Duże regiony lepiej sobie radzą

Fot. Pixabay

Mazowsze i Dolny Śląsk mają teraz największy wybór ofert zatrudnienia, choć wciąż dużo mniejszy niż rok wcześniej.

Województwo mazowieckie, które od lat jest liderem pod względem liczby ofert pracy, w najbliższym czasie może jeszcze umocnić się na tej pozycji. Aż połowa pracodawców z Mazowsza miała w lipcu plany zwiększenia zatrudnienia – wynika z badania firmy usług HR, Adecco Group, które „Rzeczpospolita” opisuje jako pierwsza. Chęci do zwiększania zatrudnienia było w woj. mazowieckim wyraźnie więcej niż w skali całego kraju. Według przeprowadzonego w lipcu br. sondażu, który objął 200 firm z całej Polski, łącznie 42 proc. z nich planowało w najbliższych tygodniach nowe rekrutacje.

Większego wyboru ofert pracy można się też spodziewać w woj. wielkopolskim, gdzie 45 proc. badanych pracodawców zamierza zwiększyć liczbę pracowników, i w woj. małopolskim (44 proc.).

Najrzadziej plany wzrostu zatrudnienia – tylko 20 proc. – deklarują z kolei firmy w woj. warmińsko-mazurskim, które ma najwyższe bezrobocie w kraju, sięgające w lipcu 10,1 proc., oraz w woj. lubelskim (34 proc.). Na Lubelszczyźnie jest natomiast największy odsetek firm planujących redukcje zatrudnienia – co dziesiąta.

Rozwój na Dolnym Śląsku

Jak zaznacza Paulina Łukaszuk, menedżer ds. komunikacji i PR w Adecco Group, obecne plany pracodawców niekoniecznie oznaczają wzrost zatrudnienia w porównaniu z okresem sprzed wybuchu pandemii. Nie brakuje bowiem firm, które teraz wracają do poprzedniej liczby pracowników – po tym jak w pierwszych tygodniach pandemii załamanie w biznesie skłoniło je do zmniejszenia liczby pracowników, teraz znów ich rekrutują. Przykładem jest czołowy producent rowerów, spółka Kross (największy pracodawca w Przasnyszu), który w marcu br. ogłosił plany zwolnień grupowych do jednej czwartej z 600 pracowników, a pozostałym zmniejszył wymiar czasu pracy. Jednak potem, po dynamicznym odbiciu, Kross zgłosił w lipcu w powiatowym urzędzie pracy oferty zatrudnienia dla 100 pracowników produkcji, a szef firmy zapowiada w mediach, że spółka może zatrudnić w tym roku łącznie ponad 200 osób.

CZYTAJ TAKŻE: Ruszył ważny etap odmrażania. Praca transgraniczna znowu możliwa

Najczęściej takie uzupełniające rekrutacje zamierzają prowadzić pracodawcy w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie tylko 8 proc. firm planujących wzrost zatrudnienia będzie szukać pracowników do nowych projektów. Niewiele lepiej jest woj. pomorskim (20 proc.).

Z kolei rozwojowe rekrutacje najczęściej będą prowadzić pracodawcy z Dolnego Śląska. Tam ponad połowa z 31 proc. firm planujących wzrost zatrudnienia tłumaczy to rozwojem biznesu i uruchomieniem nowych projektów. Duży udział takich rekrutacji szykują też pracodawcy w Małopolsce i na Lubelszczyźnie – prawie połowa firm, które będą teraz szukać nowych pracowników, robi to w związku z rozwojem działalności (nierzadko jest to rozwój e-commerce). W czołówce jest też Mazowsze (40 proc.).

To szansa na wzrost liczby ofert pracy na Mazowszu, które w lipcu tego roku miało największy wybór ogłoszeń dotyczących zatrudnienia. Pracodawcy z woj. mazowieckiego opublikowali wtedy w internecie ponad 38,3 tys. ofert pracy – wynika z udostępnionych „Rzeczpospolitej” danych Barometru Ofert Pracy (BOP), który na podstawie analizy prawie 30 największych portali rekrutacyjnych przygotowuje Katedra Ekonomii i Finansów WSIiZ w Rzeszowie oraz Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. To o ponad 7 tys. więcej niż w kwietniu tego roku, gdy lockdown wywołał najgłębszą od lat zapaść na rynku rekrutacji. Wyraźną poprawę w porównaniu z kwietniem widać zresztą we wszystkich województwach – na czele z kujawsko-pomorskim, podkarpackim i podlaskim, gdzie kandydaci do pracy mieli w lipcu ponad 40 proc. więcej ofert w niż kwietniu.

Słabiej na południu

Jednak w porównaniu z rekordowym w tym roku czerwcem, gdy odmrożenie gospodarki zbiegło się z opóźnionym szczytem rekrutacji do prac sezonowych, lipiec w całej Polsce przyniósł wyhamowanie. W zależności od analizy (oferty pracy w internecie monitoruje obecnie już kilka firm) w lipcu liczba ogłoszeń minimalnie wzrosła albo lekko spadła. Adecco Group mówi o 1,2-proc. wzroście (do 255,7 tys.). Z kolei według analizy BOP lipiec przyniósł tu lekki spadek we wszystkich województwach. – W większości był on jedynie marginalny i należy go rozpatrywać raczej w kategoriach stabilizacji niż negatywnej tendencji. Nieco większą redukcję odnotowaliśmy w woj. lubuskim, opolskim oraz podkarpackim – wyjaśnia Robert Pater z Katedry Ekonomii i Finansów WSIiZ w Rzeszowie, autor BOP.

CZYTAJ TAKŻE: Rynek pracy łapie letni oddech po pandemii

Po słabszym lipcu agencje zatrudnienia liczą na odbicie w sierpniu i we wrześniu. O sierpniowym wzroście zamówień na pracowników, zwłaszcza w regionach z zachodniej i południowo-zachodniej Polski, gdzie zatrudnienie zwiększają firmy technologiczne, przemysłowe (głównie te nastawione na produkcję dla budownictwa) i logistyczne – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

Nie tylko on ocenia, że trudniejsza sytuacja jest w województwach z dużym udziałem produkcji motoryzacyjnej (m.in. na Śląsku), gdzie pandemia nałożyła się na branżowy kryzys i spadek popytu na nowe auta.

Efekt logistyki

Dominik Malec, dyrektor regionalny w agencji rekrutacyjnej Manpower, twierdzi, że w porównaniu z okresem sprzed pandemii najsłabiej radzą sobie województwa na południu Polski, gdzie ulokowanych jest wiele firm z branży motoryzacyjnej. – Brak ciągłości w utrzymaniu łańcucha dostaw, opóźnienia w transporcie komponentów spowodowały zatrzymanie produkcji, a co za tym idzie – spadek obrotów i redukcję miejsc pracy. Ponadto spadł popyt na samochody, co dotkliwie odbiło się na wynikach wielu fabryk, które do tej pory nie wznowiły w całości swoich procesów – wyjaśnia Malec.Według niego lepiej sytuacja wygląda na wschodzie kraju, gdzie są prężnie działające zakłady przetwórstwa spożywczego.

Podobnie jest na pomorskim rynku pracy, gdzie – jak ocenia Joanna Dargiewicz, dyrektor regionu w Grupie Progres – najlepiej radzą sobie firmy z sektora spożywczego i logistycznego. – Zauważamy także rosnące zapotrzebowanie na pracowników w branży elektronicznej – dodaje. Andrzej Korkus, prezes EWL, potwierdza, że całkiem dobra jest sytuacja na rynkach pracy w regionach z tradycyjną zwiększoną reprezentacją biznesu logistycznego – w tym w województwach w centralnej Polsce.

CZYTAJ TAKŻE: Efekt koronawirusa. O pracy w urzędzie nie ma co marzyć

Z kolei zdaniem Iwony Szmitkowskiej, prezes Work Service, pracę w logistyce najłatwiej znaleźć na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce. – To sektor, który wręcz rozwinął się w ciągu ostatnich miesięcy – ocenia szefowa Work Service, która mówi też o dużej liczbie zamówień w branży produkcji żywności. Dotyczy to głównie województw na wschodzie i zachodzie Polski oraz w centrum kraju.

Ukraińcy potrzebni w fabrykach

Tego lata w nadmorskich restauracjach, sklepach czy hotelach rzadziej niż przed rokiem można spotkać pracowników ze Wschodu. Wzrost bezrobocia, a więc i podaży krajowych kandydatów do pracy, przełożył się w tym roku na mniejsze zapotrzebowanie na cudzoziemców, szczególnie w usługach. Jednocześnie wskutek ograniczeń wymuszonych pandemią (najpierw zablokowania granic, a potem obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny) napływ migrantów zarobkowych także się zmniejszył.

W rezultacie agencje ściągające pracowników ze Wschodu nie narzekają na brak zleceń zwłaszcza ze strony firm produkcyjnych i logistyki. Joanna Dargiewicz ocenia, że popyt na pracowników z Ukrainy rośnie głównie w branży spożywczej – m.in. w zakładach przetwórstwa ryb, mięsa czy warzyw sezonowych. Zwiększone zainteresowanie pracownikami z zagranicy widać również w branży meblarskiej.

Na ożywienie i rosnącą liczbę zleceń z branży meblarskiej, a także elektronicznej zwraca uwagę Tomas Bogdevic, dyrektor generalny firmy Gremi Personal, która w czasie pandemii organizuje też loty czarterowe dla pracowników z Ukrainy (dzięki temu unikają teraz obowiązku kwarantanny).

CZYTAJ TAKŻE: Unijne fundusze uratują w Polsce 500 tys. miejsc pracy

Cały czas notujemy też bardzo duże zapotrzebowanie na pracowników w produkcji albo przetwórstwie drobiu i warzyw lub innych produktów – dodaje szef Gremi Personal, która 18 sierpnia organizuje już czwarty lot czarterowy ukraińskich pracowników do Polski. – Zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy będzie mniejsze niż rok temu, ale cały czas pozostanie wysokie, np. w branży rolniczej, spożywczej, logistycznej, magazynowej oraz budowlanej – przewiduje Dominik Malec z Manpower.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Ponad 220 tys. zł do wygrania w loterii podatkowej

Władze Łodzi chcą zachęcić mieszkańców do płacenia podatków w mieście pierwszą w historii loterią ...

Mecenasi z ratusza

Samorząd Gdańska co roku kupuje dzieła sztuki nowoczesnej za 400 tys. zł. Gdynia stawia ...

Największa plaga wakacji nabiera impetu

Nie ma dla nich większego znaczenia czy to wielka metropolia, mniejsze miasto czy niewielka ...

Drugie życie krośnieńskiego dworca kolejowego

Dworce kolejowe coraz częściej pełnią nie tylko funkcje komunikacyjne, ale także kulturalne. Najnowszy z ...

Gminy znów mogą powalczyć o pieniądze na komputery

Centrum Projektów Polska Cyfrowa rozpoczęło nabór w kolejnym konkursie dla samorządów. Program Zdalna Szkoła+ ...

Kiedy wirus sparaliżuje miasta

Lokalne władze odczują dotkliwie skutki pandemii także w swoich budżetach. Dlatego apelują o szybką ...