażania programów, a zwłaszcza rozliczania wydatków w tych programach, istotnie się zwiększa. To oczywiste dla wszystkich, którzy zajmują się funduszami unijnymi.

Już dziś mogę powiedzieć – na podstawie nam dostępnych danych – że żaden region nie straci na koniec 2018 roku ani jednego euro na podstawie zasady N+3. A środki tak zwanej rezerwy wykonania co najwyżej zmienią w kilku programach regionalnych swoje przeznaczenie. Zostaną przesunięte z obszarów, w których nie było możliwości zainwestowania ich szybciej do innych, które radziły sobie lepiej. Skala tych przesunięć – o ile w ogóle nastąpi, bo walka o dobre wykonanie w regionach trwa – nie powinna być duża.

Skoro mówimy o środkach z RPO to może warto wyjaśnić bardziej szczegółowo – czym różni się wspomniana przez ministerstwo rezerwa wykonania od zasady N+3?

Zasada N+3 oznacza automatyczne anulowanie części zobowiązań finansowych Komisji Europejskiej względem programu. Dochodzi do tego w sytuacji, gdy komisja do końca roku nie otrzymuje rozliczenia wydatków w wysokości równej przypisanej do tego roku puli pieniędzy programu. Program traci tę część środków, dla której nie uda się zgłosić Komisji wydatków do 31 grudnia. Warto wspomnieć, iż w perspektywie 2007-2013 w żadnym programie regionalnym nie doszło do utraty środków z tytułu zastosowania zasady N+3. I nie zanosi się na to również w obecnej perspektywie. Zwłaszcza gdy mówimy o końcu tego roku. Rezerwa wykonania to z kolei wydzielona część środków programu, stanowiąca co do zasady 6 proc. ogólnej puli pieniędzy, którą do programu przypisano już z góry. Z drobnymi wyjątkami wykorzystać ją można dopiero po osiągnięciu, wyznaczonych na koniec 2018 roku, kamieni milowych. To pośrednie wartości nie tylko wydatków, ale również innych wskaźników obrazujących postęp w realizacji programów. Już na samym starcie zobowiązaliśmy się je osiągnąć z końcem tego roku. To np. określona liczba kilometrów zmodernizowanych lub wybudowanych dróg czy liczba wspartych przedsiębiorców. Oceny stopnia osiągnięcia tych wskaźników dokona w przyszłym roku Komisja Europejska. Nie ma tu automatyzmu w cięciu pieniędzy programu. Jeśli ocena wypadnie satysfakcjonująco, program nie straci pieniędzy. Przy trudnościach w ich wykorzystaniu może na przykład pojawić się potrzeba, by je w obrębie programu przesunąć z jednego na inny obszar.

Zdaniem rządu samorządy opóźniają konkursy, wolno oceniają wnioski, dają niejasne kryteria naboru. Jest tak?

Rząd ma prawo do swojej oceny. Dobrze jednak, by była bardziej wyważona i sprawiedliwa. Poza tym skala zagrożeń – jak już mówiłem – jest wyolbrzymiona. Żeby przyjąć odpowiednią miarę dla oceny tego, co dzieje się w regionach, warto uświadomić sobie, jak dużym wyzwaniem jest wdrażanie programów regionalnych. Instytucje regionalne w całej Polsce obsłużyły dotychczas blisko 4 tysiące naborów. Oceniły ponad 61 tysięcy wniosków o dotację i podpisały umowy na realizację prawie 29 tysięcy projektów. Nie przeczę, że przy tej skali działań podejmowanych przez regiony od 2015 roku mogły zdarzać się przestoje i problemy. To normalne. Natomiast głównych przyczyn, wskutek których tempo wdrażania programów regionalnych odbiega od oczekiwań ministerstwa, nie upatrywałbym po stronie regionów. Zadziwiające, że ministerialne prezentacje o nich milczą. Trzeba więc przywołać kilka najważniejszych. To duże opóźnienia w przyjęciu na szczeblu rządowym dokumentów, bez których wydatkowanie środków europejskich nie było możliwe. Myślę chociażby o Krajowym Programie Gospodarki Odpadami, prawie wodnym czy V aktualizacji Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych. To także zmiany w tak zwanej ustawie wdrożeniowej, która reguluje na polskim gruncie zasady realizacji programów krajowych i regionalnych. Rząd nowelizował ustawę pod hasłem usprawnień. A zmiany nie przyniosły realnych korzyści beneficjentom. Obciążyły tylko dodatkowo administrację odpowiedzialną za wdrażanie funduszy i zabrały tak cenny czas.

Minister Jerzy Kwieciński pochwalił jednak niektórych, np. województwo podkarpackie za to, że choć nie jest dobrze, to zrobiło największy postęp, by było lepiej.

Absolutnie nie deprecjonuję osiągnięć kolegów z Podkarpacia. Im faktycznie „słupki” urosły znacznie w ostatnich latach. Ale w ciągu ostatnich miesięcy wyniki poprawiły wszystkie regiony. Programom regionalnym trudniej było wejść na właściwe tory. Są zdecydowanie bardziej skomplikowane niż te krajowe. Dysponują pieniędzmi na zdecydowanie więcej różnych obszarów. Regiony nabierają rozpędu, przyjmując na moment punkt widzenia tych, którzy kibicują wyścigom we wdrażaniu funduszy. Tylko kwestią czasu jest to, że wyprzedzimy w statystykach programy krajowe.

Za to Zachodniopomorskie wypadło źle, a nawet bardzo źle. Czemu tak jest?

Nie oceniałbym jako złej sytuacji, w której w czwartym roku wdrażania programu połowa pieniędzy trafiła do firm i instytucji realizujących projekty, a co siódme euro w puli 1,6 miliarda euro rozliczone zostało w Brukseli. Przed nami jeszcze pięć pełnych lat do zamknięcia tej perspektywy. W naszym programie zastosowaliśmy kilka własnych, bardziej zaawansowanych pomysłów na wspieranie słabiej rozwijających się gmin i powiatów. Skoncentrowanie większych pieniędzy w różnych obszarach, które wspólnie mogą pomóc tym samorządom, jest bardziej złożone i czasochłonne. To, że w porównaniu z innymi regionami nie jesteśmy na czele stawki, dzisiaj niczym nam nie grozi. Każdy program ma swoją taktykę wdrażania. Dość wspomnieć, iż w okresie 2007-2013 nasz program regionalny również nie zaliczał się do liderów rankingów tempa wdrażania, a ostatecznie rozliczyliśmy go z Komisją Europejską jako jeden z pierwszych pięciu regionów. Skutecznie inwestujemy na Pomorzu Zachodnim wszystkie pieniądze tego programu, co do eurocenta.

Na swojej stronie internetowej Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju opublikowało wiele tabel związanych ze swoim wystąpieniem. Na jednej z nich zatytułowanej: „Tak marszałkowie inwestują fundusze UE” podana została w procentach liczba podpisanych umów na dzień 31 sierpnia. Zachodniopomorskie jest na ostatnim miejscu z wynikiem 49 proc.

Wyrażona w procentach jest w tym zestawieniu wartość środków unijnych, czyli suma dotacji w umowach podpisanych z beneficjentami w relacji do ogólnej puli pieniędzy z UE dostępnych w programie. Zawarcie umowy jest końcowym etapem starania się o dofinansowanie. Umowa jest podstawą dla realizacji projektu i przekazywania beneficjentowi płatności. W przypadku naszego programu to informacja, iż mamy beneficjentów na niemal połowę wszystkich środków programu. To blisko 1,3 tysiąca umów z dotacjami wartości ponad 3,3 miliarda złotych. Nie znaczy to jednocześnie, że proces pozyskania beneficjentów na drugą połowę dopiero uruchamiamy. W bardzo wielu przypadkach projekty są już wybrane i czekają tylko na podpisanie umów. Obecnie prowadzimy wiele naborów, które są w różnej fazie zaawansowania – od konkursów, w których dopiero wnioski będą składane po takie, w którym jesteśmy już dawno po zamknięciu zbierania wniosków i kończymy ich ocenę. Wszystkie dotychczas uruchomione nabory obejmują ponad trzy czwarte wszystkich pieniędzy naszego programu.  Tak więc postęp w liczbie i wartości podpisanych umów będzie się dokonywał – miarowo i zauważalnie.

Weźmy kolejną ministerialną tabelę o nazwie: „Tak  marszałkowskie rozliczają fundusze”. Tutaj jest już poprawa. Nie jesteście już ostatni,  ale i tak w drugiej połowie stawki, no i oznaczeni na czerwono, co można rozumieć chyba jako alarm. Wasz wskaźnik to 12,6 proc. rozliczonych środków unijnych. Najlepszy wynik ma Opolskie – 20,6 proc., a najgorszy Kujawsko-Pomorskie – 9,7 proc. Czemu tak słabo?

Rozliczone środki to na pewno parametr, który lepiej oddaje stan wdrażania każdego z programów. I nie mówię tego dlatego, że przy tym parametrze Zachodniopomorskie lokuje się już w środku stawki regionów. To wydatki przekładają się na wykorzystanie środków unijnych w programach. Wyniku na poziomie 12,6 procent nie określiłbym jako słaby. Wyrażony w liczbach bezwzględnych oznacza wydatki w wysokości ponad miliarda w realizowanych, często już zakończonych projektach. One już pracują w bardzo różnych sferach na poczet rozwoju naszego regionu.

Przy kolejnej tabeli powiało śmiercią. Ministerstwo nazwało ją „Gilotyna na N+3″. Wynika z niej, że zagrożone jest 407,4 mln euro w skali kraju, a Zachodniopomorskie może stracić 19,2 mln euro. Stracicie te pieniądze?

Dekapitacja nam nie grozi. We wszystkich programach regionalnych o czasie przedstawione zostaną Komisji Europejskiej wydatki w odpowiedniej wysokości. W zeszłym tygodniu w naszym programie zgłosiliśmy Komisji Europejskiej wydatki na kwoty przekraczające o 6 milionów euro wymagane na koniec roku minimum. Pan minister mógł o tym precyzyjnie nie wiedzieć. W swojej prezentacji dysponował danymi z końca sierpnia. Chociaż te same dane dawały podstawę do oceny, że do utraty pieniędzy nie dojdzie. Powtórzę więc: owe 19 milionów euro z naszego programu nie jest więc zagrożone. Nie wraca do Brukseli.

Może to monotonne, ale prezentacja ministerialna jest konkretna i wydaje się być precyzyjna. Dlatego zapytam o kolejną tabelę, z której wynika, że województwa mogą stracić pieniądze z tzw. rezerwy wykonania. Zachodniopomorskie z kwotą 78 mln euro i 81 procentami wykonania jest na trzecim miejscu listy najgorszych województw.

Dane liczbowe, tabele i wykresy są konkretne. Bardzo dyskusyjne są jednak płynące z nich wnioski. Ministerstwo wskazało na zagrożenie utraty środków z rezerwy wykonania, mając pełną świadomość tego, że rok 2018 nie kończy się na ośmiu miesiącach. I że między wrześniem i grudniem dokona się istotny postęp we wdrażaniu wszystkich programów.

Rząd podał też, że znacznie lepiej wykorzystuje fundusze unijne w swoich programach krajowych niż samorządy. Tutaj zacytuję ministra – „Jeżeli popatrzymy na programy krajowe, to (…) w umowach jest już 65 proc. dostępnych środków, natomiast w programach regionalnych – 58 proc. Ta różnica – 7 proc. – już od bardzo długiego czasu utrzymuje się i niestety się nie zmniejsza”. Różnica zdaniem ministra jest też w rozliczeniu środków. W przypadku programów krajowych rozliczonych zostało już 20 proc. środków, natomiast w regionalnych 14 proc. „Mamy różnicę 6 proc. Niestety, ta różnica od dłuższego czasu się utrzymuje i to też nie jest dobrze”. Czemu rząd jest lepszy od samorządów?

Łączny postęp programów regionalnych zaczyna być porównywalny do postępu w programach krajowych, zarządzanych przez rząd. Różnice będą się stopniowo zmniejszać. Rząd na dziś wypada lepiej w tych programach krajowych, w których nie sprawność administracji rządowej, ale inne uwarunkowania budują sukces. Największy w historii Unii program, czyli „Infrastruktura i środowisko” ruszył szybko tylko dzięki wcześniej przygotowanym, częściowo przeniesionym z poprzedniej perspektywy, projektom – głównie drogowym. Nie da się inaczej wytłumaczyć tego, że do podpisania umów na 10 proc. alokacji tego programu doszło już w pierwszym półroczu wdrażania. Z kolei program „Wiedza – Edukacja – Rozwój” opiera się na wsparciu szkoleniowym i podnoszeniu kompetencji o charakterze systemowym, a głównym odbiorcą tych pieniędzy są dobrze przygotowane do roli beneficjenta jednostki rządowe i samorządowe. Pieniądze są tu więc wydatkowane systematycznie i bez większych przeszkód.

Czyli przyznajecie się do wolniejszego tempa niż rządowe, ale pana zdaniem powodów do alarmu nie ma?

Pan minister Kwieciński obrazowo mówił o budzikach, które powinny się rozdzwonić przy uszach śpiących marszałków. Ale nie mówił już o tym, że powinny dzwonić na biurkach podległych ministrowi pracowników. Tych, którzy odpowiadają za dwa krajowe programy operacyjne, których realizacja – oględnie mówiąc – wypada bardzo blado. To programy „Polska cyfrowa” i „Inteligentny rozwój”. Poziom rozliczonych w nich wydatków – odpowiednio 7 i 11 procent – jest niższy niż chociażby w naszym programie regionalnym. Nie słyszałem, by minister w mediach dzielił się obawami, co do utraty pieniędzy w tych programach.

Jak pan odczytuje krytykę? Czy to rząd powinien rozliczać całość środków unijnych? Czy to po prostu obecni samorządowcy są niekompetentni i trzeba ich zmienić? To element kampanii wyborczej czy twarde dane?

Myślę, że nikt, kto od 2007 roku widzi niezaprzeczalne dokonania regionów w zarządzaniu środkami europejskimi, nie wyobraża sobie scentralizowania systemu. Nie docierają też do nas żadne sygnały, by to rząd miał przejąć wdrażanie wszystkich środków z UE. Nie mnie, urzędnikowi od funduszy europejskich, oceniać motywacje dla takiej, a nie innej formuły pokazywania przez rząd sposobu wykorzystania funduszy przez marszałków. Choć zbliżające się wybory samorządowe mogą temu nadawać dodatkowy kontekst. Wierzę jednak, że ministerstwem powoduje jedynie troska o dobre wykorzystanie pieniędzy, będących jedną z podstawowych korzyści naszego członkostwa w Unii. Szkoda tylko, że do opinii publicznej trafia przekaz z tak niepełnym, żeby nie powiedzieć skrzywionym, obrazem.

Jakie macie perspektywy do końca roku? Ile umów podpiszecie, ile środków wykorzystacie?

Nasze plany na koniec 2018 roku zakładają objęcie umowami dwóch trzecich pieniędzy naszego programu. Wykorzystanie środków powinno się zamknąć na 20 procentach. Jak na koniec czwartego roku realizacji programu to, w mojej ocenie, będzie całkiem dobry wynik.

Mogą Ci się również spodobać

Wyludnia się większość polskich regionów

Tylko w czterech województwach, na czele z Mazowszem, w minionym roku wzrosła liczba mieszkańców. ...

Burmistrz Krynicy-Zdroju: wydłużamy sezon turystyczny

Chcemy, by Forum Ekonomiczne było w mieście jak najdłużej - mówi Piotr Ryba, burmistrz ...

Ranking Samorządów 2019: Coraz większe wydatki na drogi

Siatka dróg lokalnych wciąż wymaga uzupełnień, remontów i modernizacji. To zadanie samorządów, które w ...

Drogowa inwestycja to zadanie własne

Gmina nie odliczy podatku od towarów i usług, gdy przebudowując drogę nie jest podatnikiem ...

Szczecińskie Dni Morza

Szczecin na wakacje: zielone miasto tętniące życiem

Weekend jest zwyczajnie za krótki, by zobaczyć wszystkie szczecińskie perełki. Jednocześnie na tyle długi, ...

30 lat po drugim sierpniu

„Szczecin ’88. Tu zaczęła się wolność” – pod tym hasłem w Szczecinie zaplanowano obchody ...