Na zdjęciu od lewej: Rob Lowery, Ivan Almeida, Karol Gruszecki
Andrzej Romański/Energa Basket Liga

Dwie drużyny walczą o złoty medal, a trzecia niedawno awansowała do ekstraklasy. Kujawsko-Pomorskie to dzisiaj centrum polskiej koszykówki.

Trzy kluby z jednego województwa w ekstraklasie, z czego dwa na samym szczycie? To nie zdarza się często, niezależnie od tego, czy to piłka nożna, siatkówka, piłka ręczna czy właśnie koszykówka. Anwil Włocławek to mistrz Polski z poprzedniego sezonu. Drużyna Polskiego Cukru, czyli finałowy rywal, zdobyła wtedy brązowy medal. Astoria Bydgoszcz, czyli jeden z najstarszych klubów koszykarskich w Polsce (obchodzi w tym roku 90-lecie istnienia sekcji) awansowała do Energa Basket Ligi po 13 latach przerwy. Tym sukcesom towarzyszy duże zainteresowanie kibiców, więc śmiało można mówić o boomie na koszykówkę w Kujawsko-Pomorskim.

Setki tysięcy widzów

Każdy z klubów do sukcesu na własną miarę szedł własną drogą. Anwil Włocławek to jeden z najbardziej zasłużonych polskich klubów, w latach 90. potęga, która biła się ze Śląskiem Wrocław i Mazowszanką Pruszków w kolejnych finałach mistrzostw Polski. Nazwiska Igora Griszczuka czy Tomasza Jankowskiego znali wszyscy sportowi kibice w Polsce, a transmisje gromadziły przed telewizorami setki tysięcy widzów. Włocławek stał się jednym z synonimów koszykówki, do tego stopnia, że uczestnik jednego z teleturniejów na pytanie o słynny klub koszykarski z Los Angeles odpowiedział: Anwil.

Passa została przerwana w sezonie 2014/2015, kiedy drużyna nie awansowała do fazy play off. Wówczas doszło do zmian w składzie, a prezes Arkadiusz Lewandowski zagrał va banque i powierzył budowę składu trenerowi zwolnionemu wcześniej z AZS-u Koszalin, Igorowi Miliciciowi. – Trener nie miał wówczas na koncie sukcesów, ale szybko przekonał do siebie kibiców, bo dokonał świetnych transferów. Przyszedł Chamberlain Oguchi, czyli najlepszy strzelec AfroBasketu i reprezentant Czech David Jelinek. Zespół wygrał trzy mecze na początku sezonu. Mieliśmy serię 16 zwycięstw z rzędu u siebie. To był początek tego, co dziś nazywamy odrodzeniem koszykówki we Włocławku – mówi „Życiu Regionów” Michał Fałkowski, media manager Anwilu Włocławek.

CZYTAJ TAKŻE: Liga mniejszych miast

Aby odrodzenie urzeczywistnić, trzeba było wdrożyć plan naprawczy i sprawy zaczęły iść w dobrym kierunku. Najwięcej zależy oczywiście od sponsorów, czyli firmy Anwil, która jest związana z klubem od wielu lat, oraz miasta. – Ludzie poczuli, że po fatalnym sezonie jest nadzieja. Dostali pozytywne sygnały: Anwil nadal jest sponsorem strategicznym, miasto zwiększa wsparcie, klub na czele z prezesem zarządu ma plan naprawczy, przychodzi trener z pomysłem, gracze z charyzmą. Nawet czwarte miejsce na koniec sezonu, a potem odpadnięcie w 1. rundzie play off tego trendu nie zahamowały. Mistrzostwo zdobyte w kolejnym sezonie, dzięki temu, iż w klubie nadal wierzono w projekt trenera Milicicia, jeszcze bardziej napędziło koniunkturę – dodaje Michał Fałkowski. Dziś Hala Mistrzów wypełnia się po brzegi, nawet po dostawieniu dodatkowych 500 krzesełek. Na mecze Anwilu każdy chce przychodzić, bo dobra rozrywka jest gwarantowana.

Pieniądze będą na czas

Hala Mistrzów stała się centralnym miejscem życia miasta, doping jest głośny i ekspresyjny. Z tego są znani włocławscy kibice, którzy dużymi grupami wybierali się na mecze play off do Gdyni czy Torunia. Chętnych do nabycia wejściówek było wielu. Polski Cukier udostępnił gościom 1200 biletów, a i tak na trybunach pojawiło się jeszcze więcej kibiców Anwilu. Szacunki Klubu Koszykówki Włocławek mówią nawet o 2,5 tys. fanów z Kujaw w Arenie Toruń, co jest rekordem absolutnym w polskim sporcie gier zespołowych, wyłączając piłkę nożną.

CZYTAJ TAKŻE: Pierniki dojrzewają do złota

W Toruniu też mają jednak powody do zadowolenia, bo w ciągu kilku ostatnich lat stworzyli sprawnie działający klub, do którego chętnie przychodzą zawodnicy, bo wiedzą, że pieniądze będą na czas i na pewno. Ostatnio ten kierunek wybrał były reprezentant Polski Damian Kulig, chociaż miał na stole inne, poważne oferty. W Toruniu są bogate tradycje koszykarskie, pochodzi stąd wielu świetnych zawodników, ale były też przerwy we wspaniałej historii, stąd popularność trzeba było odbudowywać.

mat.pras.

Klub jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych i frekwencja na trybunach już wynosi średnio około 2600 osób. Profil klubu obserwuje ponad 16 tys. internautów (Anwil ma 22 tys. fanów, a ostatni miesiąc był rekordowy – przyrost o około tysiąc fanów), walczy też o najmłodszych kibiców. Dlatego w poprzednie wakacje z zawodnikami Łukaszem Wiśniewskim i Krzysztofem Sulimą zorganizowano campy dla dzieci, które potem mogą przyjść do klubu na treningi. Sukces sportowy i wiązanie się z zawodnikami długoletnimi kontraktami mogą tylko pomóc w promocji klubu.

Obiekt funkcjonalny

Na przywiązanie kibiców i długoletnią współpracę stawiają też w Enea Astorii Bydgoszcz. Klub podpisał właśnie na dwa lata (z opcją na trzeci) kontrakt z nowym trenerem Arturem Gronkiem. Jego poprzednik Grzegorz Skiba wywalczył awans, ale w Energa Basket Lidze woli być asystentem, bo brakuje mu doświadczenia na tym poziomie, a przecież trzeba zbudować od nowa zespół. Tego doświadczenia w Bydgoszczy brakuje, stąd pomysł z zatrudnieniem szkoleniowca, który pracował już w Stelmecie Zielona Góra.

materiały prasowe

Przed finałem mało kto zresztą stawiał na Enea Astorię, faworytem wydawał się Śląsk Wrocław. – Skupiliśmy się na pracy i naszym celu. Ambicje od początku mieliśmy wysokie, ale nie mówiliśmy głośno. Wiem, że od mówienia nie ma wyników. W sporcie niczego nie można być pewnym przed meczem, bo jest nieprzewidywalny. Ponad 60 kibiców pojechało z Bydgoszczy do Wrocławia. To dodało naszym chłopcom wiary – mówi „ŻR” prezes Bartłomiej Dzedzej.

Potencjał jest, bo nawet kiedy drużyna walczyła o awans z II ligi to na mecze potrafiło pojechać 250 fanów. Teraz, przy okazji walki ze Śląskiem Wrocław, hala Artego zapełniała się do ostatniego miejsca, a kolejnych 800 osób musiało obejść się smakiem. Jak będzie w Energa Basket Lidze? Sąsiednia Łuczniczka raczej byłaby za duża. – Hala Artego będzie naszym domem. Tutaj się czujemy najlepiej, tworzymy najlepsze widowisko. Na trybunach jest 1496 miejsc, ale dopuszczone ostatnio były mniejsze hale. Nasz obiekt jest ergonomiczny i funkcjonalny – dodaje prezes Dzedzej.

CZYTAJ TAKŻE: Niech młodzi kozłują i uczą się wsadów

Klub pracuje też nad nowym, bardziej elastycznym systemem sprzedaży karnetów – posiadacz, który wie, że na dany mecz nie przyjdzie, będzie mógł odsprzedać swoje miejsce. Dba też o młodych, współpracuje z dwiema szkołami, prowadzi program „Poznaj nas”. Pieniędzy, dzięki dobrym umowom sponsorskim, nie powinno zabraknąć. Czy za rok w fazie play off Energa Basket Ligi zagrają trzy drużyny z województwa kujawsko-pomorskiego?

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Zrównoważony rozwój to cel dla współczesnych metropolii

Największym wyzwaniem jest dzisiaj nieustanne zbliżanie ludzi o rozbieżnych poglądach politycznych i poszukiwanie wspólnej ...

Jak działa Bitcoin?

Termin Bitcoin na pewno wielokrotnie widywałeś/aś ostatnio w internecie czy telewizji lub słyszałeś w ...

Wiara wystawiana na ciężką próbę

Wymiar sprawiedliwości popełnia błędy. Efektem części z nich mogą być pozwy pokrzywdzonych, którzy domagają ...

Pływający ambasadorzy nadmorskich miast

Niektóre samorządy są właścicielami pełnomorskich jachtów. Jednostki służą przede wszystkim do szkolenia młodzieży.

Woonerf na łódzkiej ulicy Traugutta

Podwórko na miejskiej ulicy

Woonerf. To słowo, z którym coraz częściej będziemy się spotykać podczas miejskiego spaceru. Kolejne ...

Trzebież znów na trasie

Na żeglarską mapę Polski wraca port jachtowy w Trzebieży. Ten sławny i zasłużony dla ...